Relacja | RETROnizacja 3 – Pawłowice Śląskie

..::Turnieje, turnieje, turnieje::..

Dla pragnących współzawodnictwa plan dnia był napięty, ponieważ Renton zorganizował kilka turniejów, które miały partowiczom umilić czas w ciągu tego długiego dnia. Jakby ktoś miał mało rozrywek, które zapewniał sobie we własnym zakresie (w rożnym stylu – nie wszystkie z nich nadają się do opisania w publicznym portalu ;)) to mógł skorzystać z tego co przygotował organizator. Dodatkowym motywatorem do uczestniczenia w turniejach były nagrody, które ufundowali sponsorzy – głównymi nagrodami były pełne zestawy konsol: PS2 i 2 x PSX (ufundowane przez Sordana) oraz NES mini (które wygrałem w turnieju na Retronizacji 2, a które obiecałem przekazać jako nagrodę w kolejnej edycji). Zestaw nagród uzupełniały również różnego rodzaju gadżety m.in.: magnetofon do Atari, przejściówki PCMCIA-CF z kartami zasponsorowane przez samego organizatora oraz czekolady, kubki, przypinki czy inne drobne gadżety – przekazane przez Edimena, Markusa Retro, Borsuka, Lemona, Skanera i Czesia AmiCzara.

Rozgrywki turniejowe cieszyły się dużą popularnością – nie tylko grających (organizatorzy nie mieli problemu z zapełnieniem listy uczestników) jak i kibicujących – tutaj Adolfinio i Edimen mierzą się w International Karate.

Sensible World of Soccer

I tak chętni  rozegrali turniej w SWOS-a (a jakżeby inaczej – tej gry nigdy nie zabraknie na Retronizacji) – oficjalny, na który zjechali ligowi wymiatacze z Polski. Do rozgrywek zapisało się 20 osób, które zostały podzielone na 4 grupy. Rozgrywki skonfigurowali na czterech amigach XFlea i Cinek i dopilnowali, aby turniej postępował do przodu i odbywał się uczciwie. Fajnym dodatkiem dla grających był przygotowany prze chłopaków gadżet w postaci zafoliowanej tabelki z rozpiską atrybutów piłkarzy drużyny, którą wybrał zawodnik. Dla wyrównania szans gracze ligowi wybrali sobie bardzo słabe drużyny. Turniej trwał kilka godzin i  był bardzo zacięty – poziom niektórych zawodników był bardzo wysoki, widać było godziny treningów. Bardzo wyrównane mecze toczyli Borsuk i Sordan (zapowiadał on, że skopie wszystkim tyłki). Ostatecznie Sordanowi niestety nie udało się opuścić grupy i rozgrywki finałowe musiał oglądać zza pleców innych grających. Co ciekawe mi udało się wyjść z mojej grupy, ale w ćwierćfinale grałem mecz z Cinkiem, który pokazał mi, że nie powinienem dotykać joysticka skoro w ta grę gram tylko na turniejach imprezowych. Półfinały były bardzo zacięte, i zebrały przy głównym stanowisku wielu kibiców. Ostatecznie wygrał Bobbieboras, drugi był Cinek a trzecie miejsce przypadło Borsukowi – co było dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Zwycięzca zgarnął konsolę PS2 z całym potrzebnym osprzętem. Warto tutaj zaznaczyć, że Bobbi jako jedyny z profesjonalistów grał na joy-u. Reszta ekipy ligowców, grała używając skonstruowanych specjalnie do tej gry kontrolerów – kawałka klawiatury składającej się z 4 przycisków kierunków i jednego dla strzału. Kontroler ten daje trochę przewagi w grze, bo umożliwia ruchy niemożliwe do wykonania na zwykłym joysticku. Ale jak pokazał przykład Bobbiego, można i przy użyciu joy-a nawiązać walkę z najlepszymi graczami wyposażonymi w taki sprzęt, a do tego i wygrać. Turniej był na wysokim poziomie i bardzo podobał się kibicującym. Grający zapowiedzieli, że rozegrają jeszcze nieoficjalny turniej, w którym mieli wziąć udział tylko zwykli śmiertelnicy.

Retronizacja 3 relacja

Finaliści rozgrywek w Sensible Soccer. Walka była zacięta, ale ostatecznie wszyscy uśmiechnięci :)

Microprose Soccer

W Drugim turnieju również kopano w piłkę, tym razem jednak w grze Microprose Soccer na C64. Cały turniej poprowadził retroSZPUNTAfan, który kilka tygodni wcześniej w tą samą grę zorganizował potyczki jutuberow. Do turnieju zgłosiło się kilku zawodników i na komodorku Szpunty pokonywali kolejne etapy w tej grze. Tu również rozgrywki były emocjonujące a ostatecznie na pudło wskoczyli: Marecheck na trzecie miejsce, Szpunta na drugie, a zwycięstwo i nagroda główna w postaci konsoli PSX przypadły Superboniowi.

Słoneczko przyświeca finalistom turnieju w Microprose Soccer. Gratulujemy.

International Karate

Dla tych co nie lubią piłki kopanej, a preferują łamanie kości, organizator zaplanował rozgrywki w International Karate. Ten tytuł pojawia się często na różnych turniejach, zatem i chętnych do obicia koledze wirtualnej buźki nie brakowało. Turniej stał znowu na bardzo wysokim poziomie, ponieważ w szranki stanęła sama elita, co to niejeden raz joya w ręce miała i wiedzieli jak sobie z oponentem poradzić. Ostatecznie podium zostało obłożone w następujący sposób: 3 miejsce – Edimen, 2 miejsce – Sordan, 1 miejsce – RetroBorsuk. Nagrodą główną w tym turnieju była również konsola PSX z pełnym osprzętem. Jako, że Borsuk jest posiadaczem wielu konsol, to przekazał swoją wygraną do kolejnego turniejuCrazy Priest. Sordan jako organizator tego turnieju i sponsor nagrody, przyjął ten prezent i… wymienił go na butelkę Jamesona, tym samym zmieniając główną nagrodę w swoim turnieju.

Retronizacja 3 relacja

Niech nie zmyli Was spokój na czubkach głów zawodników – ta gra wzbudzała na prawdę duże emocje.

Crash Team Racing

Nie zabrakło również propozycji turniejowych dla dzieci, które licznie odwiedziły imprezę i bawiły się równie dobrze jak dorośli. Organizatorem rozgrywek dla dzieciaków był jak zwykle Edimen, który pilnował, aby turniej w Crash Team Racing odbywał się w atmosferze fair play i dobrej zabawy. W tych rozgrywkach emocji nie brakowało, dzieciaki ścigały się niczym najlepsi kierowcy Formuły 1, a dorośli kibicowali im nie mniej niż przy rozgrywkach w SWOSa. Było się o co ścigać, bo nagrodą była konsola NES mini, którą przekazałem zgodnie z obietnica daną na Retronizacji 2 (zwyciężyłem ją wtedy w turnieju Dynablaster). Podium zostało obsadzone przez Michalinioo na pozycji trzeciej, Michała (syna Szpunty) na stopniu drugim, a pierwsze miejsce i nagrodę główną zdobył Bolek – syn Edimena.

Uśmiech na twarzy dziecka to jeden z najfajniejszych prezentów jakie może otrzymać dorosły – dobra zabawa i fajna nagroda – warto przyjechać na Retronizację!

Crazy Priest

Ostatnim turniejem w sobotę był turniej, który wzbudził chyba najwięcej emocji i wywołał najbardziej gromkie salwy śmiechu. Niespodziewanie chyba dla organizatora tej rozgrywki – Sordana, który oprócz tego, że jest autorem turniejowej gry, ufundował nagrodę główną w postaci butelki Jamesona  (została ona ostatecznie podmieniona na konsolę PSX, którą zwyciężył Borsuk w International Karate) – do turnieju zapisało się bardzo dużo osób. Gra toczyła się bardzo długo, tak, że koncert Katoda został opóźniony o prawie godzinę. Niemniej warto było stać przy monitorze, na którym toczył się turniej i uczestniczyć w zabawie – odgłosy wydawane przez szalejących po ekranie księżulków rzucających czary udzieliły się oglądającym i towarzyszyły im do końca imprezy (następnego dnia) – niektórym pozostały do dzisiaj (uuuuuueeeeeeeehhhhh ;)). Niestety z powodu tego, że zaraz po tym turnieju odbywał się koncert i zrobiło się duże zamieszanie, nie jestem w stanie sobie przypomnieć – proszę o informację w komentarzu – jak zostało obsadzone podium. Na pewno zwycięzcą został Sordan (nagrodę główną przekazał dalej), drugi prawdopodobnie był syn Retroszpunty (aczkolwiek nie został uprawniony do odebrania nagrody), trzeciego miejsca nie podam, bo po prostu nie pamiętam.

Zwycięzca turnieju i jednocześnie autor Crazy Priesta – Sordan – cieszy się jak dziecko. Na pierwszym planie rozłożony sprzęt Katoda.

..::Część muzyczna::..

Po rozegraniu ostatniego turnieju w Crazy Priesta w końcu nadszedł czas na występ gwiazdy wieczoru – Katod już od godziny 21 przygotowywał się na scenie, a obok niego Lokaty też rozłożył już swoje zabawki i odsłuchiwał sobie sety, z których miał kontynuować muzyczną część wieczoru. Kiedy zatem umilkły brawa i wiwaty po finale w Crazy Priesta światła przygasły i z głośników popłynęły chiptunowe dźwięki produkowane przez komodorki, syntezatory i gitary elektryczne Katoda. Z każdym kolejnym utworem ludzie na sali coraz bardziej się rozkręcali i tańczyli, skakali, gwizdali i ogólnie dobrze się bawili. Ci, którzy znali repertuar Katoda, domagali się konkretnych utworów. Ci, którzy repertuaru nie znali – równie dobrze się bawili i wsłuchiwali w rozbrzmiewające w głośnikach nutki. Chciałoby się, aby koncert nigdy się nie skończył – czuć było bardzo pozytywną energię od samego muzyka jak i ludzi bawiących się na koncercie.

Katod w swoim żywiole – ogarnia kilka keyboardów, komputerów i do tego dwie gitary – mistrz Chiptune ;)

Wszystko co dobre jednak się kończy i te kilkadziesiąt minut muzykowania upłynęło bardzo szybko – komu było mało, mógł jeszcze sobie nabyć najnowszą płytkę CD z autografem (co oczywiście uczyniłem i od czasu imprezy wożę i słucham ciągle w samochodzie). Po zakończeniu występu Katoda, w głośnikach popłynęły cięższe bity serwowane przez decki Lokatego, który jak mało kto potrafi się wczuć w swój żywioł i realizuje zawsze swój założony plan muzyczny. Po północy na parkiecie zostali już najwytrwalsi, którzy są zaprawieni w bojach i nie przeszkadza im twardszy bit. Co ciekawe, do tańca porwało również młodych uczestników, którzy nadal jeszcze byli obecni i dobrze się bawili. Pojawił się również lekki zgrzyt, w postaci sabotażu występu Lokatego (ktoś wyłączał nagłośnienie), jednak sam Lokaty (jak i osoby chcące się nadal bawić) nie przejmował się sytuacją i dotrzymywał danego Rentonowi słowa – sącząc tłusty bit z głośników.

Skupienie na twarzy, odsłuchy na uszach… i kręcenie deckami – kolejne już wystąpienie Lokatego na retro imprezie.

W związku z tym, że w niedzielę czekała mnie rola kierowcy, postanowiłem, że potrzebuję wypocząć przed trasą i około godziny pierwszej udałem się w drogę do hotelu na zasłużony wypoczynek. Dołączyli do mnie ci sami towarzysze co poprzedniego wieczoru, przy czym Vato (który jednak część imprezy spędził na SORach, więc chciał jeszcze trochę poużywać) został na miejscu a dołączył do nas Skiba. Droga, mimo, że zajmuje ponad pół godziny, upłynęła nam bardzo szybko i miło – głównym bajarzem podczas naszej wycieczki był tym razem Skiba, który snuł soczyste opowieści ;) Znowu zasnąłem jak dziecko i tylko raz przebudziłem się w ciągu nocy – kiedy do pokoju dotarła wesoła ekipa przywieziona przez taksówkę.

..::Niedziela – i czas do domu::..

Niedzielny poranek obudził nas deszczem. Znowu zerwałem się wcześnie rano i poszedłem na śniadanie, dołączył do mnie Krashan i towarzysze wieczornej podróży do hotelu. Pogadaliśmy o różnych tematach i umówiliśmy się na spacerek do Domu Kultury, aby uczestniczyć w kolejnym, niestety ostatnim już, dniu imprezy. Niedziela miała być spokojnym dniem, spędzonym przy luźnych rozgrywkach oraz prezentacji produkcji demoscenowych. Tematem dem na C64 miał zająć się Peyson, a produkcje Amigowe miał prezentować na swojej dopasionej Amidze 1200, Marecheck. Niestety plany spacerowe pokrzyżowała nam jednak pogoda, siąpiący deszczyk przerodził się w dość poważnie lejący deszcz. Stwierdziliśmy zatem z Krashanem, że skorzystamy z dobrodziejstwa taksówki – rzutem na taśmę dołączył do nas Vato. Sordan i Lokaty pozostali w swoich cieplutkich łóżeczkach, aby dojść do siebie po nocnych harcach przy bitach Lokatego. O dziwo, w niedzielę taksówki były wolne i po 10 minutach podjechał po nas pojazd, który dostarczył nas do miejsca docelowego. W środku przywitało nas rozbudzone częściowo i przerzedzone towarzystwo, które wypijało właśnie śniadanie i było w trakcie pierwszych etapów pakowania się. Zapowiadało się, że dzień trzeci nie będzie już tak gęsto zaludniony i będzie raczej kameralnie.

Krashan zaopatrzył się w nowy monitorek do swojej Amisi, dzięki czemu podróżowanie pociągiem staje się jeszcze łatwiejsze. Tutaj łupie w Silk Worm, który wszystkim przywołuje dobre wspomnienia.

Na miejscu był już też Larek i Borsuk, którzy dojechali ponownie, aby dopełnić pewnych zobowiązań. Po ostatnim odcinku Retro na Gazie, w którym to Borsuk przechodził fajnego platformera na AtariCrowland, w komentarzach artykułu do tego filmu pojawiły się głosy, że gra jest krótka. Sam również skończyłem ten tytuł za pierwszym razem w ciągu ok 25 minut. Rzuciłem wtedy wyzwanie Borsukowi, w którym mieliśmy się zmierzyć w tą grę na czas a miejscem potyczek miała być właśnie Retronizacja. Zatem niewiele się ociągając przystąpiliśmy do wyzwania – a towarzysz Larek stwierdził, że przydałoby się to udokumentować. Mieliśmy grać na czas – i wygrywał ten, kto w krótszym czasie ukończy grę. Do czasu rozgrywki mieliśmy nie trenować, więc tak naprawdę dla mnie to była druga gra w życiu w ten tytuł. Przystąpiłem więc do gry pierwszy – ale niestety po trzech minutach zginąłem sromotnie nie dochodząc nawet do drugiego świata – zbyt pewny siebie byłem i zbyt szybko chciałem się rozprawić z kolejnymi etapami, a dodatkowo stres spowodowany przeciwnikiem i obecnością kamery zrobił swoje. Drugi do gry przystąpił Borsuk i jemu udało się ją ukończyć w 10 minut. Nie dałem za wygraną i w sumie trochę nie fair (bo drugi raz) rozpocząłem ponownie – tym razem z sukcesem udało się przejść w czasie 9 minut. Czas ten jest jeszcze do pobicia, ponieważ zginąłem dwa razy i musiałem zaczynać etapy od nowa. Może kiedyś się pokuszę o lepszy wynik.

Commodore 64, które służyło jako sprzęt do wstępnej selekcji demek do prezentacji w niedzielę. Na tym sprzęcie Peyson najpierw prezentował nam dema, a potem je puszczał na big screenie – zmęczone pudełko dyskietek Peysona :)

Kiedy dokończyliśmy grę, w końcu pojawili się Sordan i Lokaty, byliśmy już w komplecie, więc teraz oczekiwaliśmy tylko na czas kiedy trzeba będzie się zebrać i pojechać. Jednak czas ten nie ciągnął się wcale – skoro impreza miała się oficjalnie zakończyć o 21, to rozrywek przecież nie mogło zabraknąć. W międzyczasie Peyson, który miał prowadzić pokaz produkcji demoscenowych z C64 rozpoczął przeglądanie wstępne demek. I choć miał już stan przedgrawitacyjny, to jednak nie przeszkadzało mu to w ogarnianiu jego kartonika z dyskietkami i zaskakiwaniu ciekawymi produkcjami i opowiadaniu o wykorzystywanych efektach i znajomości z ludźmi z demosceny. Szybko okazało się również, że są chętni na rozegranie nieoficjalnego turnieju w SWOS-a. Do grupy grających zapisali się Sordan, Renton, Marecheck, Vato, Borsuk i ja. Turniej trwał kilka godzin, przerywany różnymi zdarzeniami (Marecheck musiał wyskoczyć na rosół do teściów, ja pojechałem odwieźć Edimena, jego syna Bolka i Krashana na dworzec PKP do Pszczyny) – ostatecznie jednak zwyciężył Sordan, który bardzo się z tego powodu uradował. Tak bardzo, że zapomniał zabrać swojego turniejowego joysticka z powrotem do Irlandii.

Retronizacja 3 relacja

Odrobina sprzętu pomaga Katodowi wygrywać soczyste chiptuny na koncertach. Kto nie słuchał – niech posłucha i kupi sobie płytę. Ja mam ciągle wsadzoną w odtwarzaczu w aucie.

Równolegle z turniejem w SWOS-a, Borsuk zorganizował mini turniej w Kissin Kousin. Zasada była prosta, każdy miał dwie gry – treningową i główną, zwyciężał ten, kto uzyskał najwięcej punktów. Nagrodą była butelka Jamesona, którą dzień wcześniej Borsuk wygrał :) Okazało się, że do turnieju zgłosiło się na początek kilka osób, ale szybkość rozgrywki i jej efektowność spowodowała, że przy stanowisku turniejowym zbierała się coraz większa grupa ludzi chętnych do spróbowania swoich sił. Ostatecznie po tym, jak niektórzy uzyskiwali wyniki o wartości równego zera punktów, Borsuk poluzował trochę zasady i można było przystąpić do gry kilka razy. Przez ponad godzinę toczyła się fajna zabawa, na zmianę podchodzili ludzie, którzy pierwszy raz w życiu widzieli tą grę na oczy – gra powodowała, że wszyscy się dobrze bawili, a każdorazowe pojawienie się sierściucha, który wskakiwał protagoniście na głowę, powodowało salwy śmiechu i wyzwiska grającego rzucane w kierunku ekranu. Rotacja na krzesełku przy kompie była duża i szybka – Adolfinio, Sajdor, Szpunta, Renton, Lokaty, Vato czy nawet Krashan, wszyscy chcieli zagrać i pokonać wysoki poziom punktowy ustanowiony przeze mnie – aż 810 punktów :) Ostatecznie udało się to Sajdorowi, który z wynikiem ponad 1500 punktów wskoczył na pierwszą pozycję. Rzutem na taśmę jednak udało mi się w ostatniej rozgrywce go pokonać i z wynikiem ponad 2000 punktów wysunąć się na czołową pozycję. Okazało się, że jestem nie do pokonania i ostatecznie zwyciężyłem – nagrodę swoją podarowałem jednak Sajdorowi, który bardzo sobie na nią zasłużył. Krótki filmik z potyczek niedzielnych możecie zobaczyć poniżej, oczywiście jest to produkcja niezastąpionego w takich przypadkach Larka – który uwiecznił zarówno rozgrywkę w Crowland jak i świetnie zmontował potyczkę w Kissin Kousin.

Niestety, jak to zwykle bywa, wszystko co dobre kiedyś się musi skończyć. Po prawie dwóch dobach wypełnionych oparami retro, spotkaniami ze wspaniałymi ludźmi, niesamowitą atmosferą retrogamingową i rewelacyjnymi rozgrywkami turniejowymi oraz świetnymi doświadczeniami muzycznymi, nastał czas kiedy i my musieliśmy kończyć swój udział w imprezie i zebrać się do domu. Po zjedzeniu ostatniej już w ten weekend pizzy, zapakowaniu sprzętu do naszego pojazdu i pożegnaniu się z pozostającymi jeszcze na miejscu ludźmi (o dziwo jeszcze kilkanaście osób zostało i bawiło się w najlepsze) – około godziny 16 wyjechaliśmy z Pawłowic w kierunku Krakowa. Kiedy wychodziliśmy, Peyson akurat był w trakcie pokazu demek na Commodore 64. Na podłączonym do rzutnika sprzęcie uruchamiał coraz to kolejne produkcje, dobrze się przy tym bawiąc :) Lokaty i Vato towarzyszyli mi w drodze na lotnisko, na którym pożegnaliśmy Sordana i wróciliśmy do Gliwic, miejsca docelowego naszej wycieczki.

Stanowisko Pinokia – praktycznie przez całą imprezę słychać było na nim super chiptunową muzykę – widać, że chłop lubi słuchać dobrej muzyki.

W drodze do Krakowa i z powrotem w aucie panowała raczej cisza, wszyscy nostalgicznie rozpamiętywali wydarzenia ostatnich dni i godzin, niektórzy nadrabiali sen. Od czasu do czasu tylko rozmawialiśmy i umawialiśmy się już na kolejną imprezę i planowaliśmy, że kolejną edycję Retronizacji odwiedzimy na pewno. My dojechaliśmy już do domów, a w pawłowickim Domu Kultury Renton z kilkoma osobami kończył sprzątanie i imprezowali w najlepsze. Zatem wychodzi na to, że impreza udała się bardzo i nie pozostaje nam nic innego jak oczekiwać na przyszły rok i kolejną edycję. Renton już zarezerwował termin i podał go nieoficjalnie – będzie to drugi weekend po świętach wielkanocnych. Zapowiedział, że w przyszłym roku impreza zostanie rozszerzona o composy – zatem będzie to dodatkowy element, który powinien przyciągnąć jeszcze niezdecydowanych co do tego, czy warto przyjechać do Pawłowic. Warto! Warto też spróbować swych sił i przygotować jakąś produkcję oraz nastawić się na dobrą zabawę. Rok szybko zleci, tym bardziej, że w ciągu tego roku wydarzy się jeszcze wiele innych imprez, na które warto się wybrać. Renton, dla Ciebie i Twoich pomocników – podziękowania za super klimat, który udało się Wam stworzyć w tym miejscu. Do zobaczenia za rok!

NA NASTĘPNEJ STRONIE:

RZUT OKIEM NACZELNEGO I RELACJA BORSUKA

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200 oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...