Relacja | SACP Luty 2019 + Zapowiedź Bridge Strike


FAJOWY MICRO i INSTRUMENT Z TEKSASU

Jeszcze raz ta sam ścieżka dźwiękowa. Ma przecież ponad 3 godziny!

Phoenix na BBC Micro to mistrzowska konwersja. Po prostu piksel perfect!

Myślę, że gospodarze zlotu powinni być zadowoleni, że najwięcej miejsca w relacji poświęciłem ich ukochanemu (i mojemu drugiemu naj po Małym Atari) komputerowi. Należy im się to za wzorową organizację, miłe przyjęcie wszystkich biesiadników oraz otwarcie zlotu na inne systemy. Z mojej perspektywy głównym daniem i najbardziej smakowitym kąskiem była rozpikselizowana uczta, wręcz obżarstwo, jakie przygotował dla mnie mój przyjaciel Nekroskop. Ten wielki miłośnik Commodore, specjalnie przytargał dla mnie swoje największe retro egzotyki czyli wspomniany wcześniej Texas Instruments TI-99/4A, z którym już obcowałem na RETROnizacji – o czym możecie poczytać w pierwszym przeglądzie gier na ten sprzęt w tym miejscu. Drugim rarytasem był niespodziewanie BBC Micro, którego nigdy wcześniej nie miałem w swoich łapskach i normalnie jak go zobaczyłem – to aż mi się tupecik przekrzywił!

Nekroskop naprawia przelotkę do podłączania dżojów dla Texas Instruments. (zdjęcie: Esio).

Przyznam szczerze, że na stanowisku z tymi dwoma cudeńkami spędziłem blisko sześć godzin, więc niech inni zlotowicze nie dziwią się, że mało widzieli mnie w tłumie. Po prostu nic mnie tak nie kręci w życiu (no może poza jedną kobitką) jak granie na starych, rzadko spotykanych mikrokomputerach w zupełnie nieznane mi gry, albo sprawdzanie organoleptycznie jakości największych hitów na te systemy. Muszę wam powiedzieć, że w trakcie SACPa w pewnym momencie jechaliśmy z tymi retro kompami na dwa baty! Czyli ja grałem na jednym sprzęcie, a Nekro już wczytywał kolejną grę na drugi! Przez cały zlot zdążyliśmy przejrzeć dobre kilkadziesiąt gier na te mało znane w Polsce maszynki. Jezu, jak się ciesze z tych króciutkich wskrzeszeń tych mikrokomputerów! Muszę przyznać, że Romek Nekroskop to prawdziwy magik elektroniki, gdyż zarówno do BBC Micro oraz Texas Instruments miał skonstruowane własnym sumptem czytniki kart SD i pendrivów oraz dodatkowo przelotkę na dżojstiki do Teksańczyka. Niestety w przypadku Brytyjczyka musiałem zadowolić się graniem na klawiaturze, a klawiszologia w grach, które ogrywaliśmy – niejednokrotnie była godna Chopina…

Jetpac na Teksańczyka zachwyca stroną tytułową. Samą rozgrywką już trochę mniej.

W tej relacji tylko napomknę o paru grach, z którymi tam obcowałem, a wy w przyszłości spodziewajcie się wielu części przeglądów gier na te komputery. Znowu zrobię wam teksańską masakrę grami komputerowymi w kilku odcinkach, a także odbędziemy mega przegląd Micro gier w kilku odsłonach. Biorąc pod uwagę jeszcze inne planowane lub rozpoczęte przeze mnie artykuły na RnG, to myślę, że czas wolny z mojego planu dnia mogę w tym momencie całkowicie wykreślić… Zacznijmy może od retro ziomka prosto z Ameryki, jakimi wartymi uwagi tytułami mnie zaskoczył, o czym wam napiszę? Na pewno o świetnej konwersji automatowego Popeye, albo niedokończonym wybornym porcie Alex Kidd on Miracle Island, który wcześniej znany był głównie miłośnikom konsol firmy Sega. Bardzo zadziwił mnie udany shmup Titanium będący, uwaga, uwaga – pionowym klonem sławnego Uridium! Tego jeszcze nie grali. Z kiepskich produkcji odrzucił mnie kieprawy klon Berzerka zatytułowany Borzork, lub dosyć słaba wariacja na temat Boulder Dasha pod nazwą Rock Runner. A widzieliśmy jeszcze między innymi takie klasyczne hity jak Scramble, Frogger, Jetpac czy Pyjamarama, oczywiście w adaptacjach na teksańskiego 16-bitowca.

Borsuk nie może oderwać łap od Phoenixa. Wciąga jak bagno, pomimo grania na klawierce.

Z kolei po zobaczeniu kilku gier na BBC Micro napaliłem się na niego niczym szczerbaty na diamentową szczękę! Normalnie jak ujrzałem w akcji konwersję świetnej i kultowej strzelaniny Phoenix prosto z automatów arcade to oniemiałem! Zazdrościć jej mogą wszystkie ośmio i szesnastobitowe sprzęty na dzielni! Powaga. A Frogger w wydaniu na ten brytyjski komputerek? Masakracja! Myślałem, że ktoś robi mnie w konia i ukrył MAME w obudowie tego szkolnego przecież mikrokompa – idealna konwersja. Pozamiatało mną także świetnie przeportowane Scramble, najlepsza wersja Mouse Trap, oraz wyborowa edycja kooperacyjnego platformera Bubble Bobble znanego zarówno z wozów Drzymały jak i Commodore 64. Z drugiej strony dla przeciwwagi wiele starszych tytułów na tego stareńkiego Brytyjczyka poraziła mnie wręcz koszmarnością wykonania. Commando w wersji spacerowej, z oczojebną grafiką i praktycznie bez scrollingu? Buhehehe. Albo adaptacja Green Beret, która w tym momencie pojedynkuje się w mojej głowie z atarowską wersją tego przeboju o miano najbardziej gównianej konwersji wszechczasów? Hmm. Dodatkowo zachęcę was faktem, że wraz z moim druhem ograliśmy także trochę ekskluzywnych (chyba) komnatowych gier action-adventure na BBC Micro. Mówią wam coś tytuły Castle Quest, Imogen albo Mountain Panic? Nie? To dobrze, będziecie mieli co czytać w przyszłości na naszej witrynie. Naprawdę magiczne to były dla mnie chwile, kiedy mogłem pograć w te wszystkie hity i kity na prawdziwym sprzęcie, z którym nigdy wcześniej nie obcowałem. Poczułem się niczym growy Indiana Jones, albo nastolatkowie z Wielkiej Brytanii czy Teksasu z połowy lat 80-tych. Dzięki Nekroskopie i do przeczytania!


ATARI, LAREK i MYSZKI Z KOSMOSU

Larek pobija rekord w Mister Hoppe na Małe Atari. Po prawej jego środek dopingujący…

Mojego przyjaciela Profesora Larka muszę serdecznie przeprosić, iż tym razem spędziłem z nim tak mało czasu na zlocie. Wiecie, rozumiecie, starożytne gry na jeszcze starsze sprzęty nie ograją się same… Jednak miłe były złego początki i żeby tradycji stało się za dość – rozpoczęliśmy największy amigowy zlot w okolicy od uruchomienia… Małego Atari. A raczej emulatora Atari XL/XE na komputerku Larka, który przytargał ze sobą. Oczywiście na pierwszy ogień wzięliśmy próbę pobicia rekordu świata w najnowszą grę od Bocianu czyli maleńkiego, bo ważącego aż 6,5 KB – kolorowego Mister Hoppe. To bardzo prosta pod względem rozgrywki oraz bardzo fajna i kolorowa zarazem, jednoprzyciskowa gra polegająca na skakaniu chłopkiem przez przeszkody. Świetne wrażenie robi szczególnie paralaksowy przesuw ekranu z ładnym, rzeczno – miejskim krajobrazem. Jak autor zmieścił to w tak małej ilości pamięci – nie wiem. Kilkanaście dobrych minut zajęły nam próby pobicia rekordu 8 000 punktów i muszę wam się przyznać, ze tym razem mój kompan był leszy ode mnie. Tak, Larek pobił rekord świata w Mister Hoppe osiągając wynik 8 250 punktów. Brawo Ty!

Xenophobe na Atari 7800 – run and gun czyli chodzona strzelanka skonwertowana z salonów gier.

Później podłączyliśmy do jego kompa przytargany z mojej nory dysk twardy zawierający pincet tysięcy gier na MAME wraz ze screenami, okładkami, reklamami i wizualizacjami automatów. Powiem wam, że to po prostu cudowne muzeum dla miłośników automatowych bud, do których wrzucaliśmy kiedyś całe nasze kieszonkowe. Mój towarzysz zapragnął pograć w parę swoich ulubionych tytułów z młodości i widziałem jak z uśmiechem na ustach zagrywa się w wektorowe i dosyć trudne Astreoids, wybornego i kolorowego shmupa z wielkimi ptaszyskami czyli Phoenixa albo sprawdza w praniu kooperacyjną chodzoną strzelaninę scifi zatytułowaną Xenophobe. Wszystkie gry w oryginalnych wersjach prosto z automatów. Widziałem później także jak zagrywa się jeszcze w Xenophobe w wydaniu na Atari 7800 i nie ciekawi was dlaczego? Czy ten tytuł tak bardzo przypadł mu do gustu? Wszystkiego dowiecie się w następnym odcinku Gramy Na Gazie!

Larek wie co dobre! Super Mario World na SNES’a to jeden z najlepszych platformerów ever.

W chwilach odpoczynku od obcowania z rzadkościami Nekroskopa – starałem się odwiedzać Larka i patrzeć co wyczynia na swoim kompie. Na chwilę wcieliliśmy się w nieustraszonych żołnierzy w jednym z najlepszych run’n gunów w historii czyli w Metal Slugu i muszę wam powiedzieć, że ta gra nigdy się nie zestarzeje. Rozpierducha na całego, świetna grafika, kapitalny humor i wybornie dobrany arsenał. Nieśmiertelny przebój! Przyłapałem także mojego kumpla jak zagrywał się w Super Mario World na SNES’a. Oj, jaka to dobra i kolorowa gra jest! Jakbym miał tyle żyć co kot – to bym chciał przejść wszystkie gry z Mario w roli głównej… Wiecie doszły mnie słuchy, albo tylko plotki lub jakieś bujdy, że Larek z drugiej części Laury może zrobi platformówkę? Albo strzelaninę? Kurczę mówił też coś chyba o przygodówce point’n click! Cholera już nie pamiętam dokładnie… Chyba ogrywał te wszystkie wielkie przeboje celem podpatrzenia mechaniki, grywalności i później znowu zaskoczy nas najlepszą grą roku na Atari. Szkoda chłopa, znowu będzie programował pincet lat…

Chyba bidulka w międzyczasie pomyślał o tym samym co ja, że naprawdę nie będzie miał życia osobistego z powodu programowania następnej swojej gry… I postanowił się rozerwać! I to gruuuubo, tak bez trzymanki! Przychodzę i patrze i co ja widzę? Normalnie jaja! Nie, nie dosłownie jaja – tylko najprawdziwsze Cipki z Kosmosu! (Space Pussies). Normalnie jak zerknąłem na ekran tej pięknej graficznie gry, to aż mi ślinka pociekła. Arcydzieło. Od tego momentu – jest to dla mnie najlepsza gra na Atari! Co ja mówię?! Najlepsza gra ever forever! Zresztą popatrzcie tylko na screena – jaki cudowny, ekskluzywny tytuł w swojej grotece ma Mała Ataryna. Palce lizać!

Space Pussies – gra mojego życia! (Atari XL/XE)

Normalnie, aż się bałem jaką kolejną grę włączy mój towarzysz… Kiedy jednak znowu zniknąłem na kilka godzin u Nekroskopa, Larkowi z odsieczą przyszedł wybawiciel! Nieznany mi wcześniej wielki miłośnik atarowskich gier, dosyć młody wiekiem, ale naprawdę pasjonat! Widziałem kątem oka, że normalnie facet miał obryte na blachę niektóre wielkie przeboje. Patrzę a gościu śmiga całego Boulder Dasha prawie bez straty życia i bawi się przy tym jakby pierwszy raz grał. Fenomenalnie się to obserwowało z boku. I nie robię sobie śmichów chichów, uwielbiam taką radość u ludzi w trakcie obcowania z retro komputerami. O to tu przecież właśnie chodzi! Później postrzelali się z Larkiem w polskie Tanks (1991 Mirage) i też muszę przyznać, że dobry był czołgista z tego jegomościa. Złomował Larka niczym wytrawny złomiarz, albo oni tam grali w kooperacji? Kurcze, wiecie, rozumiecie – zerkałem tylko jednym okiem. Na koniec pojedynkowali się w Atari Tennis (1983 Atari) i też nieznajomy wymiatał na korcie. Profesorek uwijał się niczym młody Andre Agassi, ale tamten młodzian grał jak Pete Sampras z najlepszych lat! Skrót, lobik, ścinka, podcinka! Masakrator terminator! Pozdrawiam tego jegomościa, który spędził dobre kilka godzin z Larkiem grając na Atari. Dawno nie widziałem takiego przeżywania rozgrywki i takiej szczerej radochy z grania. Ekstra!

Larek zbiera srogie baty w Atari Tennis od gracza wyjadacza.


OBIAD W KNAJPIE DUCHÓW

Powiedzcie mi moi drodzy jak tu nie zgłodnieć przy tych wszystkich atrakcjach? Burczało mi już w brzuchu dosyć głośno, Nekroskop przez dobre kilka godzin żywił się jedynie chipsami, zaś Larek ślinił się do rozpikselizowanych hamburgerów w Burger Time… Trzeba wyruszyć na obiad! Na szczęście naprzeciw budynku, w którym odbywał się zlot zlokalizowana była dosyć specyficzna restauracja, a raczej knajpa. Nazywała się ona Parkowa, lecz ja bym ją raczej nazwał Tawerną Duchów. Zawsze gdy tam przychodzimy jest ona praktycznie pusta, ale o dziwo wszystkie miejsca są zarezerwowane i pozostaje nam tylko malutki stoliczek, na którym musimy w ciasnocie konsumować jedzonko. Obsługa w postaci bardzo znudzonych życiem kobiet zombiaków – także nie napawa optymizmem… Na szczęście ceny obiadów, a raczej dań dnia są naprawdę promocyjne! 15 złotych za drugie danie w postaci klusek śląskich w ciemnym sosie, surówki i rolady, lub schabowego albo pieczeni – mój brzuszek lubi to! I nawet biorąc pod uwagę fakt, że jedzenie wybitnym nie jest (ale całkiem dobre) to jego cena oraz towarzystwo dwóch guru (Małego Atari i Commodore) czyli Larka i Nekro – spowodowało, że był to bardzo smaczny posiłek! Zresztą przeglądając zdjęcia podesłane mi przez innych uczestników zlotu, zauważyłem, że nie tylko my skusiliśmy się na obiad w Knajpie Duchów…

Vato też jadł roladę z kluchami! I jak smakowało? (zdjęcie: Vato)


BARTEK I SEGA MASTER SYSTEM

Stanowisko Bartka2075. Sega Master System plus Commodore 64. (zdjęcie: Bartek2075)

Na zlocie byli także młodociani czyli dzieciaki, które ojcowie próbowali wkręcić w świat swojej młodości. Niektóre z małolatów wykazywały zainteresowanie i grały wraz z tatusiami na Przyjaciółkach, niektóre waliły w bębny perkusji, którą umiejscowiono w pomieszczeniu obok, a inne zaś bawiły się po swojemu nie zauważając całego retro zamieszania. Był też tutaj przedstawiciel dosyć młodego pokolenia (spokojnie mógłbym być jego ojcem), młody chłopak, na oko w okolicach dwudziestu kilku lat, którego przyuważyłem już na wcześniejszych zlotach. Na poprzednich SACPach albo RETROnizacjach. Powiem wam, że jest to prawdziwy fenomen! Sam wkręcił się w retro scenę, własnym sumptem konstruuje różne urządzenia do starych sprzętów, wiedzę także o nich ma bardzo szeroką i nie ogranicza się tylko do jednego rodzaju maszynek z przeszłości. Wielokrotnie słyszałem jego rozmowy z innymi biesiadnikami na temat oprogramowania, rozszerzeń sprzętowych czy nawet sterowania za pomocą retrokomputerów urządzeniami gospodarstwa domowego! Prawdziwy miłośnik, któremu nieraz udało się odratować ze śmietnika jakieś porzucone starsze konsole lub komputery.

The Ottifants to bardzo ładna i pomysłowa platformówka. Polecam. (Sega Master System)

Przeważnie na zlocie można spotkać go z Commodore 64, ale tym razem zabrał ze sobą także fajową 8-bitową konsolę Segi czyli Master System. Bartek2075 – bo o nim mowa zaprezentował mi znaną i lubianą przeze mnie kolorową grę platformową The Ottifants (1993 – Graftgold). Świetny to tytuł z dużymi i bardzo pięknie wykonanymi bohaterami, a sama rozgrywka niejednokrotnie zawiera w sobie elementy action-adventure. Zamieniłem z Bartkiem kilka słów na temat mojego nowego nabytku czyli konsoli Super Retro Trio, która jest połączeniem NESa, SNESa i Megadrive, pogadałem chwilkę o SD2SNES, oraz zerknąłem na jego kolekcję kartridży do 8-bitowej Segi. Świetnie, że taki młody człowiek sam w sobie znalazł zajawkę na obcowanie z retro maszynkami i przewyższał nawet techniczną wiedzą wielu innych biesiadników. Powiem tak – chciałbym takiego syna! Popsułaby mi się moja Ataryna to by mi ją naprawił, albo pogralibyśmy razem na Commodorku… Z innych lubianych przeze mnie person pojawił się także sympatyczny łysy jegomość w okularkach, którego ksywy nie pamiętam, więc przypomnijcie. Zapamiętałem go głównie z faktu, że wydaje reduksy, czyli wznowienia starych czasopism o mikrokomputerach z naszej młodości. Pozdrawiam łysego w okularach, równy z Ciebie gość!


INNE KOMODY i POWRÓT DO DOMU

Możliwe, że właściciel specjalnie pomalował na żółto obudowę tego C64. Albo kopci tyle fajek, co ja…

Oczywiście oprócz Amigi na zlocie były obecne inne sprzęty firmy Commodore. U Bartka na jego stoliku zauważyłem Commodore 64 z kartridżem Ultimate II, ale niestety sprzęcik ten nie był podpięty do żadnego monitora. Okazało się, że właściciel zapomniał kabla or something… Biorąc pod uwagę fakt, że na tym party byłem dosyć zajętym człowiekiem – nie przysiadłem na dłużej do żadnej Komody. Zresztą nie było to moim celem i w sumie dopiero przeglądając zdjęcia z mojego telefonu zauważyłem jeszcze jeden bardzo piękny okaz, którego wcześniej sfotografowałem. Cudownie białe klawisze i żółta obudowa w kolorze sików to znana wszystkim Komodziarzom paleta barw tej maszyny. Nie ma się z czego śmiać – wszelkie białe mikrokomputery żółkną szybciej niż moje zęby…

Lubię kalkulatorową stylizację małych mikrokomputerków. Tutaj fajny Commodore 116.

Pod sam koniec zlotu zauważyłem jeszcze jedno cacuszko, bardzo zadbanego Commodore 116 z czytnikiem kart SD zabudowanym klockami Lego. Popatrzcie tylko na zdjęcie i sami przyznacie jak świetnie się to razem komponuje. Sama maszynka to Commodore 16 ubrany w mniejszą, zgrabniejszą obudowę i wyposażony w klawiaturę z gumowych przycisków przypominającą trochę timexową czy spectrumową. Bardzo ładny retro kalkulator o możliwościach mikrokomputera. Chciałbym! Niestety godzina była już późna, gdyż prawie 18:00 i stwierdziliśmy z Larkiem, że na nas już czas. Pożegnaliśmy się ze wszystkimi najwytrwalszymi biesiadnikami, zapakowaliśmy się do DeLoreana i wyruszyliśmy w podróż do domu. Tym razem spokojnie, bez żadnych przygód po drodze, ale z głową nabitą wieloma miłymi wspomnieniami oraz w moim przypadku – wieloma ogranymi grami na egzotyczne sprzęty.

Świetnie było zobaczyć tak wielką ciżbę miłośników retro komputerów i retro giercowania w jednym miejscu i muszę przyznać, że ich liczba mnie zaskoczyła. Spokojnie ze dwa razy więcej ludzi niż na ostatnim amigowym party! Ten tłum ledwo pomieścił się na dosyć małej sali, co naprawdę raduje moje serducho. Widać, że nasze wspólne, wspaniałe hobby ma się naprawdę dobrze i na pewno nie umrze póki my żyjemy! Tym trochę epickim akcentem kończę relację z najlepszego SACPa, na jakim byłem i widzimy się wszyscy na RETROnizacji! Kiedy wieczorem zjadłem kolację była już 20:00 i byłem naprawdę zmęczony. Głupi, zamiast kłaść się spać czy odpocząć, odpaliłem wysłużoną Atarynę i próbowałem pobić larkowy rekord w Mister Hoppe… Nieskutecznie. Piękne jest życie, gdy napędza nas serce z pikseli, dobrze o tym wiecie… To był wspaniały retro dzień, a w moim przypadku nawet cały weekend!

Najbardziej liczny SACP na jakim byłem! Po lewej Alf znowu niszczy kolegę w Mortal Kombat II… (zdjęcie: Vato).

PS. Dziękuje przede wszystkim tym retro wariatom, z którymi spędziłem najwięcej czasu. Tak mówię właśnie o Tobie!

O RetroBorsuk 99 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.