Recenzja | Shatterhand

shattminiWalenie ołowiem do sługusów zła było bardzo popularne w najróżniejszych produkcjach lat 80 i 90. Jest to niewątpliwie zacne zajęcie, lecz równie wielką frajdę czerpać można, gdy rzuceni w zastępy wrogów niczym Steven Seagal ukorzymy ich gołymi pięściami. Taki rodzaj rozrywki dostarcza gra Shatterhand. Stworzona została przez mało dziś znaną firmę Natsume (Harvest Moon, Wild Guns) i wydano ją w 1991 roku w Japonii i Ameryce Północnej, a następnie w 1992 r. w Europie. Wersja japońska nosi nazwę Tokkyuu Shirei Solbrain i różni się nieco od wersji wydanej poza granicami KKW. Po pierwsze w japońskim wydaniu gry głównym bohaterem jest Daiki Nishio (członek specjalnego ratowniczego zespołu, którego orężem jest specjalna cybernetyczna zbroja – coś jak Ironman), a sama fabuła gry jest oparta na popularnym w Japoni serialu o takim samym jak gra tytule. Ponadto jeden z poziomów gry jest zupełnie inny.

[dygresja] Zastanawiający jest fakt jak to po przemianach na przełomie XVIII i XIX w. Japonia z kraju feudalnego, o samurajskich tradycjach,  zupełnie zmieniła swoje priorytety w stronę techniki i robotów (szczególnie dużych – nadmienię, że nawet Spiderman w japońskiej wersji serialu miał swojego robota w stylu Daimos’a, czy też Megazord’ów z Power Rangers) [koniec dygresji]

shatt1Fabuła gry przenosi nas do roku 2030. Wcielamy się w niej w Steve’a Hermana – oficera policji, któremu w pogoni za cyborgiem, w wyniku walki zostają zmiażdżone ręce. Jak się okazuje owy napastnik jest jednym z tworów organizacji zwanej Metal Command – armii cyborgów na której czele stoi Generał Gus Grover (żadna rodzina Grovera z Muppetów) i której celem jest (oczywiście) przejąć kontrolę nad światem! Ponieważ każdej tezie towarzyszy antyteza w odpowiedzi na zaborcze plany Metal Command powstaje organizacja L.O.R.D. (Law and Order Regulatory Division), która za pomocą najnowszej techniki wymienia stare, zużyte i połamane ręce wspomnianego już Steve’a na całkiem nowe, odpicowane, cybernetyczne łapy o sile, której zazdrościłby sam Bud Spencer. Tak o to uzbrojony w nowe kończyny i przepełnioną heroizmem, amerykańską krew pan Hermann staje do walki z Generałem Groverem i jego armią.

 

Jak wspomniane było na początku w grze przyjdzie nam walczyć niemalże wyłącznie gołymi pięściami (niemalże? O tym za chwilę). Dzielny Herman obija piąchami mordy jak i niszczy wrogie pociski. Jednak nie staniemy w niezmordowanej walce tak zupełnie sami. Na naszej drodze wystąpią bonusy w postaci liter beta i alfa, których można będzie zebrać 3 sztuki. W zależności od kolejności zebrania liter do pomocy przyjdzie nam jeden z 8 dostępnych robotów, który będzie nad nami lewitował i atakował symultanicznie do naszych uderzeń pięścią. Każdy z tych pomocników ma inną broń np. uderza mieczem, miota ogniem, rzuca bumerangiem itp. Ponadto, gdy już skołujemy sobie takiego mechanicznego pomocnika i ciągle go posiadając zbierzemy drugi raz tę samą kombinację alf i bet na 15 sek. zamienimy się w nieśmiertelnego, opancerzonego gościa strzelającego ognistymi pociskami. Po upłynięciu tego czasu powrócimy do swej ludzkiej formy. shatt2

Oprócz bonusów w postaci liter zbierać można również monety (w Solbrain’ie pkt. „P”), za które na specjalnych platformach można zwiększyć siłę uderzenia, uzupełnić pkt zdrowia lub kupić dodatkowe życie. Co się tyczy ilości plansz to przyjdzie nam stawić czoła siedmiu (na końcu każdej czyha na nas boss (a to ci niespodzianka :) – Nacz. Os. Rep)). Pierwsza plansza jest niejako wprowadzeniem. Jest prosta i zapoznaje nas ze sterowaniem i mechaniką. Po jej przejściu mamy ekran wyboru kolejnych plansz (jak w Megamanie), a po nich najdłuższa i najtrudniejsza plansza finałowa. Siedem plansz wydawać się może ilością małą, ale poziom trudności i brak systemu kodów, zastąpionego nieskończoną ilością kontynuacji, sprawia, że Shatterhand zapewni nam rozrywkę na dłuższy czas, a frajda z gry jest naprawdę satysfakcjonująca.

Grafika stoi na przyzwoitym 8bitowym poziomie.  Wybuchy, ognie i dymy jak i z resztą całe otoczenie jest bardzo szczegółowo wykonane jak na NESową grafikę. Dodajmy do tego świetną muzykę, która dla każdego poziomu jest unikalna. W ogóle Natsume obok Sun Softu, Capcomu i Konami tworzyło jedną z lepszych ścieżek dźwiękowych do swoich gier. Zdecydowanie mieli swój unikatowy, od razu rozpoznawalny styl. Przy okazji mogę też polecić muzykę z innej ich produkcji Blue Shadow/Shadow of the Ninja, będziecie lepiej widzieli o czym mówię, jeśli nie znacie.

To wszystko oraz urozmaicenie przeciwników jak i przeszkód stawianych na naszej drodze (szczególnie na poziomie z zawirowaniami grawitacyjnymi) zapewni prawdziwą retro-gratkę. Pozostaje tylko cieszyć się dobrą 8bitówką, do której osobiście często wracam i do czego was również zachęcam.

RetrometrG

O Czarny Ivo 25 artykułów
Redaktor. Ulubione gatunki: platformówki, przygodówki (akcji), Hack n’ Slash, Mordobicia i wszystko co dobre, czyli nie sportówki. Posiadane platformy: Pegasus, NES, SNES, N64, GC, SMD, PSX, PS3, 3DS do renowacji: PS2, DC i Amiga 500.