Nora | Zejście do Jaskiń

noraWitam serdecznie RetroManiaków po dłuższej przerwie spowodowanej borsuczym leniem, którego złapałem jakieś dwa tygodnie temu. Zbijałem ino bąki, szukałem pcheł i paliłem fajkę pokoju z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Trzeba nieraz odpocząć… Nawet od grania! Ale dość już tego dobrego bo mnie Naczelny zwolni na zbitą mordę i gdzie ja robotę znajdę? Siedząc i wspominając dzieciństwo ze znajomymi przypomnieliśmy sobie nasze młodzieńcze marzenia o wykonywanym w dorosłości zawodzie. „- Chciałem być policjantem!” – krzyknął kumpel. – Ja zaś chciałem być archeologiem, grotołazem, ale najbardziej to kosmonautą – zakrzyknąłem! – Ty to może lepiej kosmicznym archeologiem wędrującym po planetarnych jaskiniach?” I w ten oto sposób wpadłem na pomysł opisania 8 bitowych gier „jaskiniowych”, zarówno ziemskich jak i kosmicznych! To skoro urodził się pomysł – przystępujemy do działania!

GROTOŁAZEM BYĆ!noraspell

Nawet nie wiecie jakie przepiękne miejsca skrywa nasza matka Ziemia pod brzuszkiem. Piękne i bez odpowiedniego przygotowania – śmiertelnie niebezpieczne. Ale jak to mówią – jest ryzyko, jest przygoda, jest zabawa! Czy 8-bitowe potwory, ze swoimi ograniczeniami sprzętowymi miały jakiś godnych reprezentantów „jaskiniowego” grania? Oczywiście, że miały! Zaprzęgałeś do rozgrywki swoją wyobraźnię i już mogłeś zwiedzać podziemne groty i otchłanie, walczyć z zamieszkującymi je zwierzętami i monstrami, odkrywać ukryte ruiny starożytnych cywilizacji i dorwać się w końcu do ich wartościowych skarbów! Oczywiście opisywanie tychże gier nie mogłoby się odbyć bez największych tuzów gatunku, czyli: HERO, Pitfalla i Montezuma’s Revenge, które mogłyby być tutaj gwoździami numeru – lecz na szczęście zdążyłem już je opisać w swojej Norze Retroborsuka. Jeżeli chcecie o nich poczytać to zapraszam: tutaj ULUBIONE 8-BITOWE HITY #1, oraz tutaj ULUBIONE 8-BITOWE HITY #2, a jeśli chodzi o Pitfallato jedynkę zrecenzował już u nas Naczelny (ciii jeszcze nie opublikowałem tego – Nacz.Os.Rep.), zaś z dwójką mam traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. Uparłem się za młodu na przejście tej gry na „jednym kredycie” i tak uczyniłem. Gra zabiła mnie poziomem trudności, powtarzalnością oraz wielkością jaskiń – szczerze to właśnie w czasie przechodzenia Pitfalla II nauczyłem się kląć jak szewc, a raczej jak wkurwiony szewc zdradzany przez żonę! Przepraszam, ale za cholerę do tej gry już nie wrócę! Poniżej przedstawię Wam moje ulubione małe gry z tematyki grotołazowo – przygodowej. Numeracja jest kontynuowana z poprzednich części moich ośmiobitowych wynaturzeń, gdyż uparłem się aby zrecenzować tutaj Naczelnemu minimum 100 gier na  Atarynę i Komodę, a jak się rozpędzę to i więcej (a jak mniej to w łeb – Nacz. Os. Rep.)! W sumie to jest zakład – jeżeli to zrobię – wygrywam jego młodzieńczą hulajnogę z wbudowanym c64 i telewizorkiem 14 cali! Zacznę może od najbardziej rozbudowanej i najbardziej wiernej „symulacji” speleologa na 8 bitach – czyli:


SPELUNKER

BRODERBUND SOFTWARE / ARIOLASOFT 1984

AUTORZY: TIM MARTIN / ROBERT BARBER / CASH FOLEY

przygodowo – zręcznościowa / platformer

(Atari, Commodore)

OPIS: Jak już sama nazwa wskazuje Spelunker to prawdziwy symulator grotołaza na 8bitowe sprzęty! Wcielamy się tutaj oczywiście w śmiałka natrafiającego na zapomnianą kopalnię, w której nie stanęła ludzka stopa od tragicznego wypadku w 1946 roku, kiedy to wybuch metanu usmażył biednych górników. Niektórzy twierdzą, że tam nawet straszy! Uzbrojony w dynamit, race, wiatrak, butlę tlenową i odwagę zjeżdżamy windą w nieodgadnione czeluści nowo odkrytego szybu. Kopalnia to mało powiedziane! Szybko rozrasta się ona do wielgachnego kompleksu jaskiń i pieczar, pełnego odnóg i rozgałęzień niczym w podziemnym labiryncie! Macie w sobie nutkę odkrywcy? Interesują Was kroki w nieznane? Do tego lubicie kiedy gra mimo zręcznościowego charakteru wymaga od Was prawdziwego i hardkorowego wyzwania? No to lepiej nie mogliście trafić! Zapraszam do zejścia wraz z Grotołazem, a może razem odnajdziecie porzucony przed wiekami i zapomniany przez wszystkich skarb?

PLUSY: Niewątpliwym plusem jest już tutaj nazwa gry w języku angielskim SPELUNKER– oznaczająca po prostu – grotołaza, ale dla młodego i spragnionego wrażeń brzdąca jakim byłem – kojarząca się ze speluną, czy inną meliną… Już wtedy chodziły mi głupoty po głowie… A na poważnie – o cholera – ta gra jak na swój wiek jest cholernie rozbudowana! I cholernie trudna należy od razu zauważyć…  Zaczynamy jak to w szybie – od jazdy windą – ale niestety jej zasięg jest ograniczony tylko do 1/3 wielkości naszego dziurzyska w ziemi i dalej musimy już radzić sobie na piechotę. Różnorodność to największy plus Spelunkera. Czego my tu nie spotkamy? Najważniejsze do zebrania: zasobniki z tlenem umożliwiające nam dalszą wędrówkę, klucze różnego koloru otwierające odpowiadające im drzwi, dodatkowe laski dynamitu, czy kolejne flary. Występują też znajdźki punktujące – pozostałości sprzętu górników (np. kilofy) zwiększające nasz końcowy wynik punktowy. Nawiedzona kopalnia nie obędzie się oczywiście bez niebezpieczeństw! Jak to pod ziemią – stalagmity, które musimy przeskakiwać, stalaktyty wraz ze spadającymi z nich trującymi kroplami, słupy ognia, oczywiście duchy, które musimy rozwiać podręcznym wiatrakiem niczym kłęby dymu. Fajny pomysł! Wszelkiego rodzaju dziury pułapki, kupki trującego proszku niewiadomego pochodzenia, zalane części jaskiń, blokujące nam drogę wielkie kupy gruzu, które należy wysadzić dynamitem. Aha i zapomniałbym o wrednych zmutowanych ptaszyskach o zabójczych odchodach (prawie jak gołębie!) – na nie najlepsze będzie wystrzelenie flary! W kopalni natkniecie się dodatkowo na różne środki transportu – liny, drabinki, taśmociągi pionowe i poziome, windy wodospadowe, wagoniki do przewozu węgla. Sami widzicie, że jak na rok produkcji mamy tu do czynienia z prawdziwym symulatorem „pieczarołaza”. Nawet upadek z większej wysokości powoduje zgon naszego protagonisty. Gra posiada także czytelną grafikę oraz naprawdę fachowy klimat tajemnicy, który jest dla mnie największym atutem – ciągle chcemy zejść niżej i niżej i odkryć w końcu wszystkie zakamarki nawiedzonej kopalni!nora23

MINUSY: Gra posiada jak dla mnie jeden, ale za to poważny minus. Pixel perfectowy poziom trudności! Wszystko trzeba robić na styk, nawet w czasie wchodzenia po linie czy drabinie należy czuwać, aby nam się gałka w dżoju nie omsknęła w lewo czy prawo, gdyż równoznaczne jest to z upadkiem i śmiercią. Do tego ciągle ubywający tlen, źle wybierzecie drogę i teraz Wy będziecie nawiedzać kolejnych śmiałków…

STEROWANIE: PRAWO, LEWO – poruszanie się Spelunkerem, FIRE – skok, SPACJA – używanie wiatraka (nie można chodzić), D – podłożenie dynamitu (wiadomo – nogi za pas), F – wystrzelenie flary.

KIEDYŚ: Za młodu wielokrotnie podejmowałem próbę odkrycia całej kopalni. Jednakże mimo kilkudziesięciu zejść nie udało mi się osiągnąć celu! Mimo to, nie zrażałem się i próbowałem, próbowałem, próbowałem… Bezskutecznie! Trochę odrzucał mnie poziom trudności, ale doceniałem jak bardzo jest to rozbudowany tytuł w stosunku do obecnej w tamtych czasach konkurencji.

TERAZ: Tym bardziej teraz doceniam wysiłek twórców na jaki się zdobyli tworząc tą ponadczasową grę! Do tej pory nie straciła ona nic ze swojego uroku, gra się w nią natychmiastowo, kopalniany klimat unosi się w powietrzu, aż w pokoju czuć zapach węgla i siarki! Ciekawostką jest, że po wydaniu konwersji na NES’a (ładniejsza grafika) japońscy twórcy zrobili kontynuację Spelunker II (Irem) i do tej pory wydają dalsze części tej gry vide Spelunker HD (PS3 – przehardkor) oraz Spelunker Z (PS4 – nie grałem, ale domyślam się, że trudne w juch!). Ode mnie na zakończenie: lubisz retro gry? Wyrusz razem z GROTOŁAZEM!RetrometrG


CAVERNIA

ZEPPELIN GAMES 1990

AUTORZY: IVAN MACKINTOSH, RICHARD MUNNS

platformer

(Atari)

OPIS: Kolejny mocny tytuł jaskinioznawczy w grotece małego Atari! Tym razem mniej hardkorowy od poprzednika, rzekłbym bardziej piknikowy i relaksujący. W tym klasycznym scrollowanym platformerze, jako turysta, który zbłądził na szlaku – odkrywamy: nawiedzone przez duchy, zamieszkane przez podziemne stwory oraz pełne pułapek – jaskinie. A raczej cały kompleks tych jaskiń! I w każdej możemy wzbogacić się o wartościowe artefakty czekające tylko na odważnego poszukiwacza przygód z pojemnym plecakiem!

PLUSY: Wystarczy rzut oka na screen – ładna, kolorowa grafika jest niezaprzeczalnym atutem Cavernii. Świetnie wygląda także animacja naszego herosa – niczym wycięta ze sprzętów 16-bitowych! Postać porusza się w stylu „Flashbackowym” – każdy skok jest pięknie animowany – czy to zwyczajna hopka w prawo czy długi skok wspinaczkowy na półkę nad nami – brawa dla autorów! Płynny scrolling (fakt, że tylko prawo – lewo) i zmieniająca się losowo kolorystyka także nie powinny zostać niezauważone. Do tego dochodzi wysoka grywalność i różnorodność przeszkadzajek – duchy, potwory, wysuwające się nagle stalagmity i stalaktyty, windy pionowe i poziome, strzelające oczyska, pola elektryczne. Poziom trudności także jest odpowiednio wyważony – początkowe levele to bułka z masłem, zbieramy wszystkie artefakty i jazda do wyjścia, zaś późniejsze – nie lada wyzwanie! Ilość jaskiń jak na grę 8-bitową to też nie w kij dmuchał – całej gry nie przeszedłem, ale z tego co widzę to będzie ich chyba kilkanaście!
nora25

MINUSY: Największy minus jak dla mnie to brak kontroli w czasie skoku, dlatego do gry potrzeba cierpliwości! Jak już skoczysz, to zapomnij, że zmienisz jakikolwiek kierunek w czasie lotu. Więc dobrze wymierzaj swoje podrygi! Brak jakiejkolwiek kontynuacji także potrafi rozsierdzić grającego, kiedy po stracie wszystkich istnień musi zaczynać od nowa…

STEROWANIE: PRAWO, LEWO – poruszanie turystą. GÓRA – skok w miejscu.  (FIRE) i KIERUNEK – skok w bok. (FIRE) i GÓRA – skok wspinaczkowy na wyższą platformę. Aha, po windach poziomych trzeba chodzić!

KIEDYŚ: Widać było od razu, że gra wyszła pod koniec żywota małego atari. Przyjemnie łechcąca narządy wzroku i słuchu, mistrzowska animacyjnie i do tego ze świetną grywalnością! Techniczny majstersztyk, jednak nie tak rozbudowany jak poprzednik. Za młodu zachwycałem się oprawą i próbowałem przebyć wszystkie levele z bananem na ryju. Niestety nigdy mi się to nie udało. Atarowska pierwsza liga!

TERAZ: Dalej czuć radochę w skakaniu przez pieczary i unikaniu pułapek. Prostota zasad, syndrom jeszcze jednego poziomu, płyny scrolling, wsysają gracza do jaskini. Mnie zassało na długo ale i tak jeszcze nie skończyłem… Będę wędrował dalej na urlopie i w końcu może po 25 latach odkryję ostateczną Cavernię!

RetrometrG


TWILIGHT WORLD

ATARI 1986

AUTOR: MATTHEW TRIMBY

komnatówka / platformer

(Atari)

OPIS: Witaj śmiałku w Mrocznym Świecie! Nawet nie pamiętasz jak się tutaj dostałeś? Planeta Cygnus XV nie należy do gościnnych. Najpierw kraksa Twojego statku kosmicznego Gwiezdna Pirania, a później utrata równowagi i upadek wgłąb krateru nieczynnego wulkanu. Coś kojarzysz? Spójrz na ekwipunek! Buty anty-grawitacyjne i najnowszy model laserowego pejcza Piekielne Biczysko R455 mogą okazać się pomocne. Nie popadaj w zwątpienie! Jeszcze jest szansa się stąd wydostać! Przecież nie na darmo szkolili Cię przez pięć lat Kosmiczny Zwiadowco!

PLUSY: Bardzo elastyczne sterowanie. Anty-grawitacyjne buty pozwalają szybować w powietrzu wyżej i dłużej od samego Air Mike’a Jordana. Ogranicza nas wyłącznie podłoga i sufit danej komnaty. Dodatkowo w czasie lotu możesz sterować postacią, co znacznie ułatwia dosyć trudną rozgrywkę. Piekielne Biczysko R455 też daje radę! Trzymając FIRE regulujemy jego długość i możemy w ten sposób uderzać krótkimi seriami (dobre na większych wrogów) jak i wydłużać jego zasięg nawet o kilka metrów przytrzymując buttona przez parę sekund. Ale niech Was to nie zwiedzie! To Cygnus XV. To Mroczny Świat! Stąd jeszcze nikt nie wrócił… Zadbają już o to mieszkańcy krateru: miniaturowe ptako-raptory i ptako-loty (!? – Nacz. Os. Rep.), kosmiczne wiedźmy, duże i wytrzymałe smoki, i ich latające plemniki… Samo wnętrze wulkanu nie należy za bardzo do gościnnych (nie dziwne, nie?!) i oprócz wszędobylskiego ognia atakuje nas jęzorami lawy, niezniszczalnymi obłokami gazu albo utrudnia drogę znikającymi kładkami. Zróżnicowanie poziomów także zaliczam na plus. Pierwsze to proste, paro komnatowe plansze, gdzie wystarczy znaleźć wyjście. Kolejne – hohoho – prawdziwe labirynty, z kolorowymi drzwiami (i oczywiście kolorowymi kluczami), teleporterami, windami i pułapkami. Niektóre polegają głównie na wyniszczaniu przeciwników i elementach platformowych, niektóre mają elementy zagadek – którą drogę wybrać, które drzwi otworzyć? Jeden zły ruch i jesteś w dupie!
nora24

MINUSY: Grafika jest przejrzysta lecz bez fajerwerków, widać, że gra jest stareńka i do tego robiona przez jednego chłopa. Pewnie dlatego też, poziomy mimo, że rozległe – zbudowane są z tych samym klocków, wszędzie atakują nas Ci sami przeciwnicy, wszystko ułożone systemem kopiuj i wklej. Monotonia po początkowym zachwycie daje się jednak ostro we znaki!

STEROWANIE: PRAWO, LEWO – sterowanie Kosmicznym Zwiadowcą, GÓRA – skok i w czasie lotu (trzymając górę – kierunkujemy szybowanie bohatera). FIRE – uderzenie laserowym pejczem (im dłużej trzymamy tym dalej wyciągamy bicz). SPACJA / START – nietykalność (raz na poziom, lub raz na życie).

KIEDYŚ: Zachwycony byłem za młodu! Gra akcji na odległej planecie?! Do tego walka ze smokami i wiedźmami? Elementy platformowe? Byłem na tak! Poziom trudności jednak dalej troszku mnie studził…

TERAZ: Dalej jestem na tak, ale już troszkę jakby mniej. Największym problemem Twilight World jest wspomniana przeze mnie wcześniej powtarzalność i klockowatość świata, która wymusza na grającym przerwy. Gra jest dobra, ale tylko dobra. I tak wyrazy szacunku dla autora, za ogarnięcie całości samemu. Polecam, ale dla wytrwałych!

RetrometrY


spelunkerkomiksPrawdziwy Spelunker – Siwy_Dym (2015)

Na dzisiaj Drodzy Maniacy Retro już koniec. Początkowo umieściłem tu recenzję sześciu gier, ale kiedy ogarnąłem wzrokiem całość okazało się, że trochę przesadziłem i raczej nikt by tego nie przeczytał! W następnym odcinku Borsuczej Nory zabiorę Was jeszcze głębiej do wnętrza ziemi i nie tylko. Może na kolejną odległą planetę? Pamiętajcie, aby dobrze się przygotować! Duży plecak, łopata i kilof, lina i latarnia, zapas prowiantu i widzimy się w następnym odcinku! Do przeczytania! A raczej widzimy się na podziemnym szlaku! Moja Nora to dopiero początek…

PS1. – Prawdziwego Spelunkera zawdzięczacie Mojemu Serdecznemu Przyjacielowi od dziecka, który siedzi ze mną w tym hobby dla dzieciaków (czyli w graniu) od ponad 30 lat! (Ale żeśmy Wojtuś zmarnowali czasu, no nie?)

PS2 – Ptako-loty to ptaki wyglądające jak samoloty z papieru (widoczne na screenie z Twilight World) – objaśnienie dla Naczelnego (chyba nie tylko mnie- Nacz. Os. Rep).

O RetroBorsuk 90 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.