CV Gracza | Witajcie w mojej RETRO NORZE!

noraWitam serdecznie. Dłuuuugo przymierzałem się do napisania tego bloga, dopiero siłowa interwencja przełożonego (czytaj repip) spowodowała, że ogarnąłem sytuację i zamiast ciągle grać, stwierdziłem, że dobrze by przypomnieć młodszym graczom (celem edukacyjnym) oraz starszym (celem zakręcenia łezki w oku) początki naszego hobby. Oczywiście hajs też musiał się zgadzać, więc repip wypisał czek, z tłustą kwotą, co bym nie pisał po próżnicy. Znając, życie i tak nikt, tego nie przeczyta, ale przynajmniej mam wymówkę, że piszę dla siebie (nieprawda! Dla mnie – przyp. Nacz. Os. Rep).

W czasach kiedy o konsoli do gier w Polsce można było jedynie pomarzyć, snickersa zobaczyć w „Baltonie„, zaś Tik-Taki kupić tylko w „Pewexie” narodziło się nowe hobby! Jakże odmienne od szarej rzeczywistości za oknem, Jaruzela zamiast „Teleranka”, czy parogodzinnych kolejek za bananami. GRANIE W GRY WIDEO! Zaczynałem jak większość dzisiejszych starych dziadów (pamiętacie serial „40 – Latek” za młodu? – czy bohater nie wydawał się Wam wtedy stary?! No jak nie jak tak! Witajcie w klubie) od salonów gier, gdzie z przyjemnością kroiłem hity od Space Invaders poprzez Moon Patrol, Ghost’s n Goblins, czy później Black Tiger / Black Dragon. Oczywiście zdarzały się sytuację gdzie i mnie krojono ;) – czyli starsi bywalcy owych przybytków przywłaszczali sobie siłą odłożone 20 złotówki z Marcelim Nowotką… ale i na nich były fortele typu skarpeta wszystko przyjmie, ewentualnie majciochy – tutaj już nikt nie zaglądał! Nie zastanawialiście się, skąd w ogóle nazwa tych przybytków, które były przeważnie wozami na kołach, budami lub pomieszczeniami na dworcach PKP, wypełnionymi automatami z grami wideo i małolatami śliniącymi się na ich widok? Z perspektywy czasu nazwa jak najbardziej adekwatna – atmosfera raczej nie z salonów tylko saloonów z Dzikiego Zachodu! Rabunki, rozboje i gwałty były tutaj na porządku dziennym i nocnym! No może troszkę przesadzam, ale typów spod ciemnej gwiazdy nie brakowało. Najważniejsze jednak były tutaj AUTOMATY i zawarte w nich GRY, które pozwalały zapomnieć o szaroburej pulpie za oknem i pozwalały przeżyć młodemu człowiekowi jakże pożądaną PRZYGODĘ!

Mogłeś „strzelać się” z kosmitami, jeździć po księżycu, walczyć z orkami, czy goblinami, odbijać potworom pierwsze panny! A wszystko to za rogiem, za drobną opłatą. Oczywiście z punktu widzenia dzisiejszego gracza, ówczesne gry to tylko zlepki pikseli, lecz przy dodaniu do tego WYOBRAŹNI (a my wychowani w PRL-u mieliśmy ją olbrzymią!), NAPRAWDĘ uczestniczyłeś w wydarzeniach na ekranie monitora i NAPRAWDĘ przeżywałeś niezapomniane przygody! Wtedy złapałem bakcyla – od salonów gier wszystko się zaczęło! Tylko był jeden problem. Jak przenieść te przygody do domu? Heh przy nich nawet Pies Pankracy robił się trochę wypchany… mimo, jego najszczerszych chęci …i wtedy z ratunkiem przyszły KOMPUTERY! Dzisiaj powiedziałbyś mikrokomputery! Ja ci dam kurwa mikro! Najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, młodości, oprócz pierwszych miłości i pocałunków, kapsli, gier fantasolo z gazety „Razem”, dziennika „Świat Młodych” czy „Miesięcznika Fantastyka” nierozerwalnie są u mnie związane z komputerami (najpierw 8 bitowymi)…

MÓJ KĄCIK RETRO

Po latach postanowiłem chociaż przez chwilę powrócić do tamtych czasów. Naprawdę powrócić, nie tylko poprzez emulatory (których w żadnym wypadku nie potępiam), nie poprzez znajomość z Marty’m McFly’em i szalonym profesorkiem. Zamarzyłem sobie sprawić te sprzęty, z którymi nierozerwalnie kojarzy się moje dzieciństwo. A, że z marzeń przeszedłem do czynów – mój mały nostalgiczny kącik prezentuje się tak:

borsuk-1

Najciekawszym eksponatem jest tutaj mój mały telewizorek, Sony Trinitron 14 cali – to jest dokładnie TEN SAM odbiornik, który towarzyszy mi od około 30 LAT! Ten sam skurczybyk, którego dostałem na Mikołaja w 1985 roku wraz z Atari 130XE. Towarzyszył mi on przy atarynce, komodzie, a później amidze, następnie powędrował do mojej siostrzenicy, później straciłem chłopa z radarów, a odnalazł się bidulka dopiero u chrześniaka stojąc zapomniany przez wszystkich w ciemnej szafie i bez pilota, który mógłby go pokierować do domu… Cóż było robić! Zakasałem rękawy i wyruszyłem na akcję ratunkową! Okazało się, że odwdzięczył mi się pięknym działaniem i nawet współpracą z nowszym lotnikiem, którego zakupiłem na allegro.

borsuk2

Przedstawię tutaj moich elektronicznych towarzyszy z domowego zacisza, w dokładnie takiej kolejności w jakiej pojawiali się w moich czterech ścianach. A wszystko zaczęło się od….

 ATARYNA – NAJUKOCHAŃSZA DZIEWCZYNA!

Wspominałem już wcześniej, że pierwszym oknem do innych światów było u mnie (jak i pewnie u wielu innych osób) Atari 130XE wraz z magnetofonem XC12. Może wróćmy na chwilę do tamtego pięknego dnia kiedy Atari zagościło u mnie w domu! – „Marty odpalaj DeLoreana!” Rodzice, a raczej wtedy za brzdąca – pod kryptonimem „Mikołaj” – sprezentowali mi mój pierwszy własny komputer! Dla 10 latka podłączenie całego sprzętu, dostrojenie telewizora aby odbierał Atari, i opanowanie instrukcji wczytywania gier z magnetofonu to był nie lada hardkor! Doszedłem do tego po kilku godzinach i po południu cieszyłem się jak dziecko grając w marną polska podróbkę Arkanoida – Arkanoid IIz pionowym ustawieniem paletki. Mimo, że gra była „taka sobie” to i tak wtedy wydawała mi się świetna i katowałem ją przez kilka następnych godzin. Pamiętam jak wpisywałem pierwszą „tęczę” w Basicu, a później samemu pisałem nawet proste gry tekstowe – pamiętam zapach tamtych Świąt Bożego Narodzenia – zaś samo Atari 8 bitowe – uważam za najukochańszy z komputerów jaki kiedykolwiek miałem. Pamiętacie czasy, kiedy nie było systemu turbo, gry wczytywały się po 30 minut, zaś przepięcie w gniazdku powodowało BOOT ERROR, który niweczył nasz długotrwały proces wgrywania?borsuk3

Małe gry po kilkadziesiąt KB, zaś radości na kopy! Aż mi się łezka zakręciła w oku… Naprawdę… Patrzycie na zdjęcie i mówicie, miał 130XE, a na zdjęciu 800XL? Co za zjeb?! Pozwoliłem sobie tutaj na taką odmianę, głównie ze względu na wygląd obu sprzętów po upływie czasu. W niedbałych rękach komputery Atari serii XE wyglądają po latach jak obszczany śnieg i nigdy nie były szczytem designu. Co innego ataryny serii XL a szczególnie CZARNA 800! Co z tego, że ma tylko 64KB pamięci jak i tak, gier wykorzystujących 128KB, które miała 130XE było jak na lekarstwo (sam pamiętam Artefakt Przodków). Za to nadrabia wyglądem! Czarna przepiękna limuzyna kasująca trwałością i wykonaniem wszystkie inne ataryny i do dziś na nią można blachary wyrywać…

KOMODA –SALONÓW KRÓLOWA!

Niestety słabe porty hitów z automatów przyczyniły się do tego, że zacząłem po latach z utęsknieniem spoglądać w stronę komody, czyli C64 – swego czasu najlepiej oprogramowanego komputera na świecie! Szlag mnie trafiał przez brak większości konwersji salonowych hitów, bądź marnej jej jakości (vide Green Beret – Matko Boska Częstochowska! – tak to wyglądało na Atari…). I kiedy zobaczyłem u mojego kuzyna Krzysztofa z Namysłowa – jedną z moich ulubionych gier – Ghosts’n Goblins w wersji na C64 – oraz zalew innych salonówek plus Giana Sisters, czy Rick Dangerous – postanowiłem, że muszę ją mieć! C64 w wersji „mydelniczka” czyli tej starszej, grubszej i brzydszej – trafił do mnie dosyć późno ze 3 lata przed boomem na amigę – ataryna w tym czasie dorobiła się u mnie systemu Turbo Blizzard i ciągle na niej grałem w nowsze hiciory od Zeppelin Games (Cavernia, Blinky’s Scary School). O dziwo – potrafiły koegzystować obok siebie! Atari na dolnej półce, komoda na górnej – słyszałem tylko nieraz jak się juchami i rukwami obrzucały kiedy wychodziłem z pokoju. Potrafiłem przez trzy bite dni – nie wyłączać komputera i grać non stop komodorowską wersję G’n’G, zaś będąc w szkole myślałem tylko o niej!borsuk-4

Hitów tu było co nie miara, wkurzało oczywiście kręcenie śrubokręcikiem, w celu dostrojenie położenia głowicy magnetofonowej do zapisu na kasecie, ale coś za coś! A jak dorwałem cartridge z Flimbo’s Quest – było naprawdę gruuubo! To skoro po latach wracam do retro z pełną parą, jak tu się obejść bez komody? Jak postanowiłem tak uczyniłem i identyczny z wyglądu model – czyli znowu – mydelniczka wylądował u mnie w moim kąciku! Nie to, żeby mi nie odpowiadał wygląd C64 w wersji slim (no, no– Nacz.Os.Rep.) po prostu w tym wypadku chciałem dokładnie to co miałem za młodu. Chociaż wersja z czarnymi przyciskami kusi jak cholera, ale już mi Poczta Polska zapierniczyła jedną komodę oraz kilkaset dyskietek to może wystarczy?…

AMIGA – NAJLEPSZA PRZYJACIÓŁKA!

Nastały lata 90 – ja zaś wybrałem się w odwiedziny do mojego kolegi Grzegorza, który zaprezentował mi w akcji komputer 16 bitowy. Atari ST! Kiedy zobaczyłem co potrafi nowa potężna ataryna dłuuugo szukałem mojej szczęki na ziemi. Wysoka rozdzielczość w porównaniu do 8-bitowców, piękna paleta barw, dźwięk, który kasował wszystko co wydawał z siebie wcześniej zarówno SID jak i Pokey! A do tego gry! Targhan i Sir Fred oraz inne tytuły, których teraz nie pamiętam uświadomiły mi jedno. Borsuuuczku kurwa to jest przełom! Tylko ten ST-ek był przywieziony z Niemiec, zaś w Polsce w sklepach panoszyła się jakaś Amiga! Co to w ogóle było? Jakaś hiszpańska przyjaciółka, czy prostytutka? Ale od czego była wtedy zachodnia prasa! Ostatnie kieszonkowe wydałem na numer Amigi Action z „Myth’em” na okładce i dwoma dyskietkami – oczywiście tylko w celach informacyjnych. Otwieram – patrzę na screeny z Myth’a i ocenę 96% i ZWARIOWAŁEM! Patrzę na podsumowania gatunkowe, a tu gier od zajebania i jeszcze trochę! Praktycznie wszystkie hity z Atari st dostępne na Amidze i w cholerę więcej! Screeny z Gods, Leandera, czy WolfChild uruchamiały wyobraźnię. borsuk5

Kumpel mówi – W „Dynamicu” stoi Amiga, gry przegrywają i sprawdzają czy działają!” No to wbijamy tam prosto po szkole i KONSTERNACJA! Pięć bitych godzin oglądamy z przyjacielem Michałem przepiękne równoległe światy na A500! Następnego dnia znowu. Następnego znowu! Aż nas wyganiali siłą prawie! I do tego ta muzyka stereo! Amigę w głowie miałem wszędzie! Szkoła, sen, obiad, piłka z kumplami – wszędzie Amiga! Był to chyba gdzieś rok 91 czy 92 skoro powyższe tytuły miały już swoje premiery. Rodzice zauważyli chorobę i poratowali. I tak A500 z 1MB i od razu z Gods’ami i innymi dwoma grami zagościła w moich progach. Był to jeden z najlepszych okresów w historii mojego hobby. Takiej ilości wspaniałych tytułów połączonych chyba z najlepszym okresem w życiu jakim jest dorastanie i związane z nim przyjemności – później już nie doświadczyłem.

Teraz jak sięgam pamięcią to właśnie od Amigi także zacząłem mój powrót do retro! „Witaj w domu Przyjaciółko – trochę Cię nie było! Jako, że sam jestem już innym człowiekiem – baba, praca i własny kąt – musimy coś zmienić w naszym związku! Może po prostu zamienię Cię na nowszy model? Taki łatwiejszy w obsłudze oraz bez szpary, co by kobieta zazdrosna nie była?” I tym oto sposobem moja najlepsza przyjaciółka Amiga – tym razem w wersji CD32 znowu dostarcza mi towarzystwa jak to drzewiej bywało! Zanim powiesicie na mnie psy, że niby ACD32 to niewypał straszny, gdzie tam jej biblioteka gier do tej z A500 czy A1200. Odpowiem krótko – poczekajcie na UMILACZE! A jakby ktoś za bardzo wargował to A500 z dodatkową stacją dysków leży na szafie… A w szufladzie trzymam także „zahibernowane” konsole retro – działające, ale niestety nie mam na nie miejsca!

borsuk6

Mam nadzieję, że powyższa opowieść (mimo, że bardzo osobista) nie zanudziła Was śmiertelnie. Jeżeli będziecie mieli drodzy retro koledzy i koleżanki ochotę na więcej to do zobaczenia w mojej skromnej, ale jakże przytulnej Norze RetroBorsuka w następnym odcinku! Lekturę umilę Wam chipsami, herbatką, czy nawet miodem pitnym – co kto lubi – poranne pędraki się jakieś znajdą! Serdecznie wszystkich zapraszam!

O RetroBorsuk 99 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.