Komoda | Jednoekranowe klasyki

KomodaPora kolejny raz odpalić Komodę nr 64, zostajemy nadal w pierwszym okresie jej panowania. Tym razem przyjdzie pograć i powspominać „jednoekranówki”, czyli gry których cała akcja dzieje się na jednym ekranie, nic więcej tylko ten jeden ekran i koniec. Coś co dziś wydaje się mało realne w obecnych grach no chyba, że mówimy o jakiś popierdółkach na smartfony, my jednak dziś będziemy mówić o bestsellerach, a nie popierdółkach. Przed Wami trzej wybrani giganci i klasycy zderzeni z dzisiejszą rzeczywistością. O każdej z tych gier można by wiele napisać, ja się jednak skupię na konkretnej wersji, tej z C64 oczywiście.

PAC-MAN

No i z grubej rury od razu, żółty „kulek” jest ikoną popkultury dawnych lat i nie zwalnia tempa aż do dziś reinkarnując się co chwila w odświeżonej formie. Co jednak z tym pierwszym najważniejszym krokiem? Żółty żarłok pojawił się na świecie w 1980 roku na automatach, konwersji na Komodę doczekał się 3 lata później w 83. Cel gry? Zeżreć wszystkie żółte kulki na ekranie nie dając się jednocześnie pożreć przez 4 wiecznie głodne Ciebie duszki. Na planszy są dodatkowe 4 większe kulki które stanowią power-up. Po ich konsumpcji duszki uciekają od Paca na jakiś czas i są jadalne (dając extra punkty), czasem pojawia się też jadalny owoc lub klucz (zależnie od levelu), którego zebranie daje kolejne punkty (za ich 10, 000 otrzymasz dodatkowe życie). Może wróćmy do tych duszków które nas gonią. Każdy z nich ma imię i własną osobowość tudzież strategię na to jak na nas polować. Blinky – czerwony będzie nas non stop gonił, Pinky – różowy stara się nas wyprzedzić o krok i zastawiać zasadzki, Clyde – pomarańczowy podobnie jak czerwony nas goni, ale gdy jest już blisko cofa się i zaczyna wałęsać po ekranie, Inky – zielony w zależności od sytuacji przyjmuje strategię każdego z powyższych – niezły bajer z tymi charakterami co?

kom6

Wszystko pięknie pora jednak przejść do ciemnej strony medalu. Gra jest jednoekranowa w pełnym tego słowa znaczeniu, nie tylko każdy level jest na jednym ekranie, ale każdy level jest taki sam! No właśnie, nie ważne jak daleko zajdziesz, ile kulek wtranżolisz labirynt zawsze będzie taki sam. Pierwszy, klasyczny Pac-Man był monotematyczny aż do bólu. No ale coś przechodzimy tak? Coś musi się zmienić? No zmienia się, nasz okrągły bohater z każdym levelem porusza się szybciej (aż do 5 levelu), duszki również zasuwają szybciej (też do 5 levelu), czas trwania power upu się zmniejsza (z czasem nie da się duchów już zjeść) i owoce są wyżej punktowane (max. 5000 pkt.) i to wszystko. Jak nie trudno zauważyć szybko wyczerpują nam się opcje i albo wciągniesz się w pochłanianie, albo wypieprzysz tą grę po pół godziny. To nie koniec złych wiadomości, Pac na pierwszych etapach jest tak cholernie ślamazarny, że aż odechciewa się grać, dodatkowo czasem może się w kluczowym momencie gdy uciekasz przed pościgiem zablokować gdzieś w kącie przez co zeżrą Ciebie duchy. Strefa A/V jest dość typowa jak na swój rocznik, symboliczna, ale w pełni wystarczająca z charakterystycznymi melodyjkami (choć odgłosy zbierania kulek z czasem drażnią).

Mam z tym klasykiem nie lada zagwozdkę, bo z jednej strony „nie godzi się” tak zasłużonego bohatera gnoić i spuszczać z szambem, a z drugiej sam się o to prosi. Na szczęście na ekranie tytułowym przez klawisz F5 możemy zwiększyć poziom trudności, przez co Pac od razu jest szybki. To daje światełko w tunelu, nie musimy się męczyć pierwszymi poziomami, gdy mamy ochotę na tą hipnotyczną pogoń za kulkami. Jeden problem z głowy tylko co z jednym jedynym labiryntem? Tu nic nie poradzę, albo się wciągniesz albo olejesz, podejrzewam jednak, że na dłuższą metę nikt nie wytrzyma. W Paca się gra fajnie na krótkie sesje max. 30 minut (chyba że jesteś jakimś mega wyjadaczem jak ten w ciekawostkach) z podwyższonym od startu poziomem trudności i tylko dzięki tej opcji daję żółte, bo gdyby nie, to czerwone dla tej legendy jak nic.

RetrometrY

Ciekawostki:

» przez błąd w grze występuje złe wyświetlanie poziomu 256, który uniemożliwia kontynuowanie gry (tzw. ekran śmierci, który połowę ekranu zamazuje znakami). Wszystko przez to, że poziom gry zapisywany był na jednym bajcie, który może pomieścić wartości z zakresu <0,255>.

» rekord świata stanowi maksymalną liczbę osiągalnych punktów, ustanowił go w 2013 roku David Race. Wynosi on 3 333 360 punktów, chłop wyczyścił wszystkie 255 plansz plus punkty z planszy 256. Zajęło mu to prawie 3 i pół godziny – nice. Obejrzeć część z tego możecie pod tym adresem na youtube.

» początkowo gra miała się nazywać Puck-Man (w jap. Pakku-man), ale ze względu ma niefortunne podobieństwo do słowa Fuck zmieniono w końcu na Pac-Man.


Donkey Kong

Kolejny spory kaliber, tylko czy kolejny raz nie jest na kapiszony? Wkładu w popkulturę, branże i rozwój Nintendo nie ma co opisywać bo nie o tym jest ten wpis, ale chyba wszyscy są świadomi, że był olbrzymi, prawda? Tutaj również po raz pierwszy pojawiają się dziś sztandarowe postacie Big N, czyli tytułowy Donkey, ale i Marian (tutaj jeszcze jako Jumpman) oraz księżniczka Piczka (tu jeszcze pod pseudonimem Pauline). Gra premierę miała w 1981 roku, na Komodzie zameldowała się w 83 (rimejk powstał w 86 – patrz ciekawostki).

Dobra rys historyczny mamy za sobą, więc gramy! DK to jednoekranowy platformer w którym mamy masę skakania głównie po to by wejść na szczyt ekranu, gdzie wredna małpa przetrzymuje naszą laskę. Włochaty nie wie jeszcze, że zadarł nie z tym co trzeba, ale niczym Pudzian tanio skóry nie sprzeda! Mamy kilkupiętrowe konstrukcje po których musimy się wdrapać, a Donkey w tym czasie będzie na nas rzucał co ma pod ręką. W zależności od planszy będą to beczki i platformy „sprężynujące”, będą nas gonić również żywe ognie chcące nas sfajczyć. Jak żyć!? No cóż nasz hero jest męskim mężczyzną i wie, że bez młota to nie robota. Zbierając ten przedmiot na planszy Marian będzie nim dziarsko wymachiwać niszcząc wszystko co wpadnie w jego zasięg. Problem z tym jest jednak taki, że machając młotem nie możesz wchodzić na drabiny, więc musisz machać, aż młot się po kilku sekundach nie zużyje. W praktyce olewa się młota i przeszkody po prostu przeskakuje…

kom5

Skoro już my tutaj ten teges o skokach w bok… nasz bohater jeszcze widać, że nie miał wprawy w skokach. Przez kolejne dekady będzie skakał z gracją nieosiągalną nawet dla młodych zawodników, ale w DK upadek nawet z jednego piętra jest zabójczy. Spadasz i giniesz, co jest z początku trudne do wyczucia w jednej planszy, gdzie przeskakujemy z poruszających się platform. Z początku często traciłem życia bo o piksel zbyt szybko zeskoczyłem. Do tego ruchy Jumpmana są mocno ślamazarne, grzebie się jak mucha w smole przez co gra się z początku źle, trzeba przywyknąć do tego że ten typ tak ma (albo zapodać wersję Ocean – patrz ciekawostki). Skoro już tak sobie narzekam nawiążę do Pac-Mana, tam problemem była jedna plansza, a jak jest tu? Tak źle nie ma, ale dobrobytem też tu nie obrodziło bo łącznie mamy 4 plansze. Pierwszą pewnie każdy zna, potem jest jeszcze wspomniana wcześniej z ruchomymi platformami i jedna z ruchomą podłogą pełną żywych ogników. W tych 3 trzeba dojść do góry do Konga, w ostatniej musimy osłabić strukturę na której małpa się znajduje. By to zrobić musimy przeskoczyć/dotknąć kilku żółtych spoiw, by konstrukcja z włochatym się zawaliła i finito, skończone. Szczyt marzeń to to nie jest, owszem z marszu się tego nie przechodzi, ale trochę wprawy i kończysz. Na ekranie tytułowym można sobie przez F5 zmienić poziom trudności (na pierwszym są tylko 2 plansze), przez co potem Donkey potrafi już perfidnie rzucać beczkami prosto w ciebie, nie kula ich tylko na dół, ale ciepie bezpośrednio w gracza przez wszystkie piętra (potrafi nawet beczkę podkręcić). Jeżeli chodzi o sterowanie i grafikę to nie ma tu za wiele do napisania fire to skok, kierunkami biegasz i tyle, a grafika? Symboliczna jak wszystkie z tego okresu + melodyjki, które ani ziębią ani grzeją.

Jak się mi w to grało dziś? Dość przyjemnie, ale na krótką metę. Ślamazarny Marian łamiący się na każdym skoku oraz tylko 4 ekrany nie starczają na długo. Mimo to był na tyle grywalny przez swoje proste zasady, że daje żółte.

RetrometrY

Ciekawostki:

» na C64 wyszły dwie wersje Donkey Konga, pierwsza na której bazuje tekst pochodzi z 83 roku i jest wydana przez Atarisoft, drugą w 86 wydał Ocean. Różnice są głównie w grafice i dźwięku (mi się pierwsza bardziej podoba), dodatkowo wersja Ocean jest płynniejsza.

» paradoksalnie najgorszą wersją DK jest ta z… NES’a! Nie posiada kilku animacji oraz całego levelu określanego jako „cementownia” czyli tego z ruchomymi podłogami i masą ogników. Powodem tych cięć był brak odpowiednio dobrych cartów na premierę NES’a.

» Pauline na C64 (Atarisoft) zamiast krzyczeć „HELP!”, krzyczy “1103!”


Frogger

Kolejny klasyk znany wszystkim fanom starych gier, ale z dzisiejszego zestawienia chyba najmniej odbił się echem i nie przebił się do popkultury. Kolejna jednoekranówka z prostą mechaniką i jasnymi zasadami. Debiut na automatach to rok 1981 na Commodore 64 obie wersje (patrz ciekawostki) wylądowały w 83 roku. Chodzi o to by przeprowadzić żaby na drugi koniec ekranu. Sterowanie to właściwie tylko kierunki, fire to „pałza”. Przeprowadzenie żab odbywa się w dwóch etapach, najpierw wymijamy samochody na ulicy, a potem przeprawiamy się przez rzekę. Swoją drogą żaby nie umiejące pływać to dość osobliwy przypadek, bo do wody wpaść nie możemy. Sama jezdnia to nic ciekawego, akcja zaczyna się dopiero na wodzie. Przez rzekę przeprawiamy się po kłodach, na skorupach żółwi (które mogą zanurkować i nas utopić) i grzbietach krokodyli (tylko nie możemy wskoczyć im na łeb do paszczy bo nas zeżrą). Od trzeciego etapu do tego dochodzi również plemnik! Chyba miał to być zaskroniec, ale nie wyszło. W każdym razie gość jest mega denerwujący bo jego ruchy są nie do przewidzenia, raz śmiga po chodniku, potem nagle gdzieś po wodzie buszuje, wskakuje na kłody – nie ma z nim lekko. Na dalszych etapach trzeba się zastanawiać na którą kłodę wskakiwać bo może się okazać, że marnujesz czas bo jeden rząd dalej nic nie płynie i trzeba jakoś do tyłu wymanewrować. No i jeszcze finisz, każda z żab po przeprawie musi jeszcze wskoczyć do dziury. Nie możesz walnąć byka w ściane. Trzeba też patrzeć, czy akurat w dziurze do której się pakujesz nie czeka el crocodill bo na samym końcu polegniesz. I to wszystko trzeba zrobić w określonym czasie.

kom4

Jak na grę z złotych czasów arcade przystało tu również walczymy o punkty, a punkciory to życie (a dokładnie 10 tyś. pkt.). Najwięcej ich zdobędziemy za przejście planszy, tj. umieszczenie pięciu żab w wszystkich łuzach (tysiąc pkt.). Punkty są też za kroczenie w przód, pojedynczą żabę w dziurze, żabę w dziurze z zebraną po drodze na kłodzie inną bonusową żabą, oraz wskoczenie do dziury w momencie kiedy w dziurze znajduje się mucha. Poprzednio opisane gry miały problem z małą ilością plansz. Tutaj ten problem też jest, a zarazem go nie ma. Zawsze mamy na dole ekranu ulicę, a na górze wodę i tu nic się nigdy nie zmieni. Z drugiej strony dochodzą przeszkadzajki jak w/w plemnik, kłody na wodzie płyną w coraz większych odstępach, samochody poruszają się szybciej, żółwie nurkują częściej – no dzieje się generalnie. Krótko o muzyce bo w odróżnieniu od grafiki jest ciekawa, wesoła i przyjemna, bardzo pasuje do całości, a dźwięk skoków żaby nie jest irytujący jak w w/w grach co się ceni.

Do tego wspomnieć muszę, że nasz frogger zapingala płynnie aż miło. Nie zatnie się na rogu jak Pac i nie będzie się ciągnął jak smród po gaciach biegnąc jak Marian. Wszystko idzie płynnie i sprawnie i możesz sobie wybrać, czy chcesz grać wolno czy szybko. To wszystko sprawia, że gra się od razu płynniej i jest to przyjemniejsze bez pierwszego odrzutu i przyzwyczajenia się do ograniczeń. Mi się gra w żaby bardzo przyjemnie i chętnie wracam do tej gry, chyba mam jakieś skrzywienie na punkcie gier z żabami bo na Amidze Superfrog i Dimo’s Quest też mi się podobały. Polecam sprawdzić bo jest grywalny od pierwszego razu.

 RetrometrG

Ciekawostki:

» podobnie jak Donkey Kong, Frogger doczekał się dwóch wersji na C64. Co ciekawe obie wydane zostały w 1983 roku, jedna przez Parker Brothers (ja w tą właśnie gram), a druga przez Sierra Online, Inc., obie różnią się detalami. Z tego co udało mi się ustalić obie firmy dostały licencję, ale obie na inne nośniki. Jedna na carty, druga kasety.

» klawiszem F3 zmieniamy prędkość gry (dostępne opcje: slow/fast)


Trzy zdania podsumowania

Mamy za sobą kolejny odcinek. Prócz tego, że są to klasyki i jednoekranówki łączy je coś jeszcze. Te gry choć na C64 przeportowane przez różne studia zostały stworzone pierwotnie przez Japońskich devów trzymających się na rynku do dziś (Pac-Man – Namco, Donkey Kong – Nintendo, Frogger – Konami). Miło jest patrzeć na to, że w tej brutalnej branży można z powodzeniem przez ponad 30 lat od złotej ery arcade po erę HD i online liczyć się na rynku i robić wciąż dobre gry. Pora jednak zajrzeć do Admirała Kommodora.

frogAd

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox