Przegląd | Sporty Zimowe na Atari XL/XE

Dzisiejsze szorty, czyli króciaczki będą nieco nietypowe. Nie, nie oznacza to, że będą długie, ale przede wszystkim są pisane… na zamówienie! Tak, dobre czytacie – temat został mi podsunięty przez RetroBorsuka, który to zgred narzekał, że w te ferie nie ma śniegu… Coś w tym jest, sam tęsknie za zimą, a właściwie za puszystym pierzem, o który dopomina się moje dziecko. Niestety nie było nam dane tej zimy (póki co przynajmniej) lepić bałwana, ani jeździć na sankach lub innych dziwnych przyrządach. Kiedy piszę te słowa ostatnie dni ostatniej tury ferii zimowych mijają, więc trzeba się chociaż przez Atari zapoznać z odrobiną sportów zimowych. Jednak niech sobie Borsuk nie wyobraża, że całą robotę odwalę za niego! Pierwszą część artykułu oddaję mu do dyspozycji (co pewnie wrednie wykorzysta pisząc kilkaset zdań więcej na temat jednej gry niż ja w całym tym odcinku – a niech ma za swoje!). Oddaję mu na chwilę (pojęcie względne przy tym jegomościu) klawiaturę,  aby już za chwilę wrócić do tematu… (Sikor).


SKI-IT

IDEA, KOD i GRAFIKA: JASON KENDALL „KENDALLSOFT” (2018)

MUZYKA: ERIC HENNEKE

Prosta strona tytułowa. Biało jest, śnieg też będzie!

Pomimo, że śnieg za oknem bawi się z nami w chowanego to wyobraźmy sobie, że zima daje się nam mocno wszystkim we znaki! Jejciu jak zimno, biało i puszyście, sople wiszą, bałwany stoją! Proponuję abyście nie marudzili na warunki pogodowe, tylko wykorzystali je kreatywnie i oddali się białemu szaleństwu! Zakładajcie cieplutki kombinezon, narty na nogi, wełnianą czapkę, a Atarynę oczywiście schowajcie głęboko do plecaka i wyruszamy. Aha, nie zapomnijcie o termosie gorącej herbaty, najlepiej z prądem! Siedząc przed monitorem swojego lubionego 8-bitowca pewnie zapomnieliście już jak się jeździ na nartach? Spokojnie Jason Kendall w swojej dosyć nowej grze zatytułowanej Ski-It obiecał dać wam kilka darmowych lekcji, które uczynią z was prawdziwych wirtuozów tego sportu. Niesamowicie szybka jazda połączona ze zręcznym slalomem pomiędzy drzewami i ekstremalnie widowiskowymi skokami nad bezdennymi przepaściami spowoduje, że będzie wam gorąco! Nie tylko wam. Widzicie te tłumy rozhisteryzowanych fanek stojących na stoku i zrzucających swoje zimowe stroje? Tak reagują na wasze wyczyny te piękne dziewczyny. Nagrodą dla najlepszych będą oczywiście czułe namiętności, sporo radości, mnóstwo kasiory i sława. Renoma narciarskiego króla gór!

Tradycyjnie trochę przesadziłem ze wstępem do zimowej gry sportowej, zaserwowanej nam przez Kendallsoft na konkursie ABBUC w 2018 roku, gdzie zajęła nawet zaszczytne 3 miejsce. Jak pewnie zdążyliście się domyślić przedstawia ona królową zimowego sportu, czyli narciarstwo alpejskie w pigułce. W malutkiej, ale przecież to gra 8-bitowa… Dokładniej w dwóch dyscyplinach przeniesionych na ekran naszego Atari – slalomie (slalom) oraz zjeździe (downhill). W tajemnicy powiem wam jeszcze, że znajdziecie tutaj trzeci tryb gry, całkiem pomysłowy, wzorowany na konsolowych grach o sportach ekstremalnych – czyli Narciarską Przygodę (Ski Quest). O niej jednak później, zacznijmy od podstaw, czyli oprawy video i audio oraz sterowania zaserwowanego nam w Ski-It.

Grafika jak widać ma charakter głównie informacyjny.

Nasze narciarskie wyczyny na stoku przedstawiono nam z lotu ptaka w całkiem zjadliwej i czytelnej grafice z przewagą oczywiście śnieżnobiałej bieli i zieleni drzew. Z jednej strony nie ma się czym zachwycać, z drugiej każdy element gry, większość przeszkód na zboczu jest w miarę rozpoznawalnych. Kilka rodzajów iglaków, czy nawet drzew liściastych, oblodzone odcinki trasy, wielkie kłody drewna zagradzające nam drogę, zbyt wąskie do trafienia bramki, porzucone przez innych narciarzy narty, ogrodzenia czy płoty – to tylko niektóre z atrakcji jakie znajdziemy na trasie. Na początku trochę zdziwiłem się, że nasz zjazd odbywa się z dołu ekranu w górę i nie mogłem się do tego przyzwyczaić, ale przecież dla samochodowych gier wyścigowych takie przedstawienie rozgrywki jest standardem od lat. No właśnie, w przypadku narciarskich produkcji zawsze było odwrotnie – po prostu zjazd był zjazdem, z góry na dół i tyle. Dobrze, że przesuw ekranu jest tutaj płynny i pozytywnie wpływa na doznania. Ogólnie oprawę graficzną w grze – uważam za spełniającą swoją rolę, z wyjątkiem wszelkich kraks naszego bohatera. Leci bidula po nich gdzieś w niebo, zostaje zgnieciony przez kulę śnieżną lub nagle przewraca się i znika w śnieżnych pikselach… Aż zadzwoniłem do Larka czy czasem Atari mi się nie psuje… Miał tak samo, czyli taka widocznie fantazja autora. Efekty dźwiękowe nie powodują ani zachwytu, ani bólu bębenków usznych i można o nich powiedzieć, że spełniają swoją rolę. Brzmią jakby były wycięte z atarowskiej gry z lat 80-tych. Nawet fajne. A muzyka? Hmm. Trzeba mieć dużo odwagi w sobie, lub być ofiarą słonia uchodeptacza – by nazwać kakofonię dźwięków na ekranie tytułowym – muzyką… Dla przypomnienia włączyłem sobie muzyczny motyw przewodni tej gry jako podkład dźwiękowy do pisania tego wpisu i heh, straszne tortury! Już wyłączyłem, uff.

Trasy są dosyć szerokie, z rozwidleniami.

Sterowanie jest całkiem zgrabne, ale nie do końca. Wychylając dżoja do przodu przyspieszamy, ciągnąc do siebie – zwalniamy, na boki zaś skręcamy. Za pomocą przycisku fire – skaczemy i czym dłużej go trzymamy to oczywiście dalej poleci nasz narciarz. Przed skokiem możemy go także odpowiednio ukierunkować, co ułatwia nam przeskakiwanie przeszkód, ale niejednokrotnie miałem z tym problemy. Wydawało mi się, że skręciłem i skoczyłem w bok, lub dosyć długo trzymałem jumpa by przelecieć nad przeszkodą, ale mój rozpikselizowany Alberto Tomba – reagował jakbym tylko pressnął buttona przez chwilę… Nie jest to intuicyjne, wymaga treningu i wprawy. A jak mają się tryby gry, czyli obecne w niej konkurencje?

Zjazd (downhill) – po prostu zasuwamy jak najszybciej z naszej góry, na trasie wiadomo – nie ma żadnych bramek i liczy się tylko nasz wyścig z czasem oraz umiejętności lawirowania pomiędzy przeszkodami. Do przejechania mamy dwie trasy dysponując zapasem dziewięciu żyć. Każdy upadek, kraksa, zderzenie to strata jednego życia oraz 10 karnych sekund do naszego końcowego rezultatu.

Slalom (slalom) – jak powyżej, dodatkowo na zboczu pojawiają się chorągiewki, pomiędzy którymi musimy się zmieścić. Bramki warunkujące nasz przejazd. Niestety nie zagrała tutaj trochę detekcja kolizji i gra zalicza nam tylko czyste przejazdy przez znaczniki. Trochę to wkurza i irytuje, gdyż niejednokrotnie zdarzyło mi się zmieścić w bramce, zahaczając o tyczki, ale gra nie traktowała tego jako udanego manewru. Każda nasza pomyłka to 5 sekund kary, zaś kraksa kolejne 10 sekund dodane do całkowitego czasu przejazdu. Tutaj podobnie jak poprzednio oddano nam do dyspozycji dwie góry i zapas dziewięciu żyć do ich zaliczenia.

Zbieraj dolary kupisz sobie dodatkowe kredyty do kontynuacji rozgrywki.

Narciarska Przygoda (Ski Quest) – to jakby tryb fabularny gry, w którym oprócz udanych przejazdów mamy do wykonania specjalne, z góry narzucone przez autora wyzwania (challenges), zaś na trasie pojawiają się dodatkowe atrakcje. Na zaliczenie wszystkich tras i wyzwań na trasie – mamy początkowo 3 kredyty, które umożliwiają nam powtórzenie danego przejazdu lub pominięcie go, jeżeli wydaje nam się zbyt trudny. Zadania jakie na nas czekają to przede wszystkim zmieszczenie się w odpowiednim limicie czasowym oraz na przykład: przeskoczenie 10 bali drewna albo 5 razy ogrodzenia, zaliczenie 15 bramek, zebranie odpowiedniej ilości zegarków (zatrzymują czas) albo dolarów (możemy także za nie kupić dodatkowe kredyty), czy wykonywanie jak najdłuższych skoków. Uwaga – jedynie w tym trybie możemy przeskakiwać ogrodzenia! Każda kraksa to niestety 10 sekund karnych. Jak wspomniałem Narciarska Przygoda ze swoimi misjami, zadaniami – nawiązuje do snowboardowych czy skateboardowych gier znanych głównie z konsol i potrafi dać trochę radości grającemu.

Tryb Ski Quest w pełnej krasie.

Podsumowując – nie będę oceniał tej darmowej produkcji tak krytycznie jak gier komercyjnych z mojej młodości, jednakże trochę czasu na nią poświęciłem, a czas to pieniądz… W pierwsze dwie konkurencje czyli slalom i zjazd zagracie może parę razy, zaliczycie je i raczej nie będziecie do nich wracać. Ja nie znajduje motywacji w rywalizacji z samym sobą o najlepszy czasowy rezultat. Kolorytu dodałyby tutaj zmagania z komputerowymi przeciwnikami i ich wynikami. Jakieś wirtualne zawody, stawka zawodników i tabela wyników, podium z medalami, które motywowałyby nas do polepszania swoich umiejętności. Przydałoby się także więcej, krótszych tras – co zdynamizowałoby rozgrywkę. Tryb Ski Quest traktuje jaką miłą odskocznię i główną oś zabawy w Ski-It. Jednak mozolne wykonywanie zadań na bardzo podobnych górskich zboczach nie jest wielce rajcującą zabawą. Dodatkowo ten wariant gry – nie jest natychmiastowy i nie od razu połapiemy się, o co w nim chodzi bez instrukcji. Na przykład jak wykonywać długie skoki ze zbocza góry – do tej pory mam z tym problem. Naszym przejazdom brakuje trochę dynamiki i adrenaliny, zaś trasy pomimo dużej ilości przeszkód są bardzo podobne do siebie. Jednak największą wadą tej gry jest fakt, o którym wspomniałem wcześniej – rywalizujemy tutaj tylko sami ze sobą. No, chyba, że z przyjaciółmi atarowcami, ale wątpię, aby wokół tej produkcji zebrała się jakaś społeczność graczy pobijających rekordy. Grafika w porządku, muzyka fatalna, a grywalność? Zadowalająca na jeden wieczór, dla miłośników białego szaleństwa możliwe, że na dłużej. Żółte światło w retrometrze za bardzo nowatorski (w przypadku mikrokomputerów) tryb Ski Quest.

Retrometr

STEROWANIE:

EKRAN TYTUŁOWY: DŻOJ LUB SELECT – wybór trybu gry, START lub FIRE – rozpoczęcie zabawy.

ROZGRYWKA. DŻOJ: GÓRA – przyspieszanie, DÓŁ – zwalnianie, LEWO I PRAWO – skręcanie, FIRE – skok.

Wersję gry, w którą ja grałem – oznaczoną numerkiem 1.2 ściągnięcie STĄD, zaś instrukcje znajdziecie TUTAJ.

PS1. Screeny pochodzą głównie ze strony autora lub tematów na forach dotyczących gry.

Gościnnie: RetroBorsuk


ON THE PISTE / SKI-RUN

GAMES COMPUTING (1984)

Śniegu od cholery!

Skoro Borsuk wymęczył was swoim opisem Ski-it trzeba dolać nieco dziegciu do tej beczki miodu, a mimo, że to są „króciaczki” – postaram się, aby było grubo! Poza tym muszę wypełnić wierszówkę, bo inaczej centrala nie wypłaci mi należnych tantiem i będzie czekała z publikacją do pierwszego śniegu w Australii centralnej, co i tak może nastąpić wcześniej niż u nas. Trzymam więc rękę na pulsie i zaczynam… Na pierwszy ogień pójdzie ostra gra do wpisania z czerwcowego wydania „Games Computing” z 1984 roku. Ma ona podwójny tytuł: On the piste lub Ski-Run.

Wydawać by się mogło, że program napisany we wbudowanym języku (Atari Basic) dodatkowo umieszczony w jakimś piśmidle to będzie totalna i do tego powolna zimowa przejażdżka i jednocześnie porażka. Sam kod nie jest długi, więc tym bardziej należałoby się tego spodziewać. Wpisujemy grę (no dobra, jest załączony atr, czyli tylko wgrywamy z DOSem spod Basica: LOAD”D:OTP.BAS”) i wprowadzamy komendę RUN  z klawiatury i musimy się uzbroić w chwilę cierpliwości, aby już za moment cieszyć się całkiem niezłym szpilem. Jesteś narciarzem i musisz ominąć jak najwięcej drzew, co w sumie nie jest takie proste. Idealna gra na szybki turniej, trzy życia to naprawdę nie jest wiele… Jeśli się spodziewacie czegoś wolnego, to mam dla was niespodziankę, tutaj moi drodzy to się zapierdziela na złamanie karku! Fajnie. Biorąc pod uwagę fakt, że rozgrywka to tylko omijanie drzew oraz, że gra jest napisana w wolnym języku programowania ustawiam retrometr na środek, choć powiem szczerze, przez chwilę łamałem się nad zielonym światełkiem…

Retrometr


SKI RUN

VIRGIN BOOKS / DELL (1983)

Łapiemy flagi? Eee…

No dobrze, skoro już jesteśmy przy BASICU to kolejny przykład gry do wklepania: dla odmiany, hehehe, o nazwie Ski Run z książki zatytułowanej Games for Your Atari. Program jest w języku maszynowym, a wprowadzamy go za pomocą interpretera Basica. I tu mały zgrzyt – wersja znajdująca się na Atarimanii najprawdopodobniej zawiera błąd, gdyż nie da się uruchomić. A dlaczego piszę najprawdopodobniej? Bo możliwe, że gra była wpisywana pod starą wersją BASICA z wersji cartridge’owej tego języka (Atari 400/800/1200XL), a tam występują drobne różnice. Na szczęście można znaleźć wersję wykonywalną i taką się posłużyłem. Gra polega (chyba?) na łapaniu flag podczas zjazdu na nartach w dół. I Wiecie co? Omijajcie ją szerokim łukiem, może ma jakieś wartości edukacyjne (nie czytałem tej książki, więc nie wiem), ale jest to zupełnie niegrywalny crap. Ode mnie „zara będę”, choć to chyba zbyt dobra ocena… Niesamowite, jednak gra napisana w języku maszynowym może być dużo gorsza od Basicowej, jak widać.

Retrometr


OLYMPIC SKIER

AMERICANA / MR. CHIP SOFTWARE (1986)

Slalom i zjazd są wielce grywalne.

Kolejną opisywaną pozycją będzie gra olimpijska, a mianowicie Olympic Skier – sygnowana przez firmę Americana. Tutaj możecie znaleźć dokładną instrukcję. Na grę składają się trzy proste konkurencje – slalom gigant, gdzie naszym zadaniem jest jak najszybszy zjazd pomiędzy bramkami, sterowanie lewo-prawo. Potem mamy skoki narciarskie – według mnie najgorzej wykonana część, mimo instrukcji i kilku prób udało mi się wykonać właściwie tylko jeden skok, ale może jest to wina wersji, którą posiadam? Sterowanie: FIRE (powinien) przyspieszać, joystick w górę skok, w dół – lądowanie (telemarkiem?). Ostatnia konkurencja to zjazd – trzeba uważać na leżące przeszkody (kłody), które trzeba przeskoczyć (fire). Przy dobrych wynikach możemy się wpisać na listę najlepszych zawodników. Muszę przyznać, że sama gra jest dość przyjemna, ale jakoś nigdy nad nią dłużej nie siedziałem. Nieco odrzuca sterowanie skoczkiem (zasadniczo jedyny problem), ale biorę to na karb posiadanej przeze mnie wersji – muszę wypróbować inną. Ogólnie mocny środek retrometru, czuć tu ducha sportowej rywalizacji. Do plusów należy także zaliczyć helikopter zabierający nas po wypadku, co jest miłym przerywnikiem w tego typu grze.

Skoki niestety mniej…

TRZY GROSZE OD BORSUKA: Powiem szczerze, że teraz wróciły do mnie wspomnienia z siłą wodospadu! Olympic Skier to była pierwsza gra o sportach zimowych jaką spotkałem w swoim żywocie i pamiętam, że dała nam ona naprawdę dużo frajdy. Nam, gdyż zarówno mnie jak i mojemu kuzynowi Gałasowi, który za łebka był częstym gościem w moim domu.  Byliśmy wtedy kilkuletnimi szczawikami i kiedy załadowaliśmy ten tytuł to długo w niego rywalizowaliśmy. Pomimo bardzo prostej grafiki zjeżdżało się na nartach bardzo przyjemnie (dwie konkurencje są całkiem grywalne) i śmialiśmy się do rozpuku jak zabierał naszego połamańca helikopter z trasy! Za cholerę nie potrafiliśmy skakać ze skoczni, po pewnym czasie nauczyliśmy się, ale jak się to robiło to teraz nie pomnę… Mam duży sentyment do tego tytułu i oceniłbym go podobnie jak Sikor, czyli jako dobrą grę. Można powiedzieć, że grafika i muzyka są tutaj po prostu obecne i dzisiaj ta produkcja nie zadowoli graczy, którzy nie mają z nią nostalgicznych wspomnień. Widziałem na zlotach, że ludzie ciągle szpilają w to maleństwo! Fajnie, polecam.

Retrometr


MAHNA MAŁYSZ

PIOTR FUSIK / ŁUKASZ SYCHOWICZ (2003)

Leć, Adam, leć!

Skoro jesteśmy przy tematyce narciarskiej to jakżeby inaczej, nie może zabraknąć polskiego akcentu! Wszyscy zapewne dobrze pamiętamy sukcesy Adama Małysza w skokach narciarskich i słynną „bułkę z bananem”? Nic prostszego aby się w niego wcielić, łyknąć Red Fulla i skoczyć na pocztę! Oczywiście piszę tutaj o grze Mahna Malysz, która zajmuje tylko 4 KB i można ją uruchomić na każdym modelu Atari. W odróżnieniu „od poważnych” gier – zadaniem naszego mistrza jest dolecieć jak najdalej, przy czym lot wspomagamy klawiszem Fire w joysticku. Podczas lotu należy się pożywiać bananami zawieszonymi w powietrzu, tudzież poić puszkami Red Fulla, także tam się znajdującymi. Lecąc nad wioskami musimy uważać na ptaki i innych skoczków, nie wiadomo czemu lecących w przeciwnym kierunku niż my! Każde takie spotkanie kończy się dla nas awaryjnym lądowaniem. Ogólnie gra się w to wyśmienicie, kolejna gra nadająca się do szybkich turniejów, jak dla mnie mimo prostoty (a może ze względu na nią, sam nie wiem) i za promowanie polskiego sportowca zdecydowanie należy się jej zielone światełko, choć z lekkim zboczeniem na środek. Ale przecież to maleństwo zajmuje tylko cztery kilobajty! Aż żal się robi, że tak grywalny tytuł nie posiada więcej elementów…

Retrometr


WINTER OLYMPICS

TYNESOFT / ACP (1987)

Na screenach ta gra wygląda naprawdę fajnie.

Rok olimpijski 1988 był dobrym rokiem dla gier na Atari o tematyce zimowej. Olimpiada w Calgary była sporym sukcesem dla Kanady (organizacyjnym), mniejszym dla Polski (zero medali…), rządziła się swoimi prawami, a część firm została poproszona o napisanie gier specjalnie na tą okazję (tak przynajmniej niesie wieść). Jedną z nich jest znany nam skądinąd Tynesoft (Jet Set Willy, Who Dares Wins II), który jak się okazało – przygotował aż dwie gry. Do końca nie wiadomo, jak to się stało, ale obie prezentują wysoki poziom. Zaczniemy od gry starszej, wydanej już w 1987 roku, czyli Winter Olympics. Dokładną instrukcję do niej jak zwykle znajdziemy na Atarimanii.

Sama gra składa się z pięciu konkurencji:

  • wyścig na łyżwach – obsługa jak w decathlonie, uwaga na joysticki!
  • slalom gigant
  • skoki narciarskie
  • szybki zjazd narciarski
  • wyścig bobslejów

Niestety z grywalnością jest dużo gorzej…

Trzeba przyznać, że pod względem graficznym Winter Olympics mogło wtedy zrobić wrażenie na każdym! Duże postacie, mnogość konkurencji, po prostu cudo (z wyjątkiem zobrazowania postaci skoczka narciarskiego). W dodatku wydawcą jest duża i znana wszystkim firma. Co mogło pójść nie tak? No właśnie, tu jest clue wszystkiego – prędkość działania. Wszystko działa koszmarnie wolno, przynajmniej takie odczucie ma gracz podczas rozgrywki. Wszystko inne, czyli grafika, dźwięki, różnorodność, ogólna prezentacja są naprawdę dobre, ale rozgrywka usypia… Retrometr? Niestety czerwone!

Retrometr


WINTER OLYMPIAD’88

TYNESOFT (1988)

Prawie jak Alberto Tomba!

Tynesoft chyba coś przeczuwał, że powyższy hit to był kit, gdyż już w roku olimpijskim wydał grę konkurencyjną dla samego siebie, czyli Winter Olympiad’88 (w USA wydana jako Winter Challenge). Tytuł nawiązuje bezpośrednio do igrzysk w Calgary, a całość jest wykonana właściwie… perfekcyjnie! Kto chciałby wrócić do tej olimpiady sprzed lat to instrukcję znajdzie tutaj. Przed przystąpieniem do rozgrywki możemy wybrać ilość graczy (wow, aż do sześciu!), rodzaj konkurencji, w jakich startujemy (znowu wow, aż pięć) oraz nasz zespół narodowy (niestety Polski nie ma…). Przed grą pojawia się olimpijskie intro, a sama gra zajmuje aż dwie strony dyskietki. Nieźle, co?

Podobnie jak we wcześniejszej grze znajdziemy tutaj zbliżone dyscypliny, jednak nie musimy brać udziału we wszystkich. A są to:

  • szybki zjazd w dół
  • skoki narciarskie
  • biathlon
  • slalom gigant
  • wyścig bobslejów

Piękne okoliczności zjazdu bobslejem.

Cóż mogę napisać? Postacie są duże, krajobrazy w tle piękne, grafika wyborna (przerywniki pokazujące rozpoczęcie i zakończenie danej dyscypliny nawiązują do miejsc znanych z Calgary), konkurencje naprawdę różnorodne, przyjemna animacja postaci, kolorystyka dobrze dobrana (oczywiście z przewagą bieli), przygrywają nam nieraz fajne muzyczki, wszystko działa płynnie, obsługa jest intuicyjna. Szczerze mówiąc: zapomnijmy o wcześniejszym produkcie i wszystkich innych grach zimowych na Atari. To prawdziwa, wysokobudżetowa 8-bitowa superprodukcja! Medal od Sikora!

Retrometr


WINTER EVENTS

ANCO SOFTWARE (1988)

Trochę pusto, ale ciekawe tryby graficzne!

Mimo pięknego wykonania swojej olimpiady Tynesoft nie mógł być pewien, że wykonał najlepszą grę tego typu. W szranki z nimi stanęła brytyjska firma ANCO wraz ze swoim tytułem Winter Events!

Gra także nawiązuje do olimpiady w Calgary, a może grać w nią do czterech graczy, a konkurencji także jest pięć:

  • sprint na łyżwach
  • slalom
  • skoki narciarskie
  • wyścig bobslejów
  • biathlon

Bobsleje już brzydsze niż u konkurencji.

Podobnie jak w produkcji Tynesoftu mamy ładne intro (zapalenie znicza olimpijskiego), postacie są duże, do tego zastosowano nietypowy tryb graficzny dla niektórych konkurencji (jakby z przeplotem). Według mnie gra powstała dopiero po tym, jak programiści z Anco zobaczyli Winter Olympics (niewypał od Tynesoftu) i stwierdzili, że mogą stanąć w konkury. Technicznie nie można jej wiele zarzucić, pochwalić można za te nietypowe tryby graficzne (uczciwie jednak przyznam, że grafika robi tu mniejsze wrażenie w stosunku do debeściaka opisywanego powyżej), różnorodność konkurencji i ciekawą obsługę. Pod względem miodności plasuje się gdzieś pomiędzy słabiutkim Winter Olympics, a świetnym Winter Olympiad’88. Gra się w to dosyć ciekawie, ale nie jakoś rewelacyjnie i z wypiekami na twarzy. Poza tym produkcja jest trochę uboższa w pewnych aspektach, możemy wybrać tylko Brytyjczyków, niektóre konkurencje są mało ciekawe i sama olimpiada jest jakby ukazana w mniejszej skali. Gdyby Tynesoft nie zrobił nowej wersji swojej gry o Calgary to przepadłby z kretesem w walce z konkurencją, ale trzeba przyznać, że i tak Anco odwaliło kawał dobrej roboty. Mamy więc środek retrometru.

Retrometr


CIRCO BIANCO

LINDASOFT (1987)

Skocznia prezentuje się okazale.

Niewiele brakowało, a do walki o tytuł najlepszej gry o sportach zimowych na Atari włączyłby się jeszcze jeden konkurent: firma Lindasoft ze swoim Circo Bianco. Jest to kolejna gra o tematyce olimpijskiej, nad którą pracowano już w 1987 roku. Z niewiadomych przyczyn porzucono jej produkcję i dokończono dopiero w latach dwutysięcznych (w sumie brakowało tylko szczegółów).  A szkoda, bo w epoce popularności Małego Atari byłby to kawał dobrego softu – mimo, że dostępny tylko w języku… włoskim. O perypetiach pracy nad programem można poczytać na forum atariage, zaś grę do ściągnięcia znajdziemy na niezawodnej Atarimanii. Materiały dodatkowe możemy znaleźć na stronie autora. Trudno mi się wypowiadać na temat tej gry (ach ten uroczy włoski język!), gdyż niewiele w nią grałem, ale jeżeli ktoś chce się z nią bliżej zapoznać to odsyłam bezpośrednio do instrukcji w języku angielskim.

Dowiemy się z niej na przykład, że konkurencji jest pięć, standardowo:

  • skoki narciarskie
  • bobsleje
  • sprint na łyżwach
  • szybki zjazd na nartach
  • slalom

Zjazd trochę dziwnie, ale biedy nie ma!

O tyle, o ile udało mi się przetestować Circo Bianco – gra się w ten tytuł bardzo dobrze, ładnie narysowane postacie, widać dbałość o szczegóły (na przykład popychanie bobsleja do zjazdu, pięknie narysowana skocznia narciarska), z drugiej strony dziwnie odwzorowany zjazd na nartach, jakby po jakimś lodowcu. Szkoda też, że odgłosy dźwiękowe mocno ranią uszy, podobnie jak niektóre muzyczki. Szkoda, że gra nie ukazała się w moje młodości i na dodatek po angielsku. Myślę, zasługuje na zielone światełko retrometru, jako druga najlepsza gra o sportach zimowych w tym zestawieniu.

Retrometr


Na tym zakończę dzisiejsze szorty, które w połączeniu z mini recenzją (he,he,he) Borsuka wcale nie są takie krótkie! Myślę, że nie wyczerpałem tematu sportów zimowych do końca, ale zaprawdę powiadam wam, że przy niektórych grach z tego zapomnianego dzisiaj gatunku – można bawić się wyśmienicie. Przy innych niekoniecznie. Dziękuję też Borsukowi za zaproszenie do napisania tego krótkiego materiału i jego udział w moim cyklu. Mam nadzieję, że przegląd przypadł wam do gustu i w komentarzach zaproponujcie: co ma być następne?

Autor: Paweł „Sikor” Sikorski

PS. Screeny pochodzą oczywiście z Atarimanii.

Sikor to atarowiec z krwi i kości. Miłośnik wszelakiego sprzętu Atari, filmów z Japońskim Godzillą oraz starego SF. Zasadniczo w opisach opiera się wyłącznie o sprzęt Atari, choć czasem nie pogardzi czym innym. Działa głównie na 8-bit, ale konsole nie są mu obce... lubi czasem popykać na maszynach Arcade, ale gry na PC go nie pociągają...