Recenzja | Alien Breed – Tower Assault + mini przegląd serii

Seria Alien Breed na Amigę to bez wątpienia flagowa i zarazem jedna z najlepszych sag w klimatach hard science fiction obecnych na 16-bitowych systemach. Ten wyborny przedstawiciel run’n gun’ów z widokiem z góry porażał klimatem nieustannej akcji połączonej z wszechobecną grozą, żywcem wyjętym z filmu Obcy Decydujące Starcie – Jamesa Cameron’a. Para naszych bohaterów przemierzając wielgachne kosmiczne bazy – pruła ołowiem do niezliczonej ilości drapieżnych potworów, przedstawicieli tytułowej obcej rasy, która zagrażała istnieniu naszego gatunku. Kooperacyjna, podnosząca adrenalinę strzelanina, multum broni do rozgrzania, kluczenie pomiędzy opuszczonymi labiryntami czy starcia z wielkimi bestiami na końcu etapów – to cechy charakterystyczne tej kultowej już dzisiaj produkcji. Dzisiaj przedstawiam wam recenzję najlepszej części serii czyli Alien Breed – Tower Assault, którą specjalnie dla naszej strony wyskrobał nasz współpracownik Aszu.  Ja zaś na koniec wpisu – wtrącę swoje trzy grosze o całej serii (Borsuk).


ALIEN BREED – TOWER ASSAULT

TEAM 17 (1994)

AMIGA (3 DYSKI) / AMIGA CD32 / PC-DOS

STRZELANINA / RUN’N GUN

Ekran tytułowy najlepszej części serii.

“Nash is dead, you’re on your own!” Ten cytat z całą pewnością rozpozna większość miłośników klasycznych gier komputerowych. Jest to oczywiście początek Alien Breed: Tower Assault, gry wydanej w 1994 roku przez studio Team17. Była to, niestety, ostatnia dwuwymiarowa część tej popularnej serii strzelanin inspirowanych filmami z serii Obcy.

AZARIN 2E, CZYLI OBCY ATAKUJĄ!

Historia rozpoczyna się w momencie, gdy placówka naukowa na planecie Azarin 2E wysyła sygnał SOS. Jako pierwszy reaguje niszczyciel kosmiczny Herona i wysyła oddział desantowy, aby zneutralizować zagrożenie. Gdy statki zbliżają się do laboratoriów, automatyczne systemy obronne otwierają ogień. Lasery niszczą statek po statku. Z całego oddziału, tylko dwóm komandosom udaje się udaje się awaryjnie wylądować. Są nimi Jordan oraz Nash, w których wcielimy się w grze, w przypadku wyboru trybu multiplayer. Jeśli zaś grać będziemy sami, to obok rozbitego statku znajdziemy ciało drugiego pilota, a po rozpoczęciu rozgrywki, dowiemy się, że : “Nash is dead, you’re on your own!”

Welcome to Intex System czyli wstęp fabularny…

CZY DZIAŁA TU AUTOFIRE?

Programiści Team17 chwalili się w wywiadach, że istnieje ponad 250 sposobów ukończenia gry! Była to nowość w 1994 roku, będąca zarazem ogromnym krokiem w porównaniu, do poprzednich części gry. Alien Breed: TA składa się z 55 poziomów, połączonych z sobą w wieloraki sposób. Pokonując je, eksterminować będziemy setki, jeśli nie tysiące, obcych. Przyjdzie nam również zbierać klucze, amunicję oraz pieniądze, za pomocą których będziemy mogli kupować nowe bronie, ulepszenia oraz rozmaite gadżety w napotykanych co jakiś czas terminalach.

Tryb dla jednego gracza. Nash leży już martwy…

Brzmi to wszystko dość standardowo, toteż pojawia się pytanie, co sprawia, że ta gra stała się kultową? Za oprawę graficzną odpowiada Rico Holmes, któremu udało się, nie po raz pierwszy zresztą, wycisnąć z Amigi wszystko, co tylko się dało! Warto wspomnieć, że AB:TA ukazał się również na Amigi z chipsetem ECS (czyli klasyczne A500 i A600). Często trudno uwierzyć, że to, co widzimy na ekranie, zostało narysowane tylko w 32 kolorach. Poziomy różnią się od siebie stylem i kolorystyką. To co przykuwa wzrok, to setki rozczłonkowanych ciał! Niejednokrotnie natkniemy się na korpusy pozbawione kończyn, a nawet Obcych, zajętych jedzeniem swoim ofiar!

Na niektórych poziomach nie będzie elektryczności i będziemy musieli polegać na starej, dobrej latarce. Na innych – natkniemy się na podwyższony poziom radioaktywności. Autorzy z Team 17 przygotowali sporo urozmaiceń oraz ciekawostek, na które natrafimy podczas przedzierania się przez labirynt korytarzy. Dla mnie jedną z największych niespodzianek był fakt, że niektórym kolonistom udało się przeżyć. Odnajdziemy ich na niektórych poziomach i naturalnie  będziemy mogli im pomóc.

Ciemność! Ciemność widzę!

Za muzykę oraz efekty dźwiękowe odpowiada Allister Brimble, jeden z najlepszych amigowych muzyków, który do dziś z powodzeniem tworzy oprawy do gier. Ciekawostką jest fakt, że głos, który słyszymy w grze należy do jego matki. Doskonała grafika, połączona z klimatyczną muzyką oraz znakomitymi efektami dźwiękowymi tworzy wybuchową mieszankę! Co jednak najważniejsze, sama przyjemność z grania jest ogromna! Alien Breed: TA posiada ten trudno uchwytny czynnik, zwany grywalnością; ten sam, który sprawia, że grając na przykład w Cywilizację, chcemy zagrać jeszcze jedną rundę, i jeszcze jedną… Od rozgrywki jest bardzo trudno się oderwać, posiada niesamowity klimat i już na pierwszy rzut oka, można stwierdzić, że autorzy włożyli całe serce w tą produkcję! Jedyną rzeczą, do jakiej można się przyczepić, to poziom trudności, ponieważ może on odstraszyć sporą liczbę graczy, wychowanych na współczesnych tytułach…

Przyczajony obcy, ukryty smok…

AB:TA pierwotnie ukazał się na Amigę, dopiero z czasem pojawiła się wersja na komputery PC. Niestety pecetowa wersja dyskietkowa została mocno okrojona, dlatego, jeśli mamy zamiar grać na PieCu, to należy zaopatrzyć się w wydanie na płycie CD. Uważam, że w każdą grę z serii Alien Breed, w miarę możliwości, należy grać na Amisi! Gra po latach działa bez najmniejszych problemów zarówno na gołej A1200, jak również na przyjaciółce zaopatrzonej w kartę turbo. Bez przeszkód uruchamia się również pod emulatorami. W sieci można znaleźć wersję WHDLoad, co uchroni nas przed żonglerką dyskietkami. Moim zdaniem seria Alien Breed, to gry, które zdefiniowały Amigę. Wiem, że narażę się wielu graczom, ale moim zdaniem to właśnie recenzowany przeze mnie przebój, a nie Superfrogjest najlepszą grą, jaką wydał Team17 i jedną z najlepszych produkcji, jaka kiedykolwiek ukazała się na Amigę. Jeśli ktoś nie spotkał się z tym tytułem, to polecam z całego serca!

ALIEN BREED – TOWER ASSAULT

(AMIGA / AMIGA CD32 / PC-DOS)

Retrometr

Grać, grać i jeszcze raz grać!

Autor: Aszu/commodore hooligans

(gryretro.com / czarnylotus.pl)


TRZY GROSZE NA TEMAT SERII

Przyjaciółka Amiga dostarczała graczom w czasach swojej świetności kapitalnych gier w ilościach hurtowych. Bohaterami serii Alien Breed są kosmiczni marines, złowrogo zaatakowani w czasie patrolowania kosmicznej bazy przez wzorowaną na gigerowskim Alien’ie – tytułową Obcą Rasę! Szczerze to z dzisiejszej perspektywy dziwię się, że wydanie tak bardzo inspirowanej przez uniwersum Obcego gry przeszło bez żadnych rozpraw sądowych. Co więcej, wydany w 1991 tytuł doczekał się kilku udanych kontynuacji 2D,  a nawet w środowisku 3Dz widokiem FPP. Dla nas graczy była to świetna wiadomość, bo dobrych gier z Obcymi nigdy nie za wiele, ale wróćmy do początku…

Alien Breed (1991) i pamiętny hangar w pierwszym etapie.

Debiut serii – był bardzo dobrą strzelaniną na piechotę z widokiem z góry. Do rozpierduchy z użyciem rozbudowanego arsenału, który możemy nabywać i upgradować w znajdowanych po drodze terminalach (– Welcome to Intex Systems!) twórcy dołożyli elementy gauntlet’owe (Gauntlet /1985/ automaty) – czyli zbieranie kluczy, otwieranie drzwi i przełączanie różnych śluz i przełączników. Nie zapomniano o kooperacji dla dwóch graczy i wyszedł mały lecz bardzo trudny hit! Mając takie podstawy Team 17 wiedział co dalej robić. Najpierw wypuścił w 1992 roku, bardziej przyjazną graczom i łatwiejszą Specjalną Edycję oryginału, by później zaatakować świetnym sequelem…

Dodatkowo na pomoc kosmicznym marines z pierwszej części desygnował dwóch przedstawicieli rozumnej rasy kosmitów i w ten sposób powstały oddział łowców Obcych wrzucił do jeszcze bardziej rozbudowanych i różnorodnych poziomów. Większe etapy oznaczają także więcej narzędzi mordu i jeszcze twardszych niż w pierwowzorze, wyrośniętych skurczybyków do ubicia na ich końcu. Fajnie! Wyszło zdecydowanie lepiej niż w poprzedniku i znam wielu graczy, dla których Alien Breed II – The Horror Continues (1993) to najlepsza część serii, a przynajmniej druga w kolejności po…

Alien Breed II (1993) – rozpierducha zaczyna się zanim wejdziemy do stacji!

… Alien Breed: Tower Assault (1994) – trzeciej z głównych część serii (a może to spin off?), w której autorzy zaszaleli i oddali nam cały, ogromny kompleks badawczy do wytępienia galaktycznej zarazy. A co najlepsze, kompleks ten nie jest zbiorem liniowych poziomów jak w poprzedniku tylko wielką mapą umożliwiającą dotarcie do decydującego starcia różnymi, całkowicie odmiennymi drogami. Spotkasz na swojej drodze, wielkie siedlisko Obcych w nie oświetlonym hangarze i nie możesz się przedrzeć? Spróbuj innej drogi żołnierzu! Może przez reaktor z wyciekającym plutonem, albo nie rozbrojone pole minowe? Świetna, duża i trudna gra, zaś kooperacja jest tutaj ciągle podstawą przeżycia (screeny macie w recenzji).

Następne części serii to ślepa pogoń twórców za sławetnym Doom’em, na punkcie, którego oszalał ówczesny świat. Niestety możliwości techniczne Amigi i jej różnych wcieleń, były głównie ukierunkowane na gry 2D, więc autorom brakowało po prostu mocy obliczeniowej do płynnego wyświetlania ładnej trójwymiarowej grafiki. Wiadomo amigowcy z braku laku łykali – Alien Breed 3D (1995) oraz jego kontynuację Alien Breed 3D II – The Killing Grounds (1996) bez popitki, jeżeli posiadali odpowiednio dopasiony sprzęt. Ci zaś, którzy nim nie dysponowali – próbowali grać w mniejszym okienku – prezentującym rozpikselizowaną grafikę – zaciskając zęby i psiocząc na Team 17Są tu jacyś maniacy tego trójwymiarowego wcielenia?

Alien Breed 3D (1995) – próba wykorzystania sukcesu Doom’a

Na tym zakończono Pierwszą Erę zmagań ludzi z Obcymi i seria na pewien czas odeszła w zapomnienie, jednakże najniebezpieczniejsi kosmiczni drapieżnicy zaatakowali ludzkość ponownie w 2009 roku i nie odpuszczali przez kolejną minitrylogię serii pod tytułem Alien Breed: Evolution (Impact, Assault, Descent). I to mogło się udać! Odpicowana grafika na silniku Unreal Engine 3 i dobre efekty świetlne przyciągały uwagę. Nawet i moją, do tego stopnia, że zakupiłem ten tytuł. Niestety w nowej trylogii popełniono kilka znaczących błędów. Do największych z nich należały bez wątpienia: zamiana naszych poczciwych Obcych na robale (Konsolowi Żołnierze Kosmosu w takim wcieleniu, mogliby być całkiem fajni, gdyby atakujące nas insekty miały ciekawy, a nie mdły design), złe zbalansowanie rozgrywki (częściej szukamy kluczy niźli walczymy) oraz małe zróżnicowanie udostępnionych nam miejscówek. Wszystko to powoduje znużenie grającego, bo ileż można zwiedzać praktycznie identyczne poziomy kosmicznych fregat… Nie zrozumcie mnie źle, to zjadliwa seria (taka w okolicy 6/10), ale kto w nią zagra oprócz miłośników pierwowzorów? Graliście w którąś odsłonę Drugiej Ery tej klimatycznej, pełnej robactwa jatki, która ukazała się na PS3 / X360 i PC WIN?

Alien Breed Impact (2010) – trailer prezentujący nowe wcielenie gry.

Wydany w 2013 roku remake Alien Breed, który widzicie poniżej jest całkiem udanym lecz znowu, jak w przypadku innego wskrzeszenia legendy Team 17 – Superfrog’a, trochę śmierdzącym tanizną nostalgicznym powrotem do przeszłości. Przeznaczonym w głównej mierze dla fanów pierwowzoru i jeżeli nimi jesteście oraz posiadacie kompana do zabawy – warto te parę złotych zainwestować. Nie spodziewajcie się jednak fajerwerków… Szkoda, bo można było dostarczyć ostrą jak żyletka grafikę godną nowych czasów i nowych konsol, kładącą nacisk na połączenie zaawansowanej techniki będącej domeną ludzkiej rasy z organicznym i przerażającym designem Obcych i ich światów. Byłby hit! Wyszło nieźle, ale niedosyt pozostaje..

Alien Breed (2013) – trailer remak’u wydanego na: PS3 / PSVITA / IPhone / IPad

Nie wiem jak inni retromiłośnicy, ale ja z przyjemnością zobaczyłbym nowe, udane wcielenie naszych bohaterskich, kosmicznych marines i ich kolejne łowy na Obcych! Wierne gęstym klimatem oryginałowi, brutalne i pełne trzymających w napięciu do ostatniego pocisku walk. Oj, marzyłoby mi się coś w stylu Alienation czy Helldivers, ale na takie fajerwerki to potrzebny byłby troszkę większy budżet. Dziękuje Ci Aszu za recenzję powyżej i narobienie apetytu na ponowne przejście klasycznej serii na mojej Przyjaciółce! (Borsuk)

Inne artykuły:

Recenzja | Montezuma’s Revenge vs Montezuma&... 10 lat to sporo czasu. W przypadku elektronicznej rozrywki zazwyczaj jest to cała epoka. Zmieniają się przede wszystkim możliwości techniczne komputer...
Recenzja | LEGO Harry Potter Lata 1-4 Klocki LEGO, ile trzeba was cenić, ten tylko się dowie kto was nadepnął… Jakiś czas temu opisywałem moje podróże na Wii po Śródziemiu w LEGO: Lord of...
Relacja | Silesian Amiga Classic Party Siemianowic... Witam serdecznie po przebudzeniu z zimowego letargu! Jesteście jeszcze z nami Kochane RetroDziadki i inni miłośnicy leciwych, jednakże ciągle pociągaj...