Recenzja | Bully: Scholarship Edition (PC, Multi)

Szkoła. Dla jednych to słowo, z którym kojarzą się najwspanialsze lata życia, sukcesy, przyjaciele. Dla innych – czas trudny, niemal bezowocny, w najgorszych przypadkach okupiony poczuciem wyobcowania lub wręcz codziennymi prześladowaniami. O jakości edukacji prowadzi się mnóstwo rozmów, temat jest nośny, ponieważ praktycznie każdego dotyczy – chodzi do niej, jest absolwentem, albo pośle kiedyś dziecko, itp. Szkoła pojawiała się w grach raczej wyłącznie w szerszym kontekście, siłą rzeczy w Harrym Potterze, jakoś tam także w Simsach, to też miejsce akcji genialnego Life is Strange, jednak umówmy się – sięga się po gry po to, by o niej zapomnieć, a nie, by do niej wracać. Tym bardziej ogromne brawa dla panów z Rockstar, którzy stworzyli coś w rodzaju GTA w szkole”, które równocześnie jest ciekawe, bardzo grywalne, a na dodatek przekazuje ważne przesłanie. Zapraszam do elitarnej Bullworth Academy.

Gracz przejmuje stery nad Jimmy`m Hopkinsem, krótko ściętym nastolatkiem, który trafia do wspomnianego przybytku, jako trudny chłopak z dobrego domu. Problem zaczyna się już na początku naszej rozgrywki, gdy okazuje się, że większość dzieciaków znajdujących się na podwórku „ma jakiś problem” i zaczyna atakować nowego. Jak dowiadujemy się niedługo później, w szkole istnieją ogromne antagonizmy między poszczególnymi grupami uczniowskimi. A w ich skład wchodzą choćby kujony, prześladowcy, sportowcy, „żelusie”. Zadaniem Jimmy`ego jest wykonywanie misji dla poszczególnych grup, aby w końcu stać się idolem całej placówki. Z czasem okazuje się, że główna misja młodego Hopkinsa jest nieco inna, ale nie będę tego jeszcze zdradzać – zresztą, mówimy o szkole, a podpowiadanie nie jest tam oficjalnie dozwolone.

Elementy simsopodobne zawsze mile widziane

Oczywiście wszelkie wspomniane misje nasz zbuntowany nastolatek bez konsekwencji może wypełniać w czasie wolnym, gdyż posiada swój konkretny plan dnia. Codziennie ma dwie lekcje, o odpowiedniej godzinie musi być w swoim łóżeczku w internacie. Użyłam słowa „bez konsekwencji”, gdyż równie dobrze może zupełnie zignorować zasady i po prostu olewać placówkę edukacyjną. Trzeba się jednak liczyć z tym, że jeśli zostanie przyłapany przez szkolnych „ochroniarzy” lub policjantów, będąc na mieście, trafi na dywanik i zostaną mu zarekwirowane zdobyte dodatkowe bronie. Przyczajenie przez dorosłych nie kończy się tragicznie, to taki odpowiednik gwiazdek w GTA, ponieważ nasz młodzian może im uciec, m.in. chowając się do kosza, albo wdać się w przepychanki, kopiąc w krocze ścigających go dorosłych. Zakazany jest także niewłaściwy strój w szkole, gdzie obowiązują uniformy, które na naszej polskiej ziemi chciał zaadaptować swego czasu pewien minister (w gimnazjum się załapałam, trwało to około roku).

Jak w takim razie wygląda szkolne życie Jimmy`ego? W określonych godzinach musi się w niej pojawić i uczestniczyć w zajęciach. Jest to ogólnie opłacalne, ponieważ dzięki temu zdobywa się różne bonusy, nowe stroje, bronie. Każda lekcja to inna mini gierka. Na angielskim trzeba ułożyć określoną ilość słów z podanych liter, zajęcia z chemii i muzyki to taki trochę QTE, gdzie w określonym momencie musimy naciskać odpowiednie przyciski, na WF-ie uczestniczymy choćby w zapasach i zbijaku (w moich stronach, a może nie tylko, znanej jako „dwie matki” – kurcze, jeszcze zanim to było modne!), na matematyce rozwiązujemy proste zadania, na geografii należy przyporządkować flagi do mapy konturowej (są także poszczególne stany w USA, bez atlasu nie podołałabym), zajęcia artystyczne z kolei polegają na wykonaniu znanej ze starych komputerów sekwencji uzupełnienia obrazu przez coś w rodzaju kursora, bez kolizji z innymi przedmiotami, pojawia się także, znane z różnych filmów, przeprowadzanie sekcji zwłok żaby na biologii. Jest to bardzo fajne urozmaicenie, nie ma mowy o nudzie, dlatego też element szkolny nie wygląda na dorzucony na siłę. Czasem nasze prezenty od nauczycieli możemy wykorzystać po to, aby odkrywać inne niuanse. Wykonanie projektów z plastyki pozwoli nam otrzymać aparat, którym możemy robić zdjęcia innym uczniom i przeglądać je w foto albumie.

Sporo treści już się pojawiło, a żadna nie odniosła się jakoś bardziej do questów. Proszę o jeszcze chwilę cierpliwości, bajery są na tyle fajne, że warto zacząć od nich. Nasz Jimmy oprócz zadań w szkole może wykonywać inne mini gry, dzięki którym zdobywa pieniądze, sławę lub nowe gadżety. Będąc na mieście może wykosić komuś trawnik, istnieje także opcja ścigania się z kolegami, do tego dodano całkiem ciekawą opcję z tworzeniem graffiti na murach. Można też w szkole włamywać się do cudzych szafek. Panowie z Rockstar jak zwykle nie zawiedli i zrobili to, co wychodzi im świetnie – potrafili stworzyć fajną fabułę, ale też na tyle otwarty świat, by można było się nim bawić. Z czasem Hopkins zdobywa też nowe miejsce do spania, a jak to z kryjówkami bywa, może tam przechowywać swoje fanty i fatałaszki, w które to z kolei może się zaopatrywać w lokalnych sklepach. Chyba poprawniejsze niż „szkolne GTA„, byłoby „szkolne GTB„, gdyż młodzian oprócz autobusu szkolnego porusza się przede wszystkim rowerem, w tym także/głównie kradzionym. Do tego dochodzi również element poprawiania zdrowia. Nie jest on tak, hmmm…, radykalny jak w ciągle przywoływanej serii, jednak w zasadzie także wymaga obecności płci przeciwnej. Bullworth Academy jest placówką nie tylko dla chłopców. Naprzeciw ich internatu znajduje się podobny budynek, gdzie mieszkają dziewczyny. Wejście do środka jest zakazane, ale wiele mieszkanek można spotkać na placu lub w szkole. Jeśli Jimmy odpowiednio zbajeruje dziewczyny i doda do tego jakiś podarunek, czekoladki lub kwiatek, może liczyć na pocałunek, który podnosi poziom zdrowia (dzieje się to dopiero po przejściu kilku szkolnych mini gierek). Do tego te zachwyty nad Jimmym, jaki to jest super.

Łobuz kocha najbardziej

No właśnie, czas na misje! Zadaniem Hopkinsa jest zaprowadzenie jako takiej równowagi w szkole. Pomoże mu to wykonywanie questów dla poszczególnych grup. Każda z nich jest adekwatna do ich ewentualnych wymogów. Stąd będzie to pozbycie się szczurów z biblioteki, wykonanie psikusa na Halloween, czy, już bardziej hardkorowe, zdobycie dla nauczyciela bielizny jednej z uczennic. To tylko jeden z powodów, dla których gra od niemal samych zapowiedzi wzbudzała sporo kontrowersji. Jimmy będzie często bił się z innymi uczniami, również w konfiguracji kilku na jednego. Jednakże, nasz bohater ma także dobre oblicze. Broni kujonów przed atakami prześladowców, zabiera pamiętnik skradziony jego koleżance. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze walka z bossami (!). Każda grupa ma swojego lidera i po pewnym czasie Jimmy będzie musiał go po prostu złoić. Warto jeszcze dodać, że misje są naprawdę różnorodne. Są skradanki, wyścigi, walki, niszczenie czegoś, zbieranie – trudno zarzucić grze brak oryginalności, nie dostrzeże się także znużenia, wykonując kolejne zadania.

Często wyznacznikiem dobrej gry jest wskazanie na czas, w jaki da się ją przejść. Od pewnego czasu twórcy starają się wypośrodkować tę liczbę, aby z jednej strony nie ukończyć jej za szybko, bo wtedy ma się poczucie za lekko wydanych pieniędzy (potwierdzam, mam tak z książkami), zaś z drugiej – tylko największe hity pozwalają sobie na zakładanie stu godzinnej linii fabularnej, ponieważ dorośli konsumenci, którzy mają na głowie jeszcze pracę i rodzinę, nie zawsze będą mieli odpowiednio wolnego czasu, by je ukończyć. Bully posiada tę zaletę, że choć wykonanie wszystkich questów nie zajmuje wieków, dodaje tyle różnych atrakcji, że czasem po prostu nie będzie się chciało zabierać do misji, ale napawać całą otoczką, jaką nam prezentuje. Oficjalnie przyjmuje się, że przejście linii fabularnej zajmuje około 20 godzin, zaś odkrycie wszystkiego, co zostało nam zaoferowane wydłuża ją o drugie tyle.

Tak wyglądają przerwy w szkołach, gdzie jest zakaz używania telefonów

We wstępie napisałam o tym, że gra przekazuje nam także pewne wartości. Podobnie jak seria GTA, do której nie sposób się nie odwoływać, jest pewną parodią porządku, który panuje. Ukazuje wady amerykańskiego szkolnictwa, ale też zaprasza do tego, by stanąć po stronie słabszych i wyszydzanych. W grze występują bijatyki, ale krwi się nie uświadczy – czytałam o jakimś modzie, który ją wprowadza, ale nigdy go nie wypróbowałam. Co więcej, Jimmy ma oczywiście wolną wolę, jednak agresja w stosunku do kobiet lub małych dzieci (młodszych uczniów) jest nieco bardziej ścigana niż zwykłe bijatyki z kumplami. Jak to zwykle w Stanach, produkcji Bully`ego towarzyszyło mnóstwo kontrowersji, gdyż obrońcy moralności protestowali przeciwko przemocy i pewnym wątkom erotycznym. Ta gra przez PEGI została oceniona na dozwoloną od lat 16, czy naprawdę rodzice, skoro są tak zalęknieni o dzieci, nie mogą im zabronić grać/nie kupować tej pozycji?

Z perspektywy czasu grafika jest w porządku, ale nie zachwyca. Na pewno słowa uznania należą się budynkowi szkoły, mam wrażenie, że rzeczywiście oddano jej wygląd z dużą pieczołowitością. Z kolei same postaci to takie trochę GTA III/Vice City, szczególnie w nieco starszej wersji na konsole. Ładnie wyglądają cut scenki, wprowadzające w poszczególne zadania. Z kolei słowa uznania dla udźwiękowienia. Nie mamy tutaj jakiegoś licencjonowanego soundtracku, jak w innych przebojach Gwiazdy Rocka, niemniej melodie, które pojawiają się w grze, idealnie współgrają z poczynaniami gracza. Uciekamy policji, szybsze rytmy, idziemy sobie spokojnie na zajęcia – wolna, nieco intrygująca melodyjka. Według mnie nie są to utwory, do których się wraca i przesłuchuje na YouTubie, ale nie wyobrażam sobie, by nie miało ich być w czasie rozgrywki.

Russell wjechał z byka

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, niż każdemu, kto nie zna tego tytułu, zadać pracę domową – koniecznie po niego sięgnijcie! Gwarantuję, że jest on źródłem wielu pozytywnych doznań, szczególnie że pod postacią typowego dresa wprowadzamy dobro, ład i porządek, wielu przemyśleń oraz tego, co Rockstar ma najlepsze, czyli poczucia wolności w otwartym świecie. Szybko przywiążemy się do naszego bohatera i będziemy dążyć do tego, aby wszystko się udało. W końcu edukacja jest naszą wspólną sprawą, czyż nie?

Retrometr

Ciekawostki:

  • pierwszym sprzętem, na który został wydany Bully, było PS2. Tam jednak tytuł w Europie brzmiał nieco inaczej: Canis Canem Edit
  • oprócz normalnych ubrań, które Jimmy dostaje i kupuje, pojawiają się też śmieszne stroje, m.in. Elvisa Presleya
  • Jimmy`emu uda się uciec przed „ochroniarzem” bez ukrywania się, jeśli będzie skakał – wówczas nie da się go złapać
  • na przedniej tablicy rejestracyjnej wozu policyjnego znajduje się napis BADCOP
  • w grze Hopkins może jeździć na rowerze. Pierwotnie twórcy zakładali także możliwość wykonywania tricków, ale ostatecznie zrezygnowali z pomysłu
  • ogółem gra ukazała się na PS2, X360, Wii, PC, Ps3, Ps4 oraz na systemach operacyjnych telefonów
  • od pewnego czasu mówi się o stworzeniu kontynuacji. Mam nadzieję, że w tej plotce jest ziarno prawdy

PS. Screeny zrobione z gameplayu GameRiot

O Prezesowa 35 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.