Recenzja | de Blob

Szaro buro wszędzie co to będzie, co to będzie. Nadejdzie czas, gdy żelatynowy bohater z kolorem przybędzie!

Szaro buro i ponuro, czyli Chroma City w pigułce. Pod rządami INKT Corporation nic nie pozostaje takie jak dawniej. W TV jedynie propaganda, obywatele odziani w jednakowe skafandry nie wybijają się z tłumu, za to patrole policyjne wybijają im wszelkie emocje z głowy 24/7. Cóż zrobić, cóż począć? Potrzebny bohater od zaraz napisano w podziemnej gazecie w rubryce anonse, resztką pomarańczowego tuszu jaki ostał się przed służbami. Mijały kolejne bezbarwne dni, gdy nagle pojawiła się wieść na mieście. Grupa rewolucjonistów sabotuje poczynania przebrzydłej korporacji, podobno sam nikczemny Comrade Black się zaniepokoił. Miał powody do obaw, bo rewolucjoniści mieli broń jakiej nie mógł się przeciwstawić, był nim Blob, de Blob.

„Color is a crime, INKT is the solution”

Niebieski i żółty w mieście, koloru przybędzie, koloru przybędzie

Witam w kolejnej recenzji gry w którą nigdy drogi czytelniku nie zagrałeś i nie zagrasz, uprzejmie oświadczam, iż szarobure jest Twe CV gracza bez takich sympatycznych gier jak ta. Platformerów 3D było już mnóstwo, trudno się wybić gdy przez dwie generacje ten gatunek był jednym z najpopularniejszych, tym trudniej gdy robisz exa na konsolę firmy, która platformerami stoi. Był tutaj jednak pewien przebłysk geniuszu w Blue Tongue Entertainment, schwytano tą iskierkę i przekuto w barwny świat, który miał pokazać, że da się inaczej. Inaczej… wiele rzeczy będzie tu inaczej, ponieważ dużo założeń wymyka się standardom. Szary świat pozbawiony kolorów jest tu wykorzystany w dwojaki sposób. Z jednej strony w takiej można by sądzić dziecinnej grze przemyca się wiele treści dla dojrzałego gracza, który dostrzeże to co pod tą infantylną powłoczką się chowa, a z drugiej zaś dostajemy nietuzinkowy gameplay. Nie można tutaj powiedzieć by sposób prowadzenia gry był podobny do jakiegokolwiek innego, kolorowi rewolucjoniści podążają zupełnie innymi ścieżkami. Owszem, są znajdźki, jest skakanie i jest walka w której trzeba naskoczyć na przeciwnika, tu jest banał, ale element kolorowania miasta jest tu dominujący.

Wszystko barwne i wesołe będzie, nawet w urzędzie, nawet w urzędzie

Nasz bohater jest glutkiem który wchłania wszystkie ciecze jakie wpadną mu w łapy (czyli gość jakiego nie chcesz na imprezie), może przyjąć 100l w siebie i przy dotknięciu otoczenia oddaje farbę malując je. Po Chroma City krążą roboty wysysające i transportujące kolor niebieski, żółty i czerwony. Rozwalenie takiego zbiornika na nogach sprawi, że wchłoniemy określoną liczbę jednostek tej cieczy i przybierzemy jej barwę. Idziemy z koksem jednak dalej bo można, a często nawet trzeba mieszać kolory. Musisz czasem być koloru zielonego, fioletowego lub brązowego, który uzyskasz miksując w sobie ciecze (Blob na imprezach nie wybrzydza).

Jak malujemy? Prosto, najprościej jak się da, po prostu dotknij elementu i zostanie pokolorowany – po prostu. Elementów jest cała masa, możemy właściwie pomalować wszystko – chodniki, latarnie, bloki, billboardy, nawet ludzików, możliwości jest ogrom. Walczymy też farbą, każdy przeciwnik wymaga określonej ilości farby (czasem też konkretnego koloru) i musimy na niego naskoczyć co zabierze nam trochę objętości. Im mniej farby w sobie mamy tym mniejsi jesteśmy, ale i bardziej zwrotni, nachlany Blob wolniej się toczy i niżej skacze. Musimy zatem też non stop dbać o to by mieć coś w sobie, bo bez płynów to sorry, ale to je amelinium tego nie pomalujesz. Blob wypije wszystko, i to jest główna jego broń jak i słabość, siły INKT mają atramentu pod dostatkiem i robią co mogą by nas oczernić i to dosłownie. Atrament nas zżera, jeśli nas zainfekują musimy jak najszybciej znaleźć zbiornik z wodą by się obmyć, nie mamy wtedy koloru, ale przynajmniej żyjemy i nie zmieniamy w czerń wszystkiego co poprzednio pomalowaliśmy.

Zadań bohater mnóstwo ma wszędzie, walczył i skakał po grzędzie będzie, walczył i skakał po grzędzie będzie

Celem gry jest pozbycie się Blacka i jego świty, uwolnienie obywateli i przywrócenie blasku miastu. By to wszystko osiągnąć nie będziemy jedynie bezmyślnie malować co się da, mamy też porozrzucane zadania po etapach, których wykonywanie odblokuje drogę do dalszych części miasta. Zielone zadania polegają na pokolorowaniu konkretnych miejsc na konkretny kolor w określonym czasie. Pomarańczowe zadania to typowa walka z kolejnymi przeciwnikami, niebieskie są z kolei nastawione na zwinne przedostanie się z punktu A do B, często wykorzystując np. skoki pomiędzy dachami, nad przepaściami itp. Są jeszcze zadania brązowe, te dotyczą zawsze przejęcia istotnych budynków INKT, których nie damy rady pokolorować w zwykły sposób. Te miejsca zawsze są chronione, a ich malowanie polega na znalezieniu punktu w budynku do którego musimy dostarczyć określoną ilość i kolor farby. W drugiej części gry lepiej to rozwiązano za pomocą mini etapu w 2D, ale tu wystarczy dostać się do punktu i trzepiąc wiilotem wlać tyle farby ile wymagają.

„I fear no Blob!”

Jednak idealnie nie będzie, medal się zgubi w pędzie, medal się zgubi w pędzie

Smutna jest jednak dla mnie ilość bossów, tutaj już wyobraźni zabrakło, mamy tylko jednego adwersarza na samym końcu, a tak to wykonujemy cały czas zadania. Szkoda, bo wkrada się przez to monotonia, którą powtarzające się zadania potęgują. Poziom trudności również mógłby być nieco większy, bo to nie jest gra w której zobaczysz napis game over, no kurde nie wyobrażam sobie jak trzeba grać by tutaj zginąć. Gra jest sympatyczna, niezobowiązująca, na tyle fajna i wciągająca, że z pewnością przejdziesz ją całą jak już zaczniesz grać, ale nie zachęca do wyciskania 100%. Często opisując gry ekskluzywnie wychodzące na Wii chwalę wiilota, który był impulsem wymuszającym na ludziach kreatywność i deBlob również dołączył do tego grona, choć sam wiilot tutaj jedynie symbolicznie występuje (machasz by skoczyć, lub trząchasz by wlać farbę w budynki z brązowych zadań).

Na uwagę zasługuje również humor, cutscenki pomiędzy poziomami są super zrobione, z jajem i w fajnej stylistyce. Atramentowe ludki bawiły mnie w stylu starej kreskówki, a takze nieco w stylu popularnych w ostatnich latach minionków – to mniej więcej ten typ humoru. Muzyka to taki wesoły jazz czy inny funk, spoko ale bez rewelacji jak dla mnie. Nie jestem jakimś wielkim miłośnikiem w/w, choć o jazzie źle mówić ponoć nie wypada w towarzystwie, by nie wyjść na ograniczonego prostaka. Jedynie co może drażnić to to, że postacie nie mówią tylko mamroczą (bla bla bla bla blob!), mamy jednak napisy. A do napisów końcowych grając na lajcie bez robienia wszystkiego i bawiąc się w malowanie dobrniesz w 8 godzin. Po zwykłym przejściu można się bawić w zdobywanie wszystkiego na planszy i zagrać w dodatkowe wyzwania, ale ja jak już wspomniałem wcześniej jakoś nie miałem na to ochoty.

Gra jest ciekawa i innowacyjna, potrafi zaskoczyć również fabułą. Kontynuacja miała tutaj więcej do powiedzenia, była bardziej doszlifowana systemowo, lepiej rozwiązała przejmowanie budynków, klimat ucisku przez reżim był bardziej wyczuwalny, ale i tak w gruncie rzeczy mogę powiedzieć że obie gry to właściwie to samo, obie są bardzo fajne i nieistotne którą ograsz, będzie dobrze. Doceniajmy innowacyjne gry, tak szybko przechodzą bez echa…

Bohater przyniósł ulgę ciemiężonym, znów można było kupić farbę w monopolowym.

Radości i szczęścia nie było końca, koszmar został wypędzony z ulic przed wschodem słońca.

Nie bez kłopotów, ale pełen werwy Blob ukoił skołatane nerwy.

Jednak Comrade Black planował zemstę bez przerwy, planował zemstę bez przerwy…

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Nintendo Wii/2018

3 słowa do gracza: Innowacyjny i sympatyczny platformer, brakło jednak wyzwania i większej różnorodności.


Ciekawostki:

» Mimo tego, że początkowo był to ex na Wii (premiera w 2008 roku), a wydawca THQ zbankrutował kilka lat później Blob przeżył. W 2017 oku na PS4, PC i XboxOne wyszła odświeżona wersja, ma także trafić na Switcha w 2018 roku. Możliwe, że glutek doczeka się kiedyś pełnoprawnej trzeciej części.

Inne artykuły:

Magiel #2 | Retrogranie – rozrywka nie dla k... Po raz kolejny zbieramy się w wspólnym gronie, by zbadać temat nurtujący ludzkość od wieków. Mamy też sprawdzone przez ludzkość metody by rozmowa ta b...
Recenzja | Wacky Races And now here they are!!!! The most daredevil group of daffy drivers to ever whirl their wheels in the Wacky Races. Gry wyścigowe potrafią zaserwować ...
Recenzja | Rayman 2: The Great Escape Był taki czas kiedy wszyscy poszli za trendem i postanowili nie być już płascy. Z 2D na 3D przeskoczył Marian z Linkiem, kształtów również postanowił ...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox