Recenzja | Shadow of Memories

Shadow of Memories, RETROreckaŚrodek lata. Podążasz prawie że opustoszałą uliczką w miejskim parku, trzymając przy okazji ręce w głębokich kieszeniach, gdzie drobne dźwięcznie grzechocą z każdym kolejnym stawianym krokiem prosząc o ostatnie wydanie. Chuchasz na zimno, bo być może Ci się poszczęści – wiesz, wielka miłość, duże pieniądze i inne pierdoły. Idąc dalej, gwiżdżesz zaschniętymi ustami swoją ulubioną melodię w rytm stawianych po drodze kroków i trafiasz na dorodne sześćdziesiątki, które siedząc na sparciałej ławce puszczają do Ciebie zalotnie oczko, zarazem poprawiając sztuczne szczęki zawczasu. Bo tak wypadło. Gdzieś obok w gęstych krzakach agresywny pitubll z dużą przyjemnością pokrywa skomlącego chińskiego grzywacza bez sierści. Uśmiechasz się jedynie do siebie w duchu myśląc jakie to życie jest piękne. Ni stąd ni zowąd, ktoś dynamicznie kłuje Cię lśniącym, ostrym narzędziem w plecy. Padasz na ziemię. Nie masz sił, by spojrzeć w tył, by zobaczyć twarz mordercy. Ledwo myślisz. Może gdybyś przysiadł się do tych pań na ławce, gdybyś poszedł inną alejką czy przepędził tego niewyżytego buhaja w chaszczach. Może byś przeżył. Gdybyś mógł zmienić bieg wydarzeń i pokrzyżować szyki cholernemu przeznaczeniu. Gdybyś mógł cofnąć o kilka minut wskazówki zegara…

Tematyka podróży w czasie nie jest raczej przesadnie szeroko wykorzystywana w grach wideo, a przynajmniej jest na tyle rzadko sięgana przez twórców, by stanowiła bardzo istotny element gameplayu, aniżeli jedynie tylko tło. Omawiane „Shadow of Memories” daje Ci zasmakować w dużym stopniu czasoprzestrzennych wojaży, bo tutaj niemal na każdym kroku jesteś od nich uzależniony, podobnie jak główny bohater tego przedstawienia. Eike Kusch, wysoki blondyn (prawie, że aryjczyk tylko trochę naturalizowany), zostaje zamordowany w biały dzień na jednej z uliczek fikcyjnego miasteczka Lebensbaum i to jak na złość przy braku jakiegokolwiek naocznego świadka. Ślepy los nie przewidział jednak, że bohaterowi sprzyja tajemniczy jegomość, mocno mu kibicujący, niejaki Homunkulus. Gdzieś w innym wymiarze, pomiędzy bytem, a niebytem wręcza naszemu blondaskowi dziwaczne urządzenie o nawie Digipad umożliwiające zawracanie czasu, które pozwoli Eikowi powrócić do świata żywych i wyrwać się spod błyszczącej kosy kostuchy.Shadow of Memories, RETROreckaNie oznacza to jednak, że jednorazowe oszukanie przeznaczenia załatwi całą sprawę, co to, to nie, bowiem nasz tleniony będzie ginąć, ginąć i jeszcze raz ginąć. Jakiś upierdliwy cep uczepił się chłopaka niczym rzep psiego ogona i za wszelką cenę pragnie, by ten wąchał kwiatki od spodu. Tutaj panowie z Konami troszkę poeksperymentowali z ramami gatunku gier przygodowych i podeszli do niego nieco z innej, interesującej strony. Cała gra podzielona została na rozdziały, rozgrywające się w kolejnych godzinach jednej doby, a każdy z nich poprzedzony jest zupełnie inną scenką ukazującą zejście z tego świata naszego protagonisty. To, że raz uciekłeś katowi spod ostrza, nie znaczy, że za godzinkę czy dwie, ten znów nie będzie czaił się na Twoje życie. By zapobiec własnej śmierci i zarazem poczynić kolejny krok ku rozwiązaniu zagadki, kto do diabła czai się wciąż na życie bohatera, Eike będzie mógł cofać się nie tylko do chwili z przed morderstwa, ale też paru wcześniejszych epok. Dzięki temu dane mu będzie delikatnie zmieniać otaczającą go rzeczywistość, tak by skutki jego działań miały odzwierciedlenie w teraźniejszości, zarazem niwecząc plany zabójcy. O co chodzi? Przykładowo, oprawca kryje się za drzewem na rynku? No to sru, cofamy się o kilka stuleci i namawiamy chłopa, aby zamiast dorodnej lipy postawił w jej miejscu fikuśną fontannę bądź rabatkę pełną pachnących kwiatów. A może bohater został otruty w trakcie posiłku? No to lecim kilka dekad wstecz, celem nakłonienia właściciela willi, by zamiast muzea urządził w nim bibliotekę, gdzie Eike w swoich czasach znajdzie informację na temat antidotum na swoją dolegliwość.

Muszę przyznać, że patent ten sprawdza się nad wyraz wyśmienicie, dając Ci poczucie wpływu i ingerencji w otoczenie, aczkolwiek twórcy mogli pokusić się o większą nieliniowość w tej kwestii, bowiem przy kolejnym podejściu do gry (a warto, ba nawet trzeba) nie masz zbyt dużego wyboru jak pokierować swoim losem. Jak na przygodówkę przystało, nieraz zagadasz także do kilku napotkanych osób czy udasz się na poszukiwanie jakiegoś cennego przedmiotu, który uratuje Ci skórę, aczkolwiek koncepcja ta nie jest aż tak nachalna jak w klasykach gatunku. Nie natrafisz więc na sytuacje, gdzie będziesz musiał wykonać szereg wymian, by w ostateczności stać się właścicielem przepychacza do kibli, dzięki któremu przysłowiowy Pan Mietek wyciągnie Ci ze sracza klucz do garażu. Do rozwiązania problemu zazwyczaj potrzebny jest jeden przedmiot, przeszkodą jest jednak fakt, że nie ma praktycznie żadnych konkretnych wskazówek, gdzie takowego szukać, co wprowadza dozę lekkiej dezorientacji. Pół biedy jeszcze jeśli chodzi o główną linię scenariusza, która delikatnie prowadzi Cię jak po sznurku, ale jeśli chcesz odkryć na własną rękę poboczne zadania i związane z tym niuanse fabularne, wówczas jest to nieco utrudnione. Tym bardziej, że przez całą grę walczysz także z upływającym czasem, który z każdą następną sekundą gra na Twoją niekorzyść.Shadow of Memories, RETROrecka

Nie trudno odnieść uczucia, że na pierwszy plan wybija się nieco uproszczony gameplay podyktowany wprowadzonym novum, co przy braku jakichkolwiek zagadek logicznych, powoduje, iż zaczynasz troszkę odczuwać jakieś braki. Pojawia się lekki niedosyt w rozgrywce, natomiast tytuł przechyla się bardziej w kierunku interaktywnego filmu, gdzie większą rolę odgrywają przerywniki filmowe. A zapewniam, na ich niedostatek nie masz co psioczyć. Czasem w ich trakcie będziesz mógł nawet wybrać jedną z dwóch opcji dialogowych, co nie pozostanie bez wpływu na zwieńczenie opowieści. Może właśnie teraz robisz kwaśne grymasy, ale takie podejście do tematu sprzyja ukazanej historii, która jest motorem napędowym gry. Co prawda rozwija się powoli, trzeba brnąć jak po sznurku do kłębka, ale potrafi zaabsorbować i aż chce się w nią zagłębiać dalej, by poznać tożsamość mordercy. W sukurs przychodzi także setting i ogólna, tajemnicza otoczka gry, a ta czerpie delikatnie z dorobku Goethego. Sam Homunkulus nie jest więc wymysłem jakiegoś pijanego grafomana, co więcej podczas przygody natrafisz na samego dra Wagnera, zaś przez ręce przewinie Ci się nawet mityczny kamień filozoficzny. Te dwa elementy zgrabnie się ze sobą łączą i stanowią najjaśniejszy punkt produkcji.

Jak już lekko napomknąłem, swoboda eksploracji została stłumiona poprzez uciekający czas. Jako gracz z duszą szperacza, niuchającego każdy kąt, nie lubię tytułów, gdzie jestem skazany na łaskę tykającego zegara. Jednak o ile takie zwykłe odliczanie wskazówek cyferblatu jeszcze jestem w ostateczności, z bólem, bo z bólem, przełknąć, o tyle sposób w jaki twórcy „Shadow of Memories” z tego wybrnęli jest dla mnie kompletnym nieporozumieniem. Oprócz normalnego, rzeczywistego upływu czasu w trakcie zwiedzania miasta, ten potrafi również stopnieć w ekspresowym tempie, gdy rozmawiamy z przechodniami bądź… i tu uwaga – oglądając cut-scenki. Co w tym dziwnego? W tym pierwszym przypadku zawsze jest to trzydzieści sekund, ale ten drugi potrafi uszczknąć od kilku minut nawet do kilkunastu, pomimo tego, że przerywnik trwał zaledwie kilkadziesiąt sekund. Debilne rozwiązanie nieprawdaż? Na zaliczenie konkretnego epizodu masz w zależności, od pół godziny wzwyż (to, o której nastąpi śmierć podopiecznego możesz sprawdzić u miejscowej wróżki), ale co z tego, skoro bywa, iż budzisz się z ręką w nocniku, jeśli za długo połazisz po miasteczku, a za chwilę następują filmiki, które zabierają Ci połowę przeznaczonego czasu. Poziom wkurwu jeszcze bardziej wzrasta, gdy po nich czeka na Ciebie zaliczenie etapu, ale Ty przekroczyłeś wyznaczony deadline i jedyne co możesz, to oglądać napis Game Over.Shadow of Memories, RETROrecka

Co prawda skoki czasowe są tutaj gwoździem programu, to jednak te zostały obarczone pewnymi barierami. Możliwość wycieczki w przeszłość pojawia się najczęściej, tuż po śmierci bohatera bądź gdy posuniesz akcję do przodu, więc nie możesz wyciągnąć z kieszeni ustrojstwa darowanego przez Homunkulusa i sobie użyć, ot tak, kiedy zechcesz. Co więcej, czerpanie z dobrodziejstw tej swoistej maszyny czasu wymaga specjalnych, zielonkawych kul, które napotkasz w różnych zakątkach miasteczka, zarówno w teraźniejszości jak i we wcześniejszych okresach. Chwała Bogu, że ich ilość jest dosyć spora i co najważniejsze odnawialna, więc o stres oraz telepanie rąk niczym w delirce, związane z ich deficytem nie masz się co martwić. Aczkolwiek warto „przychomikować” je zawczasu, by później za nimi nie latać jak wariat, bowiem bywa, że w danym rozdziale kilkukrotnie korzystasz z usług biura podróży o nazwie „Powrót do przeszłości”. Miło natomiast, że Digipad domyślnie sugeruje, w którą epokę się udać, co niweluje niepotrzebne błądzenie.

Ciekawym zabiegiem cieszącym oko jest przedstawienie poszczególnych epok poprzez filtry graficzne. Hasając po czasach średniowiecznych całe otoczenie ukazane jest w ciemnobrązowym tonie sepii, natomiast podczas zwiedzania miasteczka w latach dwudziestych, te jawi się nam w czarno-białych odcieniach przypominających stare filmy z tamtego okresu. Wszystko oczywiście kontrastuje z głównym bohaterem, którego postać oblana jest pełna paletą barw. Same Lebensbaum pod względem architektury, elementów otoczenia również znacznie zmienia się na przestrzeni wieków, aczkolwiek trzeba przyznać, iż niezależnie od ery, wieje tam pustką. Uliczki miasta są praktycznie opuszczone i do pełni obrazu brakuje jedynie świergotu świerszczy oraz charakterystycznego krzaczka toczonego przez wiatr. Gdzieś tam napotkasz postacie poboczne, ale i tak ich ilość nie jest wystarczająca by wypełnić mieścinę tętniącym życiem.Shadow of Memories, RETROrecka

Choć gra ma swoje lata na karku, graficznie prezentuje się przyzwoicie, acz na wypalenie gałek ocznych nie ma co liczyć. Mimo pewnej sterylności, podobać się może dbałość o szczegóły, wszelkie wnętrza wypełnione są mnóstwem elementów, zaś mijając miejski zegar dostrzeżesz na nim aktualną godzinę. W oczy kole natomiast koślawy chód bohatera i jego nieproporcjonalna sylwetka ze zbyt długimi nogami względem tułowia niczym u rasowej modelki. Niestety pod względem udźwiękowienia jest nieco gorzej i właściwie nie wiem co tu napisać. Muzyka towarzyszy nam w trakcie zabawy, ale szczerze powiedziawszy jest bez polotu i ikry, więc z czasem przestałem zwracać na ten element uwagę i zapomniałem, że coś świergoli mi do ucha. Pochwalić mogę za to pełny voice-acting wyróżniając tutaj głos Homunkulusa, lekko modulowany, ale za to bardzo hipnotyzujący oraz kojący. Ot, taka nasza rodzima wersja męskiej Czubówny. Tak, ten pan zdecydowanie mógłby mi czytać bajki na dobranoc.

Jeśli miałbym do czegokolwiek przyrównać Shadow of Memories pewnie była by to zawieruszona w kieszeni dwudziestozłotówka – gdy ją przypadkowo znajdziesz, to i tak cieszysz się na jej widok, mimo że do takiej setki troszkę jej brakuje. Choć oryginalna mechanika gry nie jest pozbawiona wad, po drodze może pojawić się uczucie znużenia, to jednak warto zabrać się za ten tytuł, tym bardziej że typowe gry przygodowe zostały troszkę zapomniane. Nie zrażaj się krótkim czasem przejścia, bowiem replayability podniesione jest poprzez osiem zakończeń, a warto poznać je wszystkie, by cała historia posklejała się do kupy i odkryła przed Tobą nowe fakty. Bo siłą SoM jest przede wszystkim fabuła.

Retrometr

Redaktor. Ulubione gatunki: przede wszystkim przygodowe/akcji z głównym nastawieniem na survival-horror. Poza tym wsio prócz niemal wszelakich rpgów (tutaj wyjątek stanowi action rpg), symulatorów i strategii. Lubię odpocząć przy wciągającej platformówce. Posiadane platformy: PSP, PS2, PS3, C64, PC