Relacja | Silesian Amiga Classic Party Maj 2018

relacja SCAP SiemianowiceZapraszam wszystkich miłośników retrogiercowania na kolejną relację z bardzo dobrej retroimprezy, na którą udało mi się wkręcić! Kolejna edycja Silesian Amiga Classic Party (19 maja Siemianowice Śląskie) była bardziej kameralna niż Retronizacja, ale za sprawą świetnego towarzystwa, kapitalnych gier w ilościach hurtowych, sensiblowych bęcków i paradoksu czasowego naprawdę trwale zapisze się w mojej pamięci. Postaram się, żeby poniższa relacja była krótsza niż zawsze, ale nie mogę zagwarantować, że to się uda. Miałem ostatnio wiele skarg, że wasze żony pragną pieszczot, a wy czytacie moje wypociny przez cały weekend. Do lektury namawiam szczególnie miłośników Przyjaciółek, Commodore’a, Atari oraz poczciwego NES-a, zwanego w naszym kraju Pegasusem. Wiadomo, że jak to u mnie – głównym daniem będą zarówno klasyczne, jak i nowe gry wydawana na nasze niezapomniane, zabytkowe wręcz sprzęty. Party zostało zorganizowane przez amigowców z najlepszej przyjaciółkowej strony w Polsce czyli PPA.PL i chwała im za to. Dzięki chłopaki i zaczynamy!

Tym razem zaczynam od was hobbyści retro komputerów. Dzięki wam to wszystko jeszcze się kręci! (zdjęcie by Wojt.)

WIELKA PODNIETA I BRAK SNU

Na początku zaznaczę, że ten wyjazd prawie bym przegapił. Przecież niedawno pisałem dla was relację z lutowego SACP’a, a tutaj już nowy? No, tak – mój prywatny, najpiękniejszy czasopochłaniacz zadbał o to, żebym nie zauważył upływu całego kwartału! Zresztą byłem najprawdziwiej w świecie przekonany, że kolejny zlot amigowariatów odbędzie się dopiero po wakacjach i dobrze, że zajrzałem do odpowiedniego forum. Kurcze, to już za tydzień, pomyślałem, ale zabookowałem sobie stanowisko na sali uciech i rozpusty oraz skontaktowałem się z moim najlepszym towarzyszem wszelkich podróży w czasie – czyli z atarowskim szarlatanem programowania – Larkiem. Tradycyjnie mój kompan uwielbia adrenalinę, ryzyko i lubi widocznie igrać z życiem więc na stricte Commodorowe party zaplanował zabrać Atari!  Doradziłem, żeby nie zapomniał o siekierze i miotaczu ognia, bo słyszałem, że grilla nie będzie, a gospodarze preferują dobrze wysmażone steki z atarowców…

Nasz wyjazd na SACP’a zbiegł się akurat z premierą nowej, świetnej konwersji kultowej strzelaniny Time Pilot na Atarynę i mój przyjaciel zapewnił mnie, że bierze Pilota Czasu ze sobą i będziemy go ogrywać do upadłego. Zachwyciłem się, gdyż gra ta była bardzo dobrze mi znana z młodości i należy do jednych z moich ulubionych salonowych produkcji. Myślę – sprawdzę sobie atarowską konwersję, bo czytałem, że dobra i przypomnę szczenięce lata – podnieta pierwsza! Później wieczorem zacząłem błądzić po zaprzyjaźnionych forach retrokomputerowych i dowiedziałem się, że „ziomale” z Retronizacji czyli Renton i Marecheck także zawitają na amigowego gangbanga. Dodatkowo szykują się ostro do potyczki ze mną w Sensible World of Soccer! Zapewniono mnie, że dżojsticki będą płonąć, cokolwiek to znaczy – podnieta druga! Kładąc się do łóżka zamarzyłem sobie, jeszcze, że może Nekroskop, który nie omija żadnego party ze znakiem Komody w tle – weźmie ze sobą nowe, wielkie commodorowe hity czyli Sam’s Journey i Pains n Aches? Przecież w trakcie naszego ostatniego spotkania ostro suszyłem mu o to głowę. Myślę, napisze do niego! Nie, to przecież wielki miłośnik dobrych gier na swoją ulubioną maszynkę – sam je przytarga i pochwali się nimi. Podnieta trzecia! Usnąłem o trzeciej nad ranem…

Retromaniacy rozpakowują swoje zabawki. Po lewej AmigaCD32 i Cannon Fodder. (foto by Wojt.)

Wstaję po trzech godzinach snu, pierwszą kawą wyważam powiekę lewego oka, drugą kawą prawego, a tu nagle dzwoni do mnie najpiękniejsza kobieta na świecie i mówi, żebym tam na miejscu nie zapomniał, że ona ma najseksowniejsze kształty w całej galaktyce! „- Czyli niby które, że niby jakie?” – podpuszczam ją. Cudownie seksowny głos zaczyna mi prezentować swoje walory (cenzura). Największa podnieta czwarta! Ledwo się ogarnąłem, a tu już szalony podróżnik w czasie, profesor Larek staje w progu mojego mieszkania, z Ataryną pod pachą, ubrany w swój czasoprzestrzenny kombinezon, a ja jeszcze w slipach! Brak podniety, żeby nie było… Wskakuje szybko w mój nanokombinezon udający zwyczajną „skórę” i pakujemy moją Amigę Cd32 do DeLorean’a, którego tradycyjnie zaparkował pod moim blokiem, ku uciesze lokalnej gawiedzi. Zauważam, że mój kompan obejrzał w końcu Powrót do Przyszłości II i zmodyfikował swój silnik w wehikule czasu. Zainstalował w nim utylizator odpadkowo-paliwowy i zamiast plutonu, który wykradał od ruskich, i którego ostatnio nam zabrakło – używa teraz wszelakich śmieci. „- No, przynajmniej nie będzie problemów z paliwem!” – powiedziałem wrzucając do powiększonego kontenero-baku skórki od zjedzonych przez nas bananów. „- Żeby się cofnąć do czasów Amigi potrzebujemy jeszcze dodatkowej energii!” – mówi Larek i patrzę zdziwiony – co on wyczynia?! Nie wierzę! Pcha na siłę do wlotu paliwa bardzo zadbane Commodore 64! „- Co ty wyprawiasz?!” – pytam. „- Aaa, dostałem od Rentona, przecież nie będę Commodore trzymał w domu! Dużo scalaków i SID – wystarczy nam na podróż do lat 90-tych!” – odpowiada. Śmieję się i klnę jednocześnie pod nosem, wyrywam mu komputer i wrzucam do bagażnika. „- Zostaw sobie, będziesz grał w Giana Sisters!”. 

Marudzi coś cicho, ale daje się w końcu przekonać. Zamiast C64 przerabiamy na paliwo starą PRL-owską sokowirówkę marki Kasia, którą znajduje u siebie w domu. „- Który docelowo ustawić rok?” – pyta Larek. „- Połowa lat 90-tych, chce sobie pograć w SWOS’a z chłopakami i zobaczyć największe amigowe hity”. Wielki miłośnik Atari ustawia wskazania czasu na konsolecie wehikułu, włącza silnik i naciska gaz do dechy. DeLorean rusza z piskiem opon i już po chwili mkniemy tunelem czasoprzestrzennym prosto w nasze młodzieńcze lata. Parkujemy obok miejsca bitmapowej biesiady czyli Młodzieżowego Domu Kultury, wypakowujemy graty, zajmujemy nasze stanowiska, podłączamy sprzęt i zaczynamy retro imprezę. Powoli schodzą się inni biesiadnicy taszcząc swoje ulubione zabawki z młodości, wszyscy uśmiechnięci, zadowoleni, jakby ubyło im lat od ostatniego spotkania. Każdy uprzejmy, miły, pomocny – wspólne hobby i zainteresowania łagodzą obyczaje i pozytywnie wpływają na starszych panów po 40-tce. Niejeden z nich odmłodnieje dzisiaj o 20 lat – przynajmniej żony będą miały pociechę…


AMIGA

Najlepsze muzyczki z amigowych przebojów. 3 godzinny show!

Amiga 1200 AZORRKA i kultowa gra w klimatach hard sf czyli Syndicate

Relację z SACP’a oraz ogrywanych przeze mnie przebojów zaczniemy od gospodyni całego zamieszania, czyli najlepszego komputera do gier jaki kiedykolwiek powstał – 16 bitowej Amigi! Ileż pięknych wrażeń i wspaniałych przygód dostarczyła mi Przyjaciółka na początku lat 90-tych: wspaniałe platformówki, świetne run’n guny, bardzo dobre shmup’y, wyborne flippery, dobre przygodówki i crpg. Nawet miłośnicy strategii i symulatorów znajdywali na tym sprzęcie warte ogrania perełki. Patrząc całościowo – był to chyba komputer z najszerszym gatunkowo wachlarzem czaderskich dwuwymiarowych gier. No i najważniejsze – to tutaj były najlepsze wersje Sensible World of Soccer i Turricana II. A pamiętacie tą wspaniałą muzykę pierwszy raz usłyszaną w stereo ? (warto posłuchać kompilacji powyżej). A superpłynny przesuw ekranu w grach? Amiga 500 to konstrukcja z 1987 roku więc uświadomcie sobie jakim cudownym sprzętem była w dniu premiery. Niestety miała swoje wady, nie była szybka w obróbce gier 3D i kiedy nastąpił boom na pierwszoosobowe strzelaniny – ludzie zaczęli porzucać ją dla PC albo PS1. Muszę się uderzyć w pierś, sam ją tak kiedyś zdradziłem…

Rozbudowana Amiga CD32 – bodajże o rozszerzenie SX3 – umożliwiające instalację gier na HD i nie tylko.

Skoro sam zlot był z nazwy amigowy – wiadome było, że będzie ona najczęściej spotykaną zabawką wśród uczestników party. Dominował głównie model 1200 rozbudowany o dysk twardy, co umożliwiało właścicielowi dostęp praktycznie do całej groteki wszystkich Amig (zarówno na kości graficzne OCS, ECS jak i AGA). Zdarzały się tutaj także klasyczne Amigi 500 oraz 32-bitowe konsole CD32 (ze trzy egzemplarze, w tym mój). Z przyjemnością obchodziłem całą salę i podziwiałem, które gry należały do ulubionych wśród właścicieli tego wielce zasłużonego komputera. Praktycznie wszyscy panowie grali głównie w klasyczne hity, oczywiście nie mogło zabraknąć także programu muzycznego ProTracker czy jakiejś jego odmiany oraz czaderskich dem odpalonych na niektórych sprzętach.

Pierwsze kroki wśród amigantów skierowałem do gospodarza Azzorka, który zagrywał się w bodajże najlepszą symulację podróżnika gwiezdnych szlaków czyli Frontier’a (1993). Ta kultowa gra Davida Braben’a, będąca następczynią innego kultu – 8 bitowego Elite – to prawdziwy kolos. Latamy swoim statkiem kosmicznym po całym kosmosie, oczywiście w ujęciu symulacyjnym, czyli widok z kokpitu lub zza statku (jeśli dobrze pamiętam) i przeżywamy ciekawe przygody. Możemy bawić się w gwiezdnego kupca i handlować rożnymi towarami, kosmicznego pirata i walczyć z innymi fregatami czy najemnika i wykonywać różnorakie misje dostępne na rubieżach galaktyki. Jak dobrze kojarzę możemy także kupować i rozbudowywać swój międzyplanetarny frachtowiec. Ja nigdy nie dysponowałem taką ilością wolnego czasu, jaką wymagał od gracza ten przebój, ale zawsze doceniałem klasę tego wektorowego olbrzyma – tu można wsiąknąć na całe życie! Porozmawialiśmy także troszkę, o wydanym niedawno na nowe sprzęty (PC / PS4 / Xone) jego następcy – czyli o Elite Dangerous. Wyborny szpil, tylko podobnie jak niezapomniani poprzednicy – czasożerny, a raczej życiożerny!

Wektorowy wszechświat bez granic! Kultowy Frontier w akcji.

Widoczny kilka zdjęć powyżej powyżej Syndicate (1993) – kolejny wielki przebój science fiction z przeszłości – był następnym tytułem, w który zagrywał się właściciel stanowiska. Nie zna ktoś tej taktycznej strzelaniny izometrycznej – osadzonej w klimatach cyberpunkowych i czerpiących garściami także z Łowcy Androidów? Jeżeli nie, trzeba się zapoznać. Sterujemy oddziałem agentów, uzbrojonych w przeróżne futurystyczne giwery i cybernetyczne wszczepy i wykonujemy zróżnicowane misje zlecone nam przez bezduszną korporację. Zabójstwa, porwania, sabotaż i tym podobna brudna robota. Z kuzynem Gałasem zagrywaliśmy się w tą grę od Bullfrog’a za młodu jak głupcy! Lata później doczekała się oficjalnej kontynuacji – także taktyczna rozgrywka, tym razem w pełnym 3D – Syndicate Wars (1996PC i PS1) i strzelaniny FPP osadzonej w tym samym uniwersum pod niezmienioną nazwą czyli czyli Syndicate (2012 – PC, PS3, X360).

Pierwszy Samuraj – prędzej skopał tyłki japońskim demonom niźli herosi Onimushy…

U kolejnego sympatycznego jegomościa, którego nicka nie znam, na miejscówce naprzeciw mojej – przypomniałem sobie jedną z najlepszych platformowych gier action-adventure jaka ukazała się na Przyjaciółce. First Samurai (1991), bo o nim mowa, to wciągająca opowieść o walce pierwszego samuraja z demonami osadzona w japońskich (i nie tylko) klimatach, z rozbudowanym systemem walki i wymagającymi bossami, elementami platformowymi oraz zagadkami przygodowymi polegającymi na używaniu określonych przedmiotów w potrzebnych miejscach. Oczywiście wszystko w wybornej oprawie graficznej i fenomenalnej muzycznej plus kapitalne intro! Polecam. Nigdy nie ukończyłem tej gry, gdyż jest dosyć trudna, jednakże jej kontynuację czyli Second Samurai’a (1993) pokonałem, dodano w niej kooperację, ale wyrzucono zagadki. To także bardzo fajna pozycja, ale trochę gorsza od poprzednika. Trzeba się kiedyś wziąć za pierwsze przygody skośnookiego wojownika!

Mortal Kombat II – dwóch przyjaciół na zlocie upuszczało krew przez chyba 4 godziny…

Kolega z naprzeciwka zagrywał się jeszcze w innego wielkiego klasyka action-adventure, obdarzonego cudowną animacją i gęstym klimatem sf Flashback’a (1992). To grę jednak zna prawie każdy, więc co ja będę się rozpisywał… Po paru godzinach jednak jego Amiga zaczęła wydawać donośne i dziwne jęki, zdziwiony zerknąłem czy czasem panowie nie grają w Sex Games, ale nieeeee! Odbywały się tam parogodzinne zmagania w jedną z najlepszych dwuwymiarowych bijatyk w historii czyli Mortal Kombat II (1995)! Zaznaczę, że konwersja na Przyjaciółkę jest całkiem dobra, sam ogrywałem ją namiętnie. Trzeba było za młodu jednak przyzwyczaić się do jednoprzyciskowego sterowania oraz żonglerki dyskietkami. Teraz w dobie dysków twardych i gotek’ów ostatni z problemów jest nieaktualny. Oj, niezła chryja tam była, kręgosłupy wyrywali, głowy obcinali i się jeszcze śmiali!

Larek gra na Amidze?! Chaos Engine 2 niestety rozczarowywało już na premierę…

Wróciłem do swojej AmigiCD32 i pomyślałem, czym by sobie uprzyjemnić dzień. Na pierwszy ogień wrzuciłem na ruszt kontynuację mojego ulubionego run’n guna czyli Chaos Engine 2 (1996). Nigdy nie przepadałem za drugą częścią tej gry, rywalizacja to nie to samo, co kooperacja, dodatkowo grafika jakaś tutaj nieklimatyczna i pstrokata. Larek nawet próbował pograć trochę w tą najbardziej rozczarowującą kontynuację w historii Przyjaciółki ale nie widziałem w nim entuzjazmu. Maszynę Chaosu 2 miałem ogrywać do recenzji na naszej stronie, ale po co sobie psuć cudowne wspomnienia po kapitalnej części pierwszej? Odpuszczam, a do przeczytania recenzji sequela zapraszam na PPA.PL.

RoadKill – jedne z najlepszych wyścigów śmierci na Amigę.

Zapragnąłem adrenaliny wyścigów! Do tego, takich z możliwością używania śmiercionośnego arsenału i jeszcze lepiej, z widokiem z góry. Taaak! Przepiękne RoadKill (1994) wcale się nie zestarzało. Ta super szybka ścigałka z płynniutkim scrollingiem, bardzo techniczną, mechaniczną i kolorową grafiką (AGA) do tej pory trzyma fason. Jeżeli lubicie racer’y, w których oprócz zajęcia najlepszego miejsca punktowane jest niszczenie przeciwników za pomocą rożnych narzędzi zagłady to doskonały wybór. Świetna gra! Jeżeli już jesteśmy w tych klimatach – to mój druh z Retronizacji Marecheck przedstawił mi niespodziankę. Stareńkie, ale ponoć ciągle grywalne wyścigi postapo Deadlands. Amigowa gra, o której istnieniu nie miałem pojęcia – niemożliwe! Rozgrywka jest tu jednoekranowa (bez scrollingu) przypominająca Indy Heat czy Ironman Super Offroad, tylko wzbogacona o walkę z konkurentami. Jeżeli, ktoś z was jest bardziej zaznajomiony z tym tytułem, proszę o rozwinięcie tematu w komentarzach.

Amigowy Toki to świetny port z automatów, tylko ekran gry jest mniejszy.

W co jeszcze grałem u siebie? Mój faworyt Toki (1991) – bardzo kolorowa i praktycznie perfekcyjna konwersja chodzonego run’n guna z plującą pociskami małpą w roli głównej, znana z salonów arcade. Jedna z gier dla których kupiłem w dzieciństwie Amigę, gdyż chciałem mieć tego słodkiego małpiszona w domu! Przypomniałem sobie, jak ciągle grywalny i niedoceniany jest to tytuł i biorąc pod uwagę, że wydano go tylko na jednej dyskietce – brawo dla autorów. Mechanika z automatów zachowana, bardzo dobra grafika, elementy platformowe, wielcy bossowie i wpadająca w ucho muzyka. Cud, miód i orzeszki!

Battle Squadron kiedyś udało mi się skończyć bez kontynuacji. Kuzyn świadkiem…

Na Amidze nie może zabraknąć dobrych shmupów – prawda? Prawda! Odpaliłem więc wysłużony w bojach, jednodyskietkowy, kooperacyjny  majstersztyk, który katowałem za łebka z moim kuzynem Gałasem czyli Battle Squadron (1989) – czym przyciągnąłem uwagę zaskoczonego Wojt’a – gdyż nie znał wcześniej tej gry. Zdziwiłem się, jak można nie znać Bitewnej Eskadry! To przecież futurystyczny odpowiednik automatowego Flying Shark w najlepszym wydaniu. Nie żaden bullet hell, tylko spokojniejsza, ale ciągle dynamiczna akcja w porządnej oprawie video z bardzo dobrą muzyką. Wielcy bossowie obecni, prosty system power’upów z kilkoma rodzajami broni do wyboru, dziwne zrzucanie bomb poprzez wduszenie fire i kręcenie dżojem i duża miodność z gry. Kto nie zna – warto nadrobić.

Apidya żądli boleśnie nawet po latach! Ten pełen robactwa shmup jest bardzo ceniony wśród fanów gatunku.

Muzyka Chrisa Huelsbeck’a przyciągnęła moją uwagę do stanowiska brodatego biesiadnika, który zajadał się owadami! Swoją latającą bojową pszczołą (a może osą), niszczył za pomocą różnego rodzaju wystrzałów, bomb i innego arsenału wszelkie leśne, wodne, podwodne, podziemne, latające, biegające czy pełzające, insekty i zwierzęta. Mówi wam to coś? Jak nie jak tak! Apidya (1992), bo o niej mowa to chyba najlepsza, najbardziej przemyślana i najbardziej grywalna amigowa strzelanina horyzontalna. Do tego ekskluzywna jeżeli dobrze pamiętam. Graficznie wręcz fotorealistyczna, a muzycznie? No, sam mistrzunio wymieniony na wstępie akapitu tu komponował – to nie muszę nic więcej dodawać. Jako bossowie występują: ślimaki, szczury, modliszki, zarobaczone i opętane lalki! Niezła obsada… Absolutny killer i kolejna gra dodana do listy: „muszę kiedyś zrecenzować!”

Modlichy atakują także w rpg Ambermoon – walka w widoku FPP

Chcecie dobrego rpg’a na Przyjaciółkę? A może najlepszego? Wielki światem, objętością i ciekawy pod względem mechaniki Ambermoon (1993), był przez jednego miłośnika ogrywany kilka godzin, a nawet możliwe, że przez całą imprezę? Wspaniała drużynowa przygoda w ciekawym i oryginalnym, florystycznym świecie, ze wszystkimi elementami, za które kochamy gry rpg. Masa ekwipunku i broni, mnogość potworów do ubicia, mroczne lochy do zwiedzenia, przepastne mapy do podróżowania, sklepy do zakupów i tawerny do chlania! W trakcie wędrówki po mapie gra prezentuje rozgrywkę z lotu ptaka, zaś gdy odwiedzamy ważne miejsca – kamera zmienia się na widok z oczu bohaterów. Po względem oprawy absolutna, amigowa ekstraklasa. Zawsze chciałem zagrać w ten wielki hit firmy Thalion, niestety nigdy nie wpadł mi w ręce – do tego zajmował dziewięć dyskietek – czyli bez dysku twardego nie podchodź!

Oto dowód na przejście przez Wojt’a – Giana Sisters S.E. Ale czy speedrunował, nie widziałem ;-)

Na zlocie nie mogło oczywiście zabraknąć Wojt’a, z którym to widujemy się ostatnio na każdej retroimprezie. Wojt od dawien dawna, niezmiennie, każdego dnia ma w zwyczaju speedrunować Siostry Giana! Dwa razy zaliczył starszą, raz młodszą siostrzyczkę w specjalnej edycji – zboczuch jeden! No, następnym razem nagrywamy te harce drogi kolego – kanały filmowe muszą zaznajomić się z twoim wielkim talentem. Ten harpagan chciał jeszcze z marszu zaliczyć Jim’a Powera na Planecie Mutantów! Uff, dobrze, że dzielny Jimmy stawił opór, bo nie wiem czy moje oczy zniosłyby taki wyczyn…

Prime Mover – gaz do dechy i jazda na pełnej rukwie przez miasto!

Marecheck przypomniał mi jedne z najlepszych wyścigów motorowych wydanych na Amisie – czyli Prime Mover (1993) od Psygnosis. Ten tytuł wart jest ogrania, nawet jeżeli nie przepadacie za jazdą na motorze. Świetna oprawa graficzna, a w szczególności płynność gry robią wrażenie po dziś dzień. To taki Lotus tylko, że na dwóch kółkach z miodnością niczym z automatów. Dla mnie największy kozak wśród jednośladów obok wektorowego No Second Prize.

Alter Ego – zmusi wasz mózg do wysiłku.

Pamiętacie, jak na Retronizacji marudziłem, że nikt nie ma żadnych amigowych nowości dla mnie do ogrania? Zbereźnik Wojt zlitował się nade mną na SACP’ie i zaprezentował mi trzy dość świeże produkcje. Znane z innych systemów Alter Ego (2015)bardzo ciekawa i pomysłowa gra logiczna, w której sterujemy jednocześnie naszym bohaterem oraz jego sferycznym odbiciem, a za pomocą praśnięcia buttona zamieniamy ich miejscami. Akcja zaprezentowana jest z boku niczym w klasycznej platformówce, jednak nasz protagonista nie wykonuje żadnych innych czynności oprócz podmiany swego odbicia, którą może wykonać w każdej chili – w trakcie poruszania się , na drabinie czy nawet kiedy spada bezwładnie w dół. Naszym zdaniem na każdej planszy jest zebranie wszystkich kryształów, które otworzą przejście do kolnego etapu. Prawdziwe ciało może zbierać jedynie materialne diamenty, zaś dusza tylko ich duchowe odpowiedniki. Wciągająca łamigłówka w dobrej oprawie!

Overlander – wreszcie świetny klon Moon Patrol na Amigę! Ups… Żartowałem!

Ucieszyłem się na Overlander’a (1993) – shareware’owy klon mojego ulubionego Moon Patrol’a! Odpalamy i witają nas całkiem miłe marsjańskie pejzaże plus prallaxa w tle. Jest dobrze! No to jedziemy skacząc przez dziury i skały, których jest tak dużo, że usypiam za sterami. Nagle pojawiają się Obcy w swoich spodkach i atakują nas, budzę się, chcę im zrobić zdjęcie do relacji, ale odlatują… Pomimo, że jedziemy jeszcze kilka minut – więcej ich nie widzimy. Zasypiam znów. Wojt szturcha mnie mnie i mówi, że przeszliśmy pierwszy poziom! Jedziemy dalej… Pobudka! Pokonaliśmy drugi etap. Pytam się czy kosmici byli? Nie zauważył. Ależ emocje! Ludziska, omijajcie ten tytuł, tutaj się nic nie dzieje…

W Zerosphere nigdy nie grajcie na rauszu. Chyba, że z wiadrem…

Zerosphere (2015) wynagrodziło mi cierpienia związane z poprzednikiem. To nowatorski i ładny graficznie platformer. Poruszamy się głowopodobnym stworem po planszy żywcem wyciągniętej z Giana Sisters tylko scrollowanej w każdym możliwym kierunku. Cel gry jest oklepany – zebranie wszystkich klejnotów i skierowanie się do drzwi wyjściowych – jednak zastosowano tutaj bardzo ciekawy patent. Platformy, które widzimy na wysokości naszego wzroku są przedstawione w normalnej perspektywie, zaś wszystko powyżej i poniżej kulkowatego potworka ma proporcje rozciągnięte w pionie specjalnymi filtrami graficznymi. Diamenty robią się wysokie jak drzewa, platformy zmieniają się w ściany i skakać przy takiej trunkowej perpsektywie nie jest łatwo! Z pomocą przychodzi nam przycisk fire, który przez chwilę przywraca prawidłowy wygląd całego etapu. Ta umiejętność jednak zużywa się w trakcie korzystania i później poruszamy się ciągle na bani! Zabawna gra, tylko nie grać po pijaku…

MINITURNIEJ W SWOS’A

Żadna, powtórzę, żadna amigowa impreza nie może odbyć się bez turnieju w Sensible World of Soccer (1994 – 1996) – czyli najlepszą piłkarską grę wszechczasów. Tym razem zorganizowaliśmy malutki miniturniej trzyosobowy, gdyż wszyscy inni uczestnicy bali się z nami zmierzyć. Zabrakło zawodowych graczy, więc wśród amatorów wystartowali następujący wyjadacze – Konrad AKA Renton, gospodarz Retronizacji o wydolności niedźwiedzia polarnego, wielbiciel poniewierających trunków i pięknych kobiet, amigowiec i atarowiec w jednej osobie, który grał Argentyną. Marecheck – sympatyczny wyznawca Amigi, miłośnik seksownych pań i smacznych dań, szczwany lis pola karnego – patriotycznie grający Polską. No i sierściuch zwany Borsukiem, który pisze dla was te wypociny, reprezentujący Chile, jeśli się nie mylę!

SWOS miniturniej – składy oczywiście aktualne! Renton, co żeś żarł?!

Rozegraliśmy w sumie dwie miniligi, pojedynek 3 x każdy z każdym, 3 punkty za zwycięstwo i bardzo dobrze się bawiliśmy. Widać było po Rentonie, że trenował ostro, nie dziwię się, w końcu musiał sobie odbić ostatnie party, gdzie we wszystkie gry dostawał manto ;-). Grało mi się z nim bardzo ciężko, gdyż bestyja nigdy nie odpuszczała i potrafił uratować skórę nawet w zupełnie beznadziejnej sytuacji. Wygrywam z nim 4-2 do 70 minuty i co? Strzela mi bramkę w ostatniej akcji doprowadzając do remisu! Prowadzę do przerwy 2-0 i co? Jajeczko! Dziadyga z nerwami ze stali nie pozwala zgarnąć mi kompletu punktów… Z Marechckiem zawsze prezentowaliśmy podobny poziom, i tak było tym razem. Dziwne to były mecze – raz on zmłócił mnie niemiłosiernie 3-0 prowadząc do przerwy. Później ja zdeklasowałem go 4-1 grając tylko w dziesięciu chłopa. Musze przyznać, że poziom rozgrywek był wysoki oraz wyrównany, jednak ostatecznie dwukrotnie zwyciężył nigdy nie poddający się Renton. Marecheck w obu przypadkach był drugi, ja zaś zaliczyłem podwójny gangbang od chłopaków. No cóż, nieraz dupa musi boleć! Żądam rewanżu na kolejnej wspólnej imprezie! Oprócz turnieju w Sensibla ponoć rozegrano jeszcze zawody w Dyna Blaster (Bomberman), w których nie uczestniczyłem i po prostu nie znam nawet wyników. W młodości moja kochana mamuśka bardzo obrzydziła mi tą grę – przechodząc ją wszerz i wzdłuż niezliczoną ilość razy. Powiem, Wam, że mam zdolną rodzicielkę – Boulder Dash na Atari czy amigowe Dimo’s Quest także miała na rozkładzie!

NA NASTĘPNEJ STRONIE – ATARI I NES

Inne artykuły:

NZBBK | Lionheart Serdecznie Zapraszam wszystkich retrograczy (a w szczególności amigowców) do mojego nowego minicyklu "NieZapomniani Bohaterowie Bitmapowych Krain", w ...
Nora | Dalsze Zabawy Kulkami W dzisiejszym odcinku poczytacie jak dalej bawię  się kulkami... Nie, nie jajami tylko kulkami! Wiem, że to już było ale, żeby Was zachęcić napiszę ty...
Sprzęt | Złącze DE-9 w służbie graczy Zapewne wiele razy się zderzyliście z padami, które nie zawsze odpowiadały waszemu stylowi grania lub nie pasowały do konkretnego gatunku. Często się ...
O RetroBorsuk 47 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.