Gramy Na Gazie | Crownland – Video (recenzja, przejście gry, ciekawostki)

Zapraszamy do kolejnego odcinka naszego fantastycznego retro cyklu! Dzisiaj zaprezentujemy wam grę, która wyciska z Małego Atari wszystkie soki! Nie przesadzam. Crownland – kapitalna scrollowana platformówka pokazuje niedowiarkom, że stworzenie Super Mario World na Atari byłoby możliwe! Dlaczego napisałem World, a nie Bros? Popatrzcie tylko na cudowne screeny poniżej – i sami sobie odpowiecie… Celem zachęcenia was do lektury poniższego wpisu oraz seansu najnowszego odcinka Gramy Na Gazie napomknę tylko, że Crownland pod względem oprawy graficznej oraz muzycznej to prawdziwe 8-bitowe arcydzieło. Przepięknie wygląda i przygrywa nam to cacko w trakcie wielce rajcującej rozgrywki. Dodatkowo reprezentuje gatunek praktycznie nieobecny na Atari XL/XE. Tak moi drodzy, niestety, gdyż scrollowane platformery (ciągle w prawo) to moim zdaniem najbardziej zaniedbany rodzaj gier na Malucha. Crownland miał to jednak zmienić! Czy mu się to udało? Czy wszystko w tym tytule jest tip top i wreszcie atarowcy doczekali się najlepszej gry na swój ukochany mikrokomputer? Tego dowiecie się z moich wypocin oraz filmu Larka. Press Play on Tape and Enjoy!


MAŁY ELF I SMOK

czyli GRA O TRON

Czy Smok i Mały Elf mogliby wspólnie rządzić Baśniowym Królestwem?

Nie, nie i jeszcze raz nie! Władca może być tylko jeden! (Art: The Dawn Dragon by IndiWolfOnline)

Piosenka do recenzji: Halina Frąckowiak – Mały Elf – jako metafora obcowania z Crownlandem.

Zjawił się pod wieczór przemarznięty mały elf,
mówił, że na kilka chwil…
Upłynęło pół godziny i kochany mały elf,
miecz w serce me wbił, jak nikt…

Odziany w szal, ruszył va banque,
gwiazdy rozświetlały drogę mu, prosto po tron!
Synem Króla był ten mały smark,
ostrogami w butach na bestie me sprowadził zgon…

Zbudził mnie niewinnie w środku nocy mały elf,
– Królestwo oddawaj rzekł!
Mówię mu żem z nieślubnego łoża ze smoczycą jest!
A on na to mi, że łżę!

Wszystko, co chciał, by u mnie miał!
zamtuz pełen pięknych dziw,
i tawernę gdzie w trupa by chlał!
Tylko jam tu rządzić miał…

Może to deszcz, może to łza?
Mieszkańców tego Baśniowego Królestwa?
Terror mój tak pięknie wprowadziłem tu!
Wszyscy służyli Panu Smoczemu!

Przyszedł tak pod wieczór, niestrudzony mały elf,
nie czekałem wcale, rządzić chciwie chciałem!
Łatwo go poznacie, nie pytajcie więcej mnie,
ot, zwyczajny mały elf, co zakończył rządy me…*

*”Mały Elf – Ostatnie Tchnienie Smoka Waldemara”

Starodawna Pieśń elfich bardów z Baśniowego Królestwa spisana przed wiekami… Ponoć bard, który to pisał oraz wredny Smok Waldemar byli fanami Haliny Frąckowiak…


ZZA KULIS I CIEKAWOSTKI

Larek wyrusza na wyprawę do Crownlandu ze swoim mandżurem! Do kręcenia GnG przynosi jeszcze jeden plecak – trzykrotnie większy…

POGROMCA GIANA SISTERS? Kiedy po powrocie do grania na Małym Atari – po raz pierwszy ujrzałem w akcji Crownland – oniemiałem. Nie będę teraz rozpływał się nad jakością oprawy audio i video omawianego przeboju, będzie na to miejsce w recenzji poniżej. Chociaż jak już zdążyliście pewnie zauważyć – moje ciało dawno zmieniło stan skupienia… Posiadając Atari 800XL niestety nie mogłem pograć sobie w to dzieło na prawdziwym sprzęcie, gdyż wymaga ono 128 KB pamięci RAM. Dopiero po rozbudowie mojej Ataryny mogłem wyruszyć w tą cudowną podróż po Baśniowym Królestwie. Wcześniej musiałem zadowolić się tylko krótkimi rozgrywkami na różnych zlotach… Wtedy ten hit jawił mi się jako całkowita rewolucja i rewelacja na Małym Atari, która wspomnianą Giane Sisters – czyli według mnie najlepszą wariację Super Mario Bros na komputery 8-bitowe – zamiata najzwyczajniej w świecie pod dywan. Bardzo cieszyłem się z jakości jakiej dostarczył mi Crownland i żeby nie było niedomówień – do tej pory jestem z niej bardzo zadowolony i podziwiam kunszt twórców. Jednakże…

Przegląd gier na Atari ST(E)Zawsze pragnąłem Giany Sisters na Małym Atari. Tu screen z Dużej Ataryny.

KONKURS ABBUC 2007. Może wróćmy do genezy. Gra została stworzona przez rodzimych autorów na Konkurs ABBUC w 2007 roku, gdzie zajęła drugie miejsce. Tylko drugie zapytacie? Taki hit? To z kim przegrał? Ano z jedną z najlepszych gier na Atari XL/XE jaka kiedykolwiek ukazała się na ten fajny komputerek – czyli z opisywanym na naszych łamach nowatorskim, przebojowym i wielce grywalnym Yoompem. Jak mawia klasyk – z nim przegrać to jak wygrać… Crownland został stworzony przez znanych głównie z produkcji demonstracyjnych, wieloletnich wyjadaczy atarowskiej sceny czyli członków grupy LaResitance. A dokładnie to przez Piotra „Pr0be” Wiśniewskiego (program), jego brata Mateusza „Borna” Wiśniewskiego (muzyka) oraz jednego z najlepszych (jeśli nie najlepszego) małobitowego grafika czyli Adama „Ooz’a (dawniej Powrooz’a)” Powroźnika. Tercet tych magików naprawdę udowodnił miłośnikom Ataryny (i nie tylko), że niemożliwe do uzyskania efekty graficzne oraz niesamowita grywalność – jednak są jak najbardziej realne. Trzeba także docenić fakt, że stworzona przez nich produkcja nie jest komercyjna i jest dostępna zupełnie za darmo do ściągnięcia dla wszystkich zainteresowanych. Troszkę boli jednak, że po tym czarodziejskim spektaklu jakim jest Crownland – na Małym Atari nie powstali żadni jego sukcesorzy. I nie mówię tutaj o oficjalnej kontynuacji tej gry, którą także powitałbym z otwartymi rękoma i uśmiechem na ustach. Stwierdzam jedynie, że po upływie 12 lat od premiery tej kapitalnej, scrollowanej platformówki – na Atari nie powstała żadna inna o zbliżonej jakości. Zdolni twórcy pokazali, że mission impossible jest possible, zostali docenieni w atarowskim światku i wszystkim to wystarczyło. Niestety w dalszym ciągu jakiekolwiek wariacje na temat Super Mario Bros omijają Małą Atarynę szerokim łukiem i jeżeli ktoś pragnie takiego rodzaju rozgrywki to musi wystarczyć mu tylko Crownland. A że starcza na krótko to inna para kaloszy…

SACP Luty 2019Super Mario World to jedna z gier na których wzorowali się twórcy Crownlandu. Przynajmniej pod względem oprawy. Tu Larek sobie wymiata na jakimś zlocie…

KONWERSJE. Jak pisałem powyżej – gra autorstwa La Resistance została bardzo ciepło przyjęta i doceniona pośród scenowców i graczy – co poskutkowało chęcią przeniesienia tego przeboju na Dużą Atarynę czyli Atari ST(E). Stało się to zupełnie niedawno bo w 2018 roku  i trzeba powiedzieć, że adaptacja ta jest wyborna, jednak wymaga komputera MEGA ST lub STE, czyli takowego wyposażonego w blitter. Otrzymaliśmy kolorowiutką, płynniutką i dynamiczną platformówkę, bardzo zbliżoną pod względem oprawy video do pierwowzoru. I nie ma tutaj powodu do narzekania, że przecież ST(E) to dużo mocniejszy potwór, a my cieszymy się z portu z Malucha. Uczciwie trzeba przyznać, że oryginał na Małym Atari wygląda bajecznie, niczym właśnie 16-bitowa produkcja, a sami twórcy gier na Atari ST(E) także nie rozpieszczają graczy w dziedzinie platformerów… Zresztą popatrzcie sobie na filmik z tej konwersji poniżej. Prawda, że cieszy oko i ucho? Za tą wersją gry stoją autorzy ukrywający się pod nazwą Cerebral Vortex. Miłośnicy innego fajnego mikrokomputera – 8-bitowego Amstrada, na którego chęć posiadania zachorowałem dwa lata temu – także zaczęli pracę nad konwersją Crownlanda. Do tej pory pokazali jednak tylko scrolling ekranu, ale widząc jakość dzisiejszych produkcji na ten komputer – myślę, że tylko kwestią czasu jest bardzo grywalna wersja tej gry. Amstrad po prostu w dzisiejszych latach przeżywa drugą młodość.

Mały Elf skacze po Baśniowej Krainie na ATARI ST(E) od 2018 roku.

JOE’S ADVENTURE. Wróćmy jednak do 8-bitowego Crownlanda i jego twórców. Pierwszą wprawką Piotra i Mateusza Wiśniewskich w dziedzinie gier na Małe Atari była platfomowa komnatówka zatytułowana Joe’s Adventure (2005), która garściami próbowała czerpać z wielkiego hitu na Commodore 64 i Amigę, czyli nieśmiertelnego Ricka Dangerousa. Napisałem próbowała, gdyż miałem okazję trochę pograć w ten tytuł i potencjał widzę w nim duży – postać bohatera przypomina troszkę sławnego Ricka i porusza się podobnie – jednak sama gra wpisuje się w nurt przeciętnych komnatówek. Wypełnionych pustawymi lokacjami, ze znikomą ilością jednakowych wrogów, za to z masą różnorodnych pułapek. Ot, monotonna, rzekłbym nudna wędrówka po podobnych do siebie ekranach jakiejś pradawnej piramidy, gdzie głównym zadaniem jest omijanie wrogów i zasadzek oraz zbieranie przedmiotów. Włączycie raz, pogracie 10 minut i szybko o niej zapomnicie. No, ale przecież każdy autor gier od czegoś zaczynał. Przejdźmy teraz do głównego dania tego wpisu czyli recenzji tytułowej.

Joe’s Adventure (2005) – pierwsza gra grupy LaResistance.


CROWNLAND

LaRESISTANCE  (2007)

PLATFORMÓWKA

FILM DOTYCZY WERSJI NA: ATARI XL/XE

PRAKTYCZNIE IDENTYCZNA ROZGRYWKA: ATARI ST

Ekran tytułowy prezentujący autorów gry.

OPIS. Czy naszemu elfiemu bohaterowi uda się odzyskać tron Baśniowego Królestwa, który prawowicie należy się właśnie jemu, a nie okrutnemu uzurpatorowi – Smokowi Waldemarowi? Kochani retrogracze – tego się nie dowiecie, jeżeli nie pomożecie naszemu odważnemu herosowi w jego wyprawie! Zapraszam więc do odpalenia Crownlanda na Atarynie czy emulatorze, albo chociaż obejrzenia filmu na końcu wpisu, gdzie Larek wraz z Borsukiem próbują podjąć się tego wyzwania! Czy im się powiedzie? Hmm, nie sprawdzicie to nie będziecie wiedzieć!

Wyruszamy na wyprawę! Trujące ślimaki nie wskazane dla francuzów.

Crownland to dynamiczna, płynnie scrollowana platformówka, w której naszym zręcznym protagonistą zasuwamy ciągle w prawo, oczywiście skacząc po różnistych kładkach, platformach i windach. Omijamy bezdenne przepaście i zabijamy wszelkie wrogie nam bestyje i stwory wskakując im na grzbiet. Jest to bardzo popularny i szeroko reprezentowany gatunek gier na różnorodne systemy, z których najsławniejsi małobitowi przedstawiciele to Super Mario Bros (NES) oraz wzorowana na nim  Giana Sisters (C64). Jak wspomniałem powyżej – taki rodzaj platformerów był dotychczas praktycznie nieobecny na Małym Atari. Z naprawdę udanych reprezentantów tego gatunku mogę wymienić opisywaną na naszych łamach świetną Cavernię (Zeppelin Games 1990), czy polski klasyk o przygodach jaskiniowca zatytułowany Fred (L.K. Avalon 1991). Jednakże są to trochę odmienne pod względem mechaniki produkcje, mniej dynamiczne, zaś Fred rzekłbym nawet – jest bardzo powolnym reprezentantem tego gatunku (ale i tak fajnym!). Tak naprawdę Crownland to pierwsza wariacja Super Mario Bros, jaka pojawiła się na Małym Atari.

Windą przemierzymy świetnie wykonaną wodę.

Wróćmy do wyprawy naszego małego elfa – po drodze znajdujemy cenne gwiazdki i jeśli zbierzemy takowych pięćdziesiąt – otrzymujemy dodatkowe życie. Każdy kontakt naszego ładnie narysowanego herosa (powiewający na szyi szalik dziargała mu na drutach pewnie jego luba) z niebezpiecznymi zwierzętami powoduję utratę jednej jednostki energii życiowej, zaś gdy ta spadnie do zera – oznacza to zgon. Śmiertelne są dla nas także wszelakie rozpadliny, wyrwy w ziemi czy kąpiel w morskiej wodzie. W trakcie swojej wędrówki prawowity władca Baśniowego Królestwa przebędzie różnorodne krainy, odmienne pod względem scenografii, krajobrazu, muzyki oraz czyhających na nasze życie przeciwników. Przygodę zaczynamy na urokliwym wybrzeżu, by później przemierzyć złowrogą dżunglę i mroczne, lecz kunsztownie wykonane zamczysko.

Welcome to the Jungle! Crownland jak na 8-bitów naprawdę zachwyca.

Każda z tych krain podzielona jest na poziomy i jeżeli przebędziemy je wszystkie – na końcu czeka nas pojedynek z bestią, Smokiem Waldemarem, któremu zamarzyło się władanie naszym Królestwem. Niecne władanie, bo to okrutnik i nicpoń, ale od dawien dawna wiadomo, że władza działa przecież jak narkotyk! A Smoki przecież uwielbiają krwawe rządy! Dodatkowo lubują się jeszcze w kosztownościach i spożywaniu dziewic na obiad, śniadanie oraz kolację. Pojedynek z tyranem polega na omijaniu jego ataku i wskakiwaniu mu na łeb – jedyną część ciała nieosłoniętą zbroją. Aha, zapomniałbym, jeżeli mamy szczęście – możemy w trakcie naszej wędrówki odwiedzić dodatkowo etap bonusowy czyli Królestwo Niebieskie, gdzie jeśli będziemy wyjątkowo zręczni i szybcy – znajdziemy dodatkowe życie. Nie rozgryzłem od czego zależy wejście do etapu dodatkowego, ale fajnie, że takowy się pojawia i z tego co zauważyłem przygotowano go w kilku rożnych wariantach.

Finałowa konfrontacja! Mały Elf kontra Smok Waldemar!

PLUSY. Największym atutem Crownlandu jest bez wątpienia cudowna, baśniowa, wręcz niesamowita oprawa graficzna. Naprawdę bajkowa! Moim skromnym zdaniem to jedna z najlepiej wyglądających gier na 8-bitowe mikrokomputery. Soczysta kolorystyka, pełne szczegółów krajobrazy, które zmieniają się co krainę, efekt paralaksy godny 16-bitów, przezroczysta woda znana z mocniejszych sprzętów. Powodowało to, że na początku nie wierzyłem, że gram na mojej poczciwej Atarynce! Normalnie, genialnie zamieniła się w Pegasusa czy jakieś Atari ST? Cudnie! Wytrawni gracze od razu zauważą, że scenograf / malarz krajobrazów wzorował się na największych tuzach pośród platformerów czyli znanym ze SNES’a Super Mario World, albo commodorowym Mayhem in Monsterland. I chwała mu za to – bo jak podpatrywać to najlepszych!

Umarłem i jestem w Niebie? Mały Elfie, nie panikuj to poziom bonusowy!

Projekt plansz pod względem rozmieszczenia przeszkadzajek, rozpadlin, wind czy pułapek także jest bardzo zadowalający, wymagający zręczności i umiejętności od gracza. Za to także plusik. A jak ma się sprawa z udźwiękowieniem gry? Efekty audio są dosyć oszczędne (zbieranie monet, skakanie i zabijanie zwierzaków), ale winne są temu wspaniałe muzyczki, które przygrywają nam w trakcie rozgrywki. Trzeba docenić fakt, że każda z czterech krain ma własny, przebojowy motyw przewodni, który po pewnym czasie mimowolnie nucimy. Dodatkowo brawo za obecność tak dobrej muzyki i efektów dźwiękowych jednocześnie – gracze wychowani na 8-bitach przecież dobrze wiedzą, że nie jest to standardem w grach zbudowanych z pikseli.

Ratunku! Zabłądziłem! W zamku czekają na nas pułapki w postaci ślepych zaułków.

Co jeszcze jest świetnego w Crownlandzie? Przede wszystkim sterowanie – intuicyjne i bardzo responsywne. Skaczemy poprzez wychylenie dżojstika w górę, zaś w trakcie skoku mamy pełną kontrolę nad poczynaniami naszego elfa. Możemy zawracać nim w locie czy regulować wysokość pląsów poprzez długość wychylania gałki – naprawdę idealna kontrola nad postacią, która dodatkowo całkiem szybko przebiera nóżkami! Szczerze to mam już dosyć powolnych bohaterów, którzy ślamazarnie włóczą kulasami i skaczą w księżycowej grawitacji… Zwierzyniec obecny w trakcie przemierzania Baśniowego Królestwa także jest różnorodny i zależny od odwiedzanych krain. Spotkamy tutaj następującą faunę: zabójcze nietoperze, trujące ślimaki, niebieskie jeże (czyżby jakaś aluzja do Sonica?), wredne małpy, kolczaste pancerniki, fioletowe skorpiony czy nawet sprinterskie pająki. Dla najzręczniejszych elfich herosów nagrodą będzie także ładny obrazek końcowy, który zobaczą po przejściu gry oraz sam fakt pojedynku ze złym bossem. Szefowie do pokonania w małobitowych platformówkach na mikrokomputery to nie był dotychczas element obowiązkowy… To wszystko co przeczytaliście powyżej – wpływa na fakt, iż grywalność Crownlandu jest na bardzo wysokim, wręcz niebotycznym poziomie i kiedy zasiądziecie do tej gry po raz pierwszy, lub zobaczycie ją w akcji – stwierdzicie pewnikiem, że to najlepsza gra wszech czasów na Małe Atari! I dodatkowo jedna z najładniejszych pośród wszystkich 8-bitowych komputerów.

To jeszcze Małe Atari czy jakiś NES albo SNES?

MINUSY. I byłoby to prawdą gdyby nie kilka wad jakie w niej niestety znalazłem. Dwie mało znaczące, które nie wpłynęłyby na moją końcową ocenę tego przeboju, zaś jedna bardzo poważna. Zacznijmy od drobnostek. Po pierwsze migotanie obiektów występujących w grze, zarówno naszej postaci, wrogów, jak i wszelkich gwiazdek do zebrania. Wynika to z faktu, że gra maksymalnie wykorzystuje możliwości Małego Atari pod względem ilości sprite’ów (duszków) jednocześnie na ekranie. Wszystkie wymienione wcześniej przeze mnie obiekty są na nich oparte i niestety – aby była możliwość pokazania ich w takiej znaczącej liczbie – muszą szybciutko migotać naprzemiennie. Dzięki temu komputer jednocześnie wyświetla tylko połowę z nich, a po mignięciu drugą połowę. Zresztą nasz spec od technikaliów czyli profesor Larek wszystko bardzo ładnie tłumaczy w filmie.

Mały Elfie – nie masz lęku wysokości?! Uwaga na bezdenne przepaście!

Po drugie – brak jakichkolwiek power up’ów do zebrania w trakcie wędrówki, które umilają nam rozgrywkę. W Crownlandzie tylko biegniemy, skaczemy i ewentualnie uzupełniamy znajdźkami energię czy licznik istnień. No, trochę szkoda! Ci z was, którzy grali zarówno w jakiekolwiek platformowe przygody Mariana czy Giany wiedzą, że mogliśmy tam rozbijać głową cegły i zebrać na przykład powiększenie naszej postaci, czy nawet możliwość strzelania. Niestety tutaj nie znajdziemy żadnych umilaczy zwiększających umiejętności naszego bohatera. Jednak mechanika i grywalnosć tej produkcji jest tak bardzo wysoka, że praktycznie nie zauważamy tego braku. Suniemy z zapartym tchem przez przygotowane do eksploracji levele i nagle dochodzimy do największej wady tego tytułu. Do bardzo szybkiego końca! Cholera, dopiero co wyruszyłem w tę niesamowicie rajcującą przygodę, a to już finisz?! Jeszcze nie zdążyłem się rozgrzać, a już widzę napisy końcowe? Hmm…

Wejście do zamczyska pilnowane przez pająki! Fuj!

Kurdelebele, przecież mamy tutaj trzy krainy (światy) podstawowe i jedną bonusową, z podziałem na poziomy – to ile etapów liczy wędrówka naszego przyszłego władcy elfiego królestwa? Policzmy! Dwie plansze na wybrzeżu, plus dwie kolejne w dżungli, cholercia tylko jedna w zamku i jedna bonusowa w niebiosach! Podsumujmy – daje nam to w sumie 6 (słownie:sześć) scrollowanych etapów plus jednoekranowe starcie ze Smokiem Waldemarem. I nawet fakt, że niektóre etapy są naprawdę długie i wymagające (szczególnie te w dżungli i pałacu) to naprawdę śmierdzi to malizną. Kiedy pierwszy raz zasiadłem do Crownlanda, celem treningu przed nagrywaniem Gramy na Gazie – to przeszedłem go całego w niespełna 30 minut! Wiecie jak się wtedy poczułem? Jak klient wielce wytwornej restauracji, który zamawia przepyszne danie, przepięknie podane i będące rozkoszą dla podniebienia, który ledwo je posmakował to już skonsumował! Chciałem więcej… Niesamowity niedosyt!

Dlaczego z niebiańskich leveli nie stworzono odrębnego świata?

Kurcze trochę tego nie rozumiem, autorzy przygotowali najlepszą grę na Atari XL/XE pod względem grafiki, muzyki, a nawet grywalności i zapomnieli o zawartości? Hmm, dlaczego nie zrobili więcej etapów? Piękne krajobrazy, cudowna muzyka, duża ilość przeszkadzajek, fajne projekty plansz, a nawet boss. Dlaczego mając to wszystko nie zdecydowano się o powiększenie objętości gry, nawet poprzez recykling niektórych elementów? Przecież każda kraina mogła zawierać po minimum cztery plansze, zaś etap w chmurach mógłby być pełnoprawnym światem i gracze mogliby dłużej nacieszyć się tym arcydziełem. Zręczniejsi wyjadacze poczuliby wtedy jakieś wyzwanie grając w Crownland, a tak? Szast, prast i po sprawie… Na naszym filmie poniżej – przejście gry zajmuje mi trochę więcej czasu, z powodu nerwów przed kamerami, stresu i paru głupich błędów, które zrobiłem w trakcie gry… Nie zmienia to faktu, że chciałbym w Baśniowym Królestwie przeżyć zdecydowanie dłuższe przygody.

Mówiłem, że nie mam lęku wysokości?! Mały Elfie, gdzieś ty wlazł?! Uważaj na nietoperze!

Podsumowując – Crownland to piękna i wspaniała gra, lecz bardzo krótkie i jednorazowe doznanie. Rekordów niestety nie będziemy w nim także wykręcać coraz lepszych, gdyż poziom trudności gry nie wzrasta po jej ukończeniu, rozgrywka się tutaj nie zapętla. Oglądamy przyjemne końcowe outerko i wracamy do strony tytułowej. Autorzy pewnikiem starali się ukończyć tę produkcję na terminy wyznaczone w Konkursie ABBUC, ale przecież po jego zakończeniu mogli dorobić dodatkową zawartość w jakiejś wersji DeLuxe. Tylko po co? Udowodnili sobie i innym, że można zrobić świetną platformówkę na Atari, tylko szkoda, że po jej przejściu – czujemy się trochę jakbyśmy ukończyli tylko preview… Zanim mnie potępicie to odpowiedzcie sobie w myślach, ile poziomów liczy na przykład Giana Sisters? Wiem, wiem tamta gra to produkcja komercyjna, Crownland zaś zupełnie darmowa, jednak ja czuję naprawdę wielki niedosyt i przez to odejmuję medal od mojej końcowej oceny…

Mały Elfie wszystko gra? Pozwiedzałbym więcej etapów w tym pięknym zamku!

KIEDYŚ. Crownland ogrywałem głównie chwilowo, na rożnych zlotach, z wypiekami na twarzy i mlaskając w zachwycie. Najlepszy platformer na Małe Atari i całkiem możliwe, że najlepsza gra na ten system…

TERAZ. Kiedy rozbudowałem swoje 800XL o dodatkową pamięć RAM, siadłem podniecony niesamowicie do tej niezapomnianej przygody. Przygody, która przy pierwszym podejściu skończyła się w niespełna trzydzieści minut. Najlepsza technicznie, najładniejsza i na dodatek jedna z najlepiej udźwiękowionych gier w historii Małego Atari. Majstersztyk i arcydzieło, któremu najzwyczajniej w świecie brakuje zawartości i nie stanowi wyzwania dla gracza. Naprawdę, czy nie szkoda zmarnowania takiego potencjału? Potencjału na najlepszą grę w historii Małego Atari…


Gramy na Gazie slider

ArSoft CORPORATION i Retro Na Gazie prezentują:

Gramy Na Gazie – CROWNLAND (2007) – ATARI XL/XE

LAREK: Przepiękna, perfekcyjna technicznie, wyglądająca jakby urwała się z 16-bitów! Doskonałe efekty graficzne i grywalność. Kapitalna platformówka, która sprawia mi wiele frajdy i pomimo, że grałem w nią wielokrotnie – do tej pory jej nie przeszedłem. Jedna z najlepszych gier na Małe Atari! Platformer przez duże P i radocha przez duże R!

Retrometr

BORSUK: Oj tam, oj tam… Zgadzam się prawie ze wszystkim. Najładniejsza, wpadająca w oko i ucho, cholernie grywalna i zachwycająca. Pokaz możliwości Małego Atari! Coooo? Przeszedłem za pierwszym razem w pół godziny? Sześć plansz na krzyż? No właśnie, czy to pokaz możliwości, czy gra? Jednorazowa, a pragnę jej wincyj!

Retrometr


STEROWANIE

DŻOJ – LEWO, PRAWO – bieganie księciem elfów, GÓRA i GÓRNE SKOSY – skok, w trakcie skoku możemy sterować bohaterem. Czym dłużej wychylamy gałę do przodu, tym wyżej skaczemy. Zabijamy stworki przez skok na ich garba, z wyjątkiem paru paskudników, którzy są na to odporni.

PS. Screeny z wersji na Atari przygotował Larek, screen z Joe’s Adventure pochodzi ze strony A8.Fandal.cz, zaś ilustracja autorstwa IndiWolfOnline z DeviantArt.

PS3. Ktoś może napisać w komentarzach – czy wersja na Atari ST miała już swoją premierę? Bo w trakcie premiery filmu zasiano w mojej głowie trochę wątpliwości.

O RetroBorsuk 90 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.