Magiel | Nasze niedokończone gry

retromagielŚmierdzi coś tu trupem… dawno nikt nie zaglądał do tego działu, pora wskrzesić RetroMagiel!

Może i my nieco zapomnieliśmy o tym fajnym cyklu, ale jak się okazuje mamy wytrwałych czytelników! Bukovsky wbił do nas na fejsbuniu z ciekawym tematem do obgadania, więc ruszyliśmy swoje 4 litery i tak oto zaczynamy kolejkę (nawet Czarny Ivo wstał!).

RepipRepip: Mieliście tak, że poświęciliście sporo czasu na jakąś grę, ale najzwyczajniej w świecie coś nie zagrało? Powodów jest wiele, gra cienka, monotonna lub po prostu zajęliśmy się czymś innym z zamiarem powrotu… który nigdy nie nadszedł. Ile to już gier tak skończyło jako niedokończone na liście do przejścia „kiedyśtam”. No właśnie jak to u Was z tymi niedokończonymi grami jest? Zacznę może ja jako prowadzący ten retropierdolnik.

Jest rok 2014, ja mam od niedawna pierwszy raz w życiu u siebie w domu konsolę GameCube i gram w StarFox Adventures, gra jest takim „zeldopodobnym” action-adventure co dla mnie jest nowością bo ja w Zeldy nigdy nie grałem. Grafika ładna, mechanika dla mnie nieco dziwna ale dało się przyzwyczaić, ostatnia gra Rare wydana na duże konsole Nintendo i godziny leciały. Z lenistwa nie sprawdzę ile dokładnie, ale mam kilkanaście godzin na liczniku, jestem na planecie T-rexów czyli z tego co sprawdziłem jakieś ¾ gry i… cięcie! Naszła mnie wtedy ochota na odpalenie po raz kolejny Ratchet & Clank na PS2, odpaliłem na chwilę i tak już katowałem aż nie przeszedłem. Potem kolejna gra i kolejna… no na Gwiezdny Lis czeka…

tutaj byłem… chyba, bo już nic nie pamiętam, a Ty Ivo?

Drugi przypadek wiąże się znów z przybyciem do mnie nowej konsoli, tym razem był to pierwszy Xbox w 2017 roku. Jako fan platformerów od razu zainteresowałem się ekskluzywnym Blinx: The Time Sweeper, który był dla wielu przymiarką do oficjalnej maskotki konsoli zielonych. No cóż Blinx jest… specyficzny. Ma wiele założeń w grze które nie pozwalają się nią cieszyć (np. ograniczony czas na przejście planszy) ma problemy z kamerą i detekcją kolizji i ma… duży poziom trudności, to trudna gra i to czasem z winy twórców. Kilka godzin poświęciłem i przechodziłem coraz dalej, ostatni świat dał mi w dupę ale przeszedłem go w końcu choć robiłem przerwy na inny tytuł, trochę się nawet przy tym zmuszałem. Pozostał mi ostatni boss i tu popełniłem błąd… sprawdziłem sobie na youtube co mnie czeka u tego skurczybyka i dowiedziałem się że czeka mnie bossrush + zero savów pomiędzy + wieloetapowa walka + ogólny wpierdol. Odechciało mi się i do dziś rudy kot z odkurzaczem czasu czeka aż skończę. Mam nawet plan zabrać Xboxa na jakąś Retronizację czy cuś i powalić tego szpila na kolana.

Czarny IvoCzarny Ivo: Hehe, z tym StarFoxem to coś musi być, bo też go nie dokończyłem. Na początku byłem zachwycony, bo to taka inna Zelda, więc trochę świeżości. Wszystko mi pasowało i nagle głupia sprawa… przyciąłem się. Nie wiem czy kogoś do końca nie wysłuchałem co mam robić, ale chodziłem po mapie, wszędzie zaglądałem i zupełnie nie miałem pojęcia gdzie iść. Nawet jakoś na YouTubie nie chciało mi się sprawdzać i po prostu olałem.

Jednak absolutnie najgorszym moim posunięciem, którego wybaczyć sobie nie mogę do dziś miało dopiero nadejść i to znów na GameCubie. Otóż nie dokończyłem Metroida Prime i Wind Waker’a :O. W każdej z nich dobrnąłem do około 90%, w Zeldzie byłem tuż przed ostatnim bossem. „Wystarczyło” pożeglować trochę po świecie żeby odnaleźć pewien statek i już! Rzecz rozbiła się o to, że nie miałem pojęcia jak mam tego statku szukać. Trzeba było chyba czegoś szukać na morskich mapach… w każdym razie obrzydziło mi to na tyle, że olałem. W sumie pokonanie Ganona to formalność, a zdecydowanej większości gry i tak doświadczyłem. Żałuję do dziś bo jednak dobrze byłoby to doprowadzić do końca.

i tak płynie i płynie…

Z Metroidem było gorzej bo bez mojej winy. Jakoś w tym okresie miałem parę dni wolnych i każdego dnia ostro napierniczałem. Doszedłem również bardzo blisko końca, bo tym razem sprawdziłem na YT i brakowało mi jakiś dwóch bossów do końca. No ale urlop się skończył i jakoś nie miałem czasu grać. Każdego dnia myślałem o tym gdzie skończyłem i gdzie mam dalej iść. Przy labiryntowej konstrukcji Metroida łatwo się pogubić nawet po małej przerwie. Niestety czas mijał, ostatecznie zacząłem grać w coś innego, pamięć przeminęła i już nie było sensu wracać, bo równie dobrze mógłbym zacząć grać od nowa … i kiedyś tak zrobię, bo Metroid od RetroStudios to jedna z najlepszych gier w jakie grałem i jest to bardzo ciemna plama na moim honorze.

avatar wojtWojt: W moim przypadku to nieukończonych gier jest więcej niż ukończonych. Problem w tym, że po prostu nawet za młodego szczyla, kiedy czasu było więcej, trudno było mi ukończyć tytuł, bo po prostu po pewnym czasie mnie nudził. Gra musiała być na prawdę dobrze zrobiona i mieć niesamowity gameplay, żebym chciał ją przejść. W czasach 8 i 16 bitów było takich, których nie kończyłem wiele. Potem w erze PC grałem mało, ale jeśli już coś włączałem, to takiego co mnie wciągnęło i przechodziłem.

Jeśli jednak mam sobie przypomnieć tytuł, który ciągle wisi mi w głowie jako nieukończony, to… stawiam na Uncharted 2. Kilka lat temu kupiłem konsolę PS3 z zamiarem dotknięcia świata next genów i poczucia się „młodo” – połknąłem kilka tytułów action adventure – kilka Tomb Raiderów, jakieś platformery. Odpuściłem Last of Us przez to, że wczytanie tej gry trwało wieki.  Kupiłem też od razu wszystkie 3 części Uncharted bo podobały mi się rozwiązania w tej grze i przypominały gry z serii Tomb Raider, które lubiłem.

bo Wojt „nie umie w pady” ;)

Jedynkę – przeszedłem w kilka dni. Dwójka – niestety już tutaj poległem – po prostu gra nie była już według mnie tak zbalansowana jak pierwsza część (dobra…, wygląda na to raczej, że nie była taka łatwa jak pierwsza część i seria Tomb Raider). Trzeba było trochę się wyskilować i pomasterować. Po kilkudziesięciu nieudanych próbach przejścia etapu z tureckim muzeum, w którym w odpowiedniej kolejności trzeba było rozpracować strażników, stwierdziłem, że granie na padzie nie jest czymś co lubię. O ile w łatwiejsze gry adventure, czy shootery, grało mi się dobrze, o tyle w grach, w których wymagane było więcej precyzji, dokładności i sprawności – moje palce już nie dawały rady. Porzuciłem więc pada i próbę pokonania Uncharted 2… na kilka miesięcy. Po upływie tego czasu spojrzałem na szafkę pod moim TV, na której stała konsola i U2 oraz U3 czekające na mnie… i podjąłem decyzję. Zrobiłem kilka zdjęć sprzętu, spakowałem wszystko do pudełka, wystawiłem aukcję na Allegro i puściłem w Polskę. Niech ktoś inny się z Drakiem użera. Ja nie mam czasu na tak rozbudowane gry, których przejście zajmuje kilkanaście (a przy braku skilla – kilkadziesiąt) godzin. Lepiej mi pozostać przy casualowych tytułach na retrosprzętach, które można ukończyć w godzinkę lub mniej. Giana Sisters w 10 minut, Crownland w 9 minut, czy Old Towers w 20 minut – tak, to jest to :]. Porządna rozgrywka i nie zajmuje połowy życia :)

Niemniej – żałuję, że nie ukończyłem U2 i U3 wtedy, bo teraz już się za nie nie zabiorę. Z drugiej strony – może to i dobrze. Ponieważ skończenie tych trzech tytułów mogłoby zaostrzyć mi apetyt na czwartą część? I musiałbym kupić PS4… a tak przynajmniej liczba konsol w moim domu się zmniejszyła do ZERA.

RetroBorsukRetroBorsuk: Podobnie jak WojT nie skończyłem Uncharted 2, ani 3, ani 4.. Pomimo, że posiadam je zarówno w wersji na PS3, jak i zremasterowanej na PS4… Wiem debil ze mnie, ale ja w odróżnieniu od WojTa – nawet ich nie zacząłem, a szkoda, gdyż słyszałem, że dwójka to przekozak! Spowodowane jest to faktem, że w tamtych czasach to Gears of War zawładnął moim sercem, zaś pierwsze przygody Drake’a to było dla mnie takie połączenie Tomb Raidera z mniej rajcującym strzelaniem niźli w Gearsach. Nie zrozumcie mnie źle, fajna gra, ale nie taki mesjasz, na jakiego kształtowała go wtedy branża (mówię o jedynce). I jeszcze Drake ma brzydką kobitę, a z brzydkimi niuniami to ja już nie chadzam na spacery…

Druid, czyżby w końcu wyzwanie godne Borsuka?

Wróćmy jednak do gier zaczętych, a nie ukończonych. Ja staram się przejść każdą grę, którą zacznę, no przynajmniej 90% z nich. Wiadomo w przypadku salonówek, 8-bitów lub 16-bitów – to mam trochę inne podejście i staram się przechodzić gry na jednej blaszce. Jeżeli to niemożliwe, a gra jest w pytkę – to wtedy z ewentualnymi kontynuacjami. Atarowski Druid jest tytułem, którego muszę walnąć od startu do mety (do Gramy na Gazie), ale na sam koniec zabijają mnie paskudne duchy i demony. Tej gry nigdy nie skończyłem, ale to się zrobi! Dodatkowo chciałbym ponownie przejść, oczywiście celem pokazania w naszym videocyklu dwa wielkie hity, które kończyłem w młodości czyli Boulder Dash oraz Draconus. Ten drugi wymaga ode mnie przypomnienia układu komnat… A ten pierwszy to świetny, ale dosyć żmudny tytuł. Jednak te produkcje za młodu ukończyłem.

Dwa największe wyrzuty sumienia z gier nadgryzionych, ale nie przetrawionych przez Borsuka to Demon’s Souls (PS3) oraz Wiedźmin 3 (PS4). Oj, i żeby nie było, że są to produkcje słabe. To jedne z najlepszych gier wszech czasów! Demon Souls ma kozacki klimat dark fantasy, jest dosyć trudne, obleczone w świetną grafikę i system walki oraz wymagających bossów. Wspaniała gra, mam ukończone około 75% tej przygody i pewnikiem zanim ją skończę to wyjdzie remaster na PS4…

Wiedźmin 3 to wg mnie najlepszy tytuł na PS4 i jeden z najlepszych rpgów od czasów Fallouta 2. Wspaniałe i wielowątkowe questy, kapitalne dialogi i fabuła, zadania poruszające poważne tematy rozbudowane zadania poboczne. Świetne postacie, bestiariusz, no absolutny tip top! Zresztą  jak pogracie w Wiedzmina 3 i włączycie później jakiegoś innego rpga na PS4, to odrzuci was płytkość questów dodatkowych, albo sztampa fabuły, czy postacie rodem z tureckiego serialu. Przynieś, podaj, pozamiataj i w sumie nic do roboty oraz żadnych emocji… W przygodach Geralta mam nabite ze 300 godzin (podstawka), gdyż zwiedzałem wszystko!

dziki lokator w borsuczej norze miał być tylko na chwilę…

Dlaczego tych gier nie ukończyłem? Ano wtedy gdy miałem je na tapecie to wylądowałem w szpitalu i przez ponad rok nie grałem w żadne gry. Czujecie to? Żadne! Z Wiedźmina to nawet sterowania zapomniałem! Musiałbym sobie przypominać wszystko, dodatkowo zginął mi zeszyt z notatkami z Wieśka (komplety zbroi do zebrania, niezaliczone questy)… Jeżeli wynajdę jakiś miesiąc wolnego czasu – skończę je obie. Jeżeli nie, to może uda mi się to zrobić do 2030 roku… Chociaż teraz mam na głowie ważniejsze sprawy.

MrokuMroku: Temat niedokończonych gier to u mnie cholernie głęboka rzeka. W chwili obecnej mam kilkanaście rozgrzebanych tytułów na ps4, a jeszcze więcej na X360. W parze z tym idzie Xbox Classic, no bo wsteczna kompatybilność. Oprócz tego trzy napoczęte klasyki z PS One, cała chmara na SNES Mini itd. itd. Od przybytku jednak się w czterech literach przewraca i sam się łapię na tym, że wystarczy byle promo i już się rzucam w poszukiwaniu nowego materiału, olewając aktualny. Największy problem widzę w wydaniach cyfrowych, bo na nich wskaźnik ukończeń mam zdecydowanie niższy od fizycznych kopii. Szczęśliwie zaczynam wychodzić powoli na prostą i ograniczam zakupy (z dyspensą od czasu do czasu, he he he). Udało się domknąć ostatnio trylogię Gearsów, a następne w kolejności będzie Halo. Potem się zobaczy.

avatar larekLarek: Ja też mam niedokończone gry. Z tego co pamiętam to Laura II, Space Wars, Laura’s Treasure. Jest też gra, której jeszcze nie zacząłem, czyli tekstówka Borsuka. Tworzenie kolejnych odcinków Gramy na Gazie pochłania mi cały wolny czas i niestety nie mam kiedy zabrać się do normalnej roboty. PS. Uncharted na PS3 skończyłem. Była to pierwsza gra, którą kupiłem na konsolę i nie wypadało inaczej ;).

Affek

BukovskyASR: Niewiele było gier, których mimo rozpoczęcia nie udało mi się dokończyć. Choć uważałbym na definicję NIEDOKOŃCZONE. Weźmy na przykład gry strategiczne z opcją skirmish. Przyznam, że w wielu grach interesował mnie on bardziej niż kampanie do których rzadko podchodziłem. Kolejna sprawa gry sportowe, no bo jak tu dokończyć FIFę lub GRAN TURISMO, w tym drugim największą frajdą było dla mnie zawsze dorabianie się. Być może z tego powodu każdą kolejną grę rozpoczynałem po kilkanaście razy, a żadnej z nich nie wymaksowałem. Nie przedłużając wstępu, głównie gry z opcją single player only, uważam za te które możemy nie dokończyć. O takiej grze będzie mowa.

Pewnie nie raz mieliście przyspieszone tętno na samą myśl o grze w którą nie było wam dane jeszcze zagrać. Wiedzieliście tylko, że istnieje a wszelkie informacje to te które znaleźliście w zapowiedziach, recenzjach czy materiałach wideo znalezionych w internecie. Nie inaczej było z Valkyria Chronicles na PS3, wiele o niej przeczytałem. Widziałem sporo, jednak nie na tyle żeby psuć sobie radość z odkrywania gry. Były nawet plany żeby kupić, wersję z dodatkiem na PS4. Los jednak chciał, że ta nie była popularna a i cena 100zł słabo przemawiała za zakupem. Tak długo szukałem, wymyślając kolejne powody które odwlekały zakup w czasie, do momentu… pewnej promocji na psstore. Gdzie za VC wołali chyba 29 zł. Pomyślałem że warto by zakupić i ocenić czy posiadanie gry na nośniku namacalnym jest warte zachodu. Jako że jestem z Wielkopolski, a my stawiamy oszczędność finansową na najwyższym miejscu, grę zakupiłem.

najpierw CZAD, a potem STOP

Bardzo szybko przystąpiłem do zabawy która wciągnęła mnie na całego. Pokrótce, cell shading, taktyczny jrpg i alternatywna historia okresu po II Wojnie Światowej dziejąca się w Europie. Jednym słowem… CZAD. Grałem misja za misją, rozwijając drużynę, planując każdy ruch i chowając tych którym nie udało się przeżyć starcia. Misje były zróżnicowane i nie raz główka pracowała na wysokich obrotach planując kolejny ruch. Zdarzało się kilka razy przechodzić tą samą misję do skutku. Wydawało się że tak przyjemnie będzie do końca.

Nic bardziej mylnego i sam do końca nie wiem co nie zagrało, ale gra na moich oczach niczym dogasająca świeczka, wypaliła się. Planowanie kolejnych misji nie było już ciekawe tylko monotonne, zabici byli już tylko statystyką, a pustkę po nich wypełniało świeże mięso armatnie, również rozwój postaci zszedł na drugi plan. Zauważyłem że również AI wroga ma sztywno zaplanowane ruchy. Wszystko co sprawiało przyjemność odeszło, a na pierwszy plan wysunęła się żelazna zasada: “jak zacząłeś to skończ”. Po dwóch kolejnych misjach czułem się jak na jakimś głodzie, grałem żeby grać, zero przyjemności. STOP, tak dalej być nie mogło i po prostu złamałem żelazną zasadę. Grę zapisuję na liście NIEDOKOŃCZONYCH z czystym sumieniem i świadomością.

RepipRepip: to się nam szanowne grono zebrało, miło popełnić wspólny wpis po tak długiej przerwie! Jak tam wasze niedokończone gry? Niech nowym motywatorem do kończenia gier będzie nasze wyzwanie Retro Bingo, zasady już pewnie znacie, jak nie to marsz do linku i skreślać kolejne gry! 

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox