Nora | Zombie, Ghule i Smoki

Nora RetroBorsukaCholera jasna! Tradycyjnie jak co roku, sprzątam sobie chawirę przed Świętami Wielkiej Nocy, a tu nagle, jebudu, ktoś spod łóżka mi wyskoczył! Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, a w piżamie czuję mokro… Starość, nie radość, a zwieracze trochę w życiu przeszły! Zapaliłem światło, patrzę zaspany – Kowalska spod Trójki! Troszkę niedożywiona widzę, pewnie przyszła znowu pożyczyć cukru… Zaraz zaraz, przecież ona nie żyje od dwóch miesięcy! Wpadam do kuchni po miecz do krojenia bochnów chleba, a tam ghul pije żur! Nie do wiary, w każdym pomieszczeniu jakieś poczwary! Skok przez okno opanowany mam od dziecka, więc udała się ucieczka… Migiem do szopy, tam mnie nic już nie zaskoczy… Przez próg krok, a tam smok!

Dobra, dobra! Tak się moi mili bawić nie będziemy i w zaświaty was poślemy! Dżoj w dłoń i telefon do przyjaciela. „-Geralt?! Przybywaj! Potrzebuje pomocy… Taaa, znowu potwory z gier powyłaziły. Musimy wspólnie uprzątnąć trochę 8-bitowych światów… Miód pitny? Bier! Ile? Tyle ile Płotka uniesie!”


GHOULS’N GHOSTS

U.S.GOLD / SOFTWARE CREATIONS (1989) / CAPCOM (oryginał)

AUTORZY: STEPHEN RUDDY, ANDREW R. THRELFALL, TIM FOLLIN

platformer – akcja

(Commodore)Ghouls'n Ghosts C64

OPIS

Dzisiejsze odrobaczanie 8-bitowych światów zaczniemy od drugiej części omawianego w poprzednim odcinku klasyka Ghosts’n Goblins – czyli Ghouls’n Ghosts w wersji na Commodore 64. Kontynuacja jednej z moich ulubionych gier wszechczasów została wypuszczona przez Capcom na automaty już w 1988 roku, na nowej płycie głównej CPS-1, która pod względem możliwości graficznych zjadała na śniadanie większość ówczesnych domowych sprzętów do grania. Gra sama w sobie została znacznie wydłużona w stosunku do poprzednika i według mnie, zupełnie niepotrzebnie udziwniona – w szczególności cholernie trudnymi etapami, w których latamy na windzie. Dalej walczymy Królem Arturem z setkami najbardziej przebrzydłych kreatur, jakie widziało ludzkie oko, przemierzając klimatyczne miejscówki najeżone pułapkami pod nieboskłon. Ciągle jest to bardzo miodny platformer, jednakże autorzy niemożebnie przegięli pałkę windując poziom trudności w rejony nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika. Już w pierwowzorze nie było łatwo, ale przy samozaparciu dało się ogarnąć przygody Artura na jednej blaszce. A tutaj? Twórcy, bardzo dobrze zadbali o to, żebyś tym razem Drogi Graczu sukcesu nie odniósł…

Zanim przejdę do plusów i minusów rzeczonej produkcji, nakreślę może najpierw jakie zmiany w rozgrywce w stosunku do poprzednika wprowadzili twórcy. Po pierwsze nasz bohater znacznie umiejętniej posługuje się narzędziami zagłady. Potrafi nimi rzucać zarówno w poziomie jak i w pionie, zarówno z biegu jak i ze skoku! Jeżeli myślicie, że przez to będzie miał trochę łatwiej, to źle myślicie… Oczywiście pozmieniano nieznacznie arsenał naszego herosa, zostawiając na szczęście tak skuteczne narzędzia mordu jak włócznie czy sztylety, na nieszczęście wprowadzając nowe „pułapkobronie” – czyli tak fachowe w unicestwianiu monstrów wszelkiego rodzaju bomby i inne wynalazki, że aż dające gwarancję szybkiego zgonu! Niestety zgonu dla gracza, nie dla potworów – więc radzę wam szybko rozeznać, co się nadaje do walki, a co do śmieciarki… Po prostu nie zbierajcie bezużytecznego złomu…

Po drugie – wprowadzono nową super moc, którą zdobywamy poprzez przywdzianie złotej zbroi oraz przytrzymanie do oporu przycisku ataku. W zależności od posiadanego oręża, moc ta przybiera rożne niszczycielskie formy. Od porażających błyskawic strzelających w pionie i poziomie z naszej zbroi, poprzez nakierowujące się na przeciwnika kamienne kule czy lustrzane odbicie naszego wojaka. Szczerze? Super to ona jest tylko z nazwy, jej ładowanie trwa cholernie długo, w walce sprawdza się średnio i prędzej stracicie złotą zbroję niż się nią nacieszycie… Po trzecie  gra jest bardziej rozległa od pierwowzoru. Krainy ciągną się i wiją tym razem nie tylko w poziomie (a z checkpointami krucho…), ale także i w pionie – szybujemy wtedy na wspomnianej windzie w górę ekranu i naparzamy we wszystko niczym w rasowym shmupie, uważając na przeszkody terenowe (w szczególności kolce i sufity), z którymi kontakt powoduje natychmiastowy zgon. Miało być to pewnie ciekawe urozmaicenie jednorodnej rozgrywki, lecz efekt końcowy frustruje swoją trudnością zamiast dostarczać radochy…Ghouls'n Ghosts C64

PLUSY

Największym plusem Ghuli i Duchów w wersji na C-64/C-128 jest już sam fakt ukazania się tego hiciora w całkiem grywalnej postaci na naszej wysłużonej 8-bitowej maszynie. Fakt, że tylko w wersji „multiload” (dyskowej), przez co posiadacze magnetofonów musieli obejść się smakiem, jednakże umożliwiło to zaprezentowanie graczom tytułu w pełnej okazałości (zero cięć w różnorodnych poziomach – wyleciały za to niektóre potwory). Kreatywność projektantów etapów jest tu znacznie większa niż w pierwowzorze (mamy tutaj oczywiście najpierw cmentarzysko krzyży,  nawiedzony las, później zaś opuszczone młyny, spalone miasto, wciągające diabelskie języki, szkielety smoków i tym podobne klimaty) zaprezentowane w całkiem porządnej oprawie graficznej. Oczywiście, nie obyło się w niej bez różnic w stosunku do wersji automatowej (gdzie CPS1, a gdzie C-64...) – atrakcyjne dla oka tło, zastąpione zostało smolistą czernią. Na szczęście wredni i paskudni szefowie trzepiący skórę naszemu wojakowi na automatach, są tutaj obecni w swojej pełnej brzydocie!

Muzyka za to jest fenomenalna! Tim Follin odwalił, tradycyjnie zresztą, kawał cholernie dobrej i potrzebnej roboty tworząc całkowicie nową ścieżkę dźwiękową, zachowującą klimat oryginału i wykorzystującą jego przewodnie motywy muzyczne. Na dodatek w niektórych poziomach przedstawił zupełnie nowe, wybornie brzmiące kompozycje! Moim zdaniem nawet lepsze niż te stworzone przez muzyków z Capcomu. Zresztą posłuchajcie kołatającego w mojej dyńce od ponad ćwierć wieku utworu z poziomu drugiego (zaczynający się od 6:51 na powyższym soundtracku) i będziecie nucić go jak ja… Wspomniane przeze mnie wcześniej drobne urozmaicenia rozgrywki w stosunku do Duchów i Goblinów także należy zaliczyć na plus.

MINUSY

Nie ma róży bez kolców? No niestety nie ma… Poziom trudności oryginału zabijał! Dosłownie. Tutaj mamy podobnie… Drogi Graczu przygotuj się na śmierć, co więcej powiem, że bardzo trudno mi sobie wyobrazić dzisiaj kogoś, kto przechodzi tą konwersję bez kontynuacji… Dodatkowo trudność potęguje spierniczona detekcja kolizji naszego bohatera z podłożem. Nieraz zdarza się, że po skoku nasz rycerz ląduje parę pikseli nad poziomem gruntu i wtedy, aby zabić idące w naszą stronę maszkary musimy się schylać! Walcząc z marszu ciskamy po prostu żelastwem nad ich głowami… W przypadku idealnych co do piksela skoków – ta niedogodność jest jeszcze bardziej wkurwiająca! Nieraz zdarzyło mi się spaść w otchłań, mimo jej przeskoczenia, bądź przypadkowo zginąć przelatując przez platformę i wpadając w skalne tło (czego nie przewidzieli autorzy…). W dalszych poziomach, które wymagają skakania po windach, bądź innych ruchomych obiektach, cierpliwość grającego może się skończyć… Tak było z moją i poległem na etapie z diabłami i ich zbereźnymi językami… Ale, ale! Wcześniej przelazłem jakże relaksujący, wymagający bezbłędnego przejścia (pieprzony sufit!) „strzelankowy” moment tego etapu i jestem z tego niezmiernie dumny… Powiedzmy sobie prawdę w oczy – gra jest za trudna i tyle…Ghouls'n Ghosts C64

KIEDYŚ

Kiedyś, jako posiadacz magnetofonu, mogłem jedynie posmakować Ghouls’n Ghosts. Nie pograć, tylko właśnie posmakować, gdyż wersja kasetowa, którą miałem była jedynie chamskim, pociętym tworem – każdy poziom ładowany osobno, jako oddzielna gra z nieskończoną ilością żyć. Takie zwiedzanie, nie granie… Pocięte rip’y dyskietkowych hitów w wersjach na C-64 były wtedy na porządku dziennym na polskim rynku oprogramowania…

TERAZ

Dzisiaj uzbrojony w wersję dyskową odkryłem ten tytuł jakby na nowo. Wcześniej uważałem ją za kiepski port, całkiem dobrej lecz arcytrudnej gry (moim zdaniem – i tak najsłabszej części cyklu G’nG). Teraz po spędzeniu kilku wieczorów z Arturem i jego nieprzyjaciółmi stwierdzam, że autorom jednak udało się przemycić zarówno depresyjny klimat, satysfakcjonującą grywalność oraz niestety – zabójczy poziom trudności oryginału. Co więcej, poprzez niechlubną detekcję kolizji podnieśli go, na kolejny, będący poza zasięgiem gatunku ludzkiego poziom… Proszę jednak nie załamywać rąk! Od czego mamy trainera? Albo chociaż kojącą rany muzykę Tim’a Follin’a…

STEROWANIE

JOY – poruszanie się Arturem, GÓRA – skok, wejście po drabinie, DÓŁ – schylanie się, zejście po drabinie, FIRE – ciepnięcie kozikiem czy innym gratem. FIRE + WYCHYLANIE JOY’A – ciepnięcie w różnych kierunkach (możliwe do wykonania także w czasie skoku). W przypadku posiadania Złotej Zbroi – PRZYTRZYMANIE FIRE – atak specjalny danej broni.

 GHOULS’N GHOSTS (C-64/C-128)

Porządna i klimatyczna, lecz arcytrudna konwersja. Muzyka TIP-TOP!

Retrometr


GHASTLY NIGHT

BROTHERS PRODUCTION (1994)

AUTORZY: BARTEK SELINGER, PAWEŁ SELINGER, ANDRZEJ SZCZYGIEŁ

platformer – akcja

(Atari)Ghastly NIght Atari

OPIS

W poprzedniej Norze zdążyłem już wam napomknąć, jak trudno na Małym Atari o dobrą grę w stylistyce G’nG, więc nic dziwnego, że z otwartymi ramionami powitałem to nieznane mi wcześniej rodzime wykopalisko! Miałem nadzieję, że kto jak kto, ale nasi rodacy udowodnią w końcu, że na Atarynie, także można stworzyć atrakcyjnego platformera-akcji w klimatach fantasy z lekką domieszką horroru. Dodatkowo wielkiego apetytu na porządne zamartwianie martwiaków napędziły mi naprawdę smakowite screeny! Czy się myliłem? Na szczęście nie do końca…

Zamiast oczekiwanej przeze mnie scrollowanej rozpierduchy dostajemy spokojniejszą wędrówkę naszego bohaterskiego rycerza poprzez podzielone na komnaty poziomy, wypełnione zarówno nieczystymi paskudnikami, śmiertelnymi pułapkami jak i elementami platformowymi. Walka za pomocą świętego miecza oraz zdobycznych, magicznych pocisków jest tutaj tylko dodatkiem do umiejętnego skakania oraz szukania najszybszej drogi do wyjścia z danego etapu. Każda z plansz składa się z kilkunastu ekranów (może kilkudziesięciu? – nie liczyłem!), które przemierzamy od lewa do prawa, bądź odwrotnie (w zależności od poziomu) uważając po drodze na wszelkie przeszkadzajki.

PLUSY

Mimo dosyć oszczędnej kolorystyki grafika robi naprawdę świetne wrażenie! Zakuty w zbroję heros jest zgrabnie animowany, zombiaki nie dość, że ładnie zaprojektowane to dodatkowo szwendają się z gracją szwendaczy ze znanego serialu, zaś wszelkie strzelające ogniem bazyliszki i inne salamandry elegancko prezentują swoje pikselowe łuski! Z każdym kolejnym etapem następuje podmiana bestiariusza – po cmentarzu wkraczamy do mrocznej kniei, gdzie zamiast żywych trupów spotykamy żołędziogłowych tubylców, którzy w kolejnym poziomie – zamku – zostają zastąpieni opętanymi rycerzami. Pojawia się także nowy zwierzyniec pokroju niezniszczalnych, wielkich czaszek, czy innych strzelających magików – lecz niech Was to nie zwiedzie – nowe potwory zachowują się identycznie jak ich wcześniejsze odpowiedniki różniąc się tylko wyglądem… Szkoda… Dobrze, że nasz wojownik żwawo reaguje na wychylenia dżoja, bez żadnych opóźnień i sterowanie nim jest bardzo płynne i satysfakcjonujące, zaś długie i wysokie skoki pozwalają nam z łatwością przeskakiwać piekielne pomioty, czego nie można powiedzieć, o niektórych, perfidnie rozmieszczonych dziurach… Rozgrywce towarzyszy przyjemna muzyczka, która nie powoduje ani więdnięcia uszu, ani nucenia pod nosem…

MINUSY

Niestety walką bronią białą nie ma tutaj wiele wspólnego z szermierką, postać potrafi wykonywać tylko jeden rodzaj uderzenia mieczem, zaś styl w jakim go wykonuje bardziej przypomina pałującego milicjanta, niż tnącego mieczem wrogów rycerza! Do zabicia każdego stwora potrzebne są nam dwa uderzenia, pamiętajcie jednak , że w grze nie ma odgłosów dźwiękowych, ani żadnego potwierdzenia, że nas cios był skuteczny – pałujemy więc w ciemno i modlimy się aby nasze szlagi dotarły celu. Zasięg oręża jest bardzo krótki i często, gęsto okazuje się, że nie trafiliśmy wroga dwukrotnie, tylko raz i zamiast posłać go z powrotem do ziemi, my robimy za pokarm dla robali…Ghastly NIght Atari

Po pewnym czasie stwierdzicie, podobnie jak ja, że zdecydowanie łatwiej jest przeskakiwać wszelkie monstra, niż pojedynkować się z nimi – a gra w głównej mierze zamienia się w platformera. Oczywiście magiczne pociski, to inna para kaloszy – są one wyjątkowo skuteczne, zaś szybkość ich wystrzeliwania zawstydziłaby projektantów najnowszej wojskowej broni maszynowej. Tylko jest jeden szkopuł – musimy je najpierw znaleźć! Sama rozgrywka przy dłuższym posiedzeniu, niestety staje się monotonna, każdy etap to podobny schemat (omiń bądź zwalcz wrogów, zbierz magiczne pociski i pędem do wyjścia), zaś złowrogie upiory mimo zróżnicowanego wyglądu zachowują się identycznie co poziom…

KIEDYŚ

Gra powstała w latach 90-tych ubiegłego stulecia, wiec w czasach świetności Atari – nie było mi dane w nią zagrać. Dopiero po moim powrocie po latach do pierwszego mikrokomputera, dowiedziałem się o jej istnieniu. Ponoć, ta całkiem owocna praca naszych rodaków, nigdy nie została wydana! Powstała zbyt późno, kiedy rodzimy rynek atarowskiego oprogramowania nie był już nawet atrakcyjny dla polskich wydawców… Jest to nasze pierwsze, wspólne obcowanie.

TERAZ

Nastawiałem się na typowego, bądź patrząc na screeny nawet top’owego klona G’nG, a zamiast dynamicznej gry akcji dostałem spokojną komnatówkę, gdzie głównym problemem jest umiejętne i żmudne omijanie wszelkich niedogodności… Nie zrozumcie mnie źle – to dalej dobra gra, tylko oczekiwałem w niej więcej mielenia zgniłego, śmierdzącego trupem mięsa, a dostałem to, co na Atarynie było już serwowane nam wielokrotnie – komnatowego platformera…

STEROWANIE

JOY – poruszanie rycerzem. GÓRA – skok wojakiem (możliwość lekkiego sterowania w czasie skoku), FIRE – cios mieczem lub seria z magicznego kałacha, DÓŁ – zmiana broni MIECZ/POCISKI (oczywiście, jeżeli je posiadamy).

GHASTLY NIGHT (ATARI XL/XE)

Ładne, ale trochę monotonne przygody rycerza… milicjanta!

Retrometr


DRAGON’S KINGDOM

GENIAS / LINEL (1990)

AUTOR: ALBERTO FRABETTI

platformer – akcja

(Commodore)Dragon's Kingdom C64

OPIS

Rzut oka na screeny oraz opinie internautów i już wiem na czym stoję. Smocze Królestwo według wielu komodziarzy to po prostu budżetowy i mocno „taki sobie” klonik Ghosts’n Goblins, ewidentnie żerujący na znanej marce i wykorzystujący praktycznie wszystkie pomysły zaczerpnięte ze sławnego pierwowzoru – kopiujący nawet niektórych wrogów i pułapki. Nie popieram takich praktyk, ale z drugiej strony patrząc na credits’y – jeżeli wszystkiego dokonał jeden facet – Alberto Frabetti, to należy mu się szacunek i wybaczenie zapożyczeń. Zresztą jak kopiować to od najlepszych!

Zamiast odzianego w lśniąca zbroję Lancelot’a czy innego Galahad’a wcielamy się dla odmiany w śmierdzącego piwnicą i robakami, brudnego i roznegliżowanego gnoma z piękną ognistą fryzurą, której nie powstydziliby się nasi celebryci! I co z tego, że goły, jak skórę ma niczym pancerz? Tak dobrze myślicie – podobnie jak w opisywanych powyżej tytułach – nasz heroiczny maluch potrafi przyjąć na klatkę dwa uderzenia od przeciwników zanim zejdzie – lecz w żaden sposób nie jest to na nim zobrazowane. Śmierdzący nygus!

A sama gra? Lustrzane odbicie Ghosts’n Goblins – czyli zmierzamy ciągle w prawo, po dosyć krótkich poziomach przedstawiających, a jakże, krajobrazy już kiedyś widziane: lasy, zamki, mosty zalewane lawą czy nawet smoczą fortecę i oczywiście likwidujemy po drodze wszelkie dybiące na nasze życie kreatury. Przeciwnicy, których spotkamy, a jakże, byli już wcześniej widziani, w odmiennych kolorach, troszkę innej stylistyce czy z odmiennymi rodzajami ataków. Podobnie sprawy się mają z wszelkimi pułapkami, arsenałem naszego kurdupla, czy znaleźnymi skrzyniami.. Wszystko to już dawno temu było grane!

PLUSY

Na szczęście grę ratuje kolorowa i miła dla oka oprawa graficzna (szczególnie smocza forteca robi wrażenie poprzez swoje parallaxowe witraże) oraz po prostu – fachowa grywalność (jak klonować to sprawnie) i nie frustrujący poziom trudności (tutaj to Capcom mógłby się uczyć od naśladowców…). Pozornie gra jest bardzo krótka – tylko trzy poziomy – jednak, kiedy ubijemy głównego Czerwonego Smoka rzucającego zły cień na całą gnomią krainę, okazuje się, że to jeszcze nie koniec! Gra zapętla się, ale inaczej niż większość 8-bitowych produkcji – całkowicie podmienia zestawy wrogów, przeszkadzajek i skarbów na planszach, co więcej wprowadza paskudy, których przy pierwszym przejściu nie spotkaliśmy! (Ich ataki i zachowania musimy dopiero poznać). Takie podejście, będące odpowiednikiem dzisiejszego „NEW GAME+” znacznie wzbogaca rozgrywkę i sam złapałem się na tym, że z przyjemnością przebrnąłem przez wszystkie levele ponownie – otrzymując na końcu nagrodę – możliwość starcia z prawdziwym bossem gry – Niebieskim Pradawnym Smoczyskiem. Fajno!Dragon's Kingdom C64

Do zalet recenzowanej gry z pewnością można zaliczyć także ścieżkę dźwiękową, może nie najwybitniejszą, ale nieźle zagrzewającą gracza do walki i pasującą do wydarzeń na ekranie. Miłe zaskoczenie, gdyż pobrzękiwanie na ekranie tytułowym powodowało u mnie spory ból zębów i zaczynałem się już bać o stan mojej szczęki na koniec przygody z Dragon’s Kingdom… Nie zapominajmy jeszcze o zróżnicowanym arsenale naszego liliputa, co standardowo w takich tytułach uprzyjemnia rozgrywkę (chociaż tu także znajdziemy bronie pułapki – na przykład topory, którymi można chyba tylko kręcić wory…).

MINUSY

Zupełny brak własnego charakteru to minus jak pas startowy, ale jeżeli jesteś skłonny przymknąć na tą wadę oko – będziesz się nieźle bawić. Poziomy jak i cała gra mogłyby być zdecydowanie dłuższe i zakończone jakimś wielkim szefem do zarżnięcia. Niestety, bossów mamy tutaj tylko na końcu naszej wędrówki, dodatkowo dosyć prostych do ubicia i w zatrważającej liczbie – dwóch rodzajów smoków… Aha to klon tak doskonały, że wszelkie przeszkody (podobnie jak w G’nG) musimy przeskakiwać z rozpędu – nie przeskoczymy kamienia zagradzającego nam drogę stojąc tuż przy nim… Pierdoła, a wkurza!

KIEDYŚ

Za siedmioma górami, za siedmioma rzekami i w dalekiej przeszłości, kiedy kuśka stawała mi na widok każdej panny, co było oznaką młodości, razem ze śmierdzącym gnomem przebrnęliśmy przez jego przygodę i uwolniliśmy Smocze Królestwo od złego pana. Nawet zapętlając na jednej blaszce, z czego byłem niezmiernie dumny! Grę oceniałem jako fajowską, ale nie wybitną produkcję, którą każdy miłośnik gatunku na C-64 powinien zaliczyć!

TERAZ

Teraz, mimo, że w wielu aspektach nie domagam już tak jak w młodości, okazało się, że ciągle potrafię ukończyć ten przyjemny tytuł bez żadnych kontynuacji, tylko musiałem sobie przypomnieć zachowania wrogów i sposoby na bezstresowe pokonywanie najtrudniejszych momentów. Mimo, że uczucie deja vu towarzyszyło mi przez całą rozgrywkę, z bananem na ustach skończyłem ten budżetowy i posiadający nie najlepszą opinię wśród graczy tytuł. Nie słuchajcie tych marud – Dragons’ Kingdom to dobra, krótka gra na jeden wieczór!

STEROWANIE

JOY – bieganie cuchnącym kurduplem, GÓRA – skok, FIRE – rzut posiadaną bronią.

DRAGON’S KINGDOM (C-64/C-128)

Klon totalny, na szczęście grywalny! Lubicie gatunek to atakujcie.

Retrometr


– Uff, ciężko było tym razem Borsuku! Szczególnie z tymi ghulami i duchami. Skąd wytrzasnąłeś tak wiekowe osobniki? Kurna, ledwom z życiem uszedł…

– Przynajmniej w cholerę koron za te stare wygi dostaniesz Geralcie! A i Norę żeśmy do tego ładnie uprzątnęli…

W rzeczy samej Borsuku, kasiora z tych trofeów wybitna będzie! Do tego te Smoki, Czerwony i Niebieski. Rzadkie okazy! Jutro kupuję mój zamtuz marzeń i wiesz co? Nazwę go na twoją cześć mój druhu! Dzięki tobie zdobyłem przecież fundusze…

Aż się boję zapytać, Drogi Wiedźminie… Jakże go nazwiesz?

Borsucza Picza!

– Zwierzyniec czy burdel otwierasz jełopie? Ale skoro nazwę masz zmyślną, przyjedź za tydzień czy dwa. Może załatwię Ci parę odpowiednich kurtyzan do tego przybytku…

Smukłe i piękne elfki? A może zerrikańskie muskularne dziwki wojowniczki? Albo wyniosłe i w świecie obyte nilfgaardzkie prostytutki arystokratki?

Nie kierwa! Z metra cięte Pingwiny z Ataryny!

O RetroBorsuk 96 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.