Recenzja | Worms 3D (PC, Xbox, GC, PS2)

Recenzja | Worms 3D (PC)Come on in! Hang your coats, eat our chips, come on! We’ve got loads – tak zaczynamy przygodę z pierwszą odsłoną robaków w trójwymiarze.

Kawałek Juniora Seniora Coconuts idealnie oddaje klimat całej rozgrywki. Już od dłuższego czasu mówiło się o tym, że przygody wojowniczych stworzonek są zaledwie powielaniem sprawdzonych jak dotąd pomysłów, a same zmiany dotyczą ledwie arsenału i wyglądu planszy. Włodarze Team 17 zdecydowali się więc na zabiega bardzo odważny i z punktu widzenia odbiorców nieco kontrowersyjny, gdyż na jakiś czas zrezygnowali z przygód różowych przynęt w trybie 2D. Mimo to należy zauważyć, że uzyskanie przez nasze robaki krągłości (prawdziwe robaki mają krągłości ;)) zmusiło także twórców do wprowadzenia masy ciekawych rozwiązań, które mogły sprawdzić się dopiero dzięki temu zabiegowi.

Na początek to, co powinno być najważniejsze, czyli opcje single player. Jak to w przypadku robaczków bywa, jest zabawnie i stylowo. Do wyboru mamy typowy deathmatch, jeśli ktoś chce rozegrać szybką partyjkę bez przeklikiwania się przez miliony opcji, to najlepsza decyzja. Następnie to, co teoretycznie pozwala na przejście gry, czyli kampania. Trzeba lakonicznie przyznać, że jest ciekawie. Misje są zróżnicowane, poziom trudności wzrasta, dlatego z początkowymi walkami poradzi sobie także świeżak, nawet ten bez gangu. Należy docenić to, że grając nie czuje się powtarzalności. Levele są inne, dysponujemy różnym arsenałem na początku, czasem musimy planować nasze ułożenie nie tylko dlatego, by jak najlepiej przycelować we wrogiego robala, ale także po to, aby uniknąć podtopienia, kiedy pada mocny deszcz. Przed każdym z wyzwań otrzymujemy krótką informację na temat naszych zadań, wygląda to jak odprawa. Oczywiście wszelkie nasze robaczywe aktywności okraszone są humorem. Dość powiedzieć, że nasze przygody w kampanii zaczynamy na Wormaha Beach. Tego typu aluzji i nawiązań do historii czy popkultury będzie jeszcze więcej, ale nie ma co bawić się w spoilery. Trzeba samemu zagrać, a jak ktoś lubi Wormsy przekona się także do części 3D. Dla osób, które pierwszy raz stykają się z serią przygotowano świetny tutorial. Misje treningowe pozwalają poznać mechanikę tytułu. Ciekawostką jest jeszcze jeden tryb umożliwiający przejście gry w 100%. Próby, bo o nich mowa, polegają na wykonywaniu określonych zadań, równocześnie mieszcząc się w określonym czasie (im lepszy czas, tym lepszy medal). Dostajemy określoną broń do „ręki” i mamy strzelać do pojawiających się celów. Dobra skuteczność dodaje nam po kilka sekund. Próba się kończy, kiedy go wyzerujemy.

Recenzja | Worms 3D (PC)

Hasta la vista, worm!

Kolejna opcja to oczywiście powód, dla którego kupuje się robaczki, czyli multiplayer. To tutaj pojawia się novum, jakim jest robaczy tygiel. Mając przed sobą jednorękiego bandytę losujemy maksymalnie trzy zmienne, które pojawią się w rozgrywce. Może to być powiększenie obrażeń konkretnej giwery lub jakiś inny bajer. Jeżeli ktoś lubi mierzyć się z ziomeczkiem lub AI na wybranych przez siebie warunkach, może spędzić w multi Worms 3D całe życie. Pojawia się kilka gotowych plansz i cała masa tych, które możemy sami edytować. Co więcej, w bardziej zaawansowanych opcjach możemy stworzyć wymarzony poziom w oparciu o statystyki – jaki jest procent gruntu, ile znajdzie się tam wody, co z innymi ozdóbkami, itp. Jeśli nam się nie chce lub znajomi posądzają nas o ustawianie warunków pod siebie, klikamy w losowy level i także możemy się nim cieszyć. No, podobnie jak w innych generowanych losowo etapach nie będzie tu jakiegoś szału czy miejscówki, która wyrzuci nas z kapci, jednak sam fakt, że twórcy zaimplementowali taką wielość należy docenić. Jeżeli nudzi nas rozgrywka ze znajomymi, ewentualnie wprowadza nieprzyjaźń w ekipie, zawsze można skorzystać z gry przez sieć. Możemy dzięki temu podbić cały świat naszymi umiejętnościami, poznać nowych ludzi lub zwyzywać czyjąś rodzinę, w zależności od preferencji i umiejętności gry. Shake your coconuts!

Co można powiedzieć o samej rozgrywce? Jak to u robaków, mamy bardzo bogaty arsenał, którego nie należy traktować do końca poważnie. Wśród ekwipunku „starzy znajomi”, wśród których są wszelkiej maści granaty (ze świętym granatem ręcznym na czele), pukawki (uzi, strzelba), wybuchowe pukawki (bazooka, pocisk samonaprowadzający), zwierzęta (owca, super owca) oraz walka na pięści (popchnięcie czy zwykły cios). W 3D wydaje się to jeszcze bardziej efektowne. Nie zabrakło także przybierania konkretnych wdzianek na czas wykonywania konkretnego uderzenia, że wspomnę tylko o założeniu charakterystycznej czapeczki przy poczęstowaniu przeciwnika baseballem. Jeżeli jednak pierwszy raz widzimy na oczy te cuda, warto sięgnąć po jedyną w swoim rodzaju Robalopedię! Trochę ukryta, ponieważ w menu opcji, po miniaturce sprawia raczej wrażenie jakiejś listy twórców, niemniej lepiej jej nie przeoczyć! Jak nietrudno się domyślić, zostały tam opisane różne bronie w bardzo charakterystyczny dla serii, zabawny sposób. Na każdej ze stron owego kompendium znajdujemy właśnie krótkie info na ich temat oraz fotkę, pozwalającą nam łatwiej zrozumieć, jak wyglądać będzie przedstawione uderzenie.

Recenzja | Worms 3D (PC)

Jedna z klasycznych odpraw przed walką

Na razie same ochy i achy, ale należy wskazać także mankamenty, których niestety nie brakuje. Na pierwszy rzut szalony wiatr. Serio, trafienie z mocniejszej broni jak choćby bazooka sprawia mnóstwo kłopotów. Ile razy, o ja naiwna!, mając ostatniego rywala na muszce obiecywałam sobie, że tym razem trafię… Kończyło się różnie, jednak zwykle reakcje były takie, że doceniałam fakt, iż nie mieszkam w bloku. Czasem trzeba było powtórzyć mecz, czasem zwycięstwo się odraczało. Ogrywałam robaczki na kompie i przez pewien czas miałam spore problemy z kamerą. Myszka wydawała się zbyt czuła, pogrzebanie w opcjach niewiele zmieniło. Tutaj już rzadziej dochodziło do niemiłych sytuacji, niemniej zdarzyło mi się wdepnąć w minę, kiedy próbowałam gdzieś się dostać, a kamera ukazała mi piękne, błękitne niebo (serio, nawet te widoki nie były warte wybuchu!). Mimo wszystko deprymowały mnie niektóre próby. Brakło mi tutaj pewnej możliwości przechodzenia „systemem drzewkowym” – mamy do wyboru kilka prób, których przejście odblokuje kolejne. W tym wypadku, jeśli ktoś się zaciął, nie ruszył dalej. Kolejna rzecz, to totalne zniszczenie. Dawniej, w grach w 2D, urzekały mnie sytuacje, w których nasz robal stał na niewielkim skraju planszy, ponieważ cała reszta uległa zniszczeniu. W Worms 3D mamy możliwość niszczenia planszy, ale to nie jest to samo, nie prezentuje się tak efektownie. Niby nie stanowi to o sednie rozgrywki, jednak jakoś tak smutno.

Ścieżka muzyczna nie jest jakaś znowu szalona, ale gdybym miała oceniać ją osobno, otrzymałaby medal za Coconuts. Serio, kiedy nie miałam przy kompie stałego łącza internetowego, utwór zachęcał mnie do przechodzenia gry (po meczu najczęściej leciał w całości). Reszta nie dawała co prawda takiego powera, ale w czasie samych pojedynków lepiej sprawdzały się spokojne melodyjki, tak charakterystyczne dla serii. Był czas, by się zastanowić, przycelować, powkurzać się na wiatr, który zawsze wiał nam w oczy lub z taką prędkością, że ustrzelenie kogokolwiek graniczyło z cudem. Skoro jednak przy dźwiękach jesteśmy, trochę ponarzekam na polski głos w ekipie. Zawsze lubię jak w grach jest lokalizacja, faktycznie kilka tekstów pada („Pudło!”; „Ogień!”; „Przegiąłeś!”), ale są one wypowiadane głosem nieudolnie przerobionych Smerfnych Hitów. Ja wiem, że to walka na pięści i giwery a nie na słowa, jednak twórcy mogli się nieco przyłożyć. Fajnie, że jak zwykle pojawiają się też odgłosy charakterystyczne dla konkretnej, hmm… grupy społecznej? Jeśli robak jest gangsterem to nie mówi jak panienka, tylko ciemny charakter, itp.

Worms 3D OST – Shake My Coconuts

O niektórych kwestiach graficznych padło nieco wyżej, niemniej uczciwie będzie odnieść się jeszcze szerzej do tego tematu. Bardzo rajcująca jest „mimika twarzy” naszych podopiecznych. Już w odsłonach dwuwymiarowych słaby robak sapał, zaś przed śmiercią i wybuchem łapał kontakt wzrokowy z graczem (uwielbiam gry łamiące czwartą ścianę). Tutaj jest jeszcze lepiej. Różowi żołnierze widząc, że ktoś się do nich zbliża, robią przerażone miny, machają „rękami”, ocierają pot spływający im po czole. Petardą pod względem graficznym, równocześnie urozmaicającym obcowanie z grą, są filmiki przerywnikowe w czasie nie tak znowu długich loadingów. Nasz robal podchodzi do skrzynki pancernej, przypominającej sejf. Próbuje się do niej dostać, siłuje się z zamkiem. Kiedy w końcu uda mu się ją otworzyć, wylatują z niej granaty. Humor w stylu Looney Tunes, jeśli ktoś lubi takie klimaty, robacze historie także przypadną mu do gustu.
Recenzja | Worms 3D (PC)

A oto geneza Wielkiego Wybuchu

Cóż mogę powiedzieć na temat Worms 3D? Większość ocen i opinii już w tekście padło, zatem pozostaje mi krótkie podsumowanie. Przejście w trzeci wymiar rodziło się w bólach, jednak czasem trzeba pozwolić sobie na krok w tył, by zrobić dwa w przód. Podobnie jest i w tym przypadku – mimo wszystko uważam tę przesiadkę za konieczną dla żywotności serii. Dlatego należy jednoznacznie skrytykować szaloną kamerę i wiatr, który w praktyce zachowywał się jak te wszystkie huragany nawiedzające masowo USA. To, co zawsze było u robaków najważniejsze, zostało i na dodatek zaliczyło progres: humor, efektywne bronie, multiplayer otwarty na sieć. Na plus także robaczy tygiel, jednak jest on nieco słabszy niż ten, który pojawi się w Czwóreczce. W ogóle mimo wszystko z tą częścią nie spędziłam tyle czasu, co z jej młodszą siostrą, dlatego też ocena końcowa będzie nieco niższa, niemniej nadal uważam, że to tytuł godny uwagi. Kampania jest bardzo sympatyczna, próby wkręcą fanów automatów, którzy specjalizują się w trzaskaniu punktów, zaś wymienieni wcześniej oraz niedzielni gracze przegrają długie godziny w multiplayerze.

Retrometr

Ciekawostki:

» to właśnie w tej części przygód naszych różowych przyjaciół po raz pierwszy pojawia się samouczek

» choć dało się słyszeć, że grze trójwymiar zaszkodził, spotkała się z całkiem ciepłymi recenzjami, nie spadającymi poniżej 70% w ważniejszych portalach traktujących o grach

» w grze spotykamy także antagonistów, z którymi będziemy kilkakrotnie mierzyć się w czasie kampanii. Są to rolnik Bagnica, który głównie występuje na levelach angielskich i arktycznych, oraz szalejący na pirackich miejscówkach Różowobrody.

» w wielu misjach, co zostało zasygnalizowane w głównym tekście, pojawiają się nawiązania do popkultury. Znajdziemy m.in. nazwy i motywy znane ze Szczęk czy Monthy Pytona.


PS. Recenzowałam wersję na PC, gra wyszła także na Xboxa i GameCube oraz PlayStation 2.

PS2. Screeny to wykonane zrzuty z kanału CyDi

O Prezesowa 35 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.