Recenzje | Genetos, Pixel Ships, Amanagi

Witamy w kolejnym odcinku SPUSToszenia! Po odcinku pilotażowym z genezą shmupów oraz recenzjami paru przyjemnych darmowych strzelanin przeskoczyliśmy na chwilę w uniwersum Dreamcasta, gdzie zaprezentowaliśmy wam króla gatunku – pięknego i świetnego Sturmwinda. Teraz znowu czas oddać pióro naszemu płodnemu czytelnikowi i kontynuować przegląd ciekawych (lub nie) darmowych strzelanek, w które każdy miłośnik tego gatunku może pograć zupełnie za darmo. Czy są one warte waszego wolnego czasu? Zapytajmy LukegęX! (Borsuk).


 GENETOS

Tatsuya Koyama (2007 – 2009)

Kolejny tytuł prosto z Japonii i to nie byle jaki, gdyż prawdę mówiąc mamy tu do czynienia z pięcioma odmiennymi mechanikami upakowanymi w jedną, wciągającą rozgrywkę, ale po kolei. Jak sam tytuł wskazuje głównym tematem tego shmupa jest ewolucja tego gatunku – rozgrywka zaczyna się dość niepozornie – ot zwykły, niczym nie wyróżniający się klon Space Invaders, w którym zbieramy zielone kulki wypadające z przeciwników, jednakże jeżeli cała rozgrywka opierałaby się na tym schemacie to tytuł nie wart byłby uwagi, prawda?

Tytuł rozpoczyna się dość niepozornie…

 Tak więc, zielone kulki o których wcześniej wspomniałem są niezbędne do osiągnięcia ewolucji naszego statku kosmicznego niczym w serii gier o kieszonkowych potworach, po zebraniu 800 punktów ewolucyjnych przechodzimy do bossa, początkowo nie będziemy mieć zbyt dużych szans by go pokonać.  Jednakże gdy uzbieramy łącznie sumę 1000 punktów nasz statek transformuje się w dużo potężniejszy model, wprowadzając nową mechanikę rozgrywki – od możliwości poruszania się w dowolnym kierunku, po możliwość wystrzelenia bomb oczyszczających dany obszar z pocisków, aż po możliwość namierzania przeciwników znajdujących się w tle i atakowaniu nich specjalnymi pociskami samonaprowadzającymi niczym z Raystorm z pierwszego PlayStation.

.. by zaraz potem zaczęło się sporo dziać… 

Po pokonaniu bossa przechodzimy do kolejnego etapu, bardziej rozbudowanego od poprzedniego pod względem mechaniki rozgrywki jak i poziomu trudności. Tak więc jak wcześniej wspomniałem rozgrywkę rozpoczynamy od niepozornie wyglądającego Space Invaders, by potem zmierzyć się z poziomem w stylu Galagi, by na koniec zaś z etapem inspirowanym współczesnymi przedstawicielami tego gatunku – przedstawionym w częściowym trójwymiarze. Jest to tytuł definitywnie wart ogrania, nie dość że to świetny powrót do przeszłości, to jeszcze grywalna podróż przez historię gatunku oraz kawał porządnego szpila.

… i pod koniec ewoluować we świetnego shmupa!

PLUSY:

– oryginalność rozgrywki,

– wyjątkowo ciekawe doświadczenie,

– dość ciekawy, acz nie rewelacyjny soundtrack,

MINUSY:

– pierwszy etap może zniechęcić gracza nieobeznanego z tematem do ogrania tej gry,

– odrobinę za krótka.

Grę można pobrać STĄD.Retrometr

Wyjątkowo ciekawy koncept i niepowtarzalność rozgrywki, warty ogrania shmup.


 PIXEL SHIPS

Pixelmusement (200X)

Zastanawialiście się jakby wyglądałoby połączenie Gradiusa z serią gier jRPG Pokemon? Przyjrzyjmy się temu nietypowemu shooterowi. Naszym zadaniem – podobnie jak w serii o kieszonkowych potworach –  jest „złapać je wszystkie”, z tą różnicą że zamiast stworków zbieramy statki. Na pewno myślicie że jest to pomysł dość szalony, a co powiecie na to że statki te jeszcze ewoluują ? Robi się co raz dziwniej, prawda? Przejdźmy zatem do konkretów. Do zebrania mamy łącznie aż 160 różnych statków podzielonych na klasy klasyfikujące siłę naszego pojazdu, różniących się statystkami niczym w rasowych grach RPG oraz dostępnym wyposażeniem. Tak więc będziemy zarówno latać małymi stateczkami z jednym działkiem, które padają po jednym strzale, jak i odpowiednikiem erpegowego tanka czy dps’a (damage per second), który może i będzie gromił przeciwników bez największego problemu, jednak będzie zbyt powolny w poziomach zręcznościowych (na przykład statek #034 – Auto-Orb-X), bądź będzie miał zbyt niski poziom obrony (korweta #022 Pixelator). W przeciwieństwie do rpg-a od Nintendo statki będziemy zbierać nie poprzez wchodzenie w krzaki (moim zdaniem trochę dziwnie by to wyglądało), a poprzez stoczenie podczas rozgrywki potyczek jeden na jednego. Po pokonaniu delikwenta rozsypuje się on na pojedyncze piksele i aby zdobyć nowy pojazd do kolekcji należy zebrać wszystkie szczątki poprzez użycie kosmicznego odkurzacza aktywowanego SHIFTem. Tak więc jest co w tej grze robić, od razu ostrzegam że złapanie i ulepszenie wszystkich statków jest procesem wyjątkowo pracochłonnym (sam nie dałem rady) – życzę więc powodzenia osobom, które będą chciały zdobyć 100% swojej flotylli.

Grafika do wybitnych nie należy – w końcu gra zajmuje 624 KB.

Co do poziomów, jest ich łącznie 10 000! (1000 kampanii po 10 poziomów), więc ukończenie wszystkich poziomów zajmie nam co najmniej trzycyfrową liczbę godzin (o ile nie czterocyfrową wartość…). Same poziomy podzielone są na poszczególne planety różniące się zarówno krajobrazem jak i prędkością przesuwania się ekranu. Podczas przelatywania danego etapu mamy do dyspozycji misję dodatkową urozmaicającą daną rozgrywkę – od zebrania określonej ilości monet aż do przetrwania w wąskim tunelu z szybkim scrollingiem ekranu. Tak więc przed rozpoczęciem misji warto pomyśleć, których myśliwców użyjemy do danej misji – łącznie przy sobie możemy mieć 5 pojazdów, jednak zapełnienie wszystkich slotów uniemożliwi nam złapanie nowego statku do kolekcji. Żeby nie było za łatwo – w grze towarzyszy nam permadeath – czyli jeżeli nasz statek zostanie zniszczony to tracimy go na zawsze, tak więc nie polecam brać słabych statków powyżej 5 poziomu w danym epizodzie.

Hangaru z kosmicznymi brykami nie powstydziłby się Pilot Czasu…

Największym plusem tej gry (poza jej długością oczywiście) jest jej rozmiar – tytuł zajmuje mniej niż 1 MB, więc spokojnie można go przenosić na dyskietce. Myślę, że chyba jest to największy i najdłuższy tytuł który można umieścić na tym skromnym pojemnościowo nośniku. Co do wad – trochę ich jest – przede wszystkim – brak jakiegokolwiek dźwięku – nawet prostego odgłosu strzelania z działka tu nie uświadczycie! Kolejnym minusem jest stosunkowo szybko wdająca się monotonia – bo ileż można robić ciągle to samo – dlatego grę należy dawkować w małych ilościach. Tytuł można ograć, choć nie należy spodziewać się rewelacji, można go uruchomić dosłownie na prawie każdym komputerze ze względu na niskie wymagania sprzętowe. Gra ruszy na PieCu wyposażonym w procesor 166 Mhz oraz 16 MB RAM.

A tutaj walczymy za dnia. Plansze różnią się głównie kolorystyką i poziomem trudności.

PLUSY:

– 160 statków do wyboru,

– mały rozmiar gry,

– niskie wymagania sprzętowe,

– gigantyczna liczba poziomów…

MINUSY:

– … które do różnorodnych nie należą,

– brak dźwięków,

– monotonia po dłuższym czasie,

– miejscami wysoki poziom trudności.

Grę można pobrać STĄD.

Retrometr

160 statków i 10 000 plansz? Co za dużo to niezdrowo! 


AMANAGI

Vector (2001)

Tym razem mamy do czynienia z kolejnym japoński przedstawicielem tego gatunku, będący klonem Gradiusa – tyle, że przedstawionym w prostej grafice 3D wraz muzyką MIDI. Cechą wyróżniającą ten tytuł wśród innych przedstawicieli tego gatunku jest dość nietypowy sposób arsenału naszego statku – otóż mamy do dyspozycji nie jedną, a aż 3 sloty na raz które można łączyć do woli tworząc nowe, zabójcze kombinacje. Po wypełnieniu wszystkich dostępnych slotów broń zostanie umieszczona w przechowalni do użycia na później, dopóki oczywiście nie przełączymy na nią

Grafika może i nie wygląda rewelacyjnie, ale warto dać szansę temu tytułowi.

Przyjrzyjmy się więc jakie to narzędzia destrukcji przygotowali nam twórcy:

GUN – czyli po prostu karabin maszynowy – dobra szybkostrzelność, nie najgorsza siła ognia i ograniczony zasięg działania. Każdorazowe wielokrotne zebranie tego samego power-upa dodaje nam kolejne działko do dyspozycji, atak specjalny (którego aktywowanie oznacza pozbycie się aktualnych broni będących w użyciu) powoduje eksplozję eliminującą wszystkich przeciwników nie będącymi bossami.

SPREAD – działko podobne do poprzednika – z tą różnicą, że zamiast strzelać przed siebie, wystrzeliwuje wolniejsze serie pod specyficznym kątem.

LASER – wolne i potężne działo laserowe, którego strzał przelatuje przez obiekty, a atak specjalny aktywuje znacznie większą wiązkę laserową – zalecany na bossów.

ROCKET – kosmiczny odpowiednik rakietnicy – czyli wolno lecących pocisków eksplodujących przy kontakcie z przeszkodą.

MISSILES – czyli rakiety samonaprowadzające lecące prosto do celu, kosztem stosunkowo małych obrażeń.

I to się nazywa atak specjalny laserem!

Poza wcześniej wymienionymi broniami mamy do dyspozycji power-upy defensywne, z których najbardziej przydatny jest SHIELD pozwalający przetrwać więcej niż jeden strzał. Jak wcześniej zostało wspomniane mamy tu do czynienia z muzyką MIDI, która owszem nadaje specyficznej otoczki temu tytułowi jednakże niektóre utwory, z paroma wyjątkami do wybornych nie należą. Amanagi to tytuł dający rozrywkę na stosunkowo krótki czas – gdyż zawiera tylko 5 poziomów, które ukończymy w mniej niż 20 minut. Ostatni etap jest maratonem bossów, jednakże moim zdaniem warto dać szansę temu tytułowi, w szczególności, że pomimo swojego wieku uruchamia się bezproblemowo na nowszych systemach i dostarcza sporo emocji. Dobra japońska szkoła shmupów.

Niejednokrotne spustoszenie podnosi adrenalinę!

PLUSY:

– system powerupów,

– 5 poziomów trudności do wyboru,

– możliwość odblokowania bonusów po ukończeniu gry (między innymi trybu survival oraz encyklopedię broni),

– prosta grafika 3D nieczęsto jest spotykana w produkcjach darmowych z początku XXI wieku.

MINUSY:

– długość gry,

– ścieżka dźwiękowa mogła być lepsza.

Grę można pobrać STĄD.

Retrometr

Gdyby nie parę niedoróbek, byłby z tego świetny szpil.


I to by było na tyle w drugim mini przeglądzie freewarowych shmupów. Jako, że nie samymi darmowymi grami żyje człowiek, w trzeciej części przyjrzymy się drugiej stronie barykady, czyli pozycjom komercyjnym.

PS. Wszystkie gry ukazały się na komputery PC.

Autor: LukegaX

Inne artykuły:

Recenzja | Rocket Knight Adventures Zarówno w latach 80tych jak i 90tych bardzo żywy był rycerski etos. Bohaterowie gier zawsze mieli do ratowania jakąś niewiastę z opałów. Nie ważne czy...
Recenzja | Sturmwind (Dreamcast) Powitał mnie ryk syreny, huk dział, krzyk komunikatów ostrzegawczych i przydupas generała floty. Czasu nie było zbyt wiele, kolejny raz musiałem wyrus...
Magiel | Gra na Halloween Dawno nie maglowaliśmy żadnego tematu na naszej witrynie, więc czas nadrobić zaległości. Z okazji zbliżającego się właśnie Święta Zmarłych, przemianow...