Relacja | SACP luty 2020 – edycja 43

Kolejne już – 43 – wydarzenie SACP odbyło się 22.02.2020 – fajna data, bo składająca się z samych dwójek. Na imprezkę ostrzyłem sobie zęby od kilku tygodni, bo niestety splotem różnych wydarzeń nie byłem w stanie pojechać na zimową edycję AmiParty do Chełma, a tym samym ostatni mój udział w jakimkolwiek retrozlocie, to Amigowisko w listopadzie.Wiadomo, że ludzie z naszymi zainteresowaniami nie są w stanie wytrzymać długo bez kontaktu ze sprzętem i innymi ludźmi o podobnym hobby, więc i mnie się udzielił syndrom odstawienia. Tym bardziej, że na tą edycję miało się udać kilka osób, z którymi chciałem się spotkać, a także znaczna część (wszyscy) głównych redaktorów Retro na Gazie. W związku z tym poustawiałem wszystkie moje plany tak, by móc pojechać i się pobawić w gronie znajomych. Impreza odbyła się tam, gdzie zwykle – w Siemianowickim Młodzieżowym Domu Kultury Jordan – miejsce to jest znane już wszystkim, a ja dojeżdżam tam już nawet bez GPS i zamkniętymi oczami. Tak się stało i tym razem – o godzinie 8:30 byłem już u MadMana pod blokiem, od którego miałem odebrać blachę zaślepiającą do Amigi 1200 (jego produkcji), aby przekazać ją Waliemu, a po kolejnych 20 minutach byłem już przed MDK Jordan, gdzie drzwi otworzył mi uśmiechnięty Mordimer.

Wkroczyłem zatem do tej krainy cofającej w czasie, gdzie na stołach rozstawiali się już pierwsi uczestnicy imprezy. Ja tym razem przyjechałem bez sprzętu, bo po pierwsze (z pewnych względów osobistych) musiałem skrócić swój pobyt do godziny 15-tej, a po drugie sprzętu miało być tam wystarczająco dużo i byłem umówiony z kilkoma osobami na testowanie różnych gier na ich sprzętach. Moje kroki skierowałem jednak najpierw do stolika jimiche, który to miał pokazać mi kilka programowanych przez niego efektów do demka na Retronizację 4. Na tej edycji party bowiem, po pierwszy raz, pojawią się również competitions, w których będziemy sobie radośnie rywalizować swoimi produkcjami (pozdrowienia dla Sordana i Mandiego, ale również i innych, którzy chcą wesprzeć Rentonowe party produkcjami). Spędziłem na ciekawej rozmowie z jimiche prawie godzinę – w trakcie której sala coraz bardziej się zapełniała. Przybywali nowi ludzie i wnosili nowy sprzęt. Nie wymienię tutaj wszystkich, bo nie sposób, ale nie mogę nie wspomnieć o kilku znakomitych osobistościach.

SCAP relacja

Na pierwszy ogień poszła gra Endless Forms Most Beautifull – bardzo dobra grywalność i świetna muzyka – trenujcie na turniej na R4, bo warto!

Po kolei zatem. Przyjechali oczywiście Borsuk, Larek i repip – przywieźli ze sobą ciekawe zabawki. Larek miał ZX Spectrum (cóż za odmiana atarowca – niedawno kupił C64, a teraz zjawia się na amigowym party ze spectrumną…, co ten Borsuk z nim robi?). Borsuk przywiózł przede wszystkim Super Retro Trio, do którego ja dowiozłem, dostarczone (pożyczone) przez Sordana, cztery NES-owe pady. Zapowiedzieliśmy bowiem, że będziemy grać w czwórkę w nową grę wydaną na NES-a – Micro Mages. Następnie pojawiła się silna ekipa pod wezwaniem Rentona, obok którego kroczył Sajdor, Marecheck, Bartek i nie spotykany na tego typu imprezach (nie związanych z demami) peySon. Chłopaki oczywiście przywieźli swoje Amigi a Sajdor C64. Pojawił się Nekroskop ze swoim Texas Instruments oraz niezłomnym C64. Niedługo później pojawił się też Softiron, na którego bardzo czekałem, bo chciałem sprawdzić na żywo, jak wygląda ich produkowana amigowa gra – Aminer. Oczywiście pojawił się Alf, *y (tym razem bez swojej Amigi 2000). Po kilku godzinach sala pękała w szwach, organizatorzy musieli dostawiać stolików, aby pomieścić kolejnych ludzi i ich sprzęty. W pewnym momencie nawet pojawił się Lotharek, Sachy i jeszcze kilka innych osób (akurat przy okazji odwiedzin u Lotharka poprzedniego dnia, które się przeciągnęły, więc postanowili wpaść do Siemianowic również). Gwarno było przez całe przed i popołudnie – sala rozbrzmiewała rozmowami i wszelakimi dźwiękami z retrosprzętów – zarówno oznajmiających kolejne rozgrywki w stare i nowe gry, jak i bardzo często wydobywające się z różnych dem puszczanych na różnych platformach (pozdrowienia dla chłopaków, którzy przyjechali z Atari, C64 i C128, na których prawie non stop oglądali demoscenowe produkcje). Klimat wylewał się hektolitrami – mogę powiedzieć, że dawno już w MDK nie było takich tłumów i takiego zagęszczenia różnego sprzętu a także różnych rozmów. Oczywiście nie zabrakło też tradycyjnego grilla, którego *y specjalnie na tą okazję zakupił i zmontował – to już nieodzowna tradycja SACP-a, której nie straszna żadna pogoda – choć w tą sobotę akurat na pogodę nie mogliśmy narzekać, gdyż dopisała ona bardzo.

SCAP relacja

Valley of Rains na ZX Spectrum ma bardzo dobrą grafikę i grywalność. Ciekawy tytuł.

No dobra, ale SACP nie jest od tego, żeby tylko gadać i grillować! Można bawić się sprzętem, można bawić się systemem operacyjnym i ewentualnie nawet coś programować. Ale większość przyjeżdża tam po to, by wspólnie pograć sobie na tych naszych ukochanych maszynach. Nasz portal też skupia się na grach, zatem przejdźmy do mięsa. A w temacie gamingu działo się tam bardzo dużo – jak zwykle mnóstwo sprzętu (zróżnicowanie platform było duże) a na nim mnóstwo różnych tytułów – i starych, i nowych (niedawno wydanych) i takich co to jeszcze są w trakcie tworzenia. Zacznę od tego na czym ja położyłem swoje łapska 😉

Na sam początek zatem poszedł opisywany już przeze mnie Endless Forms Most Beautiful – tym razem odpalony na C64 od Sajdora i w trybie rywalizacji z Rentonem. W tym sposobie rozgrywki chodzi o konkurowanie, kto więcej punktów zdobędzie na koniec rundy – czyli wtedy, kiedy przeciwnik straci wszystkie życia. Zasady rozgrywki identyczne, jak przy grze solo. Dochodzi tylko element rywalizacji i życzenia przeciwnikowi, aby mu się noga podwinęła. Naprawdę bardzo fajne emocje w człowieku się wzbudzają, gdy czuć ten element rywalizacji – bardzo dobrze się bawiliśmy, choć krótko – bo chciałem jeszcze inne stanowiska obskoczyć. Prawdopodobnie (z dużym prawdopodobieństwem) zorganizuję nieoficjalny turniej w tą grę na Retronizacji 4 – więc warto poćwiczyć. Przewiduję również nagrodę niespodziankę!

SCAP relacja

Wiadomo, że jak się pojawia SWOS, to Rentona zabraknąć nie może, a wraz z nim jego radości na twarzy z powodu zielonej murawy na monitorze :)

Następne w kolejce było Micro Mages. Umówiliśmy się ze zgredami, że potrenujemy w MM przed oficjalnym nagraniem wideo do Gramy na Gazie, na którym to mamy przechodzić ten tytuł w wersji co-operative w czterech. Przetestowaliśmy przy tym sprzęt Borsuka i joypady pożyczone od Sordana. Wszystko grało i buczało jak należy – a także dopisały nasze umiejętności. Nie spodziewałem się, że tak dobrze nam pójdzie od samego początku – zatem po kilku minutach rozgrzewania padów wpadliśmy w wir i zaczęła się słodka zabawa. Pierwsze cztery etapy pierwszej wieży pokonaliśmy bez żadnych problemów, w drugiej już niektórzy tracili życie. Potem już było ciut gorzej, ale nadal brnęliśmy do przodu i raczej bez znaczących trudności przebrnęliśmy wszystkie cztery wieże i pokonaliśmy poziom łatwy. Spróbowaliśmy chwilę na poziomie hard, podsumowaliśmy naszą rozgrywkę – każdy raczej był zadowolony i pozytywnie zapatrywał się na planowany przez nas filmik z przejściem tej gry. Gra już w singlu daje naprawdę dużo frajdy, ale w co-opie to jest po prostu bajka. Dużo łatwiej i ciekawiej się gra – można sobie wspólnie komentować poczynania, pomagać, a czasem trochę dogryzać i skakać po głowie kolegi. Świetna gra, i aż się w głowie nie mieści, że to ma tylko 40 kilobajtów i mieści się na cartridge-u do NES-a. I super, że wydali to na fizycznym karcie. Zazdroszczę Borsukowi, że ją posiada w swoich zbiorach – ale jednocześnie się cieszę, bo przecież mogę u niego sobie zagrać. Po przejściu poziomu łatwego poszedłem zwiedzać inne stoły ze sprzętem. A przy MM pozostał repip, który włączył sobie wersję single i zaczął ją katować. Szybko przeszedł poziom łatwy i na poziomie hard zaczął utykać. Utknął tam do końca mojego pobytu – w trakcie jeszcze kilka razy próbowałem mu pomóc i brałem pada, by pokonać trzecią wieżę, ale trzy próby były nieudane. Po utracie wszystkich żyć, trzeba rozpoczynać wspinaczkę od nowa – więc trochę czasu trzeba poświęcić na grę – ostatecznie ponoć repip nie ukończył jej – więc czuję, że będzie dobre wyzwanie w Gramy na Gazie. Choć gra w co-opie jest ciut łatwiejsza, więc może się jednak uda?

SCAP relacja

Dwie Amigi z tą samą grą – testowana, już prawie na ukończeniu, zapowiada się nieźle – Aminer.

W międzyczasie Renton robił zapisy na… wiadomo, mini turniej SWOS-a, bez którego nie może się odbyć żadna impreza amigowa. Ja nie jestem fanem tej gry (takim jak co poniektórzy), ale lubię dobrą zabawę, więc oczywiście zgodziłem się im „pokelnerować”. Do rozgrywek na zielonej murawie zgłosiło się pięć osób – Renton, Marecheck, Lucek, Borsuk i ja. Graliśmy więc ligę i dobrze się przy tym bawiliśmy. Nie wiem czy później był jakiś finał, czy nie, bo ja zakończyłem na ostatnim miejscu i już dalszych losów nie śledziłem, ale bawiłem się przednio. Dodatkowo skrzydeł dodał mi fakt, że jedyny mecz jaki wygrałem, to mecz z… Borsukiem 😊 (3:2 dla mnie – ja grałem Portugalią, a Borsuk – Chile). Chłopaki to są jednak półprofesjonaliści, którzy niejeden mecz w swoim życiu rozegrali na trawiastych ekranach Amigi, i nie ma się z nimi co mierzyć. Aczkolwiek robię to zawsze dla funu i poczucia odrobiny adrenalinki 😊 Później rozegrany został jeszcze jeden mini turniej, w tym samym składzie zespołowym, ale nie dane mi było go dokończyć. Po dwóch rozegranych meczach musiałem się ewakuować. Żeby oddać sprawiedliwość zawodnikom – były to oba przegrane przeze mnie mecze, a z ich strony wszystkie mecze były naprawdę wyrównane i na wysokim poziomie (oglądałem niektóre rozgrywki pomiędzy nimi). Chłopaki mają dobry poziom i czuję, że na Retronizacji będą mogli powalczyć z najlepszymi.

SCAP relacja

Ekipa Retro na Gazie i Gramy na Gazie przyłapana podczas treningu w Micro Mages – szykujemy się do przejścia tej gry w trybie na 4-ech graczy. Miód na ekranie!

Ostatnią grą (ale nie w kolejności), którą ogrywałem była jeszcze nie ukończona amigowa produkcja od kolegów Kaina i Softirona, którą pomaga im testować Lucek. Bywalcy forum PPA wiedzą, że mowa o grze Aminer, którą chłopaki pokazali już na Retrokompie w 2018 i postanowili ją dokończyć. Gra uruchomiona była na dwóch Amigach – na jednej męczył ją Lucek od dość długiego czasu (był już wkopany na prawie 900 metrów pod ziemię) a na drugiej odpalił ją dla mnie Softiron. Od razu wytłumaczył mi jej zasady – dość rozbudowane i bardzo fajnie wymyślone – podobał mi się motyw „kreatywnej księgowej”. Wziąłem joy-a do ręki i oddałem się kopaniu minerałów przy użyciu buldożera wgryzającego się w ziemię. I powiem, że spodobało mi się – bardzo uspokajające, bez zbędnej przemocy i jakiegoś wielkiego kombinowania. Rozrywka, przy której można równolegle sobie z kimś prowadzić rozmowę, albo chrupać czipsy i kopać 😊 Na tą chwilę mam uwagę do autorów, aby koniecznie dodali możliwość zapisywania stanu gry – w przeciwnym przypadku trudno będzie dotrwać do końca – po pół godzinie miałem wykonane 4 lub 5 planów, a ponoć do ukończenia gry potrzeba wykonać ich 50 (aby otrzymać 5 pochwał). To oznacza mnóstwo kopania – i nie można tu liczyć czasu rozgrywki liniowo, bo im dalszy postęp w grze, tym głębiej trzeba kopać (i sprowadzać buldożera na dół i go na ziemię wyciągać – a to trwa) i szukać specyficznych minerałów. Gra wymaga jeszcze testów i balansowania, ale wygląda już na bardzo zaawansowaną – można by rzec, że na dniach powinna być gotowa, ale jak to w hobby bywa – nigdy nic nie wiadomo i może się skończyć pisać i za rok lub dwa 😊

Psująca krew, wymagająca, ale i ciekawa – jednoprzyciskowa gra Bouncy na Texas Instruments. Dobry tytuł.

Oczywiście nie tylko my graliśmy na SACP-ie. Było takich osób więcej. I tak na przykład Larek rozłożył się ze swoim ZX Spectrum i divIDE i testował różne produkcje na ten zacny sprzęt – między innymi niedawno wydaną Valley of Rains, która robi niesamowite wrażenie. Przejrzał chłopina kilkanaście/dziesiąt pozycji, przy czym towarzyszył mu od czasu do czasu Borsuk, który już przygotowuje z tego wszystkiego relację i sypnie nam tu przegląd gier, które razem z Profesorem uruchomili i ograli. Obok przycupnął również Nekroskop, który do swojego monitora raz podłączał C64 a raz Texas Instruments. Oczywiście ugościł siebie i nas różnymi tytułami – pograłem zatem kilka minut w Shadow of Hawksmill na C64 (poprawioną wersję, bez głupiego deszczu), która pozytywnie się zapowiada. Zagrałem też kilka „jeszcze raz” w fajną gierkę na Texas InstrumentsBouncy. Gra jednoprzyciskowa, ale wciąga jak bagno – nie tylko mnie zresztą wciągnęła, ale również wielu innych próbowało się z nią zmierzyć. Na Amidze kolegi Alfa oczywiście odbywał się standardowo mini turniej w Mortal Kombat – w którym przede wszystkim konkurował sam Alf z Mordimerem (ta gra zawsze będzie mi się z nimi kojarzyć), ale zasiadł również do joy-a Benedykt, którego dawno, dawno już w Siemianowicach nie było – a tym razem się pojawił i przywiózł ze sobą ciekawy sprzęt w postaci aparatu fotograficznego, który zdjęcia zapisywał na dyskietkach 3,5 cala. Sajdor na swoim C64 ogrywał również wiele ciekawych tytułów, które tylko on może wygrzebać ze swojej pamięci. Za każdym razem jak patrzę na jego monitor to się zastanawiam, czy on te tytuły po prostu sobie gdzieś zapisuje, bo w mojej pamięci one oczywiście istnieją, ale nigdy bym sobie ich nie przypomniał, żebym je sam włączył i zagrał, bo ani nie pamiętam tytułu, a często też nie pamiętam o jej istnieniu do czasu aż nie widzę jej na ekranie – na przykład taki Aztec Challenge.

SCAP relacja

Doom na ZX Spectrum? A czemu by nie. Larek nawet swój monitor podpisał, żeby mu nikt nie zabrał. Chipsy? Przecież to niezdrowe!

Te kilka godzin, które byłem w Siemianowicach, zleciały jak zwykle bardzo szybko. Oczywiście, jak zwykle, nie udało się zrealizować większości planów – to znaczy dotknąć sprzętów, które planowałem, czy porozmawiać ze wszystkimi ludźmi, z którymi planowałem. Nie sposób zwolnić czasu i wszystkiego, co się zaplanowało, zrealizować, kiedy jest się w takim miejscu. Tam czas właśnie zaczyna przyspieszać i nim się człowiek zorientuje, jest już godzina, która zmusza do wyjścia. Naprawdę jestem zadowolony z tego, że udało mi się wybrać tym razem na SACP-a i bardzo mocno kibicuję chłopakom, żeby impreza przetrwała jeszcze kilkadziesiąt edycji. Kiedy już będziemy się tam pojawiać jako 50-, 60- czy 70-cio latkowie, będzie to znak, że dotrwaliśmy do godziwego wieku i wytrwale dążyliśmy do tego, by regularnie spotykać się i podtrzymywać swoje hobby. Wiem, że nie jest to relacja, do których jesteście przyzwyczajeni tutaj – nie ma ani takiej dokładności jak zawsze, ani borsukowych rozmiarów objętości, ale ostatnimi czasy nie narzekam na nadmiar czasu, stąd tylko kilka skromnych zdań. Postanowiłem jednak, że koniecznie napiszę, by podsumować tak fajne wydarzenie. Możemy się pobawić i możecie uzupełnić mój tekst w komentarzach. Borsuk przygotuje nam na pewno pełny przegląd gier z ZX Spectrum, ale pewnie ekipa z RnG nie odpuści sobie, by wspomnieć jeszcze raz o turnieju w SWOSa, czy świetnej rozgrywce w Micro Mages. Zatem do kolejnej edycji! Widzimy się w okolicach maja!

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200, Atari 65xe oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...