Recenzja | Touch Detective (NDS, Switch)

Z nieukrywaną radością sięgam swoimi smukłymi dłońmi po czarne, tekstylne pudełeczko – dość ciężkie jak na swoje nieduże gabaryty, którego przednie lico zdobi wyszywana kolorowymi nićmi postać wąsatego hydraulika ubranego w czerwoną czapeczkę i niebieskie portasy. Przyjemna, chropowata struktura materiału błyskawicznie wychwytywana jest przez moje spocone palce szukające nerwowo zimnej, metalowej zawleczki. Ziiiiiiip i… jest! W mgnieniu oka pokrowiec staje przede mną otworem. Znajduję w nim moje ulubione, rubinowe ustrojstwo sygnowane logiem Nintendo. Świetnie mieści się w rękach ta lśniąca, prostokątna bryła, po otwarciu której, ekraniki za moment uraczą mnie barwnymi, ruchomymi obrazkami. Czas chwycić w palce wysuwany rysik i podotykać się to tu, to tam.

Cholernie brakuje mi typowych tytułów spod szyldu point’n’click – przygodówek nastawionych na mocną interakcję z otoczeniem, stojącymi często wymyślnymi puzzlami oraz zabierających gracza w podróż po nietuzinkowych światach. Osawari, zapomniany zakątek, gdzieś na końcu giereczkowej galaktyki, do którego wrzuca nas Touch Detective na pewno takim egzotycznym miejscem jest. Przecież niecodziennie zdarza się, aby mieszkańcy miasteczka drżeli ze strachu na samą myśl o grasującym po okolicy złodzieju… snów, prawda? Ale spokojnie, nie ma się co bać, gdyż na straży porządku stoi rezolutna dziewuszka i do tego ambitna, bo aspirująca na członka elitarnego stowarzyszenia detektywów. 

Mackenzie, bo o niej mowa, ma maniakalny zwyczaj macania wszystkiego i wszystkich wokoło. W swoim notesiku skrupulatnie zapisuje każde odczucia jakie towarzyszą jej, gdy natrafi na ciekawą fakturę danego przedmiotu. Jednak przede wszystkim wszędobylskie wciskanie swoich paluchów, gdzie popadnie, wspomoże ją w rozwikłaniu kolejnych niebanalnych spraw, bowiem po swoim niedawno zmarłym ojcu odziedziczyła nie tylko agencję detektywistyczną, ale także wywiadowczy zmysł. Wraz ze swoim wiernym druhem, malutkim grzybkiem Funghi, stawi czoła zajściom, które nie śniły się nawet największym śledczym.

Czasem rozwiązania otrzymasz niemal jak na dłoni

Jak przystało na klasycznego przedstawiciela gatunku „wskaż i kliknij” zabawa polega na wnikliwym eksplorowaniu kolejnych plansz. Dotknięcie stylusem konkretnego NPCta sprowokuje do rozpoczęcia krótkiego dialogu, nieraz rozbudowanego o zapętlone drzewko zawierające parę pytań odnośnie aktualnego tematu. Zebrane w trakcie konwersacji informacje i poszlaki pozwolą obrać kurs w kierunku kolejnego celu, ale też skłonią do buszowania po okolicy, co by pozbierać przydatne szpargały pomocne w rozgryzieniu problemu. Warto zwracać uwagę na elementy otoczenia czy samo tło etapów, bo i tam czasem może leżeć klucz do sukcesu. Potrzebujesz przygotować pyszny sok pomidorowy? No to sruuu, zajumaj keczup z lady i rozrzedź go wodą z pobliskiej fontanny! Co, nie potrafisz capnąć błękitnego motylka w łapkę na owady? Kolego, wpierw zaceruj w niej dziurę jedwabną pajęczą siecią. O tamtą, uszytą w rogu budki z hot-dogami!

Podczas konwersacji na górnym ekraniku widzimy Mackenzie – jej grymasy i myśli w chmurkach, niekoniecznie zbieżne z rozmówcą

Rozwiązania nasuwają się na myśl praktycznie same, na ogół skonstruowane są logicznie, aczkolwiek momentami ocierają się o abstrakcyjne motywy, przez co trzeba okazjonalnie pogłówkować nieszablonowo. Jest jednak prosto, na tyle łatwo, iż gra nie zmusza nas do charakterystycznego używania każdego rupiecia na wszystkim co się da wokoło. Niewymagający gameplay, gdzie jedyne złożone działania polegają na połączeniu ze sobą dwóch bądź trzech itemków, pozostawia pewien, dość spory łamigłówkowy niedosyt. Schematyczność delikatnie przełamuje nasz grzybkowy sidekick, który wyniucha ukryty fant, nie widoczny dla nas na pierwszy rzut oka lub niczym tajny agent nada się do zadań specjalnych. Takie dyskretne zachachmęcenie klucza to dla niego pestka, szkoda tylko, że swój pomocny kapelusik poda okazjonalnie.

Mimo to Touch Detective wciąga. Wciąga, malowniczym, komiksowym, wręcz bajkowym światem, choć nie grzeszy przy tym jakimś okazałym rozmiarem. Sześć nie za dużych lokacji (m.in. apartamenty, mini centrum handlowe, planetarium) kryjące w sobie dodatkowe zakamarki cieszą oko piękną, przytulną, niekiedy mroczną, ręcznie rysowaną grafiką. Plejada napotkanych osobistości sprawia, że Osawari staje się jeszcze bardziej wyraziste i jedyne w swoim rodzaju, chociaż nietrudno odnieść wrażenia, iż twórcy inspirowali się meksykańskim świętem Dia de Muertos (kościste typki) czy cudownym Beyond Good And Evil racząc gracza antropomorficznymi hybrydami ludzi i zwierząt. A wszystko to skąpane w oparach absurdu i humoru, czego źródłem są bliskie znajome Mackenzie, z niejaką Penelope na czele. Pechowa dziołcha wpadająca wciąż w nowe kłopoty, będzie przyczyną kilku kuriozalnych sytuacji stanowiących fabularny trzon. Wszak to niebagatelna rzecz być świadkiem usiłowania morderstwa na cyrkowej pchle, hłe, hłe, hłe.

Mało, mało, mało. Po rozwiązaniu czterech głównych spraw chciałoby się po prostu więcej. Detektywistycznego apetytu nie zaspokajają bonusowe epizody – krótkie, dość zróżnicowane zadanka, gdzie przykładowo albo musisz znaleźć delikwentowi jego zgubę albo zabawić się w chowanego, czy też cyknąć parę fotek okolicznym atrakcjom. Burczenia w brzuchu nie zagłuszy również odfajkowanie kolejnych pozycji ze specjalnej „listy dotyku”, czyli unikalnych elementów otoczenia, które wywarły wrażenie na Mackenzie. Dwie dodatkowe sprawy nasyciłyby głód, tym bardziej, że Macankowy Detektyw jest grą liniową, z odczuwalną dawką backtrackingu. Może i dzieło BeeWorks nie odkrywa koła na nowo, ale wykreowane urokliwe uniwersum sprawia, że z nieukrywaną radochą chcesz spędzić tu kilka godzin w miłej atmosferze.

Retrometr


Ciekawostka:

U naszych japońskich braci grzybek Funghi, znany bardziej pod nazwą Nameko jest dość popularną maskotką. Doczekał się kilku prostych, mobilnych gier sygnowanych swoją postacią – jedna z nich dostępna jest także u nas. Mowa o NEO Mushroom Garden, w której gracz wciela się w hodowcę różnorakich grzybków, zapewniając im odpowiednie warunki do rozwoju.

Redaktor. Ulubione gatunki: przede wszystkim przygodowe/akcji z głównym nastawieniem na survival-horror. Poza tym wsio prócz niemal wszelakich rpgów (tutaj wyjątek stanowi action rpg), symulatorów i strategii. Lubię odpocząć przy wciągającej platformówce. Posiadane platformy: 3DS, PSP, PS2, PS3, PS4, PS5, C64, PC