Nora | Przegląd gier na Texas Instruments TI-99/4A – Część 2

Powracamy do przeglądu gier na egzotyczne mikrokomputery. Dzisiaj chwytamy lasso w dłoń, wrzucamy kowbojski kapelusz na głowę, colt wciskamy za pas i przenosimy się do Teksasu z lat 80-tych zeszłego stulecia! Przeglądamy dalej grotekę mało popularnego, lecz całkiem ciekawego komputerka jakim był (i jest) Texas Instruments 99/4A. Może na początek trochę przypomnienia, bo pewnikiem zdążyliście już zapomnieć o informacjach, które przedstawiłem wam w pierwszej części przeglądu gier na Teksańczyka. Nie dziwię się wam, gdyż było to ponad rok temu! Odcinki miały ukazywać się cyklicznie, jednakże pochłonęły mnie inne sprawy i wpisy, za co przepraszam szczególnie mocno Nekroskopa, który to prezentował mi w akcji ten klimatyczny sprzęt. No i czekał na kolejne minirecki teksańskich szpili i się nie doczekał… W takim razie powróćmy na chwilę do przeszłości i przybliżmy trochę bohatera dzisiejszej publikacji.

Texas Instruments TI-99/4A wpadł w moje kosmate łapska dzięki uprzejmości wielkiego maniaka retro – Nekroskopa, z którym spotykam się praktycznie na każdym retro zlocie, jest on wielkim miłośnikiem Commodore 64, ale uwielbia także restaurować i bawić się mniej popularnymi mikrokomputerami pokroju BBC Micro, czy właśnie TI 99/4A. Kiedy ujrzałem bohatera dzisiejszego wpisu po raz pierwszy to zalśniły mi się oczęta, gdyż sama maszynka wygląda wybornie i utrzymana jest w mojej ulubionej mrocznej stylistyce. Czarna klawiatura plus srebrna, metaliczna obudowa przypominają troszeczkę moje ulubione Atari 800XL i powodują mimowolne pożądanie. Zresztą zerknijcie na zdjęcie poniżej – prawda, że fajny? Kiedy zobaczyłem specjalnie przygotowany przez właściciela interfejs z wetkniętą weń kartą SD wiedziałem, że dzisiaj będzie gruuuubo grane! Pewnie cała groteka na tego egzotyka?! Yeah! Mój zapał został troszkę ostudzony kiedy dowiedziałem się, jak mało pamięci operacyjnej siedzi w tej zabawce, tylko 16KB. Tak było na moim pierwszym spotkaniu z Teksańczykiem, na szczęście później właściciel doposażył tego rarytasowego kompa w większą ilość pamięci RAM i mogliśmy sprawdzić także bardziej rozbudowane gry! Najpierw jednak przypomnijmy specyfikacje i historię tej maszynki…


TEXAS INSTRUMENTS 99/4A

Najbardziej w moim hobby kocham możliwość zagrania na starych, mniej znanych mikrokomputerach!

Mikrokomputer ten w swojej pierwotnej wersji czyli TI-99/4 (bez A na końcu) zadebiutował już w 1979 roku! I o dziwo, był to pierwszy domowy 16-bitowy komputer na świecie, gdyż jego sercem był mikroprocesor TMS9900 taktowany prędkością 3 MHz. Czy przez to pod względem jakości audio/video wyprzedzał on swoich 8-bitowych konkurentów o lata świetlne? No, nie bardzo, gdyż głównym problemem była mała ilość pamięci operacyjnej zamontowana w tym cacuszku. Tylko 16 KB VRAM (pamięć graficzna) oraz 256 bajtów pamięci procesora mocno ograniczały jego możliwości.  TI-99/4 wyposażony został w klawiaturę podobną do kalkulatora, zaś jego następca z 1981 roku, którego widzicie na zdjęciu powyżej – może pochwalić się już prawdziwymi (nie gumowymi) klawiszami. Głównym nośnikiem oprogramowania na ten sprzęt były kartridże, a do samego urządzenia można było podłączyć takie peryferia jak: magnetofon, stacje dyskietek, drukarkę,  monitor, dwa dżojstiki czy głośniki audio. Jakość grafiki wyświetlanej w prezentowanych mi grach to jakby połączenie ZX Spectrum z 8-bitowym Atari. Występują tutaj produkcje o mocno spectrumowej stylistyce wyświetlanego obrazu, niektóre bez scrollingu, a jednocześnie także kolorowe tytuły, w których da się zauważyć nawet płynną parallaxę. Tryb graficzny najczęściej używany w grach na ten komputer to: 256 x 192 piksele w 16 kolorach. Z jednej strony szału nie ma, z drugiej jeżeli zerkniecie do poprzedniego odcinka tego przeglądu, to zobaczycie nieśmiertelną klasykę znaną głównie z automatów arcade. No, jakżeby inaczej – przecież amerykańskie dzieciaki musiały mieć hity z salonów gier w swoim domu! Trzeba jednak zauważyć, że komputer ten Amerykanie kupowali głównie dla świetnego oprogramowania: edukacyjnego, biznesowego czy naukowego, zaś gry stanowiły na nim bardzo miły, ale jedynie dodatek. Twarzą kampanii reklamowej był w momencie wprowadzenia tej maszynki na rynek, nie kto inny tylko znany nam bardzo dobrze ze seriali i skandali Bill Cosby! Nie będziemy go w tym wpisie oglądać ponownie, gdyż reklamy Texas Instruments z tym aktorem już wam pokazywałem, dzisiaj trzeba rzucić okiem na jakieś inne postery z lat 80-tych! Poniżej macie jeden z bardziej udanych prezentujący pierwszą wersję Teksańczyka.

Jak widzicie TI-99/4 był sprzętem dla każdego! Dla nerda i mięśniaka!


PARSEC

TEXAS INSTRUMENTS (1982)

Parsec texas InstrumentsParsec to taki Defender połączony ze Scramble. Całkiem niezły.

Dzisiejszy przegląd gier zaczynamy od całkiem przyjemnej strzelaniny, może nie jakiejś rewelacyjnej, ale wydaje mi się, że posiadacze Teksańczyka byli z niej całkiem dumni w dniu premiery. Gra przypomina jakby połączenie dwóch legendarnych shmupów. Z Defendera od Williamsa zapożycza szybkostrzelny laser i ogólne wzornictwo grafiki, zaś ze Scramble od Konami lot nad górzystym krajobrazem oraz posiadanie paliwa przez nasz myśliwiec. W Parsecu nie mamy możliwości zawracania i lecimy ciągle w prawo siekając laserem napotkanych wrogów, którzy formują się w różniste eskadry, od czasu do czasu zezłomujemy jakiś większy pojazd nieprzyjaciela, a nawet pokluczymy pomiędzy asteroidami. Tankujemy swój pojazd pomiędzy planszami i żeby tego dokonać musimy wlecieć do jaskini zobrazowanej na dole ekranu. Lot w niej jest dosyć trudny, musimy uważać na ściany, dno i sufit pieczary, na wystające stalaktyty i stalagmity, wtedy gra przypomina właśnie sławne Scramble. Parseca charakteryzuje grafika utrzymana trochę w spectrumowej stylistyce, mało barw, jednokolorowe obiekty, jakby w podwyższonej rozdzielczości, nie jest ona najwyższych lotów, ale potrafi zbudować odpowiedni klimat. Na wielkie brawa zasługuje oprawa audio, ze względu na wbudowana w grę syntezę mowy i to nie byle jaką! Komputer pokładowy swoim seksownym żeńskim głosem potrafi przemówić do nas aż w 15 rozbudowanych komunikatach! Na przykład: Alert! Alien craft advancing!, czy Warning! Time to refuel. Myślę, że w momencie premiery digitalizowana mowa o tak wybornej jakości mocno ryła beretkę amerykańskim dzieciakom. Shmup ten charakteryzuje się także wyjątkowo wysokim poziomem trudności. Parsec nie jest żadnym mesjaszem strzelanin, więc nie ma co targać szat jeżeli w niego nie graliście, z drugiej strony to całkiem porządna ekskluzywna strzelanka na ten system.

Retrometr


JETPAC

WALID MAALOULI (2016)

Jetpac Texas InstrumentsJetpac w wersji mocno zbliżonej do ZX Spectrum.

Fajnie, że w dzisiejszych czasach ten egzotyczny mikrokomputer dostaje nowe oprogramowanie. A jeszcze fajniej, że komuś chce się konwertować klasyczne hiciory z innych maszynek. Jet-Pac był już u nas opisywany w wersji na Atari przez Sikora, więc tylko pokrótce napomknę o czym jest ten szpil. Kosmonautą wyposażonym w odrzutowy plecak latamy po ekranie i zbieramy części rakiety, następnie układamy je w kolejności od silników do szpica (czyli ją budujemy), a później tankujemy paliwem. W trakcie tego zadania atakują nas hordy różnorakich stworów, meteorytów i innych bliżej nieokreślonych przeszkadzajek, które likwidujemy szybkostrzelnym laserowym działkiem. Jet-Pac był wielkim hitem na ZX Spectrum i uczciwie trzeba przyznać, że wersja na Texas Instruments jest praktycznie identyczna z pierwowzorem. Posiada praktycznie bliźniaczą, spekturmową oprawę video (mało kolorów), lecz trochę mniejszą dynamikę akcji. Odgłosy dźwiękowe także są minimalnie odmienne. Kto za młodu z przyjemnością ubierał kosmiczny skafander w tej klasycznej strzelance, ten będzie zadowolony z wersji na Teksańczyka.

Retrometr


POPEYE

PARKER BROS (1984)

Konwersja Popey’a na Teksańczyka jest zdecydowanie jedną z najlepszych.

Teraz pora na kolejny wielki klasyk, czyli Popeye’a od Nintendo, który oryginalnie zadebiutował na automatach arcade w 1982 roku. Wcielamy się w nim w bohaterskiego marynarza, który musi uwolnić swoją wybrankę (niejaką Oliwię) z rąk swojego odwiecznego rywala, grubego Brutusa. Popeye biega po platformach w tej jedno-ekranowej zręcznościówce, skacze po nich, chodzi po schodach i uderza z pięści w różne przeszkadzajki (sępy, butelki rzucane przez wiedźmy), a nawet może znokautować Brutusa, po zjedzeniu swojego ulubionego dania, czyli szpinaku. Mniam, mniam, wam także go polecam, szczególnie z grubym makaronem i kurczakiem zapiekanymi na maśle i serze! Celem gry jest zebranie wszystkich znajdziek, które rzuca w naszą stronę Oliwia: w pierwszej planszy w dokach są to serduszka, w drugiej miejskiej zbieramy nutki, a w trzeciej – na okręcie kolekcjonujemy okrzyki HELP! Gra jest naprawdę fajna, grywalna, natychmiastowa i była wielce popularna w Polsce (automat oraz konwersje na Atari i C64), to pod względem miodności poziom salonowego Donkey Konga, czyli klasa sama w sobie. Jak wyszła adaptacja na TI99/4A? Wybornie i zajebiście! Świetna kolorystyka, soczyste i naprawdę przyciągające oko barwy, wyraźnie i ładnie narysowani wszyscy bohaterowie, muzyczki i dżingle wiernie naśladują oryginalne z wozów Drzymały. Gra jest dynamiczna, grywalność zaś identyczna jak w salonach gier, Popeye zawiera wszystkie trzy etapy, które po przejściu zapętlają się z większym poziomem trudności. Co tu dużo gadać, to po prostu jedna z najlepszych konwersji tej zacnej gry!

Retrometr


TUTANKHAM

PARKER BROS (1984)

Tutankham to trochę taki Robotron w piramidach. Całkiem fajna gra.

Następna gra i kolejna konwersja z salonów gier. Tym razem padło na Tutankhama, którego oryginalnie wydało sławetne Konami w 1982 roku, oczywiście na automaty arcade. Za adaptację na TI99/4A odpowiada podobnie jak w przypadku Popeye’a, znana z 8-bitowego Atari firma Parker Bros. Ciekawe czy braciszkowie znowu się postarali i dostarczyli nam fajowy port? Jak najbardziej! Na początek jednak opowiedzmy młodszym graczom o tej ciekawej produkcji, którą udało mi się nawet raz spotkać na żywo, bodajże w salonie gier w Wesołym Miasteczku w Katowicach. Tutankham jest jakby wariacją na temat Robotrona, umiejscowioną jednak w piramidach. Biegamy naszym bohaterem po labiryncie zamieszkanym przez rożnego rodzaju paskudy: węże, smoki, jakieś diabły, zbieramy artefakty oraz klucze do otwierania drzwi, korzystamy z teleportów, no i oczywiście strzelamy do poczwar. Niestety nasz młodzian potrafi strzelać tylko w lewo bądź w prawo, wiec musimy rozważnie stawiać kroki, żeby nie złapał nas potwór w pionowym korytarzu, gdyż jesteśmy w nim bezbronni. Gra pod względem rozgrywki przypomina także Shamusa (oraz atarowską labiryntówkę zwaną Abracadabrę), jednakże jest od nich trochę lepsza. Nie jest to może wielki hit, ale trzeba docenić jakość tej konwersji, powiem więcej – wydaje mi się, że Tutankham na Texas Instruments wygląda nawet trochę ładniej niźli oryginał od Konami, a na pewno lepiej niż wersja na moje kochane Małe Atari… A może nie założyłem odpowiednio ostrych okularów, hmm? Grafika jest czytelna, wszystkie poczwary rozpoznawalne, kolorystyka ładniejsza niż  w oryginale. Irytuje strasznie odgłos chodzenia, ale reszta efektów dźwiękowych jest w porządku. Jeżeli lubicie labiryntówki połączone ze strzelaniem atakujcie śmiało.

Retrometr


Q-BERT

PARKER BROS (1984)

Nie jestem fanem Q-Berta, ale kto go lubi to z tej edycji będzie bardzo zadowolony.

Kurdelebele, dzisiejszy odcinek opanowały adaptacje gier z automatów! W sumie może to i dobrze, przynajmniej widzicie, że amerykańskie dzieciaki dostawały fajne wersje znanych stareńkich hitów na swój 16-bitowy (he, he, he) mikrokomputer do nauki. Czas na izometrycznego dziwoląga, którego pamiętają wszyscy podobni mi wiekiem gracze. Jakimś pokracznym i fest brzydkim stworkiem (poznajcie Q-berta) skaczemy po izometrycznej szachownicy, a naszym celem jest zamalowanie całej planszy kolorem naszych śladów. Możemy poruszać się w każdym z czterech skosów (skos górny, dolny, lewy i prawy), a przeszkadza nam podążający naszym tropem wielgachny i skoczny wąż. Na niektórych etapach pojawiają się dodatkowe przeszkody w postaci spadających kul, czy jakichś zielonych crittersów. Musimy także uważać, aby nie spaść z planszy w przepaść, gdy skaczemy blisko krawędzi. Na szczęście w krytycznych sytuacjach możemy ratować się ucieczką na windy (lewitujące krążki) zaparkowane przeważnie po bokach szachownicy. Uwaga – ta deska ratunku jest jednorazowego użytku! W dalszych poziomach jest trudniej, gdyż musimy wielokrotnie skakać po tych samych polach, niektóre potwory potrafią czyścić nasz ślad, albo barwa docelowa danego etapu pojawia się dopiero po dwukrotnym jego zamalowaniu przez naszego herosa. A jak się ma konwersja? Znowu Parker Bros i znowu kawał dobrej roboty! Moim skromnym zdaniem to jedna z najlepszych adaptacji tej gry, dobrze nasycone i ładne barwy, ostre krawędzie izometrycznych brył, postacie prawie identyczne jak na automatach. Jednak nie ma powodu do popijawy, gdyż ta gra była dosyć oszczędna pod względem oprawy już w oryginale z 1982 roku… Efekty audio wiernie naśladują dżingle znane z pierwowzoru i w sumie jest to jedna z najbardziej udanych wersji Q-Berta, który wyszedł na multum systemów. Kto lubi oryginał, polubi także tę wersję, a kto nie lubi to niech omija…

Retrometr


FLYING SHARK

RASMUS MOUSTGAARD (2018)

Latający Rekin ma ostre zęby już na ekranie tytułowym, czyli jest moc!

A teraz coś z ostatniej chwili, czyli z ostatniego SACPa, który odbył się 22 lutego 2020! Okazja tego wtrącenia jest wyjątkowa, ponieważ na tym retro zlocie Nekroskop zaprezentował mi kilka zacnych nowości na Texas Instruments, wiec aby go ucieszyć pokażę wam jakie fajne szpile konwertują programiści na Teksańczyka. Zaczynamy od jednej z najbardziej udanych i grywalnych strzelanek samolotami, czyli Flying Sharka! Oryginał wydany w 1987 przez Taito, a stworzony przez Toaplan był w polskich salonach gier naprawdę popularnym tytułem, chyba najlepszą wariacją na temat nieśmiertelnego 1942 od Capcomu. Niebieski dwupłatowiec kontra wszystkie pojazdy świata (obecność czołgów oraz statków była wówczas sporym urozmaiceniem rozgrywki, rzadko wtedy spotykanym w podobnych grach), szczególne wrażenie robili wielgachni bossowie, zarówno olbrzymie tanki, jak i wielkie latające fortece. Na szczęście gra nie była przekombinowana, była mocno wierna klasycznym wertykalnym shmupom, czyli lecimy ciągle w górę, niszczymy eskadry samolotów i patrole czołgów, zbieramy ulepszenie broni i bomby, gdzieniegdzie walczymy ze stacjonarnymi działkami, a na końcu rozwalamy bossa. Wierzcie mi – naprawdę rajcowna rozpierducha, trudna fest, ale na szczęście żaden z tego bullet hell.

Naprawdę bardzo grywalna wersja, pomimo spektrumowej grafiki. Miodność oraz świetne muzyczki wynagradzają wszystko!

Kiedy zobaczyłem na Teksańczyku uruchomionego Latajacego Rekina to cholernie się zdziwiłem! Patrzę na rok produkcji, cholercia toż to nowość z 2018 roku, czyli może być dobrze! Przywitała mnie naprawdę ładna i kolorowa strona tytułowa oraz świetnie brzmiący, przewodni motyw muzyczny znany mi z automatów arcade. Oczywiście dostosowany do możliwości Texas Instruments, ale i tak mocno wpadający w ucho i łepetynę. No to startujemy naszym niebieskim asem przestworzy! Kurdelebele, tutaj dwupłatowiec jest biały, gdyż oprawa graficzna tej adaptacji oparta jest na wersji spektrumowej. Dzięki temu wszystkie obiekty są co prawda ładnie i wyraźnie narysowane, bardzo podobne do automatowych, jednakże przeważnie jednobarwne: czerwone samoloty, białe czołgi i działa, żółty piasek, zielona dżungla, niebieska woda (ta jest niestety dosyć brzydko odwzorowana). Przesuw ekranu mógłby być minimalnie płynniejszy, występuje tu delikatne rwanie ekranu, jednakże w ferworze walki nie zwraca się na nie uwagi. Patrząc jednak na skromne możliwości techniczne TI99/4A to nie ma co kręcić nosem na ten port, już w momencie startu z pierwszego lotniska te wszystkie wady przestają być zauważalne, a pojawia się banan na naszej twarzy! Jejciu, ależ to jest grywalny kawałek kodu! Większość układów wrogów (eskadr) jest podobna do znanych z oryginału (doszedłem tylko do drugiego bossa), obsługa dżojem jest perfekcyjna (responsywny samolot, fire to strzał, a przytrzymanie przycisku powoduje zrzucenie bomby), efekty dźwiękowe są bardzo podobne do automatowych, a jednocześnie w tle przygrywa nam chwytliwa melodyjka. Ha, w drugim etapie zmienia się ona w nową, dobrze znaną miłośnikom salonów gier nutę! Autor gry zrobił tutaj niesamowitą robotę i Flying Shark w wydaniu na Texas Instrument z marszu zdobywa tytuł najlepszej strzelaniny na ten mocno leciwy system. Gdyby tylko ta gra była bardziej kolorowa to dałbym jej medal! Ileż bym dał za takiego Flying Sharka na Atarynę…

Retrometr


BOUNCY

RASMUS MOUSTGAARD (2019)

Ta niepozorna, ale świetnie zrobiona gra o skaczącej kulce wciągnęła mnie i Nekroskopa jak bagno!

Mniemam, że Rasmus Moustgaard to czołowy twórca gier na leciwy mikrokomputer z Teksasu, gdyż właśnie przedstawiam wam jego kolejny hit! Bouncy wziął mnie trochę z zaskoczenia, na początku potraktowałem go jako kolejną przeciętną gierkę o skaczącej ciągle w prawo kuli, która musi omijać przeszkody. Wiecie taką popierdółkę jakich wiele… Spodobała mi się co prawda wyraźna i kolorowiutka grafika oraz skoczna muzyka, ale przecież nie będę na ten tytuł tracił swojego cennego czasu… Jednakże kiedy zaczęliśmy z Nekroskopem grać w Bouncy to okazało się, że gra wciąga jak odkurzacz i na dodatek zasysa całkowicie czas! Przyznaję szczerze i bez bicia, że najwięcej na zlocie grałem właśnie w ten niepozorny tytuł! Razem z Romkiem próbowaliśmy przejść jeden bardzo trudny poziom (chyba czwarty?) i już mieliśmy uznać to za niewykonalne, kiedy w końcu mój kompan wymyślił taktykę na jego pokonanie, a ja po wielu próbach wcieliłem plan w życie… Ależ była radocha! No dobrze, wiecie już, że gra jest fest grywalna, ale o co w niej chodzi?

Gdybym posiadał TI-99/4A to bym mocno szpilał w tego balla! Naprawdę klasa.

Tor przeszkód, który musi przebyć nasza tocząca się sfera przedstawiono z profilu i wyposażono w wymuszony scrolling. Za pomocą dżoja bardzo wygodnie sterujemy kulką, skaczemy przyciskiem fire, a dodając do skoku kierunek wykonujemy długaśne hopki. Na naszej drodze ustawiono najróżniejszego rodzaju platformy, ściany, kolce, trampoliny, wrogie kule, a my musimy po prostu dojechać do mety. Niby proste, ale etapy są tak zmyślnie skonstruowane, że w dalszych oprócz zręczności trzeba wykazać się dodatkowo pomyślunkiem i zaplanować swoją trasę. Po drodze możemy zebrać gwiazdki zwiększające wynik punktowy, dodatkowe „życia”, albo nawet przyspieszenie. Gra jest fajnie urozmaicona, na przykład jeden z poziomów jest niesamowicie szybki, a inny zmienia się w planszę wspinaczkową, gdyż ekran zaczyna przesuwać się w pionie. Fajnie, naprawdę fajnie! Całość przedstawiono w nieskomplikowanej, ale stylowej i naprawdę ładnej oprawie graficznej, wyraźne i barwne obiekty na czarnym tle, a całości przygrywa przebojowa muzyczka. Mimo, że nuta jest krótka to nie nuży, a wpada do czaszki i dudni w niej jeszcze długo po zakończeniu rozgrywki. Myślę, że mój przyjaciel Nekroskop zgodzi się ze mną, że Bouncy to niepozorny, cichy hit! Proste zasady, pomysłowy projekt etapów, kapitalne sterowanie i bardzo dobra jak na Texas Instruments prezencja audio video. Brać i grać!

Retrometr


Na tym zakończymy drugą cześć przeglądu gier na ten wielce egzotyczny mikrokomputer, ale nie martwcie się. Spotkamy się z Teksańczykiem jeszcze parokrotnie na Retro na Gazie! W szkicowniku mam jeszcze zanotowane kilkadziesiąt gier na ten system, a pośród nich takie hity jak: Knight Lore, The Legend of Zelda, Frogger, czy Alex Kidd. Do przeczytania! A na koniec bonus dla miłośników marynarza wielbiącego szpinak:

Portret Popeye’a autorstwa naszego kumpla gracza – Wojtka Sitarza.

PS. We wpisie dużo dla siebie znajdą także wielbiciele zarówno Atari XL/XE jak i Commodore 64, gdyż do tychże wersji porównuję konwersje hitów z Texas Instruments.

PS2. Screeny oraz wiele materiałów w tym wpisie pochodzi z najlepszej strony o grach na ten komputer czyli – TI-99/4A VideoGame House.

O RetroBorsuk 194 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.