Nora | Przegląd gier na Texas Instruments TI-99/4A (16KB)

Dzisiaj postanowiłem reaktywować dla was Norę RetroBorsuka, gdyż okazja do tego jest wyjątkowa! Tradycyjnie w moim minicyklu gościły dotychczas recenzje gier na najbardziej popularne w Polsce 8-bitowe mikrokomputery czyli Atari XL/XE oraz Commodore 64. Dzisiaj jednak w specjalnym odcinku zaprezentuje wam przegląd najlepszych gier (i nie tylko) na mało popularny u nas, rzekłbym egzotyczny sprzęt jakim jest Texas Instruments 99/4A.

Rarytas ten wpadł w moje kosmate łapska dzięki uprzejmości mojego przyjaciela Nekroskopa, z którym spotkaliśmy się na drugiej edycji najbardziej swojskiego zlotu dla miłośników retrogrania (i nie tylko) czyli niezapomnianej Retronizacji Edycji Drugiej. Relację z tej pamiętnej biesiady, na której serwowano przepyszne piksele oraz bitmapy mogliście już przeczytać na naszej witrynie dzięki uprzejmości WojTa oraz w mojej minirelacji zawartej w ostatnim Gramy Na Gazie. Impreza była świetna, ale przejdźmy do sedna dzisiejszego wpisu. Nie spodziewałem się, że jeden z moich ulubionych towarzyszy retrozlotów czyli wspomniany Nekroskop przygotuje mi taką niespodziankę. Komputer, o którym mogłem do tej pory poczytać tylko w internecie i nawet nie marzyłem, że kiedykolwiek na nim zagram. A tu proszę bardzo! Kiedy go ujrzałem zalśniły mi się oczęta, gdyż sama maszynka wygląda wybornie i utrzymana jest w mojej ulubionej ciemnej stylistyce. Czarna klawiatura plus srebrna, metaliczna obudowa przypominają troszeczkę moje ulubione Atari 800XL i powodują mimowolne pożądanie. Zresztą zerknijcie na zdjęcie poniżej – prawda, że fajny? Kiedy zobaczyłem specjalnie przygotowany przez właściciela interfejs z wetkniętą weń kartą SD wiedziałem, że dzisiaj będzie gruuuubo grane! Pewnie cała groteka na tego egzotyka?! Yeah! Mój zapał został troszkę ostudzony kiedy dowiedziałem się, jak mało pamięci operacyjnej siedzi w tej zabawce. Wydawałoby się, że ten zaopatrzony tylko w 16 KB RAM kowboj z Teksasu nie będzie miał zbyt wystrzałowych tytułów w swoim magazynku, jednakże kiedy rzuciłem okiem na ich listę –  bombowa była to amunicja! Klasyki nad klasykami i nieśmiertelne przeboje znane z wielu innych systemów czy salonów gier. Donkey Kong, Moon Patrol, Defender, Robotron – niezły arsenał! Pewnie teraz jesteście bardzo ciekawi jak prezentują się one na ten nieznany sprzęcik? Zapraszam więc do lektury, gdyż bawiłem się na tej maszynce dobrych kilka godzin.


TEXAS INSTRUMENTS 99/4A

Texas Instruments przegląd gierPrawda, że piękny okaz? Czarno – srebrny obiekt mojego pożądania. Po prawej stronie klawierki – czytnik kart SD, a na nim groteka! Własność Nekroskopa.

Przejdźmy jeszcze na chwilkę do samego komputera, który w swojej pierwotnej wersji czyli TI-99/4 (bez A na końcu) zadebiutował już w 1979 roku! A co lepsze, był to pierwszy domowy 16-bitowy komputer na świecie, gdyż jego sercem był mikroprocesor TMS9900 taktowany prędkością 3 mhz. Czy przez to pod względem jakości audio/video wyprzedzał on swoich 8-bitowych konkurentów o lata świetlne? No, nie bardzo, gdyż głównym problemem była mała ilość pamięci operacyjnej zamontowana w tym cacuszku. Tylko 16 KB VRAM (pamięć graficzna) oraz 256 bajtów pamięci procesora mocno ograniczały jego możliwości.  TI-99/4 wyposażony został w klawiaturę podobną do kalkulatora, zaś jego następca z 1981 roku, którego widzicie na zdjęciu powyżej – może pochwalić się już prawdziwymi (nie gumowymi) klawiszami. Głównym nośnikiem oprogramowania na ten sprzęt były kartridże, a do samego urządzenia można było podłączyć takie peryferia jak: magnetofon, stacje dyskietek, drukarkę,  monitor, dwa dżojstiki czy głośniki audio. Jakość grafiki wyświetlanej w prezentowanych mi grach to jakby połączenie ZX Spectrum z 8-bitowym Atari. Występują tutaj produkcje o mocno spectrumowej stylistyce wyświetlanego obrazu, niektóre bez scrollingu, a jednocześnie także kolorowe produkcje, w których da się zauważyć nawet płynną parallaxę. Tryb graficzny najczęściej używany w grach na ten komputer to: 256 x 192 piksele w 16 kolorach. Z jednej strony szału się nie spodziewajcie, z drugiej zerknijcie tylko na listę gier jaką przygotowałem wam w tym przeglądzie. Same przeboje i nieśmiertelna klasyka znana z automatów arcade. No, jakże by inaczej – przecież amerykańskie dzieciaki musiały mieć te gry w swoim domu! Trzeba jednak zauważyć, że komputer ten Amerykanie kupowali głównie dla świetnego oprogramowania: edukacyjnego, biznesowego czy naukowego, zaś gry stanowiły na nim bardzo miły, ale jedynie dodatek. Twarzą kampanii reklamowej w momencie wprowadzenia tej maszynki na rynek był, nie kto inny tylko znany nam bardzo dobrze ze seriali i skandali Bill Cosby! Powoli przejdźmy do celu naszego dzisiejszego spotkania, czyli co tam Billu polecasz do ogrywania na tym instrumencie?

Bill Cosby poleca pierwszy domowy 16-bitowy komputer. Prawda, że TI-99/4A wyglądał świetnie?


TEKSAŃSKA MASAKRA GRAMI KOMPUTEROWYMI

Na karcie SD będącej w posiadaniu właściciela mikrokomputera było bardzo dużo softu, starałem się wybierać do prezentacji tytuły, które znałem zarówno z salonów gier, czy innych 8-bitowych potworów, żeby wyrobić sobie rozeznanie na temat jakości tych konwersji. Stąd w przeglądzie zobaczycie same popularne i lubiane produkcje. Nie jestem zaznajomiony zbytnio z groteką na Teksański Instrument i po prostu nie znam tytułów najlepszych ekskluzywnych gier jakie trafiły się na tego egzotyka. Pamiętajcie też, że produkcje poniżej wykorzystują tylko podstawowe 16KB pamięci maszynki. Podsumowując te oba fakty – w przyszłości nadrobię zaległości i zażądam od mojego przyjaciela uruchomienia największych hamerykańskich hitów na TI-99/4A, z przeznaczeniem na 32KB RAM. Gry poniżej posegregowałem wam w kolejności alfabetycznej, zaś w ich opisach znajdziecie porównania do innych konwersji tych przebojów – głównie z Atari XL/XE i Commodore 64. Mam nadzieję, że w ten sposób łatwiej będzie wam ocenić jakość lub jej brak – w przypadku każdego tytułu.

Texas Instruments przegląd gierUSA reprezentuje TI-99/4A. W akcji strzelanka Parsec, której niestety nie ograłem. Oryginalny dżoj po prawej – koszmarek…


CENTIPEDETexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Popularna Stonoga, czyli jednoekranowa strzelanina na arenie, w której naszym pojazdem przypominającym głowę węża lądujemy w małym ogrodzie i rozczłonkowujemy na części pierwsze długaśną stonogę oraz inne robactwo – jest pewnie starszym graczom bardzo dobrze znana. Pamiętam, jak świetnie sterowało się w tej grze wielką kulą czyli trackballem, w który wyposażony był automatowy oryginał, co znacznie podnosiło grywalność tego klasyka. Wersja na TI-99 charakteryzuje się podobnie do pierwowzoru bardzo dużym tempem rozgrywki, jednakże animacja obiektów jest tutaj mniej płynna niż na automatach. Występują w niej wszystkie dodatkowe insekty, które przeszkadzają nam oprócz stonogi, czyli pająki i pchło-podobne maleństwa. Szybkość akcji naprawdę mnie tutaj zniszczyła, jest to zdecydowanie najszybciej działająca konwersja tej gry jaką widziałem. Normalnie, bez trackballa nie podchodź! Kolorystyka jak i efekty dźwiękowe są uboższe niż w oryginale. Wiadomo, że ta gra obsługiwana tylko dżojstikiem nie jest w połowie tak rajcowna, jak za pomocą dedykowanego kontrolera, ale i tak myślę, że jest to udany port klasyka. Można pograć, ale wiecie Centipede w wydaniu domowym źle się zestarzało i jedyną wersją tej gry, którą polecam jest pierwowzór z automatów, który po dziś dzień nadrabia prostotę świetną płynnością i szybkością.


DEFENDERTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Oryginalny Defender i wiele jego konwersji to po dziś dzień po prostu zajebiste szpile! Ten pierwszy zmiennokierunkowy horyzontalny shmup w historii (1981 rok) to prawdziwy przejaw geniuszu programistów. Super płynny przesuw ekranu, niesamowicie pompująca adrenalinę bezustanna akcja oraz świetne efekty specjalne powodują, że pomimo prawie 40 lat na karku – ta gra zasługuje na medal. Wybuchy piękne niczym efekty cząsteczkowe, ultraszybkie laserowe serie z działa naszego myśliwca i dobrze dobrane efekty dźwiękowe budują świetny klimat najlepszej kosmicznej rozpierduchy. A wersja na Teksańczyka? Wyjątkowo dobra, chociaż gorsza od atarowskiej i comodorowskiej. Trzeba mieć refleks, bo rozgrywka ciągle jest tutaj bardzo szybka, jednak scrolling delikatnie szwankuje przy zmianie kierunku lotu i nie jest tak ultra płynny jak w oryginale. Wybuchy niszczonych przez nas przeciwników nie są równie efektowne jak w wersjach na inne 8-bitowce i kolorystyka uboższa. Jednak to ciągle powodująca emocje strzelanina, energiczna i rajcowna do dzisiaj, a szczególnie dla miłośników pierwowzoru.


DIG DUGTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Nigdy nie byłem wielbicielem Dig Duga. Zawsze dziwiłem się, co inni gracze widzą w tej prostej zręcznościówce, w której pompujemy pompką podziemne poczwary lub zrzucamy na nie głazy. Zabijamy wszystkich i przechodzimy do kolejnej, prawie identycznej planszy. No, ale gra ma swoich fanów. Trzeba przyznać, że pod względem jakości konwersji jest ona moim zdaniem lepsza niż atarowska – bardziej szczegółowe postacie, a także fajniejsza od tej na Commodore – zachowane proporcje wszystkich stworków. Rozgrywka w niej jest chyba najbardziej zbliżona do tej znanej z wozów Drzymały. Dla fanów to pewnie dobra wiadomość, jednak ja w tej grze nie znajduje przyjemności, pomimo dobrej jakości portu na TI-99.


DONKEY KONGTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Musze przyznać, że konwersja Donkey Konga zaprezentowana przez Nekroskopa bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła! Pierwsze przygody Mariana i popularnego goryla, to grywalna po dziś dzień jednoekranowa platformówka, której zasad chyba nikomu nie muszę tłumaczyć. Wersja na TI-99 jest po prostu świetna! Pod względem oprawy graficznej najprawdopodobniej najlepsza ze wszystkich mikrokomputerowych, bardzo zbliżona do oryginału. Wyraźna i szczegółowa, zaś piksele jakby żywcem przeniesione z automatu. Do tego ze świetnie dobranymi kolorami, co powoduje, że gra się w nią wybornie. Marian może nie jest takim sprinterem jak na Małej Atarynie, ale zasuwa prędzej niż w wersji na C64 (tej lepszej od AtariSoftu). Wielce grywalny kawałek kodu, przy którym poczułem się jakbym przeniósł się do salonu gier. Brawo! Chyba najlepsza z prezentowanych tu dzisiaj przeze mnie gier.


FLAPPY BIRDTexas Instruments przegląd gier

(Rasmus Moustgaard, 2014)

Czy ktoś z was nie zna tej dosyć nowej produkcji, która szturmem zdobyła wszelkie możliwe platformy do grania we wszechświecie? Wszyscy znają! Tak myślałem. Prosty pod względem mechaniki, bo obsługiwany jednym przyciskiem – lot ptaszkiem pomiędzy rurami wyciągniętymi z Super Mario Bros. Wciąga jak odkurzacz grywalnością oraz hardkorowym poziomem trudności , oczywiście jeżeli chcemy osiągnąć wysoki wynik punktowy. Do tego powoduje u gracza chorobę jeszcze jednej partii, jeszcze jednej rozgrywki, jeszcze jednej i jeszcze jednej… Musze wam powiedzieć, że tak samo jest w przypadku konwersji tego wielkiego przeboju na TI-99. Flappy Bird zasysa jak odkurzacz, wciąga jak bagno i do tego jest bardzo ładnie wykonany. Grafika niczym z NES’a, zakręcona muzyczka wiercąca dziurę w głowie i pasująca do rozgrywki oraz świetna detekcja kolizji. Mały, wielki hit! Ciekawe jak wygląda więcej nowych produkcji na Teksańczyka?


HENHOUSETexas Instruments przegląd gier

(Funware, 1983)

Pierwsza gra w tym zestawieniu od innej firmy niż Atarisoft, została przez nas wczytana przez przypadek. Na początku pomyśleliśmy, że to może jakaś konwersja Henry’s House od Mastertronic? Jednak jakim cudem zmieściłaby się ona w 16KB pamięci? Nieee, to nie może być to. No i nie było… Zamiast fajnej platformówki zobaczyliśmy dzień z życia wkurzonego rolnika broniącego swojego kurnika. Jest to prosta gra zręcznościowa z dosyć fajnym pomysłem na rozgrywkę i nawet trochę się przy niej uśmialiśmy. Tylko, za bardzo nie rozgryźliśmy zasad. Na dole ekranu zasuwamy podirytowanym farmerem, który musi łapać jaja wypadające z rurociągów. Po prawej stronie zaparkowano jakiś samochód, do którego nie mogliśmy wsiąść, więc chwyciliśmy za strzelbę znajdującą się po lewej stronie ekranu. Lecą jakieś kaczki? No to, jebudu! Jakiś facet biegnie do naszego kurnika? Pewnie złodziej?! No, to bam, bam, bam i padł jak pet! 200 punkciorów nam za chłopa wpadło – pewnikiem jajokrad… W międzyczasie jajca nam wypadały z rurociągów i roztrzaskiwały o ziemię, a my nie umieliśmy ich łapać. Więc pruliśmy ze strzelby do kaczek i do sąsiada, co chciał sobie jajecznicę z rana zrobić. To my mu – jebudu – i jajecznica z mózgu! Prosta gra, nawet zabawna, z nieskomplikowaną oprawą graficzną i irytującym dźwiękiem, niczym z pierdziawki na PC. Gdybym w młodości miał tylko tę grę – to pewnie bym w nią grał. Przynajmniej nas rozweseliła. Aha i nasz rolnik wszystkie czynności wykonuje z fajką w gębie! Twardziel.


JUNGLE HUNTTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1984)

Przygody Tarzana dla ubogich, czyli proste, ale całkiem grywalne Jungle Hunt jest dobrze znane wszystkim posiadaczom sprzętów małobitowych w Polsce. Jak prezentuje się ten łatwiutki przebój w wydaniu na egzotyka? Całkiem grywalnie i bardzo podobnie do konwersji na Atarynę czy Komodę. Poziom pierwszy, w którym skaczemy po lianach – praktycznie identyczna rozgrywka z odmienną kolorystyką. Fajnie. Kolejny etap – czyli niebezpieczna kąpiel w rzece z nożem w ręku pomiędzy krokodylami. Z jakim nożem?! W wersji na TI-99 bohater nie dysponuje tym orężem i nie może walczyć z gadami. Trzeba je tylko wymijać. Szkoda… Później wspinaczka pod górę i przeskakiwanie pędzących na nas głazów i skał. Tutaj znowu jest przyjemnie i podobnie do innych udanych wersji. Etap ostatni czyli hop, siup, pomiędzy tubylcami ludożercami i skok do rozgrzanego garnka jako główne danie obiadu… Eeee, na ratunek swojej ukochanej miało być, ale kto dobrze nie wyceluje ten skończy jako substytut gotowanej parówy… Gra oczywiście nie umywa się do wersji znanej z salonów gier, ale wytrzymuje porównanie z innymi portami tego znanego przeboju. Najbardziej brakuje w niej noża do patroszenia gadzin i niestety jakichkolwiek muzyczek. Dobra gra.


MOON PATROLTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1984)

Oryginalny Księżycowy Patrol to jedna z moich ulubionych gier, którą w wersji na automaty arcade oraz inne konwersje zdążyłem już zrecenzować na naszej stronie przyznając w pełni zasłużony medal. Do tej pory gram w nią na PS4 i nawet z sukcesami, gdyż w trybie HI-SCORE zajmuje obecnie 6 miejsce na świecie. Moja radocha kiedy zobaczyłem ten legendarny tytuł na ekranie monitora podpiętego pod TI-99 była więc ogromna. Jakże się zdziwiłem widząc bardzo wiernie i ładnie przedstawiony księżycowy krajobraz w trakcie rozgrywki, który na dodatek przesuwał się płynnie i do tego z widoczną parallaxą. Oj, będę tępił za chwilę lunariańskie ścierwo! Patrzę – kolorystyka z salonów gier jest tutaj zachowana plus nasz łazik karoserią przypomina pierwowzór – będzie dobrze. Wskakuje na fotel kierowcy i jadę! Czekam na adrenalinę i szybką akcję, której nie dostaje pod dostatkiem… Gra jest zdecydowanie wolniejsza od innych wersji, o automatowej czy atarowskiej nawet nie wspominając. Brakuje w niej  intensywnej wymiany ognia, pędu przyspieszania i przede wszystkim dynamiki skoków. Właśnie. Skakanie tutaj rozwiązano dosyć słabo – pojazd jakby lewitował przez chwilę w powietrzu, na określoną odległość i nie jestem pewien czy skoki w tej grze są uzależnione od prędkości jazdy? Przynajmniej tak było w oryginale i na Atarynie, i głównie na tym oprócz strzelania oparta była mechanika tej dynamicznej produkcji. W wersji na TI-99 wymiana ognia jak i samo skakanie były zbyt anemiczne. Precyzyjne omijanie przeszkód w dalszych etapach tej konwersji będzie pewnie bardzo trudne, a nawet problematyczne do wykonania. Odgłosy dźwiękowe i muzyka udają oryginalne i gdybym nie był tak wielkim miłośnikiem automatu od Irem to pewnie port tej gry na Teksańczyka uznałbym za udany. Niestety sama oprawa to nie wszystko, zabrakło adrenaliny! Ujdzie w tłumie, jeżeli nie masz dostępu do lepszych wersji.


MS. PAC-MANTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1984)

Miss Pacman na automaty arcade wydany przez Midway w 1981 roku to jeden z najlepszych klasycznych Pac-Manów jakie widziały moje gały. Kolorowiutki oraz bardzo dynamiczny, z sympatycznymi muzyczkami i główną heroiną oraz – co najważniejsze – z różniącymi się od siebie etapami. Na pewno bardziej grywalny od dosyć monotonnego dzisiaj pierwowzoru. Znane mi wersje tej gry na popularną u nas Komodę oraz Atarynę cechowały się podobnymi atrybutami. Były przede wszystkim szybkimi i dynamicznymi wcieleniami pożeracza kropek. Jak jest w przypadku konwersji na Texas Instruments? Z jednej strony lepiej, bo grafika jest tutaj bardzo przejrzysta i okno rozgrywki większe – poprzez rozciągnięcie w poziomie plansz znanych z salonu gier. Kolorystyka i grywalność także zostały zachowane. Niestety ucierpiała dynamika rozgrywki, nasza Panna Pacmanówna porusza się najwolniej ze wszystkich edycji tej gry, które ogrywałem. Tytuł ten jest na szczęście ciągle grywalny, ale zaufajcie mi – można się troszkę wynudzić zbierając wszystkie kropki na danym etapie. Szkoda, bo jeżeli Miss Pacman na amerykańskim komputerku posiadałaby dynamikę znaną z salonów gier lub innych wersji małobitowych – byłaby to najlepsza edycja tej gry.


PAC-MANTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Doceniam oryginalnego Pac-Mana za wkład w historię naszej branży, ale dzisiaj praktycznie już w niego nie gram z jednego powodu. Wcinanie kropek ciągle na jednej i tej samej planszy zbytnio mnie nudzi i zdecydowanie bardziej wolę inne wcielenia tej żarłocznej, żółtej kulki. Na przykład atarowskiego Pac-Mada. Do rzeczy jednak… Port tego wielkiego klasyka w wydaniu na Teksańczyka niestety cierpi na tą samą dolegliwość, co opisywana powyżej żółta panienka. Zamiast pędzić, biegać, zasuwać po labiryncie nasz bohater wolno maszeruje. I co z tego, że gra jest chyba jedną z ładniejszych domowych konwersji, skoro poprzez brak wartkiej akcji i dynamiki wynudzimy się tutaj jak mopsy. I wiadomo, że skoro to port pierwszej, legendarnej części – zajadanie kropek będzie miało miejsce ciągle na identycznym poziomie. Fanom pierwowzoru zdecydowanie bardziej polecam szybką jak błyskawica konwersje na C64. Nawet średnio udana, gdyż też w miarę wolna wersja na Małe Atari i tak zasuwa prędzej niż port na TI-99. Dla mnie stanowczo zbyt wolna i zbyt nudna pozycja.


PICNIC PARANOIATexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Nigdy nie byłem wielkim fanem Paranoi na Pikniku, chociaż wiem, że ta mała i zabawna gierka znajduje wielu fanów na Atarynie czy Komodzie. I bardzo dobrze, gdyż perypetie naszego bohatera odpędzającego łapką na muchy wszelkie robactwo na wystawnym pikniku potrafią dostarczyć radochy. Złodziejskie insekty porywają nam jedzenie rozłożone na kocach, a my zabijamy je bestialsko śmiertelnymi klapsami. Chlast, prast, giń ścierwo i zostaw mojego arbuza! W tamtych wersjach jest to schludnie wyglądający tytuł i do tego z prędko zasuwającym bohaterem. A jak ma się Paranoia Picnic na TI-99? Niestety jest to prawdziwa abstrakcja dla gracza. Absurdalna kolorystyka, bohater wyglądający jak zombie, bardzo uproszczona oprawa graficzna, która przecież już w oryginale od Synapse Software nie rzucała na kolana. Dodajcie do tego wolniejszą rozgrywkę i macie prawdziwą paranoję, której radzę unikać…


PITFALL!Texas Instruments przegląd gier

(Retroclouds 2009)

Zupełnie inaczej ma się sprawa z pierwszą częścią przygód legendy Activision czyli Harry’ego Pitfalla w wersji na Texas Instruments. Jest to moim skromnym zdaniem – najlepsza wersja tej gry dostępna na domowe mikrokomputery i nie dziwota, gdyż to nowość z 2009 roku stworzona przez firmę Retroclouds. Oczywiście jest ona bardzo wierna oryginałowi pod względem rozgrywki i w dalszym ciągu jest to hardkorowo trudna gra zręcznościowa. Harry będzie skakał po łbach krokodyli, unikał skorpionów czy huśtał się na lianach i wpadał w wielkie dziury. Wartości dodane tej wersji w stosunku do ogrywanych przeze mnie w młodości edycji na Atari i Commodore nie spowodują u gracza opadu szczęki i popuszczenia zwieraczy, ale łatwo dostrzec lepszą kolorystykę oraz większą postać naszego poszukiwacza przygód. Grywalność stoi jednak na zbliżonym poziomie i kto wychował się na tej grze w młodości będzie zadowolony. Powiem wam, że za młodu kończyłem Pitfalla II bez żadnych ułatwień, niestety jedynki nigdy mi się nie udało, chociaż bardziej ją cenię od kontynuacji. W przypadku pierwszej części na TI-99 było podobnie – poległem niczym mięso armatnie. Szybko i zgodnie z planem robiłem głównie za pożywienie dla krokodyli…


POLE POSITIONTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1984)

Uwielbiałem za młodu wyścigi Formuły 1. No, może nie wszystkie, lecz głównie te w atarowskiej konwersji znanego przeboju z automatów arcade czyli świetnym Pole Position. Były to dla mnie jedne z najbardziej grywalnych wyścigów, których grafika wydawała mi się wówczas piękna niczym z pocztówki… Nad wersją na Komodę także spędziłem kiedyś sporo czasu i tutaj także znajdowałem pęd szybkości oraz mocnego kopa adrenaliny. Jak te klasyczne wyścigi zostały odzwierciedlone na bohaterze naszego dzisiejszego wpisu? Rzekłbym nieźle. Da się pograć, chociaż grafika jest tutaj najbardziej uproszczona i kanciasta ze wszystkich wcieleń tej gry z jakimi miałem przyjemność obcować. Jednokolorowe bolidy naszych rywali tylko potęgują wrażenie kiepskiego portu całości, a mimo to grając na RETROnizacji całkiem przyjemnie wchodziło mi się w kolejne zakręty. I kolejne, i następne i przejechałem nawet kilka okrążeń. Dopiero w domu odpaliłem sobie inne, domowe wersje tego przeboju i wtedy braki w oprawie konwersji na TI-99 rzuciły mi się w oczy. Niezła gra, głównie dla miłośników oryginału. Można pojeździć, ale pościgajcie się lepiej na bardziej popularnych w Polsce mikrokomputerach.


ROBOTRON 2084Texas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Robotron. Gra kult. Świetna strzelanina na arenie. Mroczny, wręcz cyberpunkowy klimat. Prosta grafika i dynamiczna rozgrywka. Wyborny po dziś dzień szpil. Świetne wybuchy i efekty dźwiękowe. Taki Defender tylko, że z bohaterem w roli głównej zamiast myśliwca. I najważniejsze – pierwsza strzelanina na dwie gały w historii. Świetny to był pomysł poruszać się w jednym kierunku, jednocześnie strzelając laserami w zupełnie innym. Podbiło to niesamowicie grywalność tego wielkiego przeboju. Przynajmniej tak było w salonie gier oraz w najlepszej konwersji tego hitu na Małej Atarynie, gdzie także można było szarpnąć dwoma dżojami. Do tego tamta wersja miała odgłosy i wybuchy jak w oryginale. Na komciu było troszku gorzej, dużo wolniej i ze słabym dźwiękiem, lecz całkiem grywalnie. A na Texas Instruments? Jest dobrze, jednak nie bez wad. Na plus należy zaliczyć dynamikę tej strzelaniny, dźwięki podobne do oryginału oraz grywalność, która trzyma poziom. Do minusów zdecydowanie należy uboga kolorystyka (jednokolorowi przeciwnicy), całkowity brak efektu rozpadania się na części naszych przeciwników – czyli rozpikselizowanych wybuchów. Z przyjemnością jednak zezłomowałem trochę mechanicznego ścierwa w tej wersji Robotronu. Po prostu dobra gra, której jednak dużo brakuje do najlepszej atarowskiej konwersji. Oryginał zaś to przekozak, legenda i kult w jednym po dziś dzień.


SHAMUSTexas Instruments przegląd gier

(AtariSoft, 1983)

Jako wielki fan Robotrona powinienem być także wielkim fanem Shamusa? Ten, kto grał w tę grę zapewne potwierdzi, ponieważ ta labiryntowa strzelanina, to taki komnatowy Robotron. No, ale najwidoczniej nie łatwo jest udanie kopiować najlepszych, gdyż nigdy nie uważałem Shamusa za jakąś wyjątkową rozrywkę. Ot, taka sobie strzelanina, w którą można było pograć przez 15 minut. Bez wypieków na twarzy i zbytniej adrenaliny. Gra jakich wiele. Nawet najbardziej kolorowa i szybka wersja na Komodę, to było dla mnie – włącz, pograj, wyłącz, zapomnij. Ale skoro przeglądam gry na Texasa i rzucił mi się w oczy ten tytuł – to czemu nie spróbować po raz kolejny? No i jak wrażenia? Włącz, pograj chwilę, wyłącz, zapomnij. I nie jest to wina konwersji, tylko według mnie dosyć przeciętnej jakości tej gry na wszystkie systemy. Port na TI-99 jest bardzo zbliżony do atarowskiego, z tym, że podobnie jak w wielu innych grach na tę platformę – znowu mamy jednokolorowych wrogów. I odgłosy dźwiękowe, przy których pierdzenie to wręcz orkiestrowa symfonia. Pochodziłem trochę chłopkiem kowbojem po labiryncie i zniszczyłem kilka cyborgów czy dronów. Zieeew. Nic specjalnego.


STAR WARSTexas Instruments przegląd gier

(John Phillips, 1984)

Nigdy nie uważałem wektorowych, ośmiobitowych gier na podstawie Gwiezdnych Wojen za warte uwagi. Powiem więcej, srogo się na nich rozczarowałem swego czasu, chociaż próbowały ukazać nam wydarzenia z filmu z perspektywy pilota X-Winga i było to wówczas dosyć nowatorskie rozwiązanie. Żadne konwersje na Atari czy Commodore nigdy nie przyciągnęły mojej uwagi na dłużej. Lepsza od nich wersja automatowa także. W przypadku programu na Texas Instruments jest jeszcze gorzej. Odpowiedź jest jednak prosta – jest to nieoficjalny port tej gry wydany przez miłośnika gwiezdnej sagi. I to widać. W tej grze nasz kosmiczny myśliwiec nie lata tylko stoi w miejscu, a przeciwnicy nadlatują  z naprzeciwka. Gwiazdy są na stałe przyklejone do nieboskłonu, zaś my celowniczkiem kosimy wrogów. Tylko tyle. Nie ma tu kolejnych plansz, wielu przeciwników, lotu wewnątrz Gwiazdy Śmierci. Prosta, pewnie napisana w Basicu gra na punkty. Ciekawostka i nic więcej.


PODSUMOWANIE

W cudownym retro klimacie zaprojektowano pudełka z grami na TI-99/4A. Tutaj Defender.

Na zakończenie chciałbym jeszcze raz podziękować mojemu przyjacielowi Nekroskopowi, dzięki któremu mogłem położyć łapska na dżoju wetkniętym w Texas Instruments 99/4A. Gdyby nie on, to pewnie nigdy bym na tym fikuśnym instrumencie nie zagrał. Bardzo udanie spędziliśmy kilka godzin udając amerykańskie dzieciaki z początku lat 80-tych. Powiem, że przez chwilę sprzęt połechtał moje ego kolekcjonera i zakołatała mi w głowie nawet chęć jego posiadania. Po namyśle jednak stwierdziłem, że retrogratów w mojej norze jest już dostatek. Podsumowując, bardzo ciekawy mikrokomputer, z wybornym wyglądem i klimatem wczesnych lat 80-tych wylewającym się z ekranu podłączonego do niego monitora. Uwielbiam to! A jakość samych gier? Różna, panie i panowie, różnista, raz kieprawa, niekiedy zajebista. Najlepsze tytuły to zdecydowanie Donkey Kong, Flappy Bird i Pitfall. Bez dwóch zdań. Bardzo udany jest także Defender, zaś Moon Patrol, kiedy go ujrzałem pierwszy raz zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Niestety tempo akcji jest w nim zbyt wolne i te parszywe skoki…. Dobrymi produkcjami są oczywiście Jungle Hunt czy Robotron, a nawet Miss Pac-Man, zaś kto lubi wyścigi z przyjemnością wcieli się w Alaina Prosta czy Ayrtona Sennę i pojeździ w Pole Position. Resztę wymienionych przeze mnie gier można sobie darować i poprzestać tylko na czytaniu o nich. Myślę, że amerykańskie małolaty były zadowolone, że pomiędzy swoimi świetnymi szkolnymi programami mogły włączyć niektóre przeboje znane im głównie z salonów gier.

A tutaj księżycowe pejzaże Moon Patrol. Na wypasie!

Jestem bardzo zaciekawiony jakie gry zaprezentujesz mi Nekroskopie na rozszerzoną pamieć tego komputera? Mam prośbę jeżeli to możliwe – chętnie pograłbym w jakieś teksańskie nowości! W takim razie jesteśmy umówieni na kolejną równie owocną teksańską masakrę retro instrumentem? Do zobaczenia!


PS. We wpisie dużo dla siebie znajdą także wielbiciele zarówno Atari XL/XE jak i Commodore 64. Dlatego, gdyż do tychże wersji opisywanych tu gier najczęściej porównuję konwersje hitów z Texas Instruments.

PS2. Screeny oraz wiele materiałów w tym wpisie pochodzi z najlepszej strony o grach na ten komputer czyli – TI-99/4A VideoGame House.

O RetroBorsuk 229 artykułów
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.