Recenzja | Kangurek Kao: Runda 2

Kangurek Kao 2 recenzjaNadwiślański Kangur atakuje po raz drugi zamaszyście kręcąc przeszczepami!

Jako że pochodził z kraju w którym ludziom się powodzi tylko wtedy gdy podnosi się poziom wody w rzece, to nie miał łatwo. Pierwsza część jego przygód była bardziej projektem studenckim niż pełnoprawną grą i tylko dzięki dodawaniu krążków do prasy dziś ludzie go pamiętają. Nostalgia to niezła dziwka, co odkryłem przy okazji recenzowania jedynki, która jest (delikatnie mówiąc) niegrywalna. Magia wspomnień młodzików, którym rodzice kupili PC i numer CyberMychy „do nauki” zrobiła jednak swoje. Przypadek pierwszego Kao jest podobny do Franko z Amigi, niby gówno, ale ludziom swojsko pachnie. Dosyć jednak z użalaniem się nad korzeniami kangurzej serii, dziś staramy się zapomnieć o tym, dziś dajemy nową szansę wraz z nową grą. Let’s Get Ready To Rumble!!

„Ja to pana widziałam we wszystkich filmach: i polskich, i zagranicznych, i amerykańskich…”

Od czego tu zacząć? Zwyczajowo wypadałoby o fabule słów kilka wspomnieć, tej w jedynce w sumie nie było, teraz Kangur nieco nadrabia. Zły myśliwy zapuszkował zwierzęcych kumpli żółtka i chce ich wywieźć na handel. Kao na takie geszefty się nie zgadza i postanowił ich odbić. „Dawaj na ring, wierutny dzbanie!!!” miał zakrzyczeć, ale myśliwy spieprzył i teraz naszym zadaniem jest uzbieranie kapuchy na przekupienie bramkarza pilnującego przejścia – tyle, ot cała historyja. Wiemy już że z wieszczami nie mamy do czynienia, no ale głównie chodzi tu o gameplay i o dziwo zdradzę już teraz, że jest dobrze!

Kangurek Kao 2 recenzja

Każdy szanujący się platformer przede wszystkim mechaniką stoi, a świetna fabuła jest zarezerwowana tylko dla wybitnych dzieł w tym gatunku. W wywiadzie jakiego udzielił Wojtek Biliński z Tate Multimedia wynikało, że byli w tym czasie mocno zapatrzeni w Rayman 2 the Great Escape, czyli jakby nie patrzeć w jednym z najlepszych przedstawicieli platformowego skakania. Jak podglądać to tylko od najlepszych, choć można się sparzyć  niczym Ikar mierzący zbyt wysoko. Fabuła jak już wiemy nie dała rady, szczególnie przy tej z Ray’a, ale mocno widać inspiracje światem Michela Ancela. Pierwsze misje w lesie mają klimat i stylistykę, która każdemu miłośnikowi R2 od razu przypomni chwile spędzone z tytułem Ubisoftu. I już w tych pierwszych momentach gry czuć, że jest dobrze, że koszmar minionej nocy minął. Zamiast ciasnych korytarzy dostaliśmy poziomy w trójwymiarze, nadal może nie są to wielkie otwarte połacie terenu, ale jest już pełen trójwymiar przestrzeni po której się poruszamy. Inspiracje innymi tytułami fan platfusów będzie widział często, dominują tu odniesienia do R2, ale i np. bardzo znana roślinka ze świata największego hydraulika w historii gier też się znajdzie.

Są też poziomy znane z Crash Bandicoota, w jedynce powaliło je dupiate sterowanie, ale w rundzie drugiej znów torbacz się rehabilituje! Zapewne znacie kultową scenę z Indiana Jones’a w której goni go olbrzymi głaz, w Crashu zawsze były plansze w których coś olbrzymiego goni rudzielca. Kamera z przodu bohatera, szybkie tempo i parcie do przodu na złamanie karku na ślepo bo kamera skupia się na tym co jest za nami, a nie przed nami. Kao 2 też ma takie atrakcje i nie raz serwuje nam ucieczkę. Olbrzymi niedźwiedź goniący nas po lesie, walące się ruiny świątyni, zjazd po ośnieżonym stoku – kurde z trudem przechodzi mi to przez klawiaturę, ale Kao ma moc! Takie etapy „uciekane” jak je nazywam zostały też zmodyfikowane, czasem uciekamy widząc wszystko z boku, a czasem naturalnie kamera zawieszona jest za plecami bohatera, jak na screenie z palącym się mostem linowym. Są one fajnie wplecione w całość, w końcu coś z czegoś wynika, chłopaki ogarnęli związki przyczynowo skutkowe i przygoda ma swój ciąg i spójność. Nie są to losowo potworzone plansze i zadania jak w jedynce, która była bez ładu i składu. Widać że był tutaj jednak jakiś zamysł na całość.Kangurek Kao 2 recenzja

Uczenia się na błędach część kolejna, bo Kao na sali treningowej w końcu spędził odpowiednią ilość godzin. Podoba mi się że wyciągnięto wnioski z głupich „one-hit-death” przejazdów pojazdami wszelkimi. W pierwszych przygodach wystarczyło zahaczyć o cokolwiek i etap w dupie, a przeszkody ruchome zajmowały ¾ toru, do tego nie był to wyścig tylko przejazd i emocje już totalnie opadały niczym na grzybach w marcu. Tutaj mamy wyścig, mamy tolerancję błędu i jest w końcu grywalnie. Grywalnie do tego stopnia, że żałuję że właściwie mamy tylko jeden taki etap. Zrobiono fajną fizykę i pomysł, ale nie wykorzystano tego należycie, szkoda bo pościgałbym się częściej. Atrakcji jest tutaj jednak dość dużo, niby chciano już w jedynce ten efekt uzyskać, ale dopiero teraz Kangurowi wyszło. Co chwila torbacz będzie coś innego starał się robić i będzie zmuszał nas do zmiany gameplayu. O wyścigu i pościgu już było, będzie też pływanie, grindy na desce, dziwne człapanie na pelikanie, akcje ala Snake z MGS w kartonie (tu skrzynce), czy spływ rzeką w beczce. Trochę program treningowy żółtek sobie urozmaica, to dobrze bo nie ma nudy (w poniedziałek jest oczywiście klata – tradycja zobowiązuje).

„To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie, mówimy, to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo!”

Baaardzo miłym zaskoczeniem jest też w końcu poprawne sterowanie. Nadal nieco analog za czuło chodzi, detekcja kolizji nie jest idealna, a kamera potrafi się zgubić, ale w końcu możemy mówić o przyzwoitym sterowaniu. Kao skacze tam gdzie chcemy, idzie tam gdzie chcemy i w 90% przypadkach nawet uderzy tego kogo chcemy! Jedynie pijany pelikan stwarza mocne problemy i trudno go ogarnąć, ale chyba w założeniu taki miał właśnie być. To są podstawowe sprawy, można by myśleć że oczywiste, ale znów wracam pamięcią do jedynki… do tego pokuszono się o „elementy rpg” jak to teraz się ładnie mówi. Wraz z gromadzeniem znajdziek (tu gwiazdek) Kao mocniej uderzy, dłużej się pokula i wyżej skoczy, miły akcent. No i okazjonalnie Kao rzuci również bumerangiem.Kangurek Kao 2 recenzja

To całe takie chwalenie Kangura Kao jest nieco nad wyrost, bo odnosi się do progresu w stosunku do dna z jedynki. On z zapchlonego garażu Mietka przeskoczył w końcu do sali treningowej dla lokalnych sportowców. Gra jest bardzo poprawna, przyjemna i do zaakceptowania, ale z pewnością nie jest wybitna i raczej nie wnosi niczego do gatunku. Jest jednak jeden moment w grze w którym jest czymś więcej niż „dobrym platformerem”, są to pojedynki z bossami. Tutaj Kao wali w nas sierpowym bez ostrzeżenia i pokazuje że bez walki się nie podda. Bossowie są świetni, tak jak przystało na ten gatunek wymagają zwinności, rozkminienia ruchów i słabych stron przeciwnika, walka nie jest jednostajna, jest kilkuetapowa. Każdy z adwersarzy jest inny toteż zawsze czymś zaskoczy wyciągając asa z rękawa. Czy to efektownie świecący szaman któremu trzeba rozbić barierę ochronną, czy to niezdarny kapitan piratów wysługujący się załogą podczas, gdy samemu wpada drewnianą nogą w szczelinę, zawsze byłem zadowolony z pojedynku. Tutaj przeciętności nie ma, tutaj było coś więcej.

Skoro tak chwalę, to pochwalę również szatę graficzną. Na serio wygląda tu wszystko ładnie, barwny, wesoły świat jak z dobranocki może się podobać. Jak już przy dobranocce jesteśmy. Nie wiem czy to podświadomie sobie ubzdurałem, czy tak na serio jest, ale momentami stylistyka poziomów i postaci przypominała mi bajki Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. Wiecie, tych od Bolka i Lolka, Reksia, Porwania Baltazara Gąbki i … Kangurka Hip-HopTe pocieszne animacje bez przemocy żyją trochę w Kangurku, gdy zobaczycie przeciwników takich jak Bieszczadzki Gwałcimir z toporkiem to zrozumiecie o co mi chodzi ;). Nie wiem czy to było zamierzone, czy ja to sobie ubzdurałem, ale duży plus za to!

Kangurek Kao 2 recenzja

„Jedziecie do stolicy kraju kapitalistycznego. Który to kraj ma być może nawet tam i swoje… plusy. Rozchodzi się jednak o to, żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów!”

No ale pora wstrzymać konie, bo teraz trochę krytyki. Nie wiem jak się ma to do polskiej wersji językowej bo ja grałem po angielsku na PS2, ale dialogi są koszmarnie nagrane. Kto był akurat pod płotem to nagrał kompletnie bez wyrazu swoją kwestię, już pomijam sam tekst bo jak już sobie powiedzieliśmy – z wieszczami nie mamy do czynienia. Muzyka w tle jakaś była i tyle mogę powiedzieć, z tydzień temu przeszedłem tą grę, ale nie pamiętam absolutnie ani jednej melodii, kiła. Jest też absolutny brak poziomu trudności. Nie chodzi mi o to że gra jest łatwa, była kierowana m.in. do młodzieży czytającej CyberMychę więc nie czepiam się tego. Chodzi o to że tutaj każdy poziom ma ten sam stopień trudności. Wiecie, im dalej w las tym na ogół się stopniuje wszystko i bywa trudniej, wiesz że jesteś dalej i musisz mocniej się starać, nabierasz skilla. Tutaj jest bez znaczenia czy grasz w pierwszej, czy ostatniej planszy, poziom trudności pozostaje bez zmian. Największa bolączka to jednak czas gry. Po równo czterech godzinach szpilania zobaczyłem napisy końcowe i na liczniku miałem 96%. No kurde jak to ma być najbardziej rozbudowana część serii… Mogli dać więcej wyścigów motorówką to byłoby te 30 minut więcej. No słabo to wygląda, a gra niczym nie zachęca do ponownych odwiedzin, nie ma tam nic co by mnie interesowało gdy już oklepałem myśliwego. No bo kilka prostych minigierek do odblokowania raczej trudno nazwać zachętą. Kao 2 jest niemal jak „słynna” walka Gołoty – można zobaczyć w Teleexpresie.

Jak widać walka nie była zakontraktowana na 12 rund, nie jest to waga ciężka, a mistrzowie jak Jak & Daxter, czy Super Mario Sunshine po jednym ciosie poślą Kao na deski i dorzucą w pakiecie reanimację. Kategorię niżej mamy takich zawodników jak Ty the Tasmanian Tiger, czy Whiplash i szczerze mówiąc tutaj Kangur również nie podskoczy za wysoko. Gra on zatem w trzeciej lidze gdzieś pomiędzy Blinxem a Treasure Planet. Mimo krótkiego czasu gry, daremnej fabuły i dialogów, byle jakiej warstwy audio, czy małych perypetii ze sterowaniem postanowiłem dać żółty retrometr. W dużej mierze doceniam olbrzymi postęp jaki chłopaki poczynili względem jedynki. Walki z bossami to coś pięknego, grafika i stylistyka również zachwyca. Etapy z ucieczkami, fajny wyścig… tutaj rzeczywiście był potencjał na mocne rozbudowanie serii, ale niestety już przy pracy nad trzecią częścią brakło po prostu wydawcy z kasą (dlatego została już wydana tylko na PC i jest ponoć krótsza…). Kangur po trójce zawiesił rękawice na kołku, kurde… rzeczywiście szkoda mi Kao, a po jedynce wcale bym tak nie napisał. Szkoda też że nie mamy tu etapów z PSP o czym za chwilę w ciekawostkach.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation 2/2018

3 słowa do gracza: Niby prosty platformer jakich wiele, ale walki z bossami i stylistyka potrafią zachwycić


„Czy konie mnie słyszą?!”

Ciekawostki:

» cała trylogia Kangurka Kao wyszła na PC w formie kompilacji pt. ŚWIAT KANGURKA KAO

» druga część wyszła stacjonarnie na PC, Xboxa, PS2 i GameCube, ale miała też swój kieszonkowy port na PSP pod tytułem Kao Challengers. Nie był to jednak port 1:1, był tam specjalny tryby battle i wyścigi, które wykorzystywały możliwości podłączenia kilku konsolek ze sobą. Były też dodatkowe trzy etapy + boss, które stylistyką mocno przypominają klimaty Raymana w 3D. Tak więc jeśli ktoś jeszcze w Kao 2 nie grał, to port z PSP wydaje się bardzo ciekawy.

» wersja na PC jest w pełni spolszczona (podłożono również głosy), konsole takiej wygody nie mają. Ale znów wyłamała się pozytywnie wersja PSP, gdzie mamy polskie napisy… nieoficjalnie, plik znajdziecie tutaj. Podobno wersja polska w PSP już jest na płycie, ale „oficjalnie” do wyboru z menu tego nie ma, dziwne.

» poniżej możecie zobaczyć trzy okładki gry, po prawej polska wersja PC, w środku PAL konsole/PC, a po lewej NTSC konsole, czyli big guns dla hamerykańców, której wariacja jest również w Kao Challengers. Szczerze mówiąc okładka w PAL’u nie zachwyca i mogła wielu klientów zniechęcić (na żywo wygląda jeszcze gorzej).

Kangurek Kao 2 recenzja

» wszystkie gry z serii Kao sprzedały się łącznie w liczbie ponad 700.000 egzemplarzy

  • cytaty pochodzą z filmu Miś Stanisława Barei, ale to pewnie wszyscy doskonale wiecie

Inne artykuły:

Zapomniane Szpile #4 | Fragile Dreams: Farewell Ru... Widzimy się znowu w czwartym etapie cyklu „Zapomniane Szpile”. Zgodnie z tym, co zapowiadałem w zeszłym miesiącu - dzisiaj gra z zupełnie innej platfo...
Gramy Na Gazie + Legendy Salonów Gier | Defender i... W dzisiejszym odcinku Gramy Na Gazie oraz w obszernym wpisie przedstawimy prawdziwy kult i legendę w jednym. Jedną z najważniejszych i najbardziej dyn...
Recenzja | de Blob Szaro buro wszędzie co to będzie, co to będzie. Nadejdzie czas, gdy żelatynowy bohater z kolorem przybędzie! Szaro buro i ponuro, czyli Chroma City...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox