Recenzja | Sonic Adventure

sonicadvminiPewnego dnia w Dżapanii, kraju znanego z fermentacji wiśni pewien pracownik związany z Segą wpadł na niecodzienny pomysł podczas kontroli jakości owej wiśni. Sprawmy by jeż był niebieski! – powiedział, niech on nie zbiera tych liści na kolcach, niech zbiera obrączki – powiedział, niech go już nigdy auto nie rozjedzie, niech biega z prędkością ponaddźwiękową – powiedział. A jak Dżapańczyk powie, to zrobi, bo to lud pracowity jest. Kilka lat po tej burzy mózgu całe grono Dżapańskich kontrolerów jakości wiśni w biurach Segi uznało, że pora niebieskiego jeża odpowiednio nadmuchać i wprowadzić w trójwymiar niech nie będzie już taki płaski – powiedzieli, a jak powiedzieli, to zrobili, bo to lud pracowity jest.

Sonic Adventure był dla naszych kontrolerów oczkiem w głowie, będzie przełomowy i bardzo dochodowy – powiedzieli i tak też zrobili, bo to lud pracowity jest. Gra została najlepiej sprzedającym się tytułem na DC, była jednym z motorów pociągowych na starcie tej platformy, ludzie płakali ze szczęścia, gdy obcowali z jeżem… bo to lud pracowity jest i na baby nie ma czasu. Mijają lata, ale gry jak wiśnie, nie zawsze dojrzewają godnie na starość, jak było tym razem?

Oh wow! It’s changed shape! Did you see that?

Przejście klasyków z 2D do 3D wydawało się na przełomie wieków nieuniknione – Rayman, Gex, Mario, Link – wszyscy pakowali. By Dreamcast jako konsola dał czadu przed premierą PlayStation 2 i spółki, przywiązał do siebie dostatecznie dużo ludzi, by nie w głowie były im psoty z konkurencją, musiał wytoczyć największe działa. Lekko przeleżały na Saturnie ikoniczny bohater powraca z przytupem i ponaddźwiękowym grzmotem. Sonic jest znów w mieście, akurat by zobaczyć atak dziwnej kreatury, której na imię Chaos. Za wskrzeszenie tej pradawnej istoty odpowiada Dr Eggman, znany również jako Dr Robotnik (bo to lud pracowity jest). Istota żywi się szczególnymi klejnotami, które sprawiają, że mutuje w coraz potężniejsze formy. Sonic sam kontra taki stwór? Nasi kontrolerzy rzekli niech on sam nie będzie, przyjaciół mu dajmy więc – powiedzieli, zrobili. Nie grasz samym Soniciem, grasz sześcioma postaciami, każda ma swój odrębny scenariusz i styl gry, ale jednocześnie każda jest powiązana z tymi samymi wydarzeniami i pokazuje je z swojej własnej perspektywy. Wprowadza to duże pole manewru, ale i przekombinować można (tak Spyro 3, patrzę na Ciebie!).sonicadv1

Niech on nie biega cały czas, niech sobie pozwiedza i odpocznie trochę – niestety, powiedzieli to zrobili. Prócz esencji Sonica, czyli tego o czym akapit niżej napiszę (ostrej jazdy przeplatanej skakaniem po platformach) postanowiono wprowadzić elementy przygodowe, bo w końcu powiedzieli Adventure i zrobić musieli. Polega to na tym, że mamy do dyspozycji 3 poziomy przygodowe (miasto, dżungla, statek powietrzny) i na nich przemieszczamy się pomiędzy poziomami właściwymi oglądając cutscenki, gadając (linie dialogowe są denne) i okazjonalnie podnosząc jakiś kamień-klucz, by zanieść go do miejsca X, które otworzy przejście dalej.  Nie jest to w ogóle potrzebne, sprawia wrażenie wsadzonego na siłę, powoduje masę błędów (o których później), jest mega powtarzalne bo każdą lokację zwiedzisz sześcioma postaciami i dodatkowo co chwilę się coś wczytuje. Te tereny nie są duże, ale podzielono je na strefy dodatkowe, a przejście z jednej w drugą to loading, loading i jeszcze raz loading. Aż prosi się o mapkę dołączoną do instrukcji by niepotrzebnie nie latać, ale jej nie ma (dobrze, że jest kilka punktów w których dostaniesz podpowiedź). Czaisz już do czego to zmierza? Masz kilka postaci do zaliczenia, powtarzają się lokacje, cutscenki, dialogi, bossowie, a nawet całe misje – co za recykling! Może przejdźmy już do postaci i ich etapów…

Sonic jak Sonic, to gwarancja dobrej i szybkiej rozgrywki. Zaznaczyć należy, że nie każdemu fanowi platformerów ta seria w ogóle musi przypasować, ponieważ w odróżnieniu od większości niebieski nie stawia na eksplorację, a na szybkie i efektowne przedostanie się z punktu A do B. W kąt ciśnij chęci szukania znajdziek, masz zapiąć pasy i zapierdalać, czasem nie do końca wiesz co się dzieje i czy to przerywnik, czy grasz. By uzyskać jak najlepszy efekt wyciśnięto maksymalnie dużo z podkładów mocy Dreamcasta i możemy nie raz przetrzeć oczy ze zdumienia i dziś. Niech on będzie spektakularny! – oj jest. Sławna akcja z orką to dziś obrazek przelatujący nam przed oczami gdy myślimy o tej grze, ale dla mnie apogeum wszystkiego było na autostradzie. Co tam kontrolerzy za akcje dali! Musieli nieźle testować wiśnie tego dnia. Latamy z niesamowitą prędkością zwijając asfalt niczym sołtys w Zadupiowicach Małych na noc, wspinamy się po platformach na wieżowiec, by na koniec na łeb na szyję lecieć w dół po szklanej fasadzie drapacza chmur i to wszystko w zaledwie kilka minut – jest moc! Często mamy efektowne pętle, kilometry trasy, skaczemy na wysokościach i szybko rozprawiamy się z wrogami. Czasem pojawi się jakaś minigierka jak pinball (uwielbiam stół z Nightsem), czy efektowny zjazd deską po zaśnieżonym stoku uciekając przed lawiną i rakietami. Chciało by się więcej i więcej, niestety scenariusz jeża jest tylko jednym z kilku i trwał ok 3 godzin (głównie dlatego, że to pierwszy jaki ograłem i uczyłem się „mapy i jej zasad”). Król jest tylko jeden, a nam oddano do dyspozycji cały dwór nie szczędząc stajennych i błaznów.sonicadv2

Kogo my tam jeszcze mamy? Tails zapieprza równie szybko co niebieski i do tego potrafi latać, cel jego misji to głównie dotrzeć do końca przed Soniciem wykorzystując właśnie latanie do robienia skrótów. Większość jego poziomów to okrojone poziomy jeża, ale i drobny akcent tylko dla siebie dostał (i to dobry!). Generalnie ta postać grywalnością dorównuje głównemu herosowi, ma nieco krótszy scenariusz, ale wybija się na tle reszty. Knuckles w swoich kilku planszach ma za zadanie znalezienie trzech ukrytych kryształów w obrębie areny, nie jest szybki, ale może chodzić po ścianach i szybować w powietrzu, więc idąc za irytującym sygnałem dźwiękowym sensora szukasz znajdźki (arena nie jest duża, a kryształy nie są wymyślnie pochowane). Amy musi uciekając przed goniącym ją robotem (nie goni jej cały czas, tylko w wybranych sekcjach poziomu) dostać się na drugi koniec poziomu, jej głównymi umiejętnościami są kolejno: kręcenie wajchą i uderzenie młotem.

Dummies, dummies, dummies, DUMMIES! NONE of you got the right one!

Robot Gamma jest już wyższą szkołą jazdy, musisz (uwaga, skup się bo nie ogarniesz) przycisnąć przycisk na padzie i iść do przodu… wtedy robot namierzy laserem wrogów i puszczając przycisk do nich strzeli. Wisienką na torcie jest Big the Cat, mocarz pierwszej wody w zupie kąpany. W grze o ponaddźwiękowym jeżu kontrolerzy z czasem powiedzieli cały czas szybko, niech będzie wolno – zrobili. Big łowi ryby! Czaisz!? Łowi ryby! Czy wyobrażasz sobie coś wolniejszego w grze nastawionej na szybkość? Chyba tylko symulator czekania na przystanku. Criterion w Burnoutach mógł dodać symulator europalety! Musisz znaleźć stawik w którym pływa żaba z ogonem (bo łowić ryby nie ma sensu, chodzi o tą konkretną żabę), zarzucasz wędę, manewrujesz przynętą, gdy żaba się zainteresuje musisz w odpowiednim momencie pociągnąć linkę, a potem popuszczając i wciągając żyłkę wciągnąć zdobycz na ląd. Ten scenariusz wymaga cierpliwości i najlepiej samotności bo kurwiłem siarczyście jak mi żaba linkę zerwała. Podsumowując ten element miniretrometrami scenariusz Sonica i Tailsa – zielony, Amy i Knuckles – naciągany żółty, Gamma – czerwony, Big – zara bede.sonicadv3

Chciałbym jeszcze jednej rzeczy poświęcić uwagę, coś co rzutuje na całość i nie pozwala o sobie zapomnieć bo występuje na każdym kroku – niedoróbki techniczne. Dajmy dużo, dużo i dużo, ale pamiętajcie, że za miesiąc premiera – powiedzieli to zrobili, bo to lud przepracowany jest. Terminy gonią, plany są ambitne, postaci się namnożyło, środowisko 3D lekko przespali na Saturnie, nie są w nim biegli, oczekiwania rosną z sekundy na sekundę, nie może być dobrze. Właściwie od początku do końca gry walczysz z drobnymi i większymi błędami, kamera świruje, sterowanie jest sztywne, postacie przyczepiają się do obiektów, wylatują za plansze, tekstury się przenikają… Może na przykładzie – biegniesz Soniciem i chcesz poczuć prędkość, ale Sonic do każdej przeszkody/ściany się przyczepia i wytraci tą prędkość. Pływasz Bigiem pod wodą, ale jest duży i zaklinuje się między kamieniami, co gorsza zaklinuje się tam żaba i musisz restartować etap (w pizdu cały czas poświęcony na łowienie). Szybujesz Knuckles’em, ale wylatujesz za ekran i tracisz życie. Amy spowolnili by nie dorównywała Tailsowi i Sonicowi, ale zapomnieli o czymś, nie zwolnili tylko biegu, ale i zwolnili chodzenie, przez co Amy ma problem wejść pod górkę… bo to lud przepracowany jest.

All’s well that ends well, right?… Sonic?

Ocena Sonic Adventure jest trudna, bo jest to bardzo nierówna gra. Z jednej strony spektakularne akcje i animacje po których ówcześni gracze lacie przez głowę z wrażenia ubierali. Jest też świetna muza, która jest jedynym elementem do którego się doczepić absolutnie nie mogę (głosy postaci podłożone, zróżnicowane kawałki od gitarowych tracków z pazurem po rapsy i elekto-pląsy), czas gry też jest ok bo przejście wszystkimi zajęło mi ok 10 godzin (za drugim podejściem pewnie drastycznie to spada bo wiesz co i jak), grafika zapewne wypalała oczy jak ten jeż wjechał pierwszy raz do bambusowego salonu metr na metr gdzieś pod Osaką. ALE, ALE! To danie jest tak dziurawe, że farsz wyleciał zanim się je zjadło. Bossów jest słuszna ilość, ale nie jakość, większość to wariacja „biegaj aż będzie twoja kolej by uderzyć”, a walczysz głównie z Chaosem i Robotnikiem. Niepotrzebnie wprowadzono kompletnie „niesonicowate” postacie przez co jest mało Sonica w Sonicu! Przy graniu Bigiem miałem autentycznie poczucie, że marnuję swój czas i żaden pracowity Dżapańczyk mi go nie zwróci. Grałem już w mini-gierki z łowieniem ryb w Breath of Fire IV, ale tam było to zrobione na zupełnie innym poziomie, było to wręcz przyjemne (inna sprawa, że jrpg z turowym systemem walki to nie platformer nastawiony na szybkość, tam to bardziej pasowało). sonicadv4

Powiedzieliśmy i zrobiliśmy, pora odpocząć, chodźmy na huśtawkę – powiedzieli, więc poszli. Podczas grania miałem właśnie taką huśtawkę, ale wrażeń. Polubiłem „nieeksporacyjny” tryb grania w Sonicu, do sterowania przywykłem i cholernie mi się ta prędkość spodobała, poczułem „tego” ducha Segi o którym mówią fani niebieskich. Jednak kompletnie nie odczuwałem żadnej przyjemności z grania połową świty. Nie da się skupić na opisie samego Sonica, bo nie jest on główną częścią gry, inne postacie są bardzo mocno wyeksponowane, mimo tego, że sprawdziłyby się jedynie jako minigierka. Można powiedzieć „olej resztę Tails i niebieski wystarczą”, ale w ciekawostkach dowiecie się dlaczego nie można ich tak łatwo olać. Nie wystawię żadnego pomnika zasłużonemu, którego z łezką w oku wspominają fani niebieskich, co więcej nie jestem w stanie go Wam szczerze polecić, daję żółty retrometr, bo to nie gra dla każdego. Nie jest też prawdą, że dziś dobrych Soniców już się nie robi, a „kiedyś to było Panie!”. Lepiej bawiłem się przy Sonic Colours na Wii, może wybitny nie był, ale przynajmniej grałem tam Soniciem i nie groziła mi przepaść w którą wpadłem przechodząc z jednego scenariusza w drugi.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Dreamcast/2016

3 słowa do gracza: Bardzo nierówna gra, raz srasz w gacie z radości, a raz masz ochotę zniszczyć kogoś z pracowników Segi.


Ciekawostki:

» jeśli w poziomach (po wcześniejszym ich zaliczeniu) Sonica w których lata obok niego Tails masz drugiego pada podłączonego, to możesz grać Tailsem.

» w grze jest minigierka Chao Garden wykorzystująca specjalne właściwości memorki z DC. W skrócie jest to takie tamagotchi

» Sonic Adventure jest najlepiej sprzedającą się grą na Dreamcasta (prawie 2,5 miliona egzemplarzy)

» Sega skończyła jak skończyła i SA nie był długo exem, wyszedł też na GameCube i PC, a następnie w dystrybucji cyfrowej na X360 i PS3

» podczas misji w Casinopolis Sonickiem możesz zagrać na dwóch fliperach, jeden z nich jest nawiązaniem do gry Nights into Dreams, nawet leci charakterystyczna muzyczka

» po ukończeniu gry na 100% każdą postacią odblokuje się kolejna, ukryta gdzie zawalczymy z prawdziwym ostatnim bossem i zobaczymy prawdziwe zakończenie


Do posłuchania w trakcie lektury:

Sonic Adventure – Choose Your Buddy

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox