Relacja | Pixel Heaven 2019

Obrodziło imprezami spod znaku retro w ostatnim czasie. Bywają okresy, że co tydzień w różnych miastach Polski coś się odbywa. Czasem bywa i tak, że w jeden weekend są dwie albo i nawet trzy imprezy. Tak było i w weekend 17-19.05. W tydzień po Retronizacji 3, odbywały się aż TRZY imprezy – siemianowicki SACP vol. 40, pierwsza edycja opolskiego party Moonshine Dragons oraz odbywający się w stolicy po raz siódmy Pixel Heaven. W związku z tym, że byłem na R3, raczej nie planowałem wyjazdu na Pixela, choć już kilka razy się na niego wybierałem. Planowałem natomiast pojawić się na chwilkę w Siemianowicach, bo SACP jest bliżej i mogę wyskoczyć z domu nawet na dwie, czy trzy godzinki. Niemniej życie samo pisze scenariusze i w środku tygodnia, żona poinformowała mnie, że chciałaby pojechać do Warszawy na szkolenie – okazało się, że jest ono w sobotę i ma tam spędzić pół dnia. Niewiele myśląc stwierdziłem, że warto byłoby się z nią przejechać i zabrać syna, aby odwiedzić w końcu tą huczną imprezę retro-indyczo-gamingową. Zapowiadała się wycieczka na jeden dzień – wyjazd rano i powrót wieczorem, wliczając w to 6 godzin na party. Po sprawdzeniu programu imprezy, ustawiłem sobie plan minimum. Chciałem zobaczyć wystąpienie Loadingów (ekipy znanej z kanału YouTube), przybić piątkę z kilkoma ludźmi, którzy mieli być na pewno w Warszawie oraz zapoznać się ogólnie z tą imprezą. Chciałem móc sobie wyrobić zdanie o tego typu imprezach (niektórzy mówią, że komercyjnych) i zdecydować o wzięciu udziału w kolejnej edycji w pełnym wymiarze lub szarpnięciu się na wyjazd na chyba największą tego typu imprezę w Europie – Play Expo w Londynie.

..::Na miejscu::..

Do Warszawy dotarliśmy bezproblemowo około godziny 11:30 – odstawiliśmy moją żonkę do Wilanowa, a my z Igorem pojechaliśmy sobie na drugą stronę Warszawy i około 12:00 podjechaliśmy na lokalizację. O tej godzinie z parkingiem nie było jeszcze problemu, więc nie musieliśmy długo szukać. Z każdej strony do zajezdni nadciągała duża liczba ludzi. Po przejściu przez bramkę, udaliśmy się do autobusu stanowiącego kasę biletową, gdzie dokonaliśmy szybkiej rejestracji na bilet supporter. Bilet sprezentował mi Arti, który w ostatniej chwili, z powodów prywatnych, musiał zrezygnować z udziału w imprezie. Arti – dzięki za przesłanie wejściówki, fanty supportera niedługo do Ciebie dotrą. Przy kasach spotkałem chalowców – Mandi i Dakti witali się z MarioDJ, który właśnie przybył ze stacji metra i odbierał swoją opaskę na rękę uprawniającą do wejścia na party place. Przybiliśmy piątki i ruszyliśmy w kierunku zajezdni, omijając szerokimi krokami ogromne kałuże powstałe po piątkowych ulewach.

Mapka prezentująca orientacyjne rozłożenie stref na imprezie – dołączana dla supporterów w formacie kartki pocztowej.

Aby wejść do zajezdni należy przejść przez plac, na którym mieściła się strefa gastronomiczna i namiot z zimnym browarem. Chalowcy poszli sobie zakupić coś do picia, a ja z Igorem skierowałem się w kierunku zajezdni. Kątem oka zauważyłem Loadingów, którzy czynili ostatnie przygotowania do swojego wystąpienia. Przywitałem się z Michałem i Marcinem i zapowiedziałem, że będę ich oglądał.

..::Wstępne zapoznanie z lokalizacją::..

Stwierdziłem, że skoro mamy tak mało czasu, to trzeba podejść do zwiedzania strategicznie i najpierw zorientować się, co gdzie jest, a potem odpowiednio zaplanować miejsca, do których udamy się na dłuższe sesje. Po przejściu przez bramy wejściowe od razu natknęliśmy się na sekcję arcade i pinball oraz stoisko z gadżetami z pikseli, koszulkami i książką Piotra Mańkowskiego „Wielka księga gier”, która od razu mnie zaczęła kusić. Kawałek dalej, środkiem rozciągała się już strefa retro, w której szeregi stolików zapełnione były wszelkiego typu komputerami i konsolami. Zaraz na brzegu głównej hali rozłożyła się redakcja magazynu KAPlus – można było zakupić u nich wszystkie drukowane numery ich czasopisma (od #6 do #12) oraz wydanie specjalne na Pixel Heaven – numer zawierający najlepsze artykuły z nie wydanych drukiem numerów #1-#5. Na ich stoisku przycupnął również Raf, u którego można było nabyć zasilacze i inne gadżety do Commodore 64. Przywitałem się z Tomxxem (redaktorem naczelnym KAPlus) i pogadaliśmy chwilę o jego karierze w gamedevie, zaopatrzyłem się w numer specjalny czasopisma i dowiedziałem się, że numer 13 już jest na etapie składu, więc powinien być niebawem dostępny w sprzedaży.

Południe w sobotę – jeszcze niezbyt dużo ludzi w środku, więc omijanie kałuży nie jest niczym trudnym :)

W głównej hali znajdowały się jeszcze stoiska z gadżetami a po prawej stronie stoisko z VR oraz sprężynowymi konikami. Dwoma przejściami można było się wydostać do dwóch następnych pomieszczeń. Pierwsze, to miejsce, w którym odbywały się wszystkie wystąpienia – krzesełka były zapełnione ludźmi słuchającymi wywiadu z Simonem Butlerem. Wiedziałem już gdzie trzeba się zameldować ok 13:30 na ciut opóźniony występ Loadingów. W rogu tej sali rozłożył się Pinokio z Brothers in ATRs, a przy nim spotkałem Vato. W sekundę, jak spod ziemi, wyrósł obok nich Bocianu – znowu szybkie przywitanie i lecieliśmy dalej. W drugim przylegającym pomieszczeniu znajdowała się strefa poświęcona gamedevowi, w której krajowi producenci indyków i dużych gier rozstawili się ze swoimi stanowiskami. Kilku sprzedawców gadżetów rozlokowało się strategicznie po rogach sali – jednym z nich był człowiek, który sprzedawał komiksy. Zapamiętaliśmy sobie jego pozycję, bo Igor chciał sobie zakupić coś do czytania. Na środku pomieszczenia znajdowała się ogromna kałuża, która pojawiła się po piątkowym oberwaniu chmury i pewnie zaskoczyła organizatorów, ale nie zniechęciła zwiedzających, którzy sprawnie ją przeskakiwali niczym Mario. Z tej sali dostępne było przejście do ostatniego pomieszczenia, w którym rozłożone były stanowiska z grami planszowymi.

Pinokio z Brothers in the ATRs oraz Vato, którego na żadnej imprezie zabraknąć nie może.

Cztery pomieszczenia zajezdni były według mnie dobrze rozplanowane. Każdy mógł sobie znaleźć odpowiednie miejsce i spędzić w nim dowolnie dużo czasu. W różnych miejscach porozrzucane były pufy, na których można było się wygodnie rozsiąść lub położyć przy jakimś stanowisku z konsolą, albo po prostu, sobie odpocząć i pooglądać jak grają inni. Na bardzo duży plus zaliczam to, że organizatorzy w ciągu dnia (nie wiem jak w godzinach wieczornych albo w piątek) nie wpuszczali do środka ludzi z piwem. Dzięki temu rodzice swobodnie mogli puścić samopas swoje pociechy bez narażania ich na widoki, które można spotkać na podobnych imprezach, ale z trunkami w środku. Wydzielona sekcja browarna na zewnątrz dostarczała odpowiednie zaplecze dla spragnionych piwka. Po wstępnym zapoznaniu się z zawartością pomieszczeń można było rozpocząć drugi, dokładniejszy, obieg. Nie opisuję go w żaden chronologiczny sposób a po prostu losowo ;)

..::Pincade i Retro strefa::..

Strefę retro stanowiło kilkadziesiąt stanowisk, ustawionych w dwóch rzędach na środku głównej sali. Do telewizorów, monitorów i rzutników zostały podłączone wszelkiego rodzaju sprzęty służące do grania. Dla bywalców różnego rodzaju zlotów taki widok nie jest dziwny, zatem nie ma się co tutaj rozpisywać – zaznaczę tylko, że sprzętu była kupa, ale ja się na nim akurat nie skupiałem – poza kilkoma minutami, kiedy Igor przysiadł się do odpalonej Amigi 1200 i zagrał w Brian The Lion oraz kiedy przystanęliśmy przy stanowisku, na którym jakiś kilkuletni dzieciak ogrywał Super Mario 64 na Nintendo 64. Igor chciał również zagrać w Mario i liczyliśmy, że dzieciak szybko się znudzi, abyśmy mogli go podsiąść. Jednak okazało się, że gra wciąga i takich małych, więc nie doczekaliśmy się na swoją kolej i podreptaliśmy dalej. W części retro mieściła się również strefa PinCade – czyli kilka automatów arcade i pinballi. Jako, że czasu mieliśmy mało, a po ostatnich wycieczkach do muzeum arcade w Krakowie jestem niejako spełniony jeśli chodzi o dotykanie tego sprzętu, to tylko zagraliśmy dwie partyjki w pinballa a Igor spróbował swoich sił w Pac-Mana. Niemniej strefa ta cieszyła się dość dużym powodzeniem i każdy automat był w tym dniu ciągle oblegany.

Strefa pinballi i maszyn arcade – choć do krakowskiego muzeum trochę jej brakowało, to chętnych na dotknięcie tego sprzętu nie brakowało

…::VR i koniki::..

W głównej sali mieściła się sekcja, którą można określić mianem VR. Na kilku stanowiskach, można było sprawdzić jak działa takie cudo w praktyce. Chętnych do jeżdżenia na deskorolce (na prawdziwej desce zamocowanej na szynach) po założeniu okularów nie brakowało. Można było również usiąść na fotelu i po założeniu zestawu VR odbyć na przykład podróż roller coasterem. Największą popularnością jednak w tej części cieszyły się bujane koniki, które służyły jako kontrolery do wyścigów konnych (SprężyPony) uruchomionych na ogromnym ekranie LCD. Bujane koniki były spięte ze sprzętem i podczas bujania wprawiały w ruch swoje odpowiedniki na ekranie. Wyścig można było toczyć w trzy osoby i sprawiał bardzo dużo frajdy zarówno dzieciom jak i dorosłym. Fajnie wyglądało kiedy po ukończonym wyścigu gracze zsiadali zmachani z bujaków – widać, że nie tylko zręczne palce się liczą podczas grania, ale również i dobra kondycja fizyczna jest ważna :)

Trzy koniki oczekiwały na chętnych, aby się pobujać i wziąć udział w wyścigu.

..::Loading::..

Nie ukrywam, że panów z kanału Loading szczerzę szczególną sympatią. Natrafiłem na ich kanał niejako przy okazji zbiórki Kickstarterowej dotyczącej klawiszy do Amigi 1200, w której realizowałem dystrybucję wykonanych klawiszy po Polsce. Jeden z prowadzących kanał – Michał Labocha (Creep) – przyjechał osobiście odebrać klawisze i pogadaliśmy kilka minut. Wtedy dowiedziałem się, że prowadzi ze swoimi kolegami kanał i tak się zaczęło. Włączyłem jeden odcinek (losowy) i pochłonęło mnie. Spodobała mi się forma – bardzo luźnej rozmowy, gdzie kilku dorosłych facetów siedzi i prowadzi ciekawą dyskusję na ustalony w danym odcinku temat. Podoba mi się zawartość materiału, który umieszczają w swoich programach, dlatego często słucham (czasem również oglądam) ich odcinków i ciągle jestem pod wrażeniem wiedzy jaką mają chłopaki. Kiedy zatem zobaczyłem, że w programie sobotniego dnia jest wystąpienie ludzi z Loading, stwierdziłem, że muszę ich posłuchać – tym bardziej, że temat „Piórem i bajtem” z racji tego, że lubię czytać, dodatkowo mnie zainteresował. Aby zająć czymś Igora w trakcie wystąpienia (nie podejrzewałem, że mógłby z zainteresowaniem słuchać tego o czym będzie mowa) udaliśmy się na stanowisko z komiksami, gdzie zakupiliśmy jeden z komiksów Tadeusza Baranowskiego, którego zeszyty Igor lubi czytać. Sam autor komiksu, był również w planie programu, jednak jego prelekcja odbywała się w niedzielę, przez co nie mieliśmy szansy na autograf. Wyposażeni w komiks poszliśmy do sali głównej i zajęliśmy miejsce w pierwszym rzędzie. Igor zatopił się w treści komiksu a jak zatopiłem się w słuchaniu ciekawych opowieści chłopaków. Z racji lekkiej obsuwy w programie, musieli oni zmieścić się w 40 minutach, co jak na nich jest czasem bardzo krótkim. Treści, które przekazali były ciekawe a dodatkowo jeden z przysłuchujących się (wydaje mi się, że był to ktoś z muzeum Dawne Komputery i Gry) uzupełniał je ciekawymi informacjami. Na scenie byli Michał, Marcin, Marek i Rysław, nie zdążył dojechać Hubert, ale ostatecznie pojawił się na koniec pod sceną. Panowie zrobili ukłon w kierunku ich wiernego fana – chłopaka, który w sobotę obchodził 13-te urodziny i ogląda ich wszystkie odcinki – prezentując mu kilka fantów od całej ekipy. Cieszy fakt, że tacy młodzi ludzie interesują się tematem retro i czerpią z internetu takie treści. Na koniec przybiłem jeszcze piątkę z całą ekpią Loading i zrobiłem sobie pamiątkowe zdjęcie :)

Ekipa z kanału Loading a w środku jakiś nieznajomy typek się przypałętał.

..::Indyki::..

W strefie indyczej oprócz stanowiska z komiksami i innych stanowisk z gadżetami, wystawiło się kilku producentów gier, u których można było zobaczyć i przetestować nowe gry, które albo już zostały wydane, albo pojawią się niedługo w sprzedaży. Tutaj spędziliśmy chyba najwięcej czasu, ponieważ Igorowi spodobały się nowe gry, dzięki czemu ja miałem czas, aby porozmawiać z ich twórcami. Rozmowy te były bardzo ciekawym doświadczeniem i poskutkowały nawiązaniem kontaktów, które być może zaowocują w postaci udostępnienia redakcji RnG gier do przetestowania i zrecenzowania. Nie opisuję tu wszystkich stanowisk, bo nie chodzi o dokładność, a jedynie o zaprezentowanie szerokiego spectrum gatunkowego i tematycznego – np. VR-owa gra, w której oprócz zakładania okularów, trzeba było również założyć specjalne buty, w których należało się poruszać po specjalnie przygotowanym stanowisku, do którego również trzeba było się wpiąć w pasie i spacerować przytrzymując się balustrad – wyglądało to bardzo ciekawie. Choć zakładam, że nie jest to gra, w którą można pograć w domu – chyba, że ma się dedykowany do tego pokój :)

Przy stoisku The Farm 51, na którym prezentowali swoje najnowsze dzieło, ciągle ktoś się kręcił i testował grę

Zaraz przy wejściu do strefy indyków rozłożyła się gliwicka firma The Farm 51 promująca swój FPS rozgrywający się na terenie byłej elektrowni atomowej w Czarnobylu – Chernobylite. Ja akurat nie jestem fanem FPSów, ale widziałem, że na stanowisku ciągle ktoś grał – samo stanowisko wyposażone było w niezły sprzęt, super komputery i ogromne monitory, co dodatkowo przyciągało graczy. Obok stoiska The Farm 51 stał automat arcade (jak się okazało podczas rozmowy z reprezentantem firmy – na szybko zbudowany, aby przyciągnąć ciekawskich graczy), na którym można było pograć w CyberProtocol77, który spodobałby się na pewno repipowi. Tytuł rozwija temat znany nam z Old Tower/s (ZX Spectrum, Sega Mega Drive) i wygląda bardzo zacnie i grywalnie.

Zapowiada się nie lada gratka dla łamaczy głowy i miłośników dobrej grywalności – ci, którzy znają Old Towers powinni koniecznie zakupić i uruchomić – CyberProtocol77

W czasie kiedy Igor próbował swoich sił na automacie, jeden z autorów prezentował mi go na Switchu (gra wyjdzie na ten właśnie sprzęt) i opowiadał o różnych trybach rozgrywki. Kawałek dalej natknęliśmy się na stoisko firmy indeep studios, na którym prezentowana była gra, która ma mieć premierę na jesieni tego roku – Sole Light. Rozgrywka przypomina nieco Monument Valley. Pracownicy szybko nas zaciągnęli do swojego stanowiska i rozpoczęli demonstrację – wygląda na to, że gra będzie dobra, ponieważ po 3 minutach grania Igora już wciągnęła i chciał później do niej ponownie wrócić (czyli zapada w pamięć i ciekawi). Niedaleko znajdowało się stoisko kolejnego producenta – PlayWay, na którym odpalona była wersja demo gierki, w której należało sterować muchą (lub kilkoma muchami) i przy ich pomocy zrealizować różne misje. Muchy umiały przy pomocy swoich trąbek (ust) przyssać element otoczenia, który należało następnie przenieść w odpowiednie miejsce. Ta gra spodobała się Igorowi na tyle, że odwiedziliśmy to stanowisko dwa razy. Sam polatałem trochę tymi bzykami i spodobała mi się prostota rozwiązania i pomysł – bo czyż nie fajnie transportować przy użyciu much rozbiegłe po planszy krowy, które trzeba umieścić na pastwisku, ale uprzednio zablokować pastwisko ToyToyami, aby stadko się dalej nie rozlazło? Albo transportować sprzęt AGD (lodówki i piecyki) do mieszkań w bloku – przy okazji rozwalając pół bloku, bo żeby się dostać do pomieszczenia trzeba przebić się przez okno czy ścianę. Ciekawy pomysł i życzę autorom, żeby go ukończyli – zapowiadają, że gra ukaże się pod koniec roku.

Przygody latających much – gra zapowiada się ciekawie i grywalnie.

Na sam koniec zatrzymaliśmy się przy stanowisku firmy OhNoo Studio, na którym uruchomiona była gra TSIOQUE (czyt. Ciok) – obejrzeliśmy jak córka z ojcem radzi sobie w rozgrywce, która przypomina nieco Machinarium. Typowa gra point’n’click, która powstała po sukcesie kampanii na Kickstarterze. Kusiły wersje fizyczne stojące na stanowisku, czy książka, która była rozłożona przed monitorem. Niestety gadżety te nie były niedostępne do zakupu, były tylko prezentacją tego, co dostali ci, którzy odpowiednio wsparli kampanię.

Rodzinne rozwiązywanie zagadek – TSIOQUE jest ciekawym point’n’clickiem

Ogólnie podsumowując indycze produkcje – przeważały takie, które nawiązywały klimatem, wykonaniem czy gameplayem do retro. Co nie jest niczym dziwnym w obecnych czasach – widać, że ten trend się nadal utrzymuje. Ludzie szukają prostoty i pikselartu? Ja na pewno – tym mnie można kupić :)

Bardzo sympatyczny i uśmiechnięty pan – twórca języka AMOS, który obecnie robi AMOS 2 umożliwiający pisanie kodu w AMOSie kompilowanego do kodu HTML5 i JavaScript

W części indyczej rozłożył się bardzo wesolutki pan, Francois Lionet, który na swoim stanowisku prezentował AMOS 2. Jako, że jestem programistą z zawodu a dodatkowo czasem coś lubię napisać na Amidze i wtedy wybieram prosty język AMOS – zainteresowałem się tym tematem. Okazało się, że Francois tworzy narzędzie, w którym można tworzyć kodu w AMOSie na PC i kompilować go do HTML 5. Autor zaprezentował mi to w działaniu – edytor kodu (jakże przyjemniejszy niż poczciwy amigowy edytor AMOSa), oraz proces kompilacji i wynik działania w przeglądarce. Napisany w edytorze kod można również przenieść do Amigi i tam go uruchomić – jednak z zastrzeżeniem, że efekty nie będą identyczne – na PC po prostu można zrobić dużo więcej, bo nie ma ograniczeń pamięci i mocy procesora.

..::Strefa gier planszowych::..

O tej strefie mogę powiedzieć tylko, że była. Oprócz jednego wystawcy, który sprzedawał na swoim stoisku gry planszowe oraz RPG można było tutaj znaleźć kilkanaście stolików z rozłożonymi grami, przy których siedziało kilkanaście grup – młodych, starych i całych rodzin. Nie spędziliśmy tutaj za dużo czasu z kilku powodów. Przede wszystkim dlatego, że mieliśmy ogólnie mało czasu, drugi powód to taki, że na co dzień mamy dostęp do wielu gier, które stoją na półkach w naszym domu. Poza tym jeśli chcemy grać w planszówki to wybieramy się na eventy planszówkom poświęcone (np. Pionek w Zabrzu). Niemniej ludzie, którzy siedzieli przy stolikach byli zadowoleni, dobór gier na stolikach był ciekawy – widać było klasyki i nowości. W rogu przycupnął ogromny namiot w środku którego stał stolik z rozłożoną grą w klimacie My Little Pony, a w drugim rogu stał ogromny stół, przy którym mistrz gry prowadził jakąś sesję RPG.

Mistrz gry bardzo barwnie opowiadał historię, aby wciągnąć grających w realia tworzonej krainy.

..::Jedzonko::..

Wiadomo, że w ciągu dnia trzeba się posilić – bez względu na miejsce, okoliczności, czy nastrój. Jedzenie jest jedną z ważniejszych funkcji życiowych człowieka, zatem kiedy i nas dopadł głód, udaliśmy się na plac zewnętrzny, na którym ustawione były ławki i stoliki, przy których można było spożyć zakupione w ustawionych food truckach pożywienie. Wybór jedzenia nie był duży (ziemniaki w postaci frytek i sprężynek, burgery, lemoniada, kawa… no i piwo pod namiotem ;)), ale podane produkty były smaczne. Trzeba było swoje odczekać, bo kolejki były długie, ale po odpowiednim czasie dostawało się swoją porcję i można było się posilić.

Piękna, słoneczna pogoda, zachęcała do tego, żeby wyjść na zewnątrz i skonsumować coś na świeżym powietrzu

..::Muzyka::..

Muzycznie również było bardzo ciekawie. Dowiedziałem się, że koncerty na afterparty trwały około cztery godziny. Niestety nie było mi dane zostać na tej części imprezy, czego bardzo żałuję, bo pamiętając z Retronizacji występy Brothers in the ATRs czy Katoda, spodziewać się mogę, że tylko mogło być lepiej. Jeśli dodać, że oprócz tych dwóch zespołów grających bardzo dobrą muzykę chiptunowo-gitarową, pojawił się Jon Hare i Nyokee – to można się spodziewać, że było przy czym poskakać i wypocić się :)

..::Podsumowanie::..

Zagęszczenie ludzi w ciągu tej połowy dnia, którą spędziliśmy na miejscu, było różne w zależności od strefy. Wszędzie było jednak widać uśmiechniętych zwiedzających każdej płci i każdego wieku. Podsumowując stwierdzam, że był to ciekawie spędzony czas a sześć godzin upłynęło niespostrzeżenie. Mimo ze lubię imprezy, na których jestem w całości i mogę skorzystać ze wszystkich ich elementów, wieczornych integracji również, to w sobotę postawiłem się w trybie zwiedzającego turysty – co w żaden sposób nie odebrało tej imprezie nic. Nie jest to typowy zlot maniaków retrosprzętu, do jakich jestem przyzwyczajony – nie można tu przyjechać ze swoim sprzętem i się rozłożyć, bo nie ma na to miejsca. Nie jest to też impreza typu demoparty (czy multiplatform party). Widać tutaj komercję, ale jeśli przyjąć, że tak ma po prostu być i tak tą imprezę traktować, to wypada ona świetnie. Nie było mi dane być dłużej, czy wziąć udziału w afterparty i w niedzielnych wystąpieniach, ale bawiłem się (a co najważniejsze Igor) przednio. I z tym optymistycznym akcentem patrzę na kolejną edycję, życząc organizatorom ponownie udanej imprezy. Czy ja się na niej pojawię? Tego jeszcze nie wiem, ponieważ to dopiero za rok i nie wiem czy do tego czasu się całkowicie nie zestarzeję :) Jednak po udziale w Pixel Heaven 2019 nabrałem bardzo dużej ochoty odwiedzić bliźniaczą imprezę w Londynie. Zatem jeśli tylko zostanie ogłoszony termin tejże, będę ją bardzo poważnie rozpatrywał.

P.S. Wspomnianej na początku książki „Wielka księga gier” jednak ostatecznie nie kupiłem. Natomiast można było ją wygrać w turnieju River Raid, na który się nie zapisałem, bo nie podejrzewałem, że będę w stanie znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, aby rozegrać swoją partię. Ostatecznie okazało się, że turniej zwyciężył Vato (który zarzeka się, że nigdy nie gra w gry) – ucieszyło mnie to, ponieważ od razu pożyczył mi wygraną książkę. Możecie się spodziewać recenzji – aczkolwiek nie szybko, bo mam jeszcze zaległe kilka artykułów, a do tego jeszcze przydałoby się książkę, przed jej recenzowaniem, przeczytać :)

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200 oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...