
Wrzesień 2024 roku, w swoim pierwszym odcinku 10 newsów w 10 minut na youtube w pierwszym newsie donoszę o premierze Rougecraft na Amidze, ładnym i wydaje się grywalnym rogaliku, który zapuścił macki w Przyjaciółce. Przewijamy taśmę, jest wrzesień 2026 roku, a ja przed premierą otrzymuję kod recenzencki na Rougecraft DX w wersji Steam, przypadek? Nie sądzę.
Roguecraft DX to rozszerzona wersja wydanej w owym 2024 roku giery na Amigę, lata mijają, wychodzą kolejne porty i wersje, a ludzie wciąż lgną do tych lochów z pixeli, czyżby były aż tak wciągające? Myślę że za tym małym fenomenem stoją dwa filary – prostota i estetyka. Gra jest rogalikiem, ale bardzo prostym w gruncie rzeczy, nie ma grindu, dobierania ekwipunku i przechodzenia po setkach poziomów. Ten szlajoloch to bardzo prosty RPG z turowym systemem, masz życia, siłę i kilka slotów na ekwipunek, który składa się głównie z flaszek i tyle. Broni czy zbroi nie zmienisz, expa też tak do końca nie trzepiesz, bo potwory się nie odradzają, a zwiększoną siłę lub życia otrzymujesz w formie kryształu który wypadł z potworów, ale nie wiesz do końca kiedy on wypadnie, wiesz że trzeba kosić potwory i tyle. Z początku masz dwie postacie do wyboru, wojownika który jest tu trybem easy i skrytobójcę, który jest trybem medium, po przejściu gry odblokujesz hard, który jest tu postacią czarodzieja. Sprytne zagranie, a i też jak cała gra, oparte na prostocie i estetyce.
Wojownik jest typowym tankiem, który idzie w zwarciu młócić wszystko co się da, mając ogrom siły i życia, ale przyjmując też wszystko na klatę. Rouge ma specjalną umiejętność teleportu, po którym masz kilka tur na zadanie śmiercionośnego ciosu, ale ma mniej siły i życia. Tylko z tym teleportem skrytobójcy mam problem, jako skill zabiera jedno miejsce w plecaku to raz, a dwa po użyciu postać ląduje w losowym miejscu na planszy i masz kilka rund na backstab, niby fajnie ale na ogół zanim postać dojdzie to już nie ma efektu i walczymy już bez bonusu, więc teleport pewnie częściej przyda się po prostu do ewakuacji. Mag nie ma niemal w ogóle życia i siły i tu jest to rzeczywiście poziom hard, choć jako jedyny może (a nawet musi) walczyć na dystans, wykorzystując teren. Problem polega jednak na tym, że musi być ustawiony na wprost potwora, to odpowiednie ustawianie się czasem pochłania kilka rund, a co za tym idzie potwór się niebezpiecznie zbliży.

Wielki wojownik – ogień i stal, o-o-o-o!
Skoro już przy systemie jesteśmy to pogadajmy o losowości i flaszkach! To rogalik pełną gębą, więc za każdym razem gdy giniesz to… giniesz, nie ma cie i już, musisz zacząć od nowa. Zapomnij o sejwach, czy checkpointach, tych nie ma. Za każdym razem układ pomieszczeń będzie inny, więc nigdy nie będziesz miał takich samych, co ciekawe za każdym razem będziesz miał też co innego w flaszkach. Może zostańmy na chwilę przy butelkach, są generalnie cztery rodzaje, zawsze leczenie jest zieloną cieczą plus do tego dochodzą losowe zdolności w trzech innych kolorach. Za każdym razem w tych trzech kolorach masz niespodziankę, nie wiesz jaki będziesz mieć zestaw, skille są różne: niewidzialność, zamiana potworów w kurczaki, regeneracja, teleport, kamienna skóra, odkrycie mapy i wiele innych, ale podczas jednej gry masz tylko trzy. Flaszki leżą tu i ówdzie rozsiane po lochach, a miejsca w ekwipunku nie ma za wiele, więc dobre umiejętności i organizacja ich użycia to klucz do sukcesu. Ta losowość jest fajna bo zmienia twój styl gry czy tego chcesz czy nie, ale bywa czasem beznadziejnie. Mnie nieco irytuje bo potrafi dać skilla którego nie potrzebujesz i masz jeden rodzaj flaszki na całą grę zbędny, miałem tak że Łotrzyk dostał flaszkę z teleportem choć ma skilla teleport co sprawiło że moje zejście w podziemia było lekko bez sensu bo dodam, że inną flaszką jaką miałem wtedy było odstraszanie potworów, a trzecią kamienna skóra, więc na dobrą sprawę tylko jeden skill był przydatny bo reszta się ze sobą kanibalizowała i była bez sensu. Potem gdy znałem grę i jej mechanikę, gdy widziałem beznadziejny układ to po prostu robiłem restart gry. Z kolei jak dobrze pyknie to hoho! Za czwartym podejściem przeszedłem już całą grę bo grając na easy wojownikiem miałem regen + freeze potworów + stone skin, no pykło pięknie.
Trochę to źle brzmi, że jak zginiesz to zaczynasz od nowa, ale to żadna przeszkoda tutaj. Gra jest szybka i regrywalna, jedna partyjka trwa tak ok. 30 minut może, czasem krócej, a jak ci pyknie i przejdziesz całą rozwalając bossa na końcu to nie powinno to przekroczyć godziny. Wszędzie widać korzenie produkcji, które sięgają Amgi, od misternie wykorzystanego każdego piksela, po właśnie takie krótkie sesje, które idealnie nadają się na retro party, gdzie można szybko machnąć partyjkę i wrócić do kumpli pogadać i sprawdzić jakiego skilla masz w flaszce eheh.

poczwar ci u nas dostatek… flaszek już niekoniecznie, z nimi trzeba ostrożnie
Skoro już tak o Amidze wspominamy, to krótko o tym co doszło w wersji DX względem pierwotnej wersji. Doszły nowe potwory, skille, wystrój wnętrz, zamiast 10 poziomów jest do penetracji 15 i mamy też 3 tryby gry. Prócz klasycznego z lochami i bossem na końcu, jest też tryb „nieskończony loch” oraz tryb w którym sterujesz kurczakiem. Kurczak zamiast flakonów zbiera jaja, ma nieco inne skille i słabe statystyki, taki raczej dla jaj tryb i to dosłownie. Ciekawostką jest też możliwość posiadania zwierzaka, obiło mi się o oczy że ma w przyszłości być ich kilka, ale na razie możemy mieć swego własnego retro borsuka! Jest raczej ciekawostką niż realnym wsparciem, teoretycznie walczy u naszego boku i zbiera za nas flaszki. W praktyce przywołujemy go tylko na kilkadziesiąt rund bo ma ogranicznik czasowy, a po wyskoczeniu na solo z potworem szybko ginie, więc spełni się raczej by narobić trochę zamętu jeśli masz mało żyć i odwróci od ciebie uwagę. Przed wypuszczeniem zabiera jednak jeden slot w ekwipunku, więc jak będziesz miał do wyboru jego albo flaszkę, to pewnie wybierzesz flaszkę.
Dobra, trochę za dużo o tych flaszkach, przejdźmy do tego jak to brzmi! Moim zdaniem soundtrack jest fenomenalny, motyw przewodni kołacze mi się od lat po głowie, a i reszta ścieżki nie jest zła. Bardzo fajnie współgra wszystko z grą, odgłosy w grze też są spoko, tutaj myślę że nie ma się czego czepiać, solidna robota i macki z głów! Jeżeli chodzi o wygląd to również jest bardzo dobrze, przy czym tutaj no… trzeba zaznaczyć że to gra pierwotnie powstała na Amigę i trzeba pikselową grafikę po prostu lubić. Żadnych niepotrzebnych animacji, oczopląsu i płynności dostosowanej pod drogie telewizory tu nie ma. Jest skromnie ale z pomysłem i ładnie z pietyzmem piksel po pikselu przemyślane. Jak ktoś tego nie czuje to trudno, tego się nie przeskoczy, ja należę do ludzi którzy to uwielbiają i cieszyłem oczy tymi lochami. Grałem przed premierą, nie natknąłem się na żadne problemy techniczne, nic nie chrupało, nic się nie zawiesiło, można grać również na padzie, choć jak chcecie klawiaturę (z myszą lub bez) to nie ma problemu z tym.
Gra wyszła pierwotnie na Amigę, później była portowana na inne platformy i ulepszona o wersję DX, w tej rozszerzonej wersji pogracie prócz Steama też na Amidze, ZX Spectrum NEXT, Evercade i Mega 65. Jest też wersja na Gameboy Color, ale to specyficzna wersja inna od tego co omawiamy tutaj. Gdy mówimy o innych wersjach mała dygresja, ja grając w Roguecraft i widząc te kafelki tworzące lochy miałem skojarzenia z świetną planszówką Małe Epickie Podziemia. Jak ktoś lubi te klimaty to polecam bo jest więcej niż spoko, chętnym zostawiam linka do mojej recenzji na RnG.

gra jest trochę jak planszówka, co jest dla mnie zaletą
Roguecraft to pierwszy RPG którego od lat mogłem ograć, pierwszy który pozwolił mi w skondensowanej formie pograć i nie wymagał ode mnie dziesiątek godzin gry by się nim nacieszyć i nawet przejść. To RPG szyty na miarę dla ludzi chcących trochę pograć w rolpleja ale nie mających czasu, dla ludzi lubiących retro, doceniających pikselową oprawę i prosty acz przemyślany gameplay. Jeżeli jeszcze nie miałeś okazji pograć na innych platformach to pobierz demko i sprawdź czy ci odpowiada. Ja byłem zadowolony, ale też od pierwszych zapowiedzi na Amigę śledziłem losy wersji Steam i dlatego też zgłosiłem się do Two Frogs in a Trenchcoat po kod recenzencki za którego przydział z tego miejsca dziękuję. Dziękuję również za pomoc w organizacji wywiadu z twórcami na który już teraz gorąco zachęcam bo niedługo się ukaże na retronagazie. Stosunek ceny do jakości również uważam za rozsądny, wszak na premierę kosztuje ta gra mniej niż 5 dyszek i jest to uczciwa cena, demko również jest dostępne jak chcecie sprawdzić czy do was ta mechanika przemawia, w ciemno brać nie trzeba.
Na koniec dam wam poradę jaką sam dostałem od Borsuka, który przeszedł wersję Amigową i w tej na Steam też się sprawdza – graj bez pośpiechu i czyść wszystko – czyli nie idź na luja, lecz rany rozważnie, pamiętaj że to turowa gra więc odpuść turę jeśli widzisz że potwór jest jeden kafel od ciebie, byś to ty zaatakował jako pierwszy i szukaj ukrytych pomieszczeń, jest zawsze jedno na poziom. Życzę udanej penetracji loszków, mi się podobało, choć przygoda łącznie trwała ok. 5 godzin to niewykluczone że tu wrócę.

Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PC/2026
3 słowa do gracza: chcesz pograć w szybkiego szlajolocha i kochasz piksele? W takim razie trudno o lepszy wybór