
Ostatnio zupełnie przypadkiem podczas szukania newsów wpadłem na zajawkę Kalanoro. Po trailerze przypominało mi to oldschoolową Zeldę czy inną Alundrę i zaintrygowało. Demo pobrane, odpalamy i… no fajnie jest ale to nie jest Zelda haha. Gra po trailerze i marketingu raczej nie będzie rozchwytywana, jednak mi coś zaiskrzyło, ten widok izometryczny mi się skojarzył, ale jak się okazuje z Zeldy tu w sumie nic nie ma, to izometryczny platformer.
Może od początku bo się rozpędziłem. Kalanoro to indor szykowany przez ekipę z Madagaskaru, u nas kraj ten kojarzony jest głównie z Królem Julianem, który wygina ciało śmiało i w sumie… gra też jest utrzymana w tym duchu. Główną rolę odgrywa muzyka i lemury, które to musimy zrekrutować do kapeli dzięki której będziemy zdobywać sławę i walczyć w słusznej sprawie. Naszym bohaterem będzie właśnie Kalanoro, która wg tamtejszych wierzeń jest małym, tajemniczym stworzeniem przypominające karła lub małpę, żyjące w głębi lasu, no kurde prawie jak z opowieści lujów z Bieszczad hehe.
Jak już wspomniałem mamy tu platformera i to takiego nie na pokaz, a mającego pełen wachlarz klasycznych zagrań. Jest duble jump, jest dash, zadziwiająco rozbudowany system i skoków i walki. Zbierasz bronie, zyskujesz dodatkowe umiejętności, odblokowują się kombinacje, no jak na taką demówkę to bardzo dużo tutaj się działo. Z planszy na planszę poziom trudności szedł nieco w górę i mam nadzieję że tak będzie też w grze właściwej bo jest tutaj potencjał by było wyzwanie, samograj byłby dla tej gry słabym rozwiązaniem, wolałbym by wyzwanie jednak było. Niestety demo pozostawia niedosyt w kwestii bossów, i to tak nieco chamsko. Widziałem już bossiora, widać bydlak wysoki i ciekawiło mnie jak rozwiążą walkę, krótka prezentacja złola i… koniec dema cholera! Nie pozwolili mi na walkę z gościem co nie wzbudziło w sumie niedosytu, wzbudziło za to we mnie wściekłość.
Prócz głównego dania, czyli poziomów platformowych, pomiędzy levelami mamy wchodzić w interakcję z zbieraną przez nas trupą grajków lemurów. Naszym busem podróżujemy po Madagaskarze, ekipa chilluje i gra, a my zbieramy od nich zlecenia na kolejne poziomy, czasem chcą pogadać, czasem musimy coś zrobić, np. przyrządzić żarło z składników pozbieranych w etapie. W demie i mam nadzieję również w grze właściwej jest to wypełniacz pomiędzy etapami, jeżeli ciebie to nie interesuje to ograniczasz gadanie do minimum, zbierasz zlecenie lub wykonasz prostą czynność (np. wydrukujesz określoną liczbę plakatów by rozreklamować koncert) i tyle. Jeżeli będzie tu ten jasny podział że etapy to główna gra, a czas w busie to drobny dodatek urozmaicający gameplay to jestem na tak.
Demko trwa około godziny, dość sporo mechanik można już poznać i jest potencjał, choć tej zagrywki z bossem nie wybaczę! Jest obawa czy poziom trudności podskoczy, bardziej zawiłe platformy i ciekawsi przeciwnicy będą u mnie jak najmilej widziane, zrobienie z gry samograja już nie. Byle te poboczne owocowe czwartki w busie nie będą nachalne i robione niejako przy okazji jak w demie, gameplay powinien już pociągnąć gierę dalej bo potencjał tu jest. Szkoda tylko że jednak nie ma tutaj trochę zeldowatego sznytu z jakimiś zagadkami i nie łudzę się że będzie, to zdecydowanie nie ten typ gier. Premiera 27 sierpnia 2026, czyli w okresie Gamescom i wielkich newsów, zderzeń największych graczy na rynku i… no pewnie afrykański platformer izometryczny do niewielu ludzi dotrze, ale od czego macie mnie! Człowieka chorego na niszówki hehe.