Gramy na Gazie | A.D. 2044 aka Sexmisja – Video (recenzja, przejście gry, ciekawostki)

Witamy w najbardziej zbereźnym odcinku naszego programu! Gołe baby, stosunki międzyludzkie, penisy, przekleństwa, zużyte gacie, totalitarne państwo, jakieś siksy i seksy, a w tym wszystkim Larek i Borsuk oraz nasze kochane Atari 8-bit! O co tu chodzi? A o recenzję i ukończenie wybitnej polskiej gry przygodowej na podstawie jednego z najlepszych polskich filmów! Sexmisja aka Anno Domini 2044 na podstawie Seksmisji! Jedziemy z tym koksem! Czy ten wpis będzie od 18 lat? Miał być, było ostro i bez trzymanki, ale kiedy zgredy zobaczyli moją historyjkę to się za głowę chwycili! Tonujemy więc samcze zapędy i zaczynamy od wersji soft wprowadzenia do gry, a raczej jego alternatywnej wersji. Któż nie chciałby uczestniczyć w misji jak poniżej? A znalazł się taki jeden gagatek…


SEKSMISJA MARZEŃ?

– Gdzie ja jestem? – pomyślał profesor Larkadiusz, kiedy otworzył oczy.

Profesor Larkadiusz Paradys obudził się z dużym bólem głowy. Czyżby wczoraj znowu przybił gwoździa w trakcie wieczornej popijawy z kumplami? Całkiem możliwe, nic nie pamiętał, zdziwiło go jednak, że nie czuł w ustach posmaku jego ulubionej Żytniej. Kojo, w którym leżał nie pasowało zbytnio rozmiarami do jego małżeńskiego łoża, było dużo mniejsze, jakby jednoosobowe. Sprawdził ręką, czy czasem jego wielkogabarytowa żona nie ogranicza mu miejsca swoim cielskiem, ale szybko natrafił na krawędź materaca i chłodną ścianę. Wszystko dookoła śmierdziało szpitalem, a od niewygody jego posłania bolały go plecy i kark. – O ciul tu chodzi? – pomyślał, kiedy otworzył zaspane oczy. – Gdzie ja jestem do cholery?! – popatrzył zmęczonym wzrokiem na mały pokoik, który wyglądem przypominał mu pomieszczenia ze statku kosmicznego w Odysei Kosmicznej 2001. – Jasny gwint, czyżby porwało mnie UFO? – pomyślał i chciał szybko wstać, kiedy… JEBUDU! Pierdolnął z impetem o szybę, a raczej jakiś przezroczysty poliwęglan, który oddzielał jego komorę hibernacyjną od świata zewnętrznego. Ból głowy wypełnił jego wszystkie szare komórki, przywracając im pamięć. – Ja ciebie nie pierniczę! – przypomniał sobie wydarzenia wczorajszego dnia, a raczej dnia, który zapamiętał jako wczorajszy. Przecież dał się zamrozić na kilkadziesiąt lat i to na ochotnika! – A tam na ochotnika, dobrze zapłacili! – pomyślał i poszukał ręką schowanej paczki papierosów…

– Jasny gwint! 2044 rok? Trochę pospałem…

Jest! Była dokładnie tam, gdzie ją zostawił. Przypomniał sobie procedurę wyjścia z kapsuły, której nauczył go profesor Kuppelweiser tuż przed zamrożeniem i po chwili delektował się pierwszym cygaretem zapalonym w przyszłości. W 2044 roku! Nie zdążył się obejrzeć, kiedy nagle przez drzwi wejściowe wbiegła… skąpo ubrana, blondwłosa piękność i podstawiła mu pod nos dwulitrowy kufel mocno schłodzonego piwa! – No ładne cacko! Dziękuje kochanieńka. Pięknie mnie tu witacie towarzyszki! – Wszystko dla ostatniego samca na Ziemi! Tak rzecze Jej Ekscelencja! – Dla ostatniego?! – prawie udławił się łykiem złocistego Tyskiego, jego ulubionego. – Historia genocydu mężczyzn jest długa, ale nie będę cię nią zanudzać. Nie możesz być ospały przed prokreacją, tak rzecze Jej Ekscelencja! – Prokreacją? – Zbliżeniem, stosunkiem płciowym, rozmnażaniem, seksem, dogłębnymi pieszczotami, zwał jak zwał, dobrze wiesz co mam na myśli profesorze. – He, he, he, he, ależ mi się poszczęściło moja droga, a do kogo będę się „zbliżał”? Mogłabyś mi to grzecznie wyjaśnić, słoneczko ty moje? – Zaczniesz ode mnie, ja jestem najbardziej obyta w prehistorycznej sztuce miłości, zwą mnie Afrodyta! – Jakże mi miło! Larkadiusz Paradys do usług. Całuję rączki. Ależ ty jesteś zbudowana dziewczyno, palce lizać i nie tylko! A powiedz mi jeszcze jedno. Kiedy już zbliżymy się do siebie, to kogo następnego będę pieścił? – Zaczniesz od najpiękniejszych przedstawicielek wszystkich ras na Ziemi! – Jejciu, a ja taki nieśmiały Afrodytko jestem… He, he, he, he! Azjatki tu macie, Francuzki może, albo Hiszpanki? Też będę je miłował? – Miłość uczuciowa nie wchodzi w rachubę! Tylko cielesna! Nie możesz się zakochać profesorze. Musisz być naszym buhajem! – Buhehehe, buhajem?! – Tak! Rozmnażając się przez dzieworództwo nieznane są nam męskie wzorce, o których czytałyśmy tyle w książkach, chciałybyśmy przywrócić je do naszego społeczeństwa…

Piękna blondyna wpadła z kuflem piwa! – To lubię! – pomyślał profesor.

– A ten wzorzec także? – Wzorzec przyjemności, który masz między nogami jest przez nas najbardziej pożądany! Musisz zapłodnić jak najwięcej młodych zdrowych kobiet i przywrócić mężczyzn naszemu zniewieściałemu światu! – A co za to będę miał? – Wszystko co zechcesz! Najlepsze trunki, najsmakowitsze dania, orgie do samego rana, będziesz grał główne role w naszych filmowych superprodukcjach, zrobisz licencję pilota galaktycznego i będziesz mógł fruwać naszymi kosmicznymi fregatami! Wszystko czego dusza zapragnie profesorze! – Ale sztos! A będę miał jakieś fanki? – Już masz głuptasie całą rzeszę! Przecież transmisja z twojego przebudzenia jest oglądana na żywo przez kilka miliardów kobiet na Ziemi! Jesteś spełnieniem ich najskrytszych marzeń. Zapisy na prokreację z tobą trwają już od roku! – Ja ciebie nie pierniczę, ale jaja! – No w tym rzecz, że mnie nie pierniczysz, cały czas czekam, mokrutka i gotowa, a ty ciągle gadasz i gadasz! Nie daj czekać swoim fankom i pokaż co potrafisz!

Blondyna była naprawdę dobrze zbudowana!

– Chwila moja mała, a macie tu jakieś komputery albo konsole, na których mógłbym sobie pograć? – Mamy! Plejstejszyn 500 z wbudowaną wirtualną rzeczywistością. – Wiesz, wolałbym cosik bardziej starodawnego… – Na przykład? – Tak nieśmiało zapytam, może macie tu jakiś egzemplarz 8-bitowego Atari? To moja ulubiona zabawka. – Atari?! Ten pradawny mikrokomputer zrobiony z drewna i ze stali? – Eee, to nieprawda, jakieś brednie was tu uczą na historii! – Napędzany węglem wydobywanym w kopalniach? – Eee, żadnym węglem, na prąd był, wypraszam sobie! – Panie profesorze, zapomniał pan o jednym! My kobiety nie przywiązujemy wagi do starych sprzętów! Dla nas liczą się tylko nowe zabawki, nowsze i najnowsze, a nie jakiś retro szmelc! Nie jesteśmy nostalgiczne w stosunku do niewydajnych maszyn z przeszłości! Wszystkie mikrokomputery, komputery, konsole i inne badziewie z datą produkcji sprzed 2030 roku zostało zutylizowane, a ich schematy zniszczone! – Eee, to jakiś horror! – Panie profesorze! Niech pan nie wybrzydza na zaistniałą sytuację. Seksualne orgie bez ograniczeń, niech pan to sobie wyobrazi! Każdy mężczyzna na pana miejscu czułby się jak w niebie! – A cóż mi po takim niebie? Bez Ataryny to same się chędożcie pieprznięte dziewczyny!

Świat bez mężczyzn? Ujdzie… Ale bez Ataryny? Nigdy w życiu! Ot, cały profesorek…


ZZA KULIS I CIEKAWOSTKI

Ataryna i stacja dysków gotowe wyruszyć na misję ich życia!

PREMIEROWE OGRYWANIE. Właśnie tak jak w dzisiejszym odcinku – powinno wyglądać ogrywanie w naszym programie gier przygodowych (graficznych lub tekstowych), czyli przechodzimy dany tytuł nie grając w niego wcześniej. Wtedy rozrywka jest zdecydowanie bardziej przyjemna, gdyż grający ma premierową frajdę, a widz może razem z nami pogłówkować jak rozwiązać niektóre zagadki. W przypadku Sexmisji to ja byłem dzisiaj rozdziewiczany, był to mój pierwszy kontakt z tą produkcją i ja sterowałem poczynaniami Maksa Paradysa (mniemam, że to w jego rozhibernowaną skórę się wcielamy). Mój przyjaciel Profesor Larek przechodził za młodu ten zacny tytuł, jednakże powstrzymywał się jak mógł od jakichkolwiek podpowiedzi, możliwe że mało pamiętał, chyba proces hibernacji źle wpłynął na jego wspomnienia. Starość nie radość… Jeżeli w przyszłości pojawią się jeszcze jakieś gry przygodowe w naszych filmach to będziemy je przechodzić w ten sam sposób, chociaż najfajniej byłoby to robić w odcinkach nadawanych na żywo, abyście mogli nam podpowiadać i z nami przechodzić grę! Co wy na to? Odpowiedzcie nam na to pytanie w komentarzach! Chyba, że gry będą zawierać tak nielubiane przez nas „śmierci z dupy”, wtedy niech autorzy sami je sobie przechodzą…

Cztery plakaty z czasów premiery legendarnej Seksmisji. Który najlepszy?

SEKSMISJA. Oczywiście jak już mogliście się domyślić, dzisiejszy szlagier został stworzony na podstawie jednego z najlepszych filmów w historii polskiej kinematografii, czyli Seksmisji (1983) w reżyserii Juliusza Machulskiego. Nie będę wam tutaj zbytnio przybliżał tego wiekopomnego dzieła komediowo fantastycznego, gdyż wielu z was zna je na pamięć! Dialogi i teksty z tego filmu weszły do kanonu polskiego języka potocznego, aktorstwo jest genialne (szczególnie rządzi Jerzy Stuhr w roli Maksia i Wiesław Michnikowski w roli Jej Ekscelencji), scenariusz oraz sam pomysł na fabułę są mistrzowskie, kobitki ładniuśkie (no, parę pasztetów można tu znaleźć), niektóre z nich goluśkie, reżyseria wyborna i można oglądać go w nieskończoność. Niektórzy twierdzą, że film jest proroczy i kiedy tak patrzę na fryzury niektórych dzisiejszych bojowniczek o prawa kobiet to zastanawiam się – czy uciekły z Archeo, a może prędzej z Genetix? Hmm, jaka więc przyszłość czeka mężczyzn? Ciemność, widzę ciemność, ciemność widzę! Jednak powróćmy do gry i sprawdźmy jakaż to polska firma wydała Sexmisję? Przypomnijmy sobie z odcinka o Barahirze jej sylwetkę.

L.K. AVALON. No, panie i panowie, teraz czapki z głów! Wydawcą dzisiejszej gry była chyba najlepsza i najbardziej zasłużona polska firma w historii Atari XL/XE (i nie tylko), czyli legendarne Laboratorium Komputerowe Avalon. Ta założona w 1989 roku przez Tomasza Pazdana i Janusza Pelca firma wydała w trakcie swojej działalności jakieś pincet tytułów na Atarynę, oraz kilkanaście na C64 i kilkadziesiąt na Amigę oraz PC. Nie będę tutaj przytaczał wszystkich hitów Avalonu, gdyż możliwe, że kiedyś z Larkiem zrobimy przegląd ich gier. Tylko trwałby on zapewne dwie dniówki, ale w sumie na transmisję live takie podsumowanie twórczości tego wydawcy byłoby wskazane! Poniżej skupię się tylko na najlepszych grach tej firmy na Małe Atari.

Fantastyczna czwórka od Avalonu! Po kolei od lewej strony górnego rzędu: Robbo, Lasermania, Fred i Misja.

Chłopaki z Avalonu (a w szczególności jeden z najlepszych małoatarowskich twórców, czyli Janusz Pelc) zaatakowali polski rynek gier produkcjami klasy światowej! Nie bójmy się użyć tego słowa. Wydane w 1989 roku logiczne perypetie małego robocika Robbo to prawdziwy fenomen, który popularnością dorównał największym grom tego gatunku w historii, czyli Boulder Dashowi i Sokobanowi! Do tej pory miłośnicy tej produkcji tworzą nowe plansze i ich zestawy, a mój przyjaciel Larek nie ukrywa, że w trakcie pisania swojej najlepszej gry, czyli Laury w dużym stopniu inspirował się przygodami blaszaka z Avalonu. Jednakże nie tylko robotami Avalon stoi. Następny atak na bezbronnych polskich graczy dokonały kolejne hity, czyli Misja i Fred! Bardzo ładny komnatowy run and gun w wielkiej wojskowej bazie oraz spokojna i klimatyczna platformówka o przygodach jaskiniowca. To także były wielkie sukcesy, zapewne każdy atarowiec miał oryginalne wersje tych przebojów. Nie zalewam! Do innych bestsellerów tego polskiego wydawcy bez wątpienia należą także: komnatówka Hans Kloss, ładna platformówka Smuś, czy jeszcze piękniejsza Włóczykij, albo przebojowe przygodówki graficzne Rolanda Pantoły (o nich więcej przeczytacie poniżej). A pamiętacie może takie fajne szpile jak: komnatówka HawkMoon, czy świetne logiczne mózgołamacze Lasermania, albo Czaszki? Wymieniać można by długo, więc kto chce, niech sobie zerknie na listę wszystkich gier wydanych przez L.K. Avalon na Atarimanii. Mieli rozmach skurkowańcy! Szkoda, że Janusz Pelc opuścił firmę już w 1990 roku, ale udanie zastąpił go Mirosław Liminowicz. Na koniec tego króciutkiego info o tej wielce zasłużonej dla polskiego rynku gier firmie napomknę tylko, że w latach 1991 – 1993 Avalon wydawał świetne pismo dla atarowców, czyli Tajemnice Atari. Dobra, krótką informację o L.K. Avalon mamy już za sobą, to przyjrzyjmy się w takim razie autorowi A.D. 2044, którym jest…

Pierwsze gry Rolanda Pantoły: od góry – Dżungla, Bongo, Gabi oraz Kvadryk. Grał ktoś?

ROLAND PANTOŁA. Jeden z najciekawszych twórców na Małe Atari, który po dziś dzień z powodzeniem tworzy gry przygodowe na komputery PC. Chyba można powiedzieć, że jest on prekursorem przygodówek point’n click na Małe Atari, ponoć interfejs do A.D.2044 i ogólny projekt gry stworzył nie widząc wcześniejszych dokonań zachodnich twórców na tym polu. Po prostu nie grał w znane hiciory Lucas Arts, ani Sierra On-Line i sam wpadł na pomysł graficznego przedstawienia akcji oraz obsługi wydarzeń kursorem. Jeżeli to prawda to czapki z głów, gdyż taki rodzaj rozgrywki to zupełne novum na Atari 8-bit i sprawdza się w praniu (czytaj graniu) znakomicie! Roland na początku swojej działalności był zarówno programistą, projektantem oraz grafikiem w swoich małobitowych produkcjach, czyli kolejny młody i zdolny człowiek, który sam potrafił stworzyć grywalną i przebojową grę. Oczywiście jak każdy musiał od czegoś zacząć, w jego przypadku były to proste gry logiczne, zręcznościowe lub misz-masz obu tych gatunków. Rzućmy tytułami chronologicznie. Master Mind (1988) – cyfrowa wersja popularnej swego czasu planszowej gry logicznej polegająca na odgadywaniu kodu. W pierwowzorze jeden gracz potajemnie układał kod (cyfry, barwy, różne wariacje tego były), a drugi próbował go odgadnąć w określonej liczbie prób. Dżungla (1988) – to kolejna gra komputerowa będącą adaptacją planszówki (w oryginale zwana Jungle lub Do Shou Qi), która przypomina dziecięce szachy, w których zwierzęta zjadają się wzajemnie. Bongo (1990) to logiczna zręcznościówka z widokiem z góry, w której kosmonautą (lub niekiedy dziwnym kosmitą) musimy zbierać porozrzucane po planszy klucze i diamenty. Gdyby bohaterowie poruszali się szybciej mogłoby być to zjadliwe. Gabi (1990) to kolejny puzzler, w którym wiewiórką zasuwamy po labiryncie, przesuwamy kamienie i musimy zebrać wszystkie orzechy. No i ostatnia z małych, shareware’owych produkcji Pana Pantoły, czyli Kvadryk (1990) to także jakaś logiczna zręcznościówka z widokiem z góry, w której sterujemy jakimś potworem, czy smokiem. Te malutkie jak na standardy 8-bitowe gierki nie są dzisiaj jakoś wielce grywalne, ale wiadomo, że każdy autor musi najpierw potrenować zanim napisze swoje opus magnum. Prawda profesorze Larku?

Kolejne przygodowe hity autora A.D. 2044. Góra – Klątwa, dół – Władcy Ciemności.

Przejdźmy teraz do najlepszych gier Rolanda Pantoły na Atari XL/XE, czyli do przygodówek graficznych point’n click, z których dwie ostatnie zostały skonwertowane także na Commodore 64. Pierwszą i chyba najlepszą, bo z przebojowym i śmiesznym scenariuszem jest opisywana dzisiaj przez nas Sexmisja (1991), która została oficjalnie wydana pod nazwą A.D.2044, prawdopodobnie z powodu konfliktu praw autorskich z filmem Machulskiego, gdyż wątpię aby była ona licencjonowana. Nie jest ona wiernym co do joty odzwierciedleniem filmu (mamy tylko jednego samca do kontroli) i można powiedzieć, że czerpie garściami z tej kultowej komedii scifi. Została ona napisana w asemblerowym języku programowania wysokiego poziomu zwanym FORTH, który autor po swojemu dodatkowo przerobił. Ja się na tym nie znam wcale, ale w filmie profesor Larek napomknął wam więcej na ten temat. Zresztą pozostałe produkcje Rolanda Pantoły także zostały napisane w tym programistycznym narzeczu. Jak już jesteśmy przy A.D.2044 to gwoli sprawiedliwości należy dodać, że za muzykę w tej grze odpowiada Leszek Hołda, niestety nie spotkałem na Atari innych programów z muzyką tego człowieka. A szkoda, gdyż nuta zawarta w grze, pomimo krótkości jest niczego sobie… Dziękuje Sikorowi za uzupełniające info: Leszek zrobił muzykę do Władców Ciemności i Klątwy. Fajnie.

Drugim dużym przebojem stworzonym przez Pana Pantołę była Klątwa (1992), umiejscowiona w świecie fantasy i zrealizowana na podobnym silniku graficznym. Ciekawostką jest, że tutaj pojawia się na ekranie postać naszego bohatera, którą sterujemy, zaś w Sexmisji dostępny był tylko widok z naszych oczu. Niestety w Klątwie protagonista porusza się dosyć ospale, więc może lepiej byłoby go nie przedstawiać graczom? Chyba zauważył to sam autor, gdyż w kolejnej swojej grze porzucił ten pomysł i we Władcach Ciemności (1993) znowu mamy tylko widok na lokacje, bez graficznego przedstawienia herosa. No i fajnie, rzekłbym lepiej! Ta przygoda także rozgrywa się w świecie fantasy i podobnie do wszystkich gier Rolanda Pantoły zebrała swego czasu bardzo pozytywne recenzje w polskiej prasie growej pokroju Top Secret, czy Secret Service. Jak już napomknąłem – dwie ostatnie gry doczekały się udanych konwersji na Komodę, a my w przyszłości na pewno pokażemy je w naszym programie. Wróćmy jednak do autora, który najwidoczniej zakochał siew grach przygodowych z widokiem z oczu protagonistów, gdyż…

Gry Pana Pantoły na PC. Od lewej góry: remake A.D. 2044, Reah, Schizm, Schizm 2.

REMAKE AD 2044 I INNE GRY ROLANDA. W 1996 roku dostarczył on na komputery PC remake A.D.2044 (L.K. Avalon) w nowej, super, hiper, duper oprawie graficznej, która początkowo robiła piorunujące wrażenie. Scenariuszowo i pod względem zagadek jest on podobny do wersji małobitowej, jednakże posiada dwie zasadnicze wady. Po pierwsze – nie mamy tutaj jednego widoku na pole akcji, tylko w zależności od miejsca przebywania bohatera towarzyszy mu inne ujęcie kamery. Zamiast skupiać się na rozwiązywaniu zagwozdek, to masę czasu spędzamy na szukaniu przedmiotów, które zostały sprytnie (a raczej upierdliwie) poukrywane na planszy. Na przykład wiemy, że trzeba po prostu zapalić papierosa w pierwszej komnacie, ale najpierw szukamy odpowiedniego ujęcia kamery, na którym dopiero znajdziemy paczkę szlugów. To naprawdę irytuje. Drugą zasadniczą wadą jest przedstawienie postaci kobiecych niczym robotów, lalek z sex shopu, które w żadnym wypadku nie są atrakcyjne dla gracza. Trzeba jednak zauważyć, że jest to przecież gra z 1996 roku, a wtedy ludzkie postacie w trójwymiarze nie cieszyły zbytnio naszych oczu. Kto przymknie oko na te wady to może (ale niekoniecznie) całkiem znośnie bawić się przy tym remaku.

Mniej znane gry, w których maczał palce Pantoła. Od lewej: dobry Sentinel, niezłe Overclocked i dwa potworki: Draggo oraz Nina Kroniki Agenta…

W podobnym stylu, ale lepszej oprawie graficznej zostały utrzymane kolejne superprodukcje (jak na ówczesne realia polskiej branży gier), które nadzorował i tworzył Roland Pantoła, czyli przygodówki Reah (1999), Schizm (2001), Schizm 2 Kameleon (2003), oraz Sentinel Strażnik Grobowca (2004). Wszystkie one to bardzo ładne, renderowane gry przygodowe z widokiem z oczu, utrzymane w stylistyce podobnej do kultowych prekursorów tego gatunku z zachodu, czyli gier Myst (1995) oraz Riven (1997). Kto lubi tego rodzaju rozgrywkę z pewnością nie będzie zawiedziony tymi spokojnymi mózgołamaczami z fachowym, trochę surrealistycznym klimatem. Oprócz tytułów logiczno przygodowych zdarzyło się biednemu Rolandowi maczać palce w potworkach pokroju: Draggo (2002) – logiczna platformówka dla najmłodszych z brzydkim smoczkiem w roli głównej, Nina Kroniki Agenta – Tunele Afganistanu (2003) – paściarska strzelanka z kobiecą wersją Rambo w roli głównej (unikać jak ognia!) oraz przeciętnym Overclocked: Historia Przemocy (2007) – niskobudżetowej wariacji na temat kultowego gdzieniegdzie Fahrenheita (Quantic Dreams). Niestety sławniejszemu bratu Overclocked nie dorasta do pięt, ale jeżeli ktoś jest naprawdę bardzo spragniony tajemniczej, troszkę strasznej przygodówki to może spróbować w niego zagrać. Na szczęście później nasz zasłużony dla polskiego gamedev’u autor uczestniczył w tworzeniu lepszych produkcji z naciskiem na strzelaniny FPP: świetnym i brutalnym Bulletstorm (2011) i dwóch niezłych grach wojennych Sniper 2 : Ghost Warrior (2013) oraz Enemy Front (2014). Na koniec mam dobrą wiadomość dla wszystkich fanów przygodówek Pana Pantoły, a w szczególności dla wielbicieli jego flagowej serii Schizm: w tym roku będzie miała premiera trzeciej części tego przeboju z podtytułem Nemezis. A tak ogólnie zapytam, czy są na naszej witrynie miłośnicy tego gatunku gier?

Trailer Schizm III Nemezis jest naprawdę klimatyczny. Może być hit!


A.D. 2044 aka SEXMISJA

L.K. AVALON / ROLAND PANTOŁA (1991)

PRZYGODÓWKA GRAFICZNA / POINT’N CLICK

FILM I RECENZJA DOTYCZĄ: ATARI XL/XE

Wersja dyskietkowa gry. Okładka jak okładka, widziałem brzydsze.

OPIS. Wspomniałem już we wpisie, iż fabuła A.D.2044 jest bardzo mocno oparta na Seksmisji Juliusza Machulskiego. Oczywiście w sposób dosyć luźny, główne założenia scenariusza są identyczne, jednakże nie spotkamy tutaj wielu filmowych bohaterek (jest tylko Lamia Reno), ani naszego przyjaciela Albercika, z którym byliśmy zahibernowani. Najbardziej jednak szkoda braku obecności Jej Ekscelencji… Wcielamy się oczywiście w pewnego samca alfa, który dał się zamrozić i budzi się w 2044 roku w świecie opanowanym przez kobiety. Zakładam tylko, że jest to Maks Paradys, czyli Jurek Stuhr, bardziej jajcarski z dwójki bohaterów oryginalnego filmidła, którego większość widzów polubiła bardziej od trochę bezjajecznego Albercika. W trakcie swojej przygody obserwujemy pole akcji z oczu bohatera, niczym w dungeon crawlerach, z tym że każdej lokacji przypisano na stałe tylko jeden widok, nie ma tutaj obrotów ekranu co 90 stopni. No i dobrze, dzięki temu wszystko jest czytelne i przejrzyste dla gracza.

Kibel, kibel, kibel, kibel, wylęgarnia muszek!

Grę obsługujemy dżojstikiem, którym poruszamy strzałką (kursorem, niczym w rasowych grach point’n click). Po kliknięciu na jakiś aktywny przedmiot otoczenia – pojawiają się komendy do wyboru, interakcje w jakie możemy wejść z danym obiektem. W zależności od rodzaju danego rupiecia możemy na przykład: przyjrzeć mu się, nieraz przybliżyć widok, otworzyć, wziąć, zjeść, wypić, zamknąć itp. itd. Nasz bohater posiada kieszeń ekwipunku i może nieść tylko cztery fanty na raz, więc warto dobrze się zastanowić, co nam będzie potrzebne, a co może robić za zapchajdziurę. Przedmioty można zostawiać tylko w miejscach znalezienia innych gratów, których znajdziecie wiele w trakcie przygody, przez co nie jest to zbytnio irytujące, ale zawsze byłoby fajniej, gdyby dało się w każdym miejscu wypróżniać kieszenie. Po prawej stronie ekranu widzimy mapę, która jest rysowana na bieżąco w miarę naszych postępów w grze. Klikając na wyjścia z pomieszczenia (na przykład drzwi) możemy iść w danym kierunku, jednak łatwiej nacisnąć na komendę „idź”, wtedy pojawią się nam wszystkie możliwe do wyboru drogi. W każdej chwili możemy także zapisać i wczytać stan gry. Przejdźmy w takim razie do zalet i wad…

Willa Jej Ekscelencji obecna! Z wystrojem na bogato i luksusowo!

PLUSY. Kapitalny i świetnie przemyślany interfejs, godny komputerów 16-bitowych to wielki atut A.D. 2044. Jest przejrzysty, łatwy do opanowania i wygodny, a pomysł z mapą bardzo chwalebny. Po chwili będziecie się tu czuć swojsko niczym w jakimś starszym Windowsie. Pozytywne wrażenie robi także oprawa graficzna, mocno klimatyczna i szczegółowa, wszystkie przedmioty są rozpoznawalne (dodatkowo posiadają opis), zachowano stylistykę retro science fiction pomieszanego z PRL’em, czyli tak jak było to na dużym ekranie. Świetnie, że w przypadku szuflad, skrytek, szaf, czy ważnych dla fabuły miejsc można dokonać zbliżenia (powiększenia) widoku, co zdecydowanie ułatwia i ubarwia rozgrywkę. Oprawa dźwiękowa nie jest może mocno zapamiętywalna, ale krótkie muzyczki powodują banana na twarzy, zaś skromne efekty dźwiękowe pełnią swoją funkcję należycie. Przejdźmy do najważniejszego…

Śmiesznych smaczków w A.D.2044 znajdziecie mnóstwo!

Scenariusz gry to jeden z najlepszych w historii gier 8-bitowych, głównie dzięki wzorowaniu się na filmowym skrypcie. Jednakże trzeba było mieć łeb na karku, by zamienić film w grywalną grę z fajnymi zagadkami i za to chwała autorowi! Dodatkowo Roland Pantola wykazał się świetnym poczuciem humoru i zawarł w grze multum smaczków do innych seriali (suchy chleb dla konia z Wojny Domowej!), czy do absurdów PRL-u. Co chwilę jakieś komentarze, czy opisy przedmiotów przywołują uśmiech na nasze lico, a niektóre nawet powodują ataki ostrego brechtu! Myślę, że każdy gracz zapamięta wielce rozkoszne zbliżenie z roznegliżowaną, przepiękną Lamią Reno… Wszystkie zagadki w grze są logiczne i fajnie zaprojektowane, bez jakichś durnych pomysłów z kosmosu i szczerze to każdy bardziej rozwinięty człekopodobny powinien przejść ten tytuł na chłopski (lub babski) rozum. Oczywiście znajomość pierwowzoru, czyli przygód Maksia i Albercika naprawdę wielce tu pomaga. Nie występują tutaj także żadne nagłe zgony bohatera spowodowane błędnym wyborem drogi, czy wybraniem nieodpowiedniego przedmiotu w trakcie rozwiązywania jakiejś łamigłówki. Wszystko zostało przez autora naprawdę należycie przemyślane i świetnie zaprojektowane. Ponoć da się tutaj umrzeć z głodu, jednakże nam się to nie zdarzyło…

Kupiłem czarny ciągnik i wpadam nim do willi na pełnej rukwie!

MINUSY. Moim skromnym zdaniem jedynym minusem tego tytułu jest fakt, że nie można w każdej chwili wyrzucić zbędnych przedmiotów. Potraktujcie tę wadę jako czepianie się na siłę, gdyż co chwila będziecie znajdować miejsca do pozostawienia rupieci. Jeżeli się uprzeć to można także zarzucić lokacjom jednorodną kolorystykę (przynajmniej na tym samym piętrze / poziomie), ale powiem wam szczerze, że zauważyłem to dopiero, gdy wrzucałem do wpisu screeny przygotowane przez profesora Larka. W trakcie rozgrywki wcale tego nie zauważamy, a wszystkie miejsca są zaprawdę klimatyczne. Oczywiście chciałbym (a kto by nie chciał?) zobaczyć w grze pamiętną scenę z Jej Ekscelencją i cycami, przesłuchanie bohaterów przez Archeo i Genetix, albo więcej igraszek z przedstawicielkami płci pięknej w końcowej willi… Nie ma co jednak marudzić, to przecież tylko 8-bitowa gra…

Przed wyjściem na powierzchnię nie zapomnij o skafandrze ochronnym… Na pewno?!

KIEDYŚ. Nigdy nie grałem w Sexmisję, jakoś nie wpadła w moje łapska i szczerze to nie spodziewałem się po niej jakiejś wybitnej jakości. Powiem szczerze, że ogrywany przez nas wcześniej Barahir dawał mi nadzieję na dużo lepszy tytuł, a okazało się zupełnie odwrotnie. Profesor Larek w swojej młodości przeszedł A.D. 2044 w całości i wielce zachwycał się cmokając i opowiadając jaki to jest czaderski tytuł!

TERAZ. I nie mylił się! Prosto z mostu zagram tu krótką piłkę, a nie będę plótł jakieś długie androny. Najlepsza przygódówka graficzna, w jaką grałem na 8-bitowym sprzęcie! Ładna, śmieszna, przemyślana, z zajebistym interfejsem i kapitalną fabułą. Ubaw po pachy dla wszystkich wychowanych na filmowym arcydziele Machulskiego. Jedna z najlepszych gier w historii Małego Atari! Czułem się jakbym grał co najmniej na 16-bitowej maszynce, a nie na poczciwym 8-bitowcu…


Gramy na Gazie slider

ArSoft CORPORATION i Retro na Gazie prezentują:

Gramy na Gazie – A.D. 2044 aka SEXMISJA (1991) – ATARI XL/XE

LAREK / BORSUK

PRZED ZBLIŻENIEM Z GRĄ: – Borsuku, a może nagramy Sexmisję? – Daj mi spokój Larek z tymi polskimi przygodówkami, po Barahirze mam dosyć! – Ta jest fajowa, mówię ci! Super scenariusz, a nawet golizna jest! – Nie wierzę. Hmm, ale golizna mnie przekonuje. Włączaj ten szajs! PO ZBLIŻENIU Z GRĄ: – Wiesz co Larek? – No co? – Ta gra jest po prostu PRZEZAJEBISTA!

A.D.2044 (ATARI XL/XE)

Retrometr


STEROWANIE

DŻOJ i FIRE: obsługa strzałki niczym w myszce, a za pomocą niej całego interfejsu. Możliwe, że istnieją skróty klawiszowe, ale mi do szczęścia potrzebne nie były…

PS. Screeny i skany A.D. 2044 dostarczył Larek, reszta grafik pochodzi z Atarimanii, albo MobyGames, a dostarczył je Borsuk.

O RetroBorsuk 193 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.