Relacja + Video | Grawitacja 2019 + Przegląd Gier na Atari 2600

W zeszły weekend odwiedziliśmy chłopaków z logiem Atari zamiast serducha! W kwestii przypomnienia – w Krakowie odbył się 36 godzinny maraton pisania małobitowych gier, na którym oczywiście pojawiła się śmietanka atarowskiej retro sceny. Nie mogliśmy przegapić takiej okazji zobaczenia tylu świrów w jednym pokoju zamkniętych razem z Atarynami! Zapraszamy na relację z Grawitacji. Dodatkowo spotkaliśmy tam kilku młodszych wiekiem zapaleńców, którzy programowali swoje małe gierki na wirtualną maszynkę PICO 8, wiedźmina Wieśka promującego swój najnowszy słowiański zamtuz pełen najróżniejszych dziwów i dziwek, znanego niektórym Sikora grającego na projektorze w największe hity z Atari 2600, a nawet członków znanej i lubianej POKEYowej kapeli Brothers in ATRs! Wszystko zorganizował Bocianu wraz z pomocą swoich atarowskich ziomków, których serdecznie pozdrawiamy i dziękujemy za możliwość chwilowego uczestniczenia w tym spędzie. Miłośnicy gier niech się nie martwią – w tym wpisie oprócz tytułów, nad którymi pracowali w pocie czoła programiści przedstawimy wam także mini przegląd gier na Atari 2600 oraz kilka niespodzianek. Proponuję wziąć w dłoń szklanicę Sikorówki i przystąpić do degustacji! Zarówno minirelacji w wydaniu filmowym, którą tradycyjnie przygotował nasz guru kamery czyli Larek (obecna na końcu wpisu), oraz tekstowych borsuczych wypocin.


Na Grawitację 2019 zaprosił nas już jakiś czas temu Bocianu, jeden z naszych ulubionych Atarowców. Trudno nie lubić chłopa, który programuje fajnego Pac-Mada, gra na gitarze basowej i robi najlepszą swojską musztardę. O musztardzie tylko słyszałem legendy, zaś reszty doświadczyłem na własnej skórze i potwierdzam! Lubianym retro ziomkom się nie odmawia, więc w pewne sobotnie południe spakowaliśmy nasze ponad 40-letnie, stargane życiem ciała do DeLoreana i znowu wyruszyliśmy w podróż w czasie. Wraz z Larkiem wylądowaliśmy w Krakowie gdzieś w okolicach połowy lat 80-tych zeszłego stulecia, gdyż wszyscy ludzie, których spotkaliśmy zakochani byli w Małym Atari, a jeden nawet w zabytkowym Atari 2600. Co prawda stroje mieszkańców Krakowa jakoś nie pasowały stylem do mody tamtych lat, ale kto by się przejmował szczegółami… Zasłuchani w radiowe przeboje Limahla i Sandry nawet nie zauważyliśmy, gdy zaparkowaliśmy na jakimś prywatnym parkingu, na zamkniętym osiedlu i później musieliśmy cichaczem wykradać stamtąd naszą brykę! Uff, dobrze, że się udało… Jak pytaliśmy Bociana – o co kaman z tym osiedlem – to mówił nam na ucho, że to osiedle Commodorowców! Wydzielone ogrodzeniem, z pilotami do bram i nawet monitoringiem. Wiecie, okazało się, że wylądowaliśmy w alternatywnej rzeczywistości, w świecie gdzie miłośników Komody trzyma się w odosobnieniu. Mają taki swój malutki azyl w rzeczywistości opanowanej przez Atari…

Na Grawitację przybyło około 30 osób. W ostatniej ławce na czerwono: Sikor i Miker, przed nimi na zielono Madrafi.


ATARI XL/XE

Do rzeczy jednak, bo kto chce czytać o naszej podróży? Przypomnijmy może czytelnikom na czym polegała ta cała Grawitacja? Co to w ogóle za event? Żebym nadaremno nie strzępił klawiatury, ani nie popełnił żadnego byka – zdam się na informację od organizatorów. GRAWITACJA – 8bit GameJam to impreza o charakterze „Hackatonu”, w którym zespoły programistów, grafików i muzyków, będą miały za zadanie w czasie 36 godzin, napisać grę na dowolną platformę ośmiobitową. Nie ma żadnych ograniczeń dotyczących języka programowania oraz użytych narzędzi, jedynym ograniczeniem będzie z góry narzucony temat gry, który uczestnicy poznają dopiero tuż przed rozpoczęciem konkursu. Konkurs ma na celu aktywizację sceny gameDev 8bit, integrację środowiska i promocję platform retrogamingowych.

Mówiąc po ludzku – około 30 chłopa (i jedna kobieta), czyli 12 zespołów programistów zamkniętych w jednym wielkim budynku, na jednej sali przez 36 godzin, bez chleba i wody (tylko na musztardzie) programuje do skutku lub wycieńczenia gry na Atari XL/XE oraz PICO 8! Masakra, mówię wam… Nie, że jakieś tortury, tylko te chłopy (i jedna kobieta) – robią to wszystko z własnej woli, z uśmiechem na ustach! Normalnie jaja jakieś myślę sobie ze zdziwieniem… Trochę może przesadziłem z brakiem jedzenia i trunków, gdyż tych drugich dziwnym trafem pojawiło się tam w pewnym momencie po brzegi! No, ale rozumiem chłopaków w zupełności i wiem teraz skąd te uśmiechy na ich licach. Sam na trzeźwo do grania na Atari nie siadam, a co dopiero do programowania… Celem tego konkursu jest wyłonienie najzdolniejszych gropisarzy, ulepszenie własnych umiejętności programistycznych, wymiana doświadczeń, a przede wszystkim dobra zabawa. Aha i żeby nie było – nie można napisać sobie gry na dowolny temat (bo każdy przywiózłby gotowca…) tylko motyw przewodni jest losowany na Grawitacji. W tym wypadku wylosowano hasło JASKINIE, czyli szeroko pojęte pieczary miały znaleźć się w każdej zaprogramowanej grze. Nagrody w konkursie także ufundowano niczego sobie, zresztą zerknijcie na zdjęcie poniżej! Ja osobiście cieszę się z takiej inicjatywy Bociana i spółki, gdyż może ona przynieść jakiś fajny pomysł na nowy, grywalny tytuł na moje kochane 8-bitowe Atari i być początkiem jakiejś większej produkcji. Chociaż poprzednie edycje tej imprezy pokazują, że niekoniecznie tak się dzieje i sama zabawa wystarcza uczestnikom.

Nagrody dla laureatów Grawitacji 2019. Snes Mini, ksiązki, gry i fajowe kubki. 

Skoro jesteśmy przy towarzystwie jakie tam się zebrało to zacznijmy może od najdalszych ław zajętych w trakcie tej imprezy. Na końcu usadowili się Kaz (Naczelny Atari Online) wraz z TDC (sympatyczny programista z wyglądu przypominający wokalistę Papa Dance, tylko z brodą). Dłubali oni nad grą z jakimś oprychem, czy nawet żulem, jak go haniebnie nazwałem, z rozgrywką przedstawioną z lotu ptaka (możliwe, że nietoperza), która ma zadatki na całkiem grywalną grę logiczno – zręcznościową w klimatach Robbo czy Laury. Później okazało się, że gra została nazwana Bocianoric, zaś tym antypatycznym herosem był sam organizator imprezy – czyli Bocianu! Jasny gwint, ale wtopa, że nazwałem jego pikselowy odpowiednik… Gwoli wytłumaczenia dodam, iż my byliśmy tam w sobotę, zaś całe party trwało do niedzielnego południa, więc niektóre z gier widzieliśmy tylko w powijakach… TDC pochwalił mi się jeszcze jakąś gierką w świecie Gwiezdnych Wojen, która prezentowała się obiecująco, ale biesiadne przekupy doniosły mi, że prace nad nią trwają już chyba dekadę i to żadna nowość. Zapowiada się ona całkiem zgrabnie i może przydałoby się ją skończyć? Możliwe jednak, że LucasArts czy Marvel nie wypisali odpowiedniego czeku autorowi i ten stwierdził, że pierniczy, nie kończy…

Kolejny pojedynek Światła i Mroku czyli Archon wiecznie żywy!

Tam też spotkałem Krolla, największego mistrza sokolnictwa (czytajcie Atari Falcon), i jednego z redaktorów pisma Atari Fan, który pochwalił się, że pomimo trudu i znoju wydadzą kolejny numer tego ciekawego periodyku. Fajnie. Siedział tam jeszcze pewien jegomość, którego ksywy zapomniałem (wybaczcie, zapamiętuje dopiero po trzykrotnym spotkaniu), który non stop zagrywał się w różne atarowskie przeboje za pomocą swojego tęczowego dżoja firmy Matt. Pikne barwy! Z produkcji, które ogrywał najbardziej utkwił mi w głowie bardzo dobry klon Arkanoida zwany Technoid (1995 Stanbit), którego wcześniej nie znałem. Polecam i chętnie kiedyś do niego przysiądę. Widziałem tam także pojedynek armii mroku i światła w pamiętnym Archonie. A nie mówiłem, że to często ogrywany tytuł na wszelakich zlotach? Siedział tam także Koala, który podczas Grawitacji stworzył prostą grę zręcznościową zatytułowaną Jaskiniowiec w Czasach Inkwizycji. Z tego, co zdążyłem się zorientować – polega ona na uciekaniu tytułowym jaskiniowcem przez jaskinie przed goniącą go wiedźmą. Jeżeli ktoś pragnie zobaczyć rozgrywkę z Jaskiniowca oraz Bocianorica to zapraszam do filmiku poniżej.

Trochę rozgrywki z Jaskiniowca i Bocianorica. Autor filmiku: Saberman

W ostatniej ławce siedziała także brygada Sikora, czyli naszego korespondenta z atarowskiej retro sceny, w której skład z tego co zdążyłem zauważyć wchodzili Miker (znany atarowski muzyk), a później Iron (gospodarz zlotu Ironia). Sikor to twardziel i nie byłby przecież sobą, gdyby nie wziął się za bary z legendą! Zapragnął przenieść na Małe Atari przygody najsłynniejszego polskiego bohatera ostatnich lat czyli Wiedźmina! Swojego rębajłę gadzin wszelakich nazwał dla niepoznaki Wieśkiem (jakże pomysłowo i z uniknięciem praw autorskich!) i umieścił w grze tekstowej. Zatytułowanej po prostu Wiedźmin Wiesiek. Chociaż czytając pierwsze akapity tej historii stwierdzam, że rębajło z Wiesława jest wybitny, rżnie wszystko z wyjątkiem potworów! No, chociaż zgodnie z maksymą każda potwora znajdzie swojego amatora – zdarzy mu się zerżnąć także jakiegoś maszkarona… O Sikorze jeszcze poczytacie później, na koniec wstępu do jego osoby dodam, że Larek nagrał z nim także krótki wywiadzik, który jednakże zostanie upubliczniony z okazji czterolecia Retro Na Gazie.

Bullet hell shmup, którego po cichu Bocianu skrobie w domowym zaciszu. Oczywiście na Atari XL/XE.

W ławce dla prymusów, czyli środkowej zasiadł oczywiście gospodarz tej inicjatywy czyli Bocianu (jakżeby inaczej!), a także Kris3d, MarekP oraz widziany po raz pierwszy przeze mnie, bardzo sympatyczny jegomość o nicku Madrafi. Najwięcej czasu spędziłem tutaj oczywiście z Bocianu, któremu przeszkadzałem w pisaniu zręcznościówki polegającej na skakaniu ogromną kulą po kompleksie jaskiń i burzeniu domostw. Skomplikowany i efektowny miał być to stuff z odpowiednią fizyką odbijania się kulki od stalaktytów i stalagmitów! Widocznie zbyt skomplikowany, gdyż jak później zerknąłem na wszystkie ukończone prace z Grawitacji to nie znalazłem tego przeboju. Pewnikiem po naszym wyjeździe gospodarz wypił zbyt dużo swojego ulubionego barszczu i go zmogło… Zamiast tego tytułu ukończył jakąś para-grę nietowarzyską o nazwie Jaskinia City Quest. Wtf? Podrywanie ekspedientek w ciekawych okolicznościach przyrody, gdyż w sklepie pełnym piwa i innych napojów wyskokowych. Widzę, że było grubo…

Jaskinia City Quest to dosyć hardkorowe tekstowe romansidło…

Nie peniajcie, pokazał mi jednak coś ciekawego! Po pierwsze zaczątek nowego shmupa, nad którym pracuje po cichu i ma to być całkiem dynamiczny bullet hell. Gdzieś tam wrzucam wam zdjęcie do obejrzenia i powiem wam, że Ataryna chyba jeszcze nic takiego nie dostała w swoim życiorysie. Tylko czy znowu barszcz nie zatopi weny autora? Hmm. Cholernie spodobały mi się także świetne wyścigi, wzorowane na nieśmiertelnym amigowym Lotusie, bardzo kolorowe z ultra płynnym i dynamicznym przesuwem ekranu. Zerknijcie na screena poniżej i sami stwierdzicie, że zajebongo! Pograłem nawet w to trochę i powiem krótko – dla mnie bomba, tylko czemu to jest do cholery na PICO-8, a nie Atari! Reklamacja! Grałbym i tak…  Bocianu pochwalił się jeszcze programem do tworzenia obrazów dyskietek, do którego będziemy mogli wrzucać najróżniejsze pliki xex i tworzyć własne kompilacje, a także zaczątkiem swojej strony internetowej zawierającej cały jego dorobek twórczy. Pogadaliśmy trochę o zespole Brothers in ATRs, w którym przygrywa do kotleta (lub barszczu) oraz nagraliśmy z nim miniwywiad, którego możecie odsłuchać w mini relacji video, na końcu tego wpisu. Szczerze? Lubię tego chłopa!

Świetne wyścigi autorstwa Bocianu na PICO-8. Szkoda, że nie na Małe Atari…

Wróćmy jednak do największej growej niespodzianki jaką spotkałem na Grawitacji. Madrafi, o którym wspomniałem wcześniej, nie startował w grawitacyjnych zawodach tylko skrobał sobie swoją, nieznaną mi zupełnie grę na Małe Atari. Nosi ona tytuł Star Vagrant i jest kosmiczną handlówką, w stylu uproszczonego, planszowego Gwiezdnego Kupca od pamiętnego Encore. No, trochę mnie poniosło z tym porównaniem, ale wszystko w rękach twórcy i mam nadzieję, że rozbuduje on swoje dziecko pod względem rozgrywki i mechaniki. Autor zaprezentował mi parę ekranów swojej produkcji, kilka planet, na których możemy dokonywać zakupu różnego rodzaju przyszłościowych dóbr i handlować nimi w innych rejonach galaktyki. Dodatkowo widziałem, że można nabywać różniste gwiezdne fregaty, które będą różniły się osiągami oraz ładownością luku towarowego. Ponoć samych statków jest już kilka do zdobycia, zaś planet kilkanaście do odwiedzenia, a gra ciągle się powiększa. Nie mieści się już w 64 KB pamięci! Na chwilę obecną grafika w grze jest zapożyczona z internetu i przydałoby się także – dołożyć do rozgrywki jakieś główne założenia do tej niezobowiązującej zabawy w kosmicznego handlarza. Proponuję zerknąć na przykład na Vermeera z C64 lub atarowskiego Kupca i podpatrzeć niektóre mechaniki i zależności. Chociaż może za wysoko mierzę? Ale jak spadać to z wysokiego konia! Fajnie by było, gdyby któryś z bardziej doświadczonych atarowskich twórców pomógł Madrafiemu w tworzeniu Star Vagranta. Myślę, że może z tego wyjść coś ciekawego.

Star Vagrant od Madrafiego czyli handlówka w klimatach sci fi. Lubię to!

W pierwszej ławie, typowo rozrywkowej siedział Pin, posiadacz najbardziej rozbudowanego Małego Atari we wszechświecie i najbardziej czaderskiego instrumentu w zespole Brothers in ATRs czyli perkusji. Z tego co zdążyłem podejrzeć to raczej nic nie programował tylko zajmował się miksowaniem dźwięków, przesłuchiwaniem ścieżek audio, możliwe, iż nawet sobie cosik komponował. Widziałem w akcji Chaos Music Composera. Słuchawki miał na uszach i zajęty był przy swojej wielkiej konsolecie. Kto czytał relację z Ironii ten wie, że Pin ma w Maluchu: Ultimate 1MB, dysk twardy, VBXE, SIO2SD i inne cuda, wianki. Kurcze! Teraz sobie przypomniałem, że chciałem zobaczyć ten emulator ZX Spectrum dla Małego Atari. Shit! Porozmawialiśmy troszkę z Pinem na temat planów Brothers in ATRs, ponoć chłopaki stworzyli już 8 czy 9 nowych utworów. O najbliższych koncertach, czyli gdzie można ich usłyszeć? Ano na zlotach Decrunch (Wrocław 14 czerwiec) oraz Pixel Heaven (Warszawa 17-19 maj). Kto ma blisko polecam się wybrać na te imprezy!

Wiedźmin Wiesiek to tekstowy rębajło! Ino wióry lecą… 

WYNIKI GAMEJAMU NA ATARI XL/XE

1. Koala – Jaskiniowiec w Czasach Inkwizycji, 2. Bocianu i Lisu – Jaskinia City Quest, 3. TDC, Kaz, Pin, Maro – Bocianoric, 4. Sikor, Miker, Iron – Wiedźmin Wiesiek. Wszystkie gry można ściągnąć STĄD.


PICO 8

Będąc na takich imprezach jak Grawitacja można sobie poszerzyć wiedzę. Bo czymże jest PICO-8, ktoś z naszych czytelników mi odpowie? Ja ni w cholerę, ni w ząb nie wiedziałem. Okazuje się, że jest to wirtualna maszyna, czyli cyfrowe środowisko do programowania w języku Lua, stworzona dla programistów, aby uczyli się kodować mając z góry narzucone pewne ograniczenia. Możliwości tego tworu są zbliżone do mikrokomputera 8-bitowego taktowanego szybszym procesorem, wyposażonego w rozdzielczość 128 x 128 pikseli, 16 kolorowy wyświetlacz i 4 kanałowy dźwięk. I właśnie w tych odgórnie narzuconych ramach sześć zespołów próbowało w 36 godzin stworzyć grywalną grę. Niektórym wychodziło to lepiej innym skromniej. Przespacerowałem się ze dwa razy po sali, podziwiając wyniki pracy tych zdolnych ludzi i zamieniłem nawet z kilkoma parę słów. Przepraszam, że nie przypomnę sobie waszych ksywek czy imion (chociaż użyję wyników konkursu jako ściągi), ale jak wspomniałem wcześniej – ludzi rozpoznaję dopiero gdzieś od trzeciego spotkania.

Ebolis od Krzycha na PICO-8. Bardzo fajna wariacja Węża.

Największe wrażenie zrobiły na mnie trzy małe, aczkolwiek grywalne (już wtedy) produkcje. Pierwsza z nich nazwana Ebola, chyba najefektowniejsza pod względem oprawy graficznej wykorzystywała stary jak gry video pomysł na rozgrywkę zaczerpnięty z gry Wąż (Snake). Jednakże dosyć nowatorsko przyprawiony! Naszym glizdopodobnym wirusem poruszaliśmy się po jaskiniach i zjadaliśmy jakieś bąble, po spożyciu których – oczywiście wydłużaliśmy swoje cielsko. Jednakże, żeby nie było za wesoło polowało na nas zabójcze mydło! Chciało ono zmyć naszego biednego protagonistę ze ścian pieczary! Olaboga! Autor chciał jeszcze naszego paskudnego bohatera wyposażyć w możliwość strzelania, aby mógł on walczyć ze śmiercionośnym mydłem! Bo jak wiecie mydło wszystko myje, nawet wirusa i szyję… Bardzo podobała mi się fizyka poruszania naszej poczwary, a także barwna kolorystyka oraz oczywiście pomysł. Nie wiem co autor bierze, ale poproszę o namiary.

A tu początki kodowania Karate Caveman od niejakiego Kamila. Szkoda, że nie cyknąłem więcej fotek…

Drugim tytułem na PICO-8, który od razu mi się spodobał był Konwój czyli czołg przemierzający jaskinie i walczący z nietoperzami (czy jakimiś zielonymi ptaszyskami). Lufą naszej maszyny zagłady można było sterować w każdą stronę i kosić całe stada gacków. Dodatkowo możliwe, ale nie jestem pewien, że czołgiem dało się także sterować prawo i lewo. Ogólnie fajny, prosty i sprawdzony pomysł na rozgrywkę, dodatkowo w bardzo miłej dla oka oprawie. Nad tą grą pracował duet programistyczno – artystyczny w postaci młodego chłopaka i dziewczyny. Mam nadzieje, że dziecko z tego związku wyszło ładne i grywalne. O, z tego co widzę to zwyciężyli! Gratulacje. Trzecim projektem, który przykuł moją uwagę był Cheesy Abyss – jednoprzyciskowa gra dla kilku osób, w której każdy walczył z każdym. Jak to określił autor – single button Battle Royale. W ścianie sera były wydrążone otwory, dziury czy małe pieczary, a w nich chowały się jakieś węże, czy dżdżownice, które wychylały się i kręciły językiem naokoło. Kiedy nacisnęliśmy FIRE wąż skakał w kierunku, w którym wysuwał język i gdy trafił łbem w bok lub ogon innego węża – zabijał go. Schronienie mogliśmy znaleźć w innej dziurze, a jeżeli wystrzeliliśmy się poza ekran – zgon! Młodzi to mają pomysły na rozgrywkę, co nie?! Nowatorsko! Była jeszcze jakaś bijatyka, ale w bardzo wczesnym stadium i oprócz małych postaci to na tamtą chwilę nic mnie do niej nie przyciągnęło. Wspomniani wcześniej Kirs3d oraz MarekP także tworzyli na PICO-8. Najprawdopodobniej, bo za bardzo się nie chwalili, a ja nie naciskałem…

WYNIKI GAMEJAMU NA PICO-8

1. Kasia i Konrad – O Jezu Trzeba Uważać – Konwój, 2. Konrad S. – Cheesy Abyss, 3. Krzycho – Ebolis, 4. Kamil – Karate Caveman. 5. Mantis, Huginn – Żabnica. Wszystkie gry można znaleźć TUTAJ.

DODATKOWO PREZENTACJE WSZYSTKICH GIER (ATARI 8 BIT oraz PICO 8) MOŻNA ZNALEŹĆ W TYM ARTYKULE NA ATARI ONLINE.


ATARI 2600

Między innymi Pole Position, Donkey Kong, Jungle Hunt i KUNG FU MASTER na Atari 2600! Wow.

Do kogóż to należy powyższa, wspaniała kolekcja kartridży na Atari 2600? Jakże do kogo? Do jednego z największych miłośników tej maszynki w Polsce, czyli znanego już wam z naszej witryny (i nie tylko) Sikora! Ten wielki wielbiciel wszelakiego sprzętu z logotypem Góry Fuji, który jednocześnie programuje proste gry na Atari XL/XE, specjalnie dla nas przytargał na Grawitację tę zasłużoną dla growej branży maszynkę. Co więcej, zaopatrzył ją w jakiś magiczny kartridż zawierający ponad 700 gier! Materdyjo. Kiedy to ogramy? Autorem tego nietypowego jednakże wypasionego multicarta jest niejaki rj1307, któremu gratuluję zdolności i łba na karku. Dzięki temu urządzeniu (a także oryginałom) oraz uprzejmości Pina, który sam z siebie udostępnił nam projektor do zabawy z Atari 2600 – mogliśmy na pewien czas wskoczyć w pionierskie czasy domowych konsol. No i pograć w sławetną konwersję Kung Fu Master!

Atari 2600 z multicartem zawierającym ponad 700 gier. Sikor uderzył z grubej rury!

Przedstawię wam teraz kilka najlepszych gier, na jakich położyłem swoje łapska w trakcie tej prezentacji i pozwolicie, że na krapiszony pokroju Miss Piggy 1 i 2 oraz wiele innego szajsu – spuszczę zasłonę milczenia. Posiadałem kiedyś Atari 2600 w wersji Rambo, które wcale nie okazało się takie mężne i twarde jak wskazywałaby nazwa i wyzionęło ducha w trakcie mojej przeprowadzki. Z groteką tego sprzętu nie jestem więc zaznajomiony tak dobrze jakbym chciał. Oczywiste jest, że na maszynkę o tak skromnych możliwościach (tylko 128 bajtów pamięci RAM i kartridże przeważnie o pojemności 4 kilobajtów) powstawało morze shitów pokroju E.T. czy pierwszej konwersji Pac-Mana. Jednak chcieliśmy wyłowić w tym morzu parę perełek i Sikor mi to umożliwił.

Kung Fu Master (1984 – Activision)

Zacznijmy od Kung Fu Master, fajowo wydanego w pudełku VHS, które widzicie na zdjęciu u góry. Gry, którą uwielbiam w wersji oryginalnej czyli z automatów arcade i której niestety nie ma na Atari XL/XE. A na 2600 jest! Ale jaja. Oczywiście nie spodziewajcie się tutaj jakości z salonów gier, jednak jak na możliwości Atari VCS – grało mi się całkiem przyjemnie. Kanciasta, jednak ładna i rozpoznawalna grafika, bardzo zbliżone do oryginalnych barwy oraz odgłosy dźwiękowe, a nawet muzyczny motyw przewodni! Szczególnie ten ostatni mnie pozytywnie zaskoczył. Grywalność dużo lepsza od setek gier na Atari 2600, jedyną wadą są bossowie, którzy są zrealizowani dużo skromniej niźli na automatach (nie dziwota). Do ich pokonania potrzeba zupełnie innej taktyki walki niż na pierwowzorze. Pomimo tego, stosując sztuczki znane mi z oryginalnej maszynki – doszedłem do trzeciego piętra. Jestem zaskoczony – fajna gra. Wielce wychwalane przez Sikora na naszej stronie Missile Command także okazało się być dobrym szpilem. Może nie dałbym mu medalu, jak to uczynił Sikor w recenzji, ale przynajmniej rozgrywka jest tu bardzo szybka, natychmiastowa i wielce zbliżona do wersji na Atari XL/XE. Lubiłem ten tytuł na automatach, lubiłem na Maluchu i na A2600 ta gra też daje radę.

Jungle Hunt (1983 – Atari)

Następny w kolejce był Jungle Hunt czyli konwersja hitu od Segi, który został także przyjemnie przeniesiony na Małe Atari. Skakanie po linach, pływanie w wodzie z krokodylami, przeskakiwanie głazów i odbijanie ukochanej z rąk ludożerców. Szybka i prosta przygoda, która za młodu dała mi wiele frajdy, na Atari 2600 także jest szybka i prosta, lecz niewątpliwie brzydsza niźli na Maluchu. Jednak grywalność jest zbliżona, odgłosy i dźwięki budują trochę automatowego klimatu i przymykając oczy na oprawę można się pobawić. Trochę dziwi fakt, że w etapie trzecim nie biegniemy pod górę omijając lawinę skał, tylko po prostej leśnej ścieżce. Jak na pojemność kartridża – postarali się. Niestety o Donkey Kongu tego samego powiedzieć nie mogę. Toczące się beczki wyglądają jak pizza, Marian porusza się bardzo niemrawo, wszystko przedstawiono w ubogiej kolorystyce i dosyć mrocznych barwach. A tytułowy goryl? Wygląda jak ten wielki ciasteczkowy potwór ze Shreka… Omijajcie.

Donkey Kong (1982 – Coleco)

Już od długiego czasu kisimy w szkicowniku sikorową recenzję Enduro, czyli protoplasty Road Race od Activision, w której autor zachwyca się tymi pionierskimi wyścigami. Na Grawitacji miałem przyjemność pojeździć w nie całkiem długo i nawet ukończyłem jeden czy dwa etapy. Wiadomo, dla gracza uwielbiającego Road Race będzie to krok wstecz, ale od razu rozpozna, że to właśnie Enduro był protoplastą tego flagowego atarowskiego racera. Bardzo zbliżony w obu grach jest model jazdy, który do tej pory potrafi dać satysfakcję. Grafika w Enduro jest dosyć oszczędna, ale docenić trzeba fakt, iż to pierwsze wyścigi z zmiennymi porami dnia oraz warunkami pogodowymi. Nocna eskapada naszym krążownikiem szos, przebijanie się przez mgłę czy śnieżycę to było zupełne novum dla ówczesnych graczy. Niedługo spodziewajcie się recenzji tego tytułu na Retro Na Gazie.

Enduro (1983 – Activision)

Kolejnymi wyścigami jakie zaprezentował mi gościnny Sikor było Fatal Run od Sculptured Software. Doceniam fakt, że były one bardzo dynamiczne, z dużym uczuciem pędu oraz niesamowicie kolorowe. Świetnie także, że zostały osadzone w klimacie postapokaliptycznym i oprócz wyprzedzania naszych przeciwników, możemy ostrzeliwać ich z pokładowego działka. Dodatkowo musimy omijać różnorodne bariery i przeszkody na naszej drodze. Raziła trochę zbytnio kanciasta grafika wszelkich obiektów, szczególnie naszego pojazdu, jak i samochodów wroga, oraz obecność maksymalnie jednego przeciwnika na ekranie. Powodowało to lekkie znużenie i jeśli mam być szczery to w Enduro grało mi się zdecydowanie lepiej. Na pewno jednak Fatal Run w momencie premiery należał do czołówki racerów na Atari 2600.

Fatal Run (1989 – Atari)

Pozytywne wrażenie zrobiła także na mnie konwersja dosyć hitowej strzelaniny BeamRider, dostarczona przez najlepszego wydawcę gier na Atari 2600 czyli Activision. Jest to prosty w zasadach shmup, w którym trójkątnym ślizgaczem pędzimy poprzez ziemską atmosferę, przedstawioną w bardzo oszczędny sposób (scrolling poprzecznych poziomych linii) i prowadzimy wymianę ognia z atakującymi naszą planetę statkami kosmitów. Z tego połączenia nieskomplikowanych wyścigów ze strzelaniną wylewa się wręcz automatowy feeling i bez wątpienia jest to jedna z ciekawszych produkcji na Atari 2600. Zaciekawi na pewno fanów klasyki z salonów gier, którzy wielbią Tempesta lub Centipede. Myślę, że zobaczycie BeamRidera (ale w wydaniu na Atari XL/XE) na jednym z naszych turniejów, który zorganizujemy w ramach Gramy na Gazie.

BeamRider (1983 – Activision)

Najlepsze dwa dania zostawiłem sobie na koniec. Dwa najsmaczniejsze kąski, które zostały już przez nas pożarte i przetrawione całkowicie w Gramy na Gazie. Czyli Montezuma’s Revenge oraz H.E.RO. Pierwsza z tych wiekopomnych gier oczywiście jest trochę uproszczona w stosunku do atarowskiego oryginału, ale pomimo tego faktu to bez wątpienia jeden z najlepszych tytułów na Atari VCS. Przede wszystkim Panama Joe wygląda trochę jak kurczak czy gołąb, głównie z powodu słabo uwidocznionych rąk. Dodatkowo jego skoki nie są tak długie i wysokie jak w innych wersjach i przez to trudniej przeskakuje się wszelkie przeszkadzajki. Najbardziej irytują jednak znikające łańcuchy, które w tej edycji bardzo szybko się pojawiają. Ginąłem przez to wiele razy. Oprawa graficzna jest uproszczona, zaś sama kolorystyka to mokry sen przedszkolaka, który dostał swoje pierwsze świecowe kredki. Zbytnio napaćkane. Na szczęście budowa komnat jest wierna pierwowzorowi pod względem architektury – dzięki temu to kawał grywalnego szpila i chyba jeden z największych tytułów na ten system.

Montezuma’s Revenge (1984 – Parker Brothers)

A H.E.R.O? Po prostu przekozak i dla mnie największy debeściak na pierwszą konsolę Atari. Należy pamiętać, że Bohater zawitał oryginalnie właśnie na tę platformę do grania. I patrząc na jakość innych gier na ten poczciwy, jednakże mocno ograniczony kawałek sprzętu – pierwowzór prezentuje się wyśmienicie! Grafika jest nieznacznie uproszczona w stosunku do wersji na Atari XL/XE, całe otoczenie jest zbudowane z jednokolorowych prostokątów, które zmieniają swoją barwę co planszę, przez co kopalnia – pozostaje bardzo czytelna dla grającego. Cała gra jest bardzo kolorowa (w porównaniu do innych tytułów na ten system), a szczególnie przykuwa oko – wielobarwna postać naszego protagonisty. Pod względem rozgrywki tytuł ten jest bliźniaczy w stosunku do wersji na Małą Atarynę, a najbardziej cieszy szybkość akcji i poruszania Rodericka oraz komfortowe, czułe sterowanie. Zdecydowanie jest to jedna z najlepszych produkcji na Atari 2600 i z wielka przyjemnością można grać w nią nawet dzisiaj!

H.E.R.O. na wielkim ekranie to jest dopiero zabawa! Nawet przyciągnął małolatów.


PODSUMOWANIE

Myślę, że Bocianu i spółka może uznać Grawitację za całkiem udane przedsięwzięcie. My z Larkiem gościliśmy tam tylko przez pół dnia, więc pewnie wiele ciekawych atrakcji i śmiesznych wydarzeń nas ominęło. Fajnie, że w 2019 roku miłośnicy Małej Ataryny mają się gdzie spotkać, odnowić znajomości, wspólnie napisać jakieś małe programy oraz obalić razem Grubą Bertę czy dwie i powspominać stare, ale jare czasy. 8-bitowy game jam przyniósł kilka amatorskich gier na mój ukochany mikrokomputer, możliwe, że nawiązały się tam jakieś nowe kontakty pomiędzy małobitowymi programistami, którzy w przyszłości dostarczą nam bardziej dopracowanych tytułów? Wiecie w te kilkadziesiąt godzin nie da się stworzyć drugiego Zybexa czy Draconusa. Poziom produkcji na PICO-8 był naprawdę zadowalający, a szczególnie podobało mi się świeże, nowatorskie podejście do rozgrywki w grach tworzonych na ten system. Ja najbardziej cieszę się ze spotkania z paroma sympatycznymi retro świrami, których zdążyłem do tej pory polubić. Z Bocianu, Pinem, czy świeżakiem Madrafi, który jest bardzo pozytywnym człowiekiem. No i oczywiście z wielkim miłośnikiem Godzilli i Atari w jednym, niejakim Sikorem, z którym nie sposób się nudzić! Na koniec tradycyjnie gratsy dla profesora Larka, głównie za to, iż towarzyszył mi w tej kolejnej podróży w czasie, oraz za krótką minirelację, którą zdążył w międzyczasie nakręcić. Przyjemnego oglądania i słuchania.

GRAWITACJA 2019 – 8 BIT GAMEJAM – MINIRELACJA


PS. Screeny z gier na Atari 2600 pochodzą z Atarimanii.

O RetroBorsuk 93 artykuły
Zastępca Naczelnego, czyli prawie Nacz.Os. (właściciel Nory). Ulubione gatunki: wszystkie dobre gry! Z naciskiem na: akcja-przygoda, platformery, rpg, shmupy, run’n gun, salonówki. Posiadane platformy: Atari 800xl, C64, Amiga CD32, SNES, SMD, Jaguar, PSX, PS2, PS3, PS4, PSP, XboX, X360, WiiU, GC, DC, GBA, Game Gear.