
Przez te 8 lat w każdą upiorną noc Halloween sprezentowałem jakiegoś smakowitego kąska, raz w miarę świeżego, a innym razem wyciągniętego z najgłębszych odmętów giereczkowego świata, w tym roku imprezka Halloweenowa odwołana, bo nic dla Was nie mam… nie no żartowałem, wystraszyłem Was, co nie? Jak zwykle staram się dobrać coś wartego uwagi, czasem coś lepszego, czasem wręcz odwrotnie i tym razem nie zawiodę. W dzisiejszą Halloweenową noc będzie sporo o zombiakach, ale wykorzystanych w mocno niestandardowy sposób.
Deadlings: Rotten Edition
ONE MORE LEVEL – PC (2014)
Logiczna
Większość z nas zombie kojarzy z bezdusznymi, okrutnymi istotami co by tylko chciały wybić wszelaką ludzkość. Jednak zombie też człowiek i część z nich jest z tych dobrych: Czesio z Włatców Móch, Zenek Zombie czy pan Zombie z Monsters in My Pocket.
W Deadlings: Rotten Edition wcielamy się w szalonego ponurego żniwiarza, który postanowił sobie robić na nieumarłych eksperymenty żeby zdobyć sławę w internetach i od teraz są zdalnie sterowani. Rozgrywka przypomina nieco popularne niegdyś Lemingi, z tą różnicą, że zamiast zarządzać korowodem stworzonek, kierujemy pojedynczym zielonym naraz. Naszym zadaniem jest dotarcie do mety w jednym kawałku. Wykorzystując patent z Angry Birds, każdy z poziomów zaczynamy predefiniowanym zestawem stworzonek, każdy o swoich unikatowych zdolnościach. Jeden potrafi skakać i biegać przed siebie, drugi przykleja się do ścian, trzeci wykorzystuje swe pierdy by móc latać, zaś czwarty śpioch jako jedyny potrafi stać w miejscu. Każdy z wyżej wymienionych zombiaków ma swoją rolę w rozwiązywaniu zagadki. Na przykład biegacz nie może zmienić kierunku, ale za to może przeskoczyć przepaście, kleisty i pierdzący mogą dotrzeć w trudno dostępne miejsca, a drzymała może naciskać przyciski, by inny koleżka mógł przedostać się przez wcześniej zamkniętą bramę.

W miarę postępów dochodzą nowe mechaniki urozmaicające poziomy: sprężyna do zmiany kierunku biegu, barierki zamieniające jednego zombiaka w drugiego, promienie zamrażające chwilowo zatrzymujące gostka by ten nie wlazł w mordercze lasery i wiele, wiele więcej. Na każdej z map porozrzucane są wokoło mózgi, łapanie ich jest opcjonalne i jedyną nagrodą za nie jest jedna z trzech typowych mobilkowych gwiazdek po ukończeniu poziomu (pierwsza jest w gratisie, zaś druga jest za ukończenie levelu w podanym limicie czasowym). Obszarów naszych działań jest łącznie 60, co jest całkiem niezłą liczbą. Ponadto jest jeszcze 10 etapów bonusowych po ukończeniu gry, które spokojnie można odpuścić, no bo powiedzmy sobie szczerze, czy chcielibyście grać we klona Flappy Birda w grze logicznej?
Do dyspozycji mamy dwa poziomy trudności: domyślny, czyli normalny oraz ekstremalny, który jak sama nazwa wskazuje… no łatwy nie jest, bowiem gdzie wzrokiem nie sięgnąć tam wszędzie ostre narzędzia mogące zrobić krzywdę naszej grupce nieumarłych.

Graficznie jest ładnie i kolorowo równie jak w polskim Oozi: Earth Adventure. Jakaś niezła muzyczka leci w tle, no nie ma się do czego przyczepić. Chociaż w sumie fani gier logicznych mogą trochę pomarudzić, że zagadki zbyt łatwe i gra bardziej stawia na zręczność, niż na myślenie, co akurat jest dla mnie plusem. No Braid toto nie jest, ot popykadełko na parę wieczorów.

Zombie Bowl-O-Rama
MumboJumbo, LLC – PC (2009)
Kręgle
Co wspólnego mają ze sobą zombie oraz Fred Flintstone? Na pozór niby nic, a po części chodzi tu o pewien sport zwany kręglami. Wyobraźcie sobie że zamiast klasycznych pionów mamy do trafienia kulą nieumarłych. Brzmi to niezbyt sensownie, ale przyznajcie czy przynajmniej raz mieliście koszmar w którym słychać było nawoływanie „Hey Niko! Its Roman, lets go bowling”, a jako że GTA 4 wyszedł rok wcześniej niż omawiana produkcja to macie sensowny argument stojącym za powstaniem tej gry.
Zanim się jeszcze przyjrzymy tej grze to wspomnę tylko, że ZBOR czerpie garściami z Elf Bowling 7, tak bardzo, że tak prawdę powiedziawszy można ten tytuł uznać za Halloweenowy reskin wulgarnej elfiej gromady*. W grze wybieramy w jednego z kilku dostępnych śmiałków i naszym zadaniem jest… zgadliście, gra w kręgle. Tak jak w klasycznych kręglach rzucamy kulą na przemian z rywalem i wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów w 10 turach. Jednak nie myślcie, że będzie to prosty symulator typu naciśnij guzik aby wybrać kierunek, potem jeszcze raz by ustalić siłę strzału, yaba da ba du i do przodu. Tu dla urozmaicenia zabawy mamy system power upów i przeszkadzajek rodem z Mario Kart. Tak wiem, że mało to dżentelmeńskie i fair play, no ale mając do dyspozycji nietypową koncepcję, aż żal jej nie wykorzystać i podkręcić nieco klimatu.

Z tymi ulepszeniami widać, że autorzy mieli kreatywne pomysły. Część z nich jest na zasadzie plus-minus: na przykład większa kula dla nas, mniejsza dla rywala. Z tych ciekawszych bonusów wspomnę o super kuli co z łatwością strąca zombiaki, „atak” ustawiających nieumarłych obok siebie, by ich łatwiej strącić, doczepianą piąchę, która znacznie zwiększy naszą kulę itp. Natomiast do uprzykrzania życia rywalowi możemy użyć zamiany kuli w mało efektowną kapustę, blokady na drodze, magnes ściągający, miód spowalniający, albo magiczne podarowanie zielonym tarcz w postaci nagrobków, by zwiększyć im szansę na przetrwanie na polu walki.
Graficznie tytuł prezentuje się w porządku, żadnych fajerwerków graficznych rodem z siódmej generacji tu nie uświadczymy, prędzej to wygląda jakby się urwało z epoki PlayStation 2. Nie jest to jakimś nie wiadomo jakim minusem, bo nie jest to FIFA, w której trzeba ultra realistycznie animować każde źdźbło trawy i mimikę zawodników biegnących po boisku. Tutaj macie kulę, zombich i pas po którym obiekt numer jeden pędzi w kierunku tego drugiego.

Przyznam, że system power upów znacznie wydłuża żywotność gry, lecz gdy tylko wymasterujecie wszystkie ataki i kontrataki niczym Was już gra nie zaskoczy. Co nie zmienia faktu, że jest to najlepsza gra w kręgle w jaką grałem. A no i można popykać z kolegą lub koleżanką na jednym kompie, jak za starych, dobrych czasów.

*Co ciekawe Elf Bowling 7 został wydany w dwóch wersjach – klasycznej zimowej, oraz wakacyjno-letniej, czym się one różnią? A no za bardzo to tak niczym, oprócz inaczej wyglądających lokacji oraz ubiorów tytułowych elfów.
