Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Donkey Kong, Donkey Kong Jr, Donkey Kong 3, Mario Bros., Popeye, Donkey Kong Jr. Math

Koniec lat 70-tych i początek lat 80-tych w historii gier wideo to czas, w którym dopiero kształtował się rynek tej elektronicznej rozrywki. W owym czasie królowały wszelakie gry na automatach, lecz z czasem pojęto, że ludzie mają ochotę pograć w domowym zaciszu, dzięki czemu powstały konsole i mikrokomputery zezwalające na uruchomienie ile dusza zapragnęła tytułów z użyciem nośnika danych. Nintendo mająca swe początku w 1889 r, w świat gier wkroczyli na początku lat 80-tych dzięki kultowym hitom na automaty oraz konsoli NES (wcześniej w 1977 stworzyli Color TV-Game, no ale przyznać się kto widział te cudeńko na własne oczy?). Po tym wstępie możemy przejść do sedna sprawy, czyli gier z serii prostych gier, będącymi w większości portami tytułów z automatów wprost na ekrany telewizorów kryjących się pod nazwą Black Box. Nazywanych tak z powodu charakterystycznych ujednoliconych czarnych pudełek. Czy były to gry dobre? Wiadomo, że w większość z nich raczej tak, bo bez nich Nintendo nie stałoby się gigantem w branży, jednak czy wszystkie są warte uwagi? Przekonacie się w tej kilkuczęściowej mini serii.

Tak sobie postanowiłem, że nie jestem w stanie zrecenzować wszystkich 30 gier gdyż ostatnie dwie pozycje wymagają akcesorium o nazwie R.O.B, który kosztuje krocie, a gry wymagające robocika za dobre to one nie są, więc pozwolę sobie je pominąć. Z dostępnych dwudziestu osiem pozycji Nintendo podzieliło je na następujące kategorie: gry arcade, gry edukacyjne, gry akcji, gry na Zappera, gry sportowe, gry programowalne (czyli te zawierające edytor poziomów) oraz wcześniej wspomniane Gyromite oraz Stack-Up z Robot Series.

Na początek zaprezentuje Wam hity z automatów Arcade Series i zawierającą jeden tytuł Education Series.


Donkey Kong

Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Donkey Kong,

Nintendo – Automaty (1981), Atari 2600 (1982) NES, Commodore 64 (1983) i inne

Platformówka

Tytuł, od którego wszystko się zaczęło, wielka małpa, dama w opałach oraz pewien skoczny wąsaty ziomek. W 1933 powstaje King Kong, jeden z najbardziej rozpoznawalnych filmów przygodowych, który doczekał się co najmniej czterech remaków. Bez tego przerośniętego goryla nie byłoby równie kultowej Godzilli. Nie dziwne więc, że panowie z Nintendo pozwolili sobie na lekkie zapożyczenie konceptu z wcześniej wspomnianego filmu, a dokładniej z sceny, gdy tytułowy potwór porywa niewiastę i zabiera ją na szczyt ogromnego wieżowca. Tutaj zamiast wielopiętrowego budynku jest bliżej nie określona konstrukcja, damulka zwie się Pauline, a małpiszon z jakiegoś konkretnego powodu zwie się osioł (podobno w celu humorystycznym). Tę niecodzienną sytuację może rozwiązać wąsaty stolarz Jumpan, który z czasem stał się najsłynniejszym hydraulikiem świata o imieniu Mario.

Zadaniem gracza jest dostanie się do najwyższego miejsca na planszy, wtedy zdenerwowany goryl zabiera damulkę i zmierza na kolejne piętro. Gra składa się łączne z trzech poziomów, z jakiegoś powodu etap drugi niedostępny jest w wydaniu na NESa. Donkey Kong będzie za wszelką cenę uniemożliwiał dotarcie na wyższe kondygnacje. Na naszej przeszkodzie staną beczki (te można niszczyć działającym przez krótki czas jednym z 4 młotków dostępnych w grze), kule ognia, sprężyny oraz… zabójcze przepaście! W przeciwieństwie do współczesnych platformówek w DK upadek z wysokości większej niż wzrost naszego bohatera powoduje że tracimy jedno z trzech żyć. Jak to we wczesnych tytułach automatowych bywa, utrata wszystkich wcieleń zmusza nas do zagrania od nowa.

W każdym poziomie czekać na nas będą nowe urozmaicenia, co teoretycznie nie powinno nikogo dziwić, w końcu to tylko 3 poziomy, chociaż z drugiej strony w takim pierwszym Pacmanie wszystkie poziomy były identyczne. W ostatnim etapie zamiast wspinaczki po Paulinkę będzie trzeba przejść przez wszystkie żółte pola, aby zrzucić goryla do upadku z rusztowania, teraz nic nie stoi na przeszkodzie, by dostać od damy serduszko i zacząć całe zabawę od nowa z wyższym poziomem trudności, no cóż, pierwotne w grach zakładano, że nie potrzebne są napisy końcowe i napis „The End”.

Jak pierwszy Donkey Kong prezentuje się po latach? Jak na 40+ letni tytuł jak najbardziej dobrze, owszem całość można ukończyć w około 3 – 4 minuty, jednak posiadacze Pegazusów mieli okazję ograć w ten tytuł wraz z innymi grami w rozmaitych składankach, więc nie musieli się martwić, że dłużej im zajmie wyjęcie kartridża z pudełka i włożenie do konsoli, niż pogranie w tego klasyka. Ciężko stwierdzić jak wyglądałyby gry, gdyby nie DK, o ile by w ogóle jeszcze istniały. Jeden z tytułów, który wypadałoby znać i ograć.

Retrometr

Dla tych którzy chcieli by więcej szczerze polecę fanowski remake pod tytułem Donkey-Me.


Donkey Kong Jr.

Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Donkey Kong Jr.

Nintendo – Automaty (1982), Atari 2600, NES (1983)

Platformówka

Zaraz po sukcesie jedynki, no nie było opcji by nie powstała dwójka. Tym razem wcielimy się w syna Donkey Konga i naszym zadaniem będzie uratować go z rąk okrutnego Mario. Tak, dobrze przeczytaliście, prawdopodobnie jest to jedyna oficjalna gra Nintendo, w której Marian jest tym złym.

Rozgrywka nie różni się zbytnio od tej z poprzedniczki, chociaż z drugiej strony większość poziomów oparta jest na wspinaczce na liany, oczywiście nadal będziemy skakać i omijać przeszkody. W NESowym wydaniu dostaniemy wszystkie 4 poziomy wprost z automatów.

Co by tu jeszcze napisać… rozgrywka jest bardziej różnorodna od tej z poprzedniczki, lecz i zarazem trudniejsza, głównie za sprawą większej ilości (głównie latających) przeciwników, na których możemy zrzucić owoc. Podobnie jak poprzednio, po gorących trzech minutach rozgrywki będziemy mieli możliwość ujrzenia zakończenia jak to młody trzyma swego ojca w silnych ramionach, po czym zaczyna rozgrywkę od nowa, dopóki nie stracimy wszystkich żyć lub wyłączymy konsolę.

W ogólnym rozrachunku dwójka także wytrzymała próbę czasu, lecz osobiście bardziej preferuję oryginał.

Retrometr


Donkey Kong 3

Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Donkey Kong 3,

Nintendo – Automaty, NES (1983)

Zręcznościowa

Finał trylogii za wiele nie mający wspólnego z serią. Tak w jednym zdaniu można by było opisać trójkę. Po pierwsze w przeciwieństwie do poprzedniczek nie jest to gra platformowa, po drugie nasz wąsacz w ogóle nie występuje i po trzecie rozgrywka jest niezbyt interesująca. Jedyną wspólną cechą jest tytułowy małpiszon, ale po kolei.

W grze wcielamy się w ogrodnika Stanleya, który za wszelką cenę ma pilnować kwiatów znajdujących u dołu ekranu. Rozgrywka przypomina nieco mieszankę Galagi i Defendera. Naszymi przeciwnikami będą robale, które będą chciały nas okraść z roślinności oraz Kong który schodzi w dół ekranu trzymając się drążków. Jak zejdzie na sam dół przegrywamy, my zaś uzbrojeni w sprej na owady likwidujemy owady oraz strzelamy w zadek człekokształtnego by ten uciekał w przeciwnym kierunki niż ten w którym dąży, jak dotrze do górnej krawędzi ekranu przechodzimy do następnego poziomu. Dostępnych unikalnych lokacji mamy aż trzy, co starczy tak na półtora minuty, a może nawet i dwie. Praktycznie 80% rozgrywki ogranicza się do skakania pośrodku najwyższej platformy i ostrzeliwaniu małpiszona nim robale zaczną atakować gracza. Ta taktyka jest wystarczająca by poradzić sobie z większością przeszkód, równie dobrze można wcisnąć te dwa klawisze i zając się czymś innym. Jednym słowem czarna owca kultowej serii i jedna z gorszych gier od wielkiego N.

Retrometr

3 grocze Nacz.Osa – Hola hola! Mości Redaktorze! Wyrażam pisemnie swój sprzeciw wobec potraktowania imić Konga Trzeciego w sposób tak okrutny! Owszem, małpa jest tu na siłę z powodów marketingowych i można by za nią dać np. Białego Misia z Krupówek i nazwać “dej piątaka“, ale! Grywalność tego tytułu broni się sama! W 2022 roku na zlocie RnG, Kong Trzeci był na liście automatów do rywalizacji w “arkejd miszczach” i wielu z nas przez kilka godzin rywalizowało na punkty. Zaznaczam że chodzi o wersję arcade, ale tutaj to szczegół. O co chodzi? O to że grało nam się fenomenalnie i mimo iż nie jest to prawilny Donkey to jako gra arcade z prostym systemem, ale mega grywalnością broni się sama i dałbym przynajmniej żółty, jak nie zielony! Grało mi się lepiej niż np. w niżej opisanego Mariana Brosa.


Mario Bros.

Przegląd gier na NESa z serii Black Box Mario Bros.,

Nintendo – Automaty, Atari 2600, NES (1983), Commodore 64 (1984)

Zręcznościowa

Gra, w której zadebiutował Luigi, brat Mario. W tej prostej z założenia rozgrywce będziemy musieli pokonywać złowrogie stworzonka czyhające na gracza. Aby ich się pozbyć trzeba będzie skoczyć i uderzyć od dołu w platformę, na której się znajdują, wtedy się wywrócą i mamy okazje je strącić, jednak musimy się pospieszyć nim wyswobodzą się ze stanu “otłumienia”. Jeżeli się nam nie uda stworki zmienią się na szybszą wersje i zmienią kolor.

Łącznie dostępnych jest 5 rodzajów przeciwników, każdy wymagający odrębnej taktyki. Podstawowym zwierzakiem jest żółw będący pierwowzorem dla Koopa Troopa z Super Mario Bros, nie stanowi zbytniego zagrożenia, zza wyjątkiem ostatniej niebieskiej szybkiej formy (czyżby nawiązanie do Sonica, nim ten powstał?). Kolejnym przeciwnikiem są kraby, które trzeba trafić dwa razy nim te pozwolą się pokonać. Ostatnim ze zwierzaków są motyle, te potrafią skakać i należy w nie trafić w momencie, gdy wylądują na platformie. Jest jeszcze sopel zamrażający powierzchnię, po której będziemy chodzić oraz latające, niezniszczalne kule ognia, pojawiające się, gdy Mario lub Luigi za długo będą stać w jednym miejscu lub gdy zbyt długo będą przebywać na danym poziomie. MB oferuje grę na dwóch graczy poruszających się po planszy równocześnie. Co parę poziomów czekać na nas będzie etap bonusowy polegający na złapaniu jak największej ilości monet w podanym limicie czasowym.

I to właściwie tyle o grze, gdyż nie spotkamy tu jakiegokolwiek końca, cutscenki czy coś w tym stylu. Wiele lat później bracia Mario doczekali się remake’u na Gameboya Advance.

Czy to dobra gra? Ciężko stwierdzić, owszem trochę frajdy sprawia, w szczególności jak gramy ze znajomym, choć przyznam, że te ślizganie się po powierzchni z początku może bywać irytujące. Bardziej traktowałbym ten tytuł jako ciekawostkę oraz wstęp do większej i lepszej kontynuacji z dopiskiem Super w nazwie.

Retrometr


Popeye

Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Popeye

Nintendo – Automaty (1982), NES (1983) i inne

Platformówka

Kolejnym portem z automatów są nietypowe przygody wiecznie palącego fajkę marynarza. Nietypowa, bo zamiast walczyć z przeciwnikami czy skakać po platformach zbieramy spadające z nieba rozmaite przedmioty upuszczane przez ukochaną siłacza Olive (serca, nutki oraz literki) zwracając uwagę by te nie wpadły do wody. Im będą bliżej dolnej krawędzi ekranu, tym więcej punktów za ich zebranie dostaniemy. Żeby nie było za łatwo, cały czas będziemy musieli unikać Brutusa próbującego za wszelką cenę wyeliminować głównego bohatera. Jedyną formą obrony przeciw niemu jest tak jak w komiksach oraz animacji zjedzenie puszki szpinaku działającego niczym magiczny napój z Asterixa, wtedy Brutus zachowuje się podobnie jak duchy z Pacmana, gdy widzi zagrożenie ucieka przed graczem do czasu jak skończy się moc tegoż niezwykle przydatnego bonusu. Zresztą, cała rozgrywka mocno zahacza o przygody żółtego żarłoka, tam tak samo musieliśmy zbierać itemki i próbować się nie zderzyć z nieprzychylnie nastawionymi postaciami.

Podobnie jak w Donkey Kongu poziomów do rozegrania mamy jedynie trzy: doki, wielopiętrowy budynek od zewnętrznej strony oraz statek, na którym będzie czyhać dodatkowo sęp, którego możemy trafić z piąchy. Jak pewnie się domyślacie to i ta gra także nie ma zakończenia i po prostu się zapętla po pięciu minutach gry. O ile sam pomysł ciekawy, tak wykonanie w porządku i nic poza tym, owszem sprawi nieco frajdy, lecz jedynie na krótkie sesje.

Retrometr


Donkey Kong Jr. Math

Przegląd gier na NESa z serii Black Box [część 1/5]: Donkey Kong Jr. Math

Nintendo – NES (1983)

Edukacyjna

Pierwsza i jedyna pozycja z katalogu gier edukacyjnych z serii Black Box. Jak sam tytuł wskazuje mamy tu do czynienia ze spinoffem przygód małpiszona juniora, który w ramach rekompensaty za uratowanie swego tatka z rąk Mariana został zmuszony do nauki matematyki, ałć. Co takiego interesującego nas czeka w matematycznych przygodach? No jak pewnie się domyślacie prawidłową odpowiedzią jest liczenie. Podobnie jak w większości gier z serii Black Box, tak i tu mamy dwa tryby… ehm… zabawy: „Calculate” i „Exercise”.

W domyślnej kampanii u góry ekranu stoi sobie uśmiechnięty Donkey Kong Senior, który trzyma tabliczkę z wybraną przez niego liczbą, naszym zadaniem jest wymyślenie takiego działania, by osiągnąć wybrany wynik. Gdyby to była gra komputerowa to najpewniej wpisywaliśmy cyfry z poziomu klawiatury, jednak mamy do czynienia z konsolą i przyznam, że twórcy w dość oryginalny sposób poradzili sobie z tą barierą. Otóż tak jak w klasycznym DK Jr. wspinamy się po lianach, na których nie widzą owoce, a cyfry, które będziemy wybierać, zaś na lądzie czekają na nas znaki mnożenia, dzielenia, dodawania i odejmowania. Przykładowo dostajemy zadanie zdobycia wartości 877, zaczynając z wartością 50, teraz wystarczy podzielić przez 3, żeby osiągnąć wartość 16 (gra ignoruje wartości po przecinku), następnie pomnożyć przez 9, co daje nam wynik 144, teraz mnożymy razy sześć i dodajemy 6 oraz 7, by osiągnąć wymaganą sumę. Gdy będziemy mieć ochotę pomęczyć kolegę lub koleżankę to gra oferuje możliwość rywalizacji w trybie multiplayer, zabawa gwarantowana! ;)

Jeżeli chodzi o drugi tryb rozgrywki to tym razem będziemy musieli podawać wynik działania pod kreskę wybierając jeden z dziewięciu wariantów działań matematycznych. Nic nie stoi na przeszkodzie byśmy mogli dodawać dwie sześciocyfrowe sumy (np. 416749 + 366839 albo 787749 + 774167), albo mnożyli trzycyfrową sumę z dwucyfrową.

Jak widzicie Nintendo naprawdę zależało, by młodsze pokolenie nie tylko młóciło w ich hiciory, ale i też mogli się nieco rozwinąć swe umiejętności liczenia. Z jednej strony jak najbardziej doceniam sam pomysł, tylko z wykonaniem nieco gorzej. Zresztą nie ma co się oszukiwać, jeżeli obok siebie położycie kartridż z Popeye i Donkey Kong Jr. Math, a na konkurencyjnej konsoli macie do dyspozycji River Raid i Centipede to sami sobie odpowiedzcie, który z tych czterech tytułów ogracie najpierw? Nie piszę, że jest to jakiś niegrywalny twór, ale też do górnej półki nie należy, dlatego ocena w kolorystyce nauczycielskiej, czyli czerwonej.

Retrometr

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC