Recenzja | Life is Strange (PC, PS3, PS4, XboxOne, X360)

WlepaW momencie, kiedy to piszę, przed uczniami i nauczycielami jest jeszcze niemal miesiąc wakacji. Ja jednak, choćbym strasznie psioczyła, żyć bez szkoły nie mogę – ogrywam obecnie wyczekane Hogwarts Legacy, a jedną z ważniejszych gier mojego dorosłego życia jest z pewnością Life is Strange. Jakkolwiek zgadzam się z tezą postawioną w tytule, tak z przyjemnością wracam pamięcią do mojego pierwszego przetarcia, w którym dobitnie zrozumiałam, że gry to nie tylko rozrywka, edukacja i ciekawa historia, ale także doświadczenie, które mocno oddziałuje na emocje, nie tylko złość powodowaną niepowodzeniami. Wiele kwestii moralnych do rozstrzygnięcia, nieco zbyt udawane wybory i ich konsekwencje, ale też zagadka kryminalna w tle. Gra niedawno wyszła w remasterze, z nim jeszcze nie miałam styczności, dlatego całość opiszę w oparciu o doświadczenie ogrywania tytułu na PC.

Life is Strange jest dziełem DontNod, które zadebiutowało ciekawym Remember Me. O ile jednak ich pierwsza gra w większości była liniowa, tak już kolejna miała otwierać przed graczem więcej możliwości. Spore pole do eksploracji, rozwidlające się wybory, które miały znaleźć odzwierciedlenie w dalszej części rozgrywki, a do tego wykorzystanie bajeru z mocą głównej bohaterki, czyli cofania czasu. Zacznijmy jednak od początku. Wcielamy się w licealistkę Max Caulfield, podejmującą edukację w szkole średniej w rodzinnej miejscowości, skąd wyjechała lata wcześniej. Prawdopodobnie w jej nowym miejscu zamieszkania także znalazłaby jakąś placówkę, jednak w Blackwell Academy wykłada jej idol, Jefferson. Nauczyciel jest specjalistą od fotografii, wielkiej pasji naszej nerdowskiej bohaterki. Na jednych z zajęć dziewczyna odkrywa, że cofnęła się w czasie do początku ich trwania, po dość szokującej wizji latarni pośród sztormu. Zaskoczona tym odkryciem rusza do toalety (w pojedynkę, to nietypowe dla dziewczyn), gdzie doświadcza czegoś jeszcze bardziej traumatycznego – staje się świadkiem zabójstwa. Sama przeżyła, gdyż się skitrała i sprawca nie wiedział, że także się tam znajduje. Udaje jej się jednak skorzystać z nowo odkrytej mocy, dzięki czemu przed strzałem wszczyna alarm. Niedoszłą ofiarą okazuje się Chloe Price – jej przyjaciółka z lat dziecięcych, którą Max z niewiadomych przyczyn olała po wyprowadzce. Obie dziewczyny zbliżają się do siebie, by nadrobić stracony czas, a Max dodatkowo stara się wynagrodzić jej porzucenie.

Niedoszła ofiara Nathana

Początkowo może to brzmieć jak jakaś nastoletnia drama rodem z Trudnych spraw, ale atmosfera naprawdę robi się coraz gęstsza. Nim jednak wrócę do opowieści, wyjaśnię, na czym polegają moce Max. Młoda fanka fotografii może cofać się w czasie o kilka minut. Dzięki temu potrafi odpowiednio wskazać właściwą odpowiedź na lekcji lub poszperać koleżankom w rzeczach tak, by nie wiedziały o tym nawet wówczas, gdy ją na tym przyłapią. Często po takiej akcji mamy dodatkową opcję dialogową albo nawet konkretny wybór dalszej ścieżki. Jednakże, nie jest to takie beztroskie. Każde cofnięcie i zmiana decyzji niosą ze sobą konsekwencje, a i sama Max reaguje na to fizycznie, choćby przez krwawienie z nosa. Wraz z rozwojem fabuły bohaterce uda się przenosić także do wydarzeń uwiecznionych na zdjęciach. Wówczas po odpowiednim skupieniu trafi dokładnie do momentu, w którym powstała fotografia. Mimo dobrych chęci skutki zmian często będą opłakane.

Oprócz chodzenia do szkoły Max będzie próbowała rozwikłać sprawę zaginięcia Rachel, mega popularnej dziewczyny, która przyjaźniła się z Chloe. Wielu uważało, że dziewczyna uciekła, jednak jej BFF była innego zdania i korzystając z mocy Max mogła dostać się choćby do sekretariatu i móc skorzystać z niedostępnych danych. Sposób, w jaki tej dwójce udaje się odkryć prawdę jest nieco naciągany, ale opowieść cały czas trzyma w napięciu, gdyż nie do końca wiadomo, kiedy uda się dojść do prawdy i czy istnieje wybór, który by to uniemożliwił, jak to było choćby w przypadku Heavy Rain, gdzie zabójca mógł nadal bezkarnie chodzić po ulicy. Tutaj dojdziemy do finału. Choć pewnie większość wie, przed jakim wyborem stanie Max, ja się powściągnę, powiem tylko, że będzie dramatycznie. Im bliżej końca, tym więcej chaosu i niekonsekwencji, ale całość historii i tak chwyciła mnie za serce.

Tornado, ważna figura w grze

Oprócz głównego wątku mamy jeszcze poboczne, równie mocne. Jedna z dziewczyn mieszkających w internacie pada ofiarą krzywdzącego filmiku z sieci. Została nagrana w niedwuznacznej sytuacji pod wpływem prawdopodobnie podrzuconych jej środków. Jako że pochodzi z bardzo pobożnej rodziny, boi się zawieść bliskich i planuje skoczyć z dachu. Gra nie udziela jednoznacznych odpowiedzi i nie próbuje być moralizatorska ani w tym przypadku, ani w kwestii eutanazji, która także się pojawia – bez szczegółów, by niczego nie zdradzić. Mam wrażenie, co bardzo cenię, że twórcy starali się zadawać pytania, a nie stawiać odpowiedzi. Pod tym względem druga część wydawała mi się bardziej, nazwijmy to, opiniotwórcza, co z kolei z lekka mnie mierziło.

Oprócz Max poznamy całe mnóstwo bohaterów mniej lub bardziej ważnych dla opowieści. Z pewnością najwięcej skrajnych emocji wzbudza wspomniana już wielokrotnie Chloe. Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób się ze mną nie zgodzi, czego doświadczyłam kilkukrotnie wypowiadając się na jej temat, ale w moim odczuciu mocno ściągała bohaterkę w dół. Owszem, cały jej bunt był spowodowany śmiercią ukochanego ojca oraz porzuceniem przez Max, jednak czasami jej reakcje były przesadzone i mocno ryzykowne. Mam wrażenie, że dopiero spin off Before the Storm pozwala w pełni przekonać się do Chloe i jej odczuć. Kolejną ważną postacią jest Warren, lokalny kujon, specjalista od nauk ścisłych. W zależności od naszych wyborów można popchnąć fabułę w kierunku delikatnego wątku romansowego między nim a Max. Jednakże, twórcy pozostawiają także wolną ścieżkę dla jej romantycznego rozwoju z Chloe. Dużą rolę odegra też Victoria. Dziewczyna świetnie wyglądająca, z dobrego domu, zawsze ze swoją wierchuszką, za czym też kryje się inna historia. Podobnie jak za postacią Nathana. To jego swoim alarmem Max powstrzymała przed zastrzeleniem przyjaciółki. Ze względu na tę sytuację dość długo będzie pozostawał podejrzanym w oczach protagonistki. W przypadku innych osób Max będzie mogła wykorzystać swoją moc w nieco mniej poważnych sprawach. Przykład może stanowić jej relacja z Alissą. Dziewczyna często wpada w tarapaty i gdyby była postacią Simsów, jej główną cechą z pewnością byłby pechowiec. Max może ostrzegać ją przed nadlatującą piłką lub innymi podobnymi zagrożeniami.

Pokój prawdziwej fotograf

Sama fotografia odgrywa nieco większą rolę. Nie tylko jest pasją Max, dla której wróciła w rodzinne strony, ale też elementem wpływającym na rozgrywkę. Robienie zdjęć w określonych miejscach będzie ekwiwalentem znajdziek. Dla kogoś, kogo pasjonuje zbieranie trofeów, należy wspomnieć, że takowe będą za fotki wpadać. To dodatkowo zachęca do głębokiej eksploracji terenu.

Kiedy już pierwsza fala zachwytu opada, czas wymienić wady. Pisałam o emocjonujących wyborach, ale są one ekscytujące podczas ich podejmowania. Tak naprawdę mało który z nich znajduje znaczące odbicie w rozgrywce, ot kilka zagadek da się rozwiązać na kilka sposobów lub bardziej pomóc uczniom. Z drugiej strony, niektóre rozwiązania są tak mocno liniowe, że choć na logikę dałoby się coś rozwiązać w inny sposób, nie ruszymy dopóty, dopóki nie wybierzemy opcji, która ukontentuje scenarzystów. Finał jest w pewien sposób rozczarowujący, choć zdaję sobie sprawę z tego, że sama zdecydowałam się na opcję sugerowaną przez twórców (świadczy o tym stosowna wzruszająca cutscenka), ale pewnie rzadziej wybieraną przez samych graczy. Początkowo nieco topornie mi szło cofanie czasu i przy finiszu pierwszego epizodu spędziłam niepokojąco dużo czasu. Mimo wszystko najbardziej rozczarował mnie epizod ostatni. Grałam w ten tytuł, gdy już wszystkie były dostępne, więc nie musiałam czekać z utęsknieniem na dalszy ciąg, ale jednak poziom psychodelii sięgnął zenitu. Odniosłam wrażenie, że po mocnym początku twórcy nie byli pewni, jak mogliby zamknąć fabułę i podać rozwiązanie. Wiele różnych odczuć budzi także główna bohaterka. Mnie ona odpowiadała, jednak dla wielu wiodącą postacią winien być ktoś bardziej przebojowy.

Fragment dziennika Max

Pewnego razu usłyszałam w jakiejś reklamie utwór Something Good Alt-J. Momentalnie przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z grą. Choć sama wolę nieco inną muzykę, zarówno pod względem gatunku, jak i tempa, wiele kawałków świetnie pasowało mi do gry. Wolno tocząca się akcja, na tapecie To all of you. Odkrycie prawdy o Rachel – Mountains. Praktycznie każdy licencjonowany kawałek zdaje się zgrywać z opowieścią, o finalnym Spanish Sahara nie wspominając. Bardziej cenię soundtrack Daughter wykorzystany we wspomnianym nieco wyżej Before the Storm, jednak tutaj także mam swoich faworytów. Dużo zachwytu wzbudziła we mnie grafika. Dobra animacja postaci, niewielki, ale jednak, wpływ na customizację postaci, możliwość robienia zdjęć i oglądanie widoczków. Niemal zawsze możemy skorzystać z dziennika Max. Kiedy go zobaczyłam, odezwało się we mnie nastoletnie serduszko i poczucie straty, że byłam zawsze beztalenciem, jeśli chodzi o plastykę. Zeszyt wygląda odjazdowo, dodatkowo jest uzupełniany o różne odczucia i sugestie Max, co pozwala nam jeszcze lepiej poznać tę postać.

Najgorsza część wpisu, czyli ocena. Za to, jak mną mocno sponiewierała, byłabym gotowa dać medal. Wiem jednak, że łatwo ulegam emocjom i jak coś mi się podoba, to na amen. Uczciwie jednak będzie przyznać jej zielone światło. Jest z nią trochę jak w tym memie z polskiego filmu, “spokojnie, zaraz się rozkręci”. Jednak jak już się rozkręca, nie chce się odchodzić od ekranu. Life is Strange było dla mnie wspaniałą przygodą i to jedna z tych gier, których chciałabym nie znać, by móc przejść ją jeszcze raz. Już czekam na powtórkę i obniżkę, by kupić na PS4 i przypomnieć sobie nieco. Grałam we wszystkie części serii, ale to jedynka została ze mną na dłużej. Stawia pytania, ale nie godzi się na łatwe odpowiedzi. Choć warto poznać alternatywne zakończenia, chyba skłaniam się do rady Davida Cage’a, którą wyraził przy okazji Beyond – to historia życia konkretnej bohaterki, więc powinno zagrać się tylko raz.

Retrometr

Screeny z niezawodnego MobyGames

O Prezesowa 68 artykułów
Nowa na pokładzie, gotowa do pracy! Ulubione gatunki gier: jRPG-i, wszelkie Simsy, sportowe, platformówki, "GTA podobne" oraz tytuły poruszające problematykę moralną. Posiadane platformy: NES (no dobra, Pegasus), PSX, PS2, PSP, PC, od niedawna także PS3, przy czym najukochańszą jest ta pierwsza. Raczej casual niż hardcore, niemniej potrafiąca docenić tytuły kopiące w rzyć.