W kategorii gier wyścigowych można by było powiedzieć, że wymyślono już praktycznie wszystko. No bo co można wykreować? Są samochody, jest trasa po której jadą no i w sumie tyle wystarczy. Jednak mija się z to prawdą. Od czasu do czasu pojawi się jakąś perełka wyłamująca się pod schemat bycia kolejnym klonem Need For Speeda / Gran Turismo. Jedną z nich jest omawiany tu Mashed, który wylądował między innymi na jednej z płytek z CyberMychy.
Mashed
Supersonic Software – PC, PlayStation 2, Xbox (2004)
wyścigowa
Jakby tak spojrzeć na screeny, to na pierwszy rzut oka wygląda trochę jak Micro Machines czy Ignition, bo i tam kamera była umiejscowiona z lotu ptaka, i w sumie tak po trochę jest. Jednak Mashed ma dwie znaczące różnice, po pierwsze rozgrywka głównie skupia się na pojedynkach (klasyczne wyścigi okazyjnie także się tu trafią) oraz posiada system broni.

Na początku warto byłoby rozwinąć główny tryb gry, który będzie nam towarzyszył przez tak około 80% gry. Naszym zadaniem jest wyprzedzenie rywala lub rywali oraz bycie na prowadzeniu, dojeżdżając do samej góry ekranu. Ci co będą za bardzo w tyle dostaną ostrzeżenie w postaci wykrzyknika i jeżeli nie nadrobią dystansu odpadają z danej rundy, odpaść też mogą gdy wpadną w przepaść lub zniszczą auto, na przykład dachując. Po zakończonej rundzie następuje przyznanie jednego punktu wygrywającemu i odjęcie przegrywającego, po czym zaczyna się kolejna rozgrywka mniej więcej w tym miejscu którym poprzednia została zakończona. Jeżeli pojedynek będzie ciągnął się w nieskończoność następuje lekka zmiana zasad poprzez pozbycie się obniżania wyniku. Ścigania na zasadach fair play tutaj nie znajdziecie i nie raz od wygranej zależeć będzie kto kogo zepchnie lub ustrzeli delikwenta, a będziemy mieli czym strzelać do wroga.
Arsenał w porównaniu do kart racerów jest zupełnie odmienny. Przykładowo w takim Re-volcie do dyspozycji mamy balony wodne, petardy, elektryczną barierę i inne niestandardowe narzędzia destrukcji, a w Mario Kart także znajdziemy wymyślne narzędzia o podobnym działaniu: banany, grzyby, skorupy żółwia czy kule ognia. W tym przypadku postawiono na realizm. Zanim omówię co takie fajnego przygotowali twórcy dodam, że owe narzędzia można podzielić na dwie kategorie: te co robią szkodę przeciwnikom znajdującym się przed graczem, za graczem, albo i obok oraz narzędzia specjalne. Do zebrania podczas pojedynku do wyboru mamy:
- Minigun – najsłabsze a zarazem najłatwiejsze w użytku oraz w celowaniu narzędzie, pociski jedynie delikatnie spychają wroga, jednak z braku innych środków lepszy rydz niż nic
- Miny – jako jedyne zostają po zakończonej rundzie, idealne do zastawiania pułapek podczas kolejnego okrążenia. Tylko trzeba uważać by samemu nie wpaść we własne sidła,
- Olej – podobne do tego powyżej, lecz zamiast wybuchać czarny strumień powoduje śliskość na danym obszarze, niezwykle przydatne do uprzykrzania na ostrych zakrętach,
- Miotacz ognia – działa podobnie jak olej, z tą różnicą, że wiązka za autem zostaje jeszcze przez parę sekund, więc można albo szybko i łatwo pozbyć się tych co są tuż za nami, albo użyć na tych co zamierzają się zbliżyć,
- Moździerz – pojedynczy, wolno wybuchowy pocisk lecący po łuku, na plus to, że mamy więcej niż jeden strzał, na minus to, że na zakrętach leci zbyt wolno by w cokolwiek celnie trafić, używać tylko na liniach prostych,
- Rakieta – mocniejsza, pojedyńcza wersja tego powyższego, lecz wycelowanie z tego w ferworze walki do łatwych zadań nie należy,
- Strzelba – dwie szybkostrzelne eksplozje po obu bokach auta na krótkim dystansie, nie raz uratuje nam tyłek,
- Wybuchające beczki – częściej trafiałem z nich przypadkiem tych co byli za mną, do wystrzelenia i zapomienia
- Granat błyskowy – tymczasowo oślepia wrogów jak i nas, więc tak bym powiedział że średnio użyteczny
Ciekawie jest tu z kwestią samochodów. Normalnie w 99,99% trójwymiarowych pozycjach przed rozpoczęciem wyścigu gracz wybiera sobie autko które chce prowadzić: jedne szybsze, drugie lepiej skręca, trzecie ma lepsze przyspieszenie kosztem prędkości maksymalnej, a czwarte jest słabsze we wszystkich parametrach, ale za to ładnie wygląda. Ba nawet w takiej „Syrence Racer” do wyboru jest aż 7 pojazdów… tak wszystkie będące Syrenkami. Jest wersja mocno zużywana, klasyczna, policyjna, pick upowa, hatchback, wyścigowa, nawet miejsce na kabriolet się znalazło. No a jak jest w Mashed? Ano rodzaj czterokołowca jest już z góry przesądzony i zależy od trasy jaką wybierzemy. Plus jest taki, że teoretycznie przeciwnicy mają te same parametry (w co raczej wątpię), a minus jest taki, no że jak nam się nie spodoba wygląd danego wozu to nie mamy na to wpływu, no może poza kolorem. Ja oczywiście wybierałem czerwony, bo jak wiadomo czerwień daje +1% do uczucia szybkości ;) Z jednej strony brak wyboru trochę kłuje w oczy, z drugiej zaś strony nie jest to aż tak odczuwalne. Mniej więcej wszystkie wozy (których na oko jest co najmniej pięć) prowadzi się tak samo, nie ważne czy to terenówka, czy sportówka, każdy z nich jedzie tak samo szybko. Jedyną różnicą jaką odczułem to czułość skrętów, ale bardziej winna jest temu pogoda niżeli by to miało zależeć od maszyn.

Skoro o pogodzie mowa to warto wspomnieć o trasach na których owe warunki atmosferyczne panują. Te są różnorodne (trasy, nie pogoda) i będziemy mieli okazję pojeździć zarówno po typowych torach wyścigowych, zatłoczonej autostradzie jak i po offroadowych pełnych hopek, mostów, pagórków i zakrętów bez barierek czekających aż ktoś wpadnie do morza. No i są jeszcze poziomy w deszczu i w śniegu – te zaliczane są do najcięższych, bo tutejsze autka mają to do siebie, że prowadzi się je jak wozy RC, to jest, są lekkie, łatwo je przewrócić i nie raz wpadną w niekontrolowany poślizg na zakręcie, a jeszcze do tego dodać wcześniej wspomniane bronie to już w ogóle nieciężko o odrobinę chaosu, na szczęście w obie strony, bo i przeciwnicy od czasu do czasu popełnią jakiegoś babola wpadając wprost na siebie, dając nam szansę na łatwe zdobycie punktu.
A chaos się niestety czasem wkrada, głównie za sprawą dynamicznie przybliżającej się i oddalającej kamery z góry. Czasem kamera zmieni położenie tak nagle, że nie zdążymy zareagować na czas i nim odszukamy nasz pojazd na ekranie okaże się się trafiliśmy w jakiś kamień, barierkę czy słupek, co z automatu w większości przypadków powoduje punkt dla przeciwnika, bo czasu na jazdę na wstecznym tutaj nie ma.
Każda z tras oferuje po 3 rodzaje wyzwań: brązowe, srebrne i złote. Za ukończenie wszystkich z danej kategorii zostaniemy nagrodzeni bonusowym poziomem, no i taką zachętę to ja rozumiem. Poza wcześniej wspomnianymi pojedynkami i standardowymi wyścigami dla urozmaicenia rozgrywki mamy do dyspozycji tryb w którym gonimy helikopter i strzelamy do niego z miniguna, wyścig z checkpointami oraz zabawę w berka gdzie dopiero na ostatnim okrążeniu przeciwnik daje nam odrobinę forów. Dla fanów grania od początku do samego końca mam złe wieści, poziom trudności w kilku złotych poziomach jest brutalnie wysoki, zwłaszcza gdzie trzeba dogonić przeciwnika, jeden zły skręt / uderzenie w barierkę i nici z wygranej. Już sobie wyobrażam frustrację dzieciaków, gdy gra uniemożliwiała im dalszy progres.

Ani wizualnie, ani dźwiękowo giera nie powala. Nie jest ani tragicznie źle, ani wybitnie dobrze, co w grach wyścigowych nie jest jakimś problemem, w szczególności, że nie ma tu czasu na podziwianie widoczków.
Czy mogę polecić Mashed? A no mogę, choć warto zanotować, że nie jest to jakiś hicior, a solidnie wykonana ścigałka z paroma niedoskonałościami związanymi z kamerą, lekkim chaosem i odrobinę fizyką prowadzonego auta. Jak będą sprzedawać gdzieś za grosze to warto się skusić, przyjemnie się w toto gra, o ile ogarniecie model prowadzenia auta.

Jako ciekawostkę dorzucę, że początkowo miałem napisać o tym jak wydany dwa lata później Micro Machines V4 garściami czerpie z Mashed, jednak ku mojemu lekkiemu zaskoczeni okazało się, że za obie produkcje (jak i wcześniejsze MM) odpowiada ta sama brytyjska firma.