
Platformery 3D to mój konik, jakoś tak wyszło że od zawsze jako dzieciak na pegasusie szarpałem w te kolorowe gierki z Mario na czele, potem gdy PSX pojawił się w moim pokoju zadomowili się tam też trzej kumple – Crash, Spyro i Rayman, niby przyszli na chwilę pomiędzy Tekkenem a Tony Hawkiem, a zostali na dłużej, kto wie, może na zawsze. Gry się zmieniały, ale jedno pozostawało niezmienne, w platformery 3D gram cały czas, czasem robię przerwę na coś innego, ale ostatecznie do nich zawsze wracam. Widząc pierwszy trailer z Dracamr od razu uruchomiła się nostalgia, toż to to lubię! Nie ma przebacz, od razu uderzyłem do JF Games i poprosiłem o kod recenzencki, no i co tu dużo mówić, dziękuję z tego miejsca, gra skończona, pora na recenzję.
Zacznijmy może od fabuły, choć nie bardzo jest się nad czym rozwodzić. Na sielską krainę padł cień, zły jaszczur uwięził życiodajną istotę, wyssał z niej energię i co gorsza dzięki temu zmienia wszystkich mieszkańców w złych obiboków. My oczywiście staniemy w ich obronie, po prostu pacyfikując obiboków aż złe moce w postaci fioletowych kulek z nich wypadną. Z pomocą przyjdzie nam Iko, który ma specjalne właściwości. Chłopak w zależności od potrzeby będzie nam urozmaicał gameplay zamieniając się w ponton, sprężynę, lotnię, kulę i masę innych rzeczy dzięki czemu co chwila będziemy robić coś innego radząc sobie z przeszkodami.
Ciekawostką jest to, że twórcy postanowili przemycić do gry elementy z katalońskiej kultury, regionu z którego się wywodzą. I na ten przykład do wyboru mamy język kataloński, pojawiają się motywy wieży z ludzi tzw. castelli, dowiedziałem się o potrawie z orzechów, czy dziwnym zwyczaju Bożonarodzeniowym za sprawą postaci z Tió de Nadal nazywanego srającym pieńkiem! Jeżeli was ów pieniek zaintrygował, to zapraszam w środę na wywiad z twórcami, gdzie sam ich o tą tradycję podpytałem. Pewnie jest też masa innych odniesień, których nie wyłapałem bo po prostu się na tym nie znam. Jednakże bardzo fajne są takie akcenty i mi się to podoba.
Mimo tych ciekawych akcentów ta gra to standardowy platformer z równie standardowym zestawem rozwiązań, jednocześnie jest ich na tyle dużo, że nie nużą. Pozbierano całkiem spory zestaw mechanik z klasyków i wsadzono je razem przez co gra nie leci jakimś jednym schematem aż do znudzenia. Od zawsze uwielbiam ślizgi po poręczach, masa platform które znikają, przemieszczają się czy spadają, elementy aktywowane przez IKO, mini gierki w którym lecimy samolotem, jest tego sporo, choć trzeba zaznaczyć, że z drugiej strony są to zagrywki które dobrze znacie. Są trzy postacie do wyboru, można je zmieniać pomiędzy poziomami, ale niestety prócz wyglądu nie zauważyłem by się czymkolwiek różnili, a szkoda bo mogłoby to fajnie wpłynąć na gameplay i sprawić by się gra czymś mocniej odróżniła.
Poziomy bywają nawet nieźle rozbudowane, pojawiają się różne odnogi co na początku lekko mnie zakłopotało, bo ja lubię szukać znajdziek, a te na ogół są w bocznych ścieżkach. W związku z tym nie lubię sytuacji w której gdzieś idę i nie jestem pewien, czy zaraz nie popchnę gry dalej, a wolałbym iść do znajdźki najpierw i jej nie omijać. Twórcy chyba też to brali pod uwagę, więc rada jest taka, by patrzeć na znaki strzałki i iść wpierw po prostu tam gdzie strzałki nie pokazują, a będzie dobrze.
Gdy już znajdźki są na tapecie, to platformer 3D więc jest ich naturalnie pełno, nie licząc dupereli, te ważniejsze to owoce i tarcze, jest ich tylko kilka w każdym poziomie, są pochowane, ale warto, a w sumie trzeba je zbierać, bo niektóre poziomy będą od nas wymagały posiadania odpowiedniej ich liczby by iść dalej. Jeżeli są one potrzebne do dodatkowych plansz to spoko, ale mogą być też wymagane do głównego wątku, a to już może prowadzić do przymusowego zaliczania leveli ponownie, co nie jest dobre. Niemniej ja zawsze staram się szukać jak najwięcej za pierwszym razem, nie masteruje, ale szukam ile się da i to mi wystarczyło by płynnie iść cały czas dalej, więc tragedii nie ma. Nie jest tak że się co chwila z ścianą zderzymy, tylko w jednym miejscu miałem powtórzyć level, by zdobyć owocki bo nie mogłem odblokować dalszej drogi.

jest barwnie i kolorowo, czyli tak jak być powinno
W opcjach widzę są ułatwiacze dla graczy, jak asystent itp. pewnie chodziło tutaj o dzieciaki, ja tego nie używałem i w sumie nie widzę potrzeby, zginąłem tu i ówdzie wiadomo, ale checkpointów jest pełno, żyć w skrzynkach też, a poziom trudności ogólnie nie jest zbyt wygórowany. Bossowie również nie są trudni, trochę szkoda, zwłaszcza w przypadku ostatniego, choć przyznać trzeba że są fajni, każdy jest inny i ma kilka faz, choć to znów typowe mechaniki znane z innych gier. Szczególnie przypadł mi do gustu pojedynek z katalońską Godzillą, nieźle to zrealizowano. Gra nie jest ani długa ani krótka, w sam raz jak dla mnie, niecałe 7 godzin wystarczyło by ją przejść i mieć 90% na liczniku, został mi tylko jeden level którego nie wiem jak odblokować, pewnie trzeba pozbierać resztę znajdziek, ale na takie coś nie mam na starość parcia.
Grafika i muzyka jaka jest każdy widzi i słyszy, jest to bardzo dobre odwzorowanie klimatu gier z PS2, przy czym mówimy o średniej półce, takim PAC-Man World 3, Ty the Tasmanian Tiger, Tak and the Power of Juju, takie solidne średniaki z grywalnością trzymającą przy ekranie i potencjałem na coś więcej. Gdybym do nowszych gier z gatunku miał Dracamar porównać, to powiedziałbym że jest czymś pomiędzy PaperKlay, a New Super Lucky’s Tale. Jest gameplayowo bardziej różnorodny niż kurczaki, ale fabułą i postaciami nie ma startu do liska.
Największą wadą tej gry jest niestety jej największa zaleta. Dracamar ma niemal zerowe możliwości przyciągnięcia graczy, którzy nie lubią platformerów. Jeżeli tego nie lubisz to nie ma szans by Dracamar miał coś tobie do zaoferowania. Dlatego tym bardziej doceniam wkład twórców podejmujących to ryzyko, ale i oceny wyższej niż żółte światło oznaczające grę dla fanów przyznać nie mogę. Jeżeli lubisz takie giery to za te 80 zeta na premierę myślę że mówimy o uczciwej cenie, ewentualnie dodaj do listy życzeń i czekaj na promkę, ale zdecydowanie nie olewaj tego szpila. No, ale w przypadku gdy nigdy nie byłeś fanem takich gier, to Dracamar tego nie zmieni, bo nie ma nic ponad solidną starą szkołę do zaoferowania, ma zarówno wszystkie jej zalety, jak i wady.

Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PC/2026
3 słowa do gracza: Solidna stara szkoła w którą się wchodzi niczym w stare wygodne kapcie, z wszystkimi tego wadami i zaletami