Recenzja | Asterix (NES)

Jest rok 50 p.n.e. Cała Galia podbita jest przez Rzymian… cała? Nie! Jest taka osada, gdzie nieugięci Galowie wciąż jeszcze stawiają opór najeźdźcy. A legioniści stacjonujący w warownych obozach Rabarbarium, Akwarium, Relanium i Delirium nie mają lekkiego życia…

– tymi słowami rozpoczyna się praktycznie każda przygoda dzielnej dwójki Galów: Asterixa i Obelixa, którzy ubrani na galowo toczą boje przeciwko człekowi, od którego powstała sałatka na własną cześć. Oczywiście mowa tu o Juliuszu Cezarze, dla przyjaciół Julek. Nie tak dawno temu (a na pewno znacznie wcześniej niż akcja komiksu) Nasz Ukochany Naczelny Repip (w skrócie NUNR™)[dobrze że nie KNUR! – dop. Repip] opublikował przygody wcześniej wspomnianych panów w rozmiarze XXL i zaraz po przeczytaniu jakże owocnej lektury przypomniałem sobie, że na poczciwego pegazusa również została wydana giera i tak oto postanowiłem iż omówię tę 8-bitową pozycję.

A wszystko zaczęło się w październiku roku 1959, kiedy to w magazynie Pilote zadebiutowała nowa seria komiksowa wydawana w odcinkach. Stworzona przez dwójkę francuzów René Goscinny’ego i Alberta Uderzo. Dwa lata później został wydany pierwszy tom pod tytułem Astérix le Gaulois czyli Przygody Gala Asteriksa. Jak pewnie się domyślacie tytuł z miejsca stał się hitem (głównie w Europie) i na chwilę obecną (to jest 2025 rok n.e.) na światło dzienne zostało wydanych 45 komiksów, 10 filmów animowanych, 5 filmów aktorskich, jeden serial animowany* (o przygodach Idefiksa – psa Obelixa) oraz masę wspaniałych (i tych znacznie mniej) gier.

Asterix

Bit Managers – NES (1993)

Platformówka

W grze po prostu zwanej „Asterix” wcielamy się w tytułowego dzielnego wojownika Kajka Asteriksa i naszym zadaniem będzie ocalenie Obelixa porwanego przez Rzymian (jako przyszły pokarm dla lwów), gdy ten uciął sobie komara… znaczy się zdrzemnął. Podobnie jak w serii komiksów przemierzymy spory kawałek świata by uratować przyjaciela. Poniekąd wyjaśnia to dlaczego facjata jednego z dwójki Galów pojawia się w menu głównym, choć szczerze mówiąc przedstawiony scenariusz… no nie trzyma się kupy. Rozumiem jakby porwano Falbale, Ahigieniksa, czy Kakofoniksa… a nie akurat tego ostatniego to by raczej Rzymianie sami po paru chwilach wypuścili niźli uwięzili ;). A Obelix? No właśnie, machnie ręką raz, dwa i trzy i cały legion pokonany. Widocznie pan puszysty musiał mieć naprawę mocny sen (albo co gorzej, mocno wymęczony, biedaczyna nie jadł dziczyzny od dobrych paru godzin), że nie poczuł że mu grunt pod nogami się przemieszcza.

Jeżeli zaś chodzi o rozgrywkę to mamy tu typowego reprezentanta platformówek. Chodzimy, skaczemy, zbieramy gwiazdki, no i przede wszystkim walimy z piąchy przeciwników, którzy wraz z przebiegiem gry będą się różnić. Oprócz wszędzie wiszących „prawie monetek” zebrać możemy jeszcze dwa typy obiektów: słynny magiczny napój** dający nam tymczasową nieśmiertelność, a lewitujący kluczyk przeniesie nas do etapu bonusowego niczym rura z Super Mario Bros.

Naszą wielką wyprawę w celu ocalenia wielkiego człeka zaczynamy, jakże by nie inaczej, w Galii. W tamtejszych lasach wprawdzie nie trafimy na druidów, ale za to spotkamy tam wrogich żołdaków no i oczywiście dziki, które co ciekawe mogą posłużyć za ruchomą platformę w celu uniknięcia kontaktu z kolcami. Hmm… nie pamiętam żeby w którymkolwiek filmie czy animacji była scena w której Asterix jedzie na dziku po ostrych obiektach. Później poskaczemy po chmurach i menhirach by pod koniec pierwszego świata trafić do bazy wroga, żeby się dowiedzieć że księżniczka jest w innym zamku… eee znaczy przyjaciela już tu nie ma. W drugim świecie trafimy do śnieżnej Helwecji czyli obecnej Szwajcarii. Tam zmierzymy się z największymi postrachami okolicy, czyli bałwanami rzucającym morderczymi śnieżkami, wysokogórskie ptaki latające niczym nietoperze z Castlevanii też tam będą. Z jakiegoś niezbyt logicznego powodu kolejnym przystankiem będzie słoneczna Hiszpania, widać starożytne skocznie umiejscowione pod koniec każdego poziomu służyły nie gorzej, niż współczesne linie lotnicze.

W połowie naszej podróży dookoła świata odwiedzimy Egipt, lecz tym razem nie będziemy pomagać Numernabisowi w budowaniu piramidy, ani kosztować zatrutego ciasta, ani też spotkać się oko w oko z tą którą widać, nie widać, trochę widać i nie widać równocześnie, a o languście jedzącej dżem to możemy nawet zapomnieć… Na czym to ja… a no tak, recenzowanie gry. No więc w północnej części Afryki poza samym skakaniem i okładaniem piąchą węży i wojowników rzucających oszczepami pojeździmy także na kolejce górskiej rodem z Donkey Kong Country wewnątrz piramidy.

Ostatni, czwarty świat zaprowadzi nas do Rzymu, gdyż wszystkie drogi do niego prowadzą. Kości zostały rzucone i jak się zaczęło, to trzeba to zakończyć. No łatwo to tam nie będzie, no i jeszcze walka z pierwszym i zarazem finałowym niezbyt emocjonującym bossem na końcu. Cytując Obelixa: „ależ głupi ci rzymianie!”. Aż szkoda że nie trafimy ani do Pacanowa ani Mirmiłowa, zresztą na chwilę obecną w komiksach główni bohaterowi nigdy tam nie trafili, może kiedyś, kto wie.

Z powyższego opisu można by było śmiało stwierdzić, że mamy do czynienia z standardową, dobrze wykonaną produkcją, niestety nie jest aż tak kolorowo i są lekkie zgrzyty. Pierwszą największą wadą jest mocno uproszczona struktura poziomów, zapomnijcie o jakiejś wspinaczce w pionie, ot przez 95% czasu gry idziemy w prawo, od czasu do czasu przemieszczając się po ruchomych platformach. Drugim mankamentem jest poniekąd sterowanie, o ile standardowe chodzenie i skakanie dzielnym Galem jest jak najbardziej intuicyjne, tak gdy użyjemy klawisza biegu to dosłownie prosimy się o wpadnięcie do nieskończonej przepaści. Ciężko to tak na papierze wyjaśnić, ale coś jest nie tak wtedy z momentum i przyczepnością pana Asterixa. Przyznam, że takich sytuacji miałem tak ze około cztery razy.

Graficznie tytuł wypada dobrze, muzycznie całkiem spoko, tylko no niestety gameplay zawodzi. Bliżej mu do jakiejś fanowskiej darmówki, niż do komercyjnej gry, która miała konkurować z wydanymi w tym samym roku takimi tytułami jak: Kirby Adventure, Zen: Intergalactic Ninja, Megaman 6, Duck Tales 2, Chip ’n Dale Rescue Rangers 2. No niestety nie ta liga, gdyby Asterix wyszedł tak w okolicach 1987 – 1989, no to wtedy może miałby szansę zaistnieć, a tak to przepadł w pojedynku tytanów w którym to konkurencja miała w posiadaniu magiczny napój. Z ciekawości przeszukałem internet żeby odkryć coś ciekawego i trafiłem na informację, że tak naprawdę NESowe wydanie jest demakiem wydania z SNESa, który jest pod każdym względem lepszy: jest dłuższy, różnorodniejszy, lepiej wygląda, no i ma ciekawsze poziomy.

Czy warto zapoznać się z samotną wyprawą Gala po zakamarkach Pegazusa? No tak nie za bardzo, no chyba że albo jako ciekawostkę, albo gdy nie macie czegoś innego pod ręką lub jeżeli jesteście fanami komików z ich udziałem. Już lepiej sięgnąć po wydania na Segę Master System oraz trójwymiarowe XXL2 będące do dziś najlepszą adaptacją francusko-belgijskich awantuników sprzed prawie dwóch tysięcy lat. Jak to (mniej więcej) mawiał sam Juliusz Cezar „Veni, vidi, lusi, iudicavi – Przybyłem, zobaczyłem, zagrałem, oceniłem”.

Retrometr

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC