Recenzja | Ignition (PC), RC Cars (PC, PS2, PS3)

Recenzja | Ignition (PC), RC Cars (PC, PS2, PS3)

W antycznych czasach przedsteamowych w których nieliczni posiadali dostęp do Internetu (wtedy jeszcze pisany dużą literą), głównym źródłem informacji o grach była: prasa growa, e-ziny oraz (stworzona przez zespół Gry-Online i wydawana co rocznie w latach 2003 – 2009) Wielka Multimedialna Encyklopedia Gier, no i oczywiście płyty CD, a potem także i DVD wypełnione po brzegi pełnymi wersjami gier, demami, grami freeware oraz shareware. Nawiązując tematem do dzisiejszej recenzji opowiem Wam o pewnych dwóch ścigałkach, w obu przypadkach nie miałem zielonego pojęcia że istnieją, dopóki nie włożyłem niepozornie wyglądającego krążka CD z CD-Action w kolorze białym, z błękitnym wirem i tytułem gry na samej górze*. Jeżeli zaś chodzi o drugi cedek to ten zachęcał zaskoczoną panią w bikini z którego zjeżdżało miniaturowe autko, a drugie nad nią przeskakiwało.


Ignition

Unique Development Studios – PC (1997)

Wyścigowa

Po uruchomieniu gra wita gracza menu głównym rodem z pierwszego Quake, w którym podczas wyboru opcji możemy pooglądać wcześniej nagrany przebieg rozgrywki po której od razu zauważymy że mamy do czynienia z tyłem wyjątkowym. W przeciwieństwie do większości gier wyścigowych Ignition (znane też jako Fun Tracks) oferuje kamerę podążającą za autem z lotu ptaka, niczym w starym dobrym Micro Machines**, a to może oznaczać tylko jedno: czysto zręcznościową jazdę bez trzymanki i tak właśnie jest.

Wyobraźcie sobie, że zasiadacie w typowym amerykańskim autobusie szkolnym i śmigacie po zimowej dolinie i nagle jak gdyby nic pojawia się lawina i zrzuca wasze auto w przepaść, koniec gry, nieprawdaż? Otóż nie, gdyż po paru chwilach wracacie na trasę. Tak jest drodzy Gracze, w tym szpilu będziemy się zmagać nie tylko z rywalami dosiadającymi niezwykłe maszyny, jak także z wszelakimi elementami otoczenia które mogą być przeszkodą, lub pomocą w zależności jak je wykorzystamy. Zastanawiający jest fakt, czemu jest tak mało tego typu gier wyścigowych? Każda z tras dostępnych w grze jest unikalna i oferuje swój zestaw przeszkód. Na dobry początek mój faworyt – kanadyjskie miasteczko Moosejaw Falls z pędzącym pociągiem bez szlabanów, szalejącą burzą w górskiej dolinie, zakrętami bez barierek i wściekłym kierowcą pancernego traktora, który z uporem maniaka jedzie przed siebie wykonując swoją robotę i ani myśli by się zatrzymać. A to wszystko w zaledwie około 50 sekund.

Chwilka nieuwagi i… kraksa!

Trasa numer 2 spodoba się fanom dzikiego zachodu i towarzyszącej gorączki złota, gdyż w Gold rush poza błyszczącym świecidełkiem, którego niestety nie możemy zebrać i wyciągnąć z monitora, czeka na nas tornado, kolejka górska, spadające okrągłe kamienie oraz pędzące ciężarówki na skrzyżowaniu. Kolejny przystanek – tropikalna wyspa węży pełna zawiłych zakrętów, niczym gad z tytułowej trasy. Wbrew groźnej nazwy jest to najłatwiejsza trasa, gdyż za wiele przeszkód tu nie znajdziemy, ot przepaście, gdy źle wybijemy się z rampy i dwa przepływające poduszkowce umiejscowione na początku toru. W Zaginionych Ruinach poczujemy się niczym Indiana Jones za kierownicą podczas zwiedzania świątyni Majów i ich wymyślnej wyrzutni toczących się głazów oraz pełnych zakrętów okolic. Dla ochłodzenia gorących klimatów w poziomie piątym poprószy śniegiem w alpejskim kurorcie, a gdzie śnieg tam lawiny.

Całe 5 tras czeka na nas podczas pierwszych mistrzostw nowicjuszy, gdy osiągniemy mistrzostwo odblokowujemy kolejny puchar amatorów, którego zwycięstwo odblokowuje ostatnią profesjonalną ligę. Zapewne się spytacie jakież to nowe pasjonujące trasy czekają na nas w nowych wyzwaniach i niestety muszę Was nieco zawieść, gdyż w każdym kolejnym pucharze dostajemy te same trasy co ostatnio, tyle że w innej kolejności oraz jedną nową na końcu, co łącznie daje nam jedynie 7 torów po których możemy się ścigać, choć prawdę mówiąc na siłę można by napisać że dwa razy więcej, gdyż później uzyskamy do lustrzanych wersji, gdzie zamiast w prawo skręcamy w lewo.

Skoro zacząłem opisywać wszystkie domyślne tory, to pozwolę dokończyć ową dwójkę, niestety nie tak fajową jak te wcześniejsze. Cape Thor to mieszanina wszystkiego po trochę: trochę śniegu, trochę ostrych górskich zakrętów oraz dolinek, o dziwo jak na tą niby trudniejszą trasę utrudniaczy nie ma tu za wiele, choć przyznam że skok nad wulkanem z podskakującą magmą w losowych momentach za każdym razem bywa emocjonujący. Zaś jeżeli chodzi o finał, to ten niestety jest rozczarowujący w porównaniu do atrakcji jakie Ignition oferuje: Tokyo Bullet jest jedną długą i mocno zawiłą autostradą podczas nocy z jedną przepaścią w połowie toru.

Bardziej pokręconej trasy nie pamiętam!

Tyle jeżeli chodzi o tory wyścigowe. W kwestii pojazdów mam dobrą i nie do końca dobrą nowinę, jest ich więcej niż tras, jednak są niezbyt zbalansowane. W skład domyślnych wózków przejedziemy się ognistym autkiem typu muscle, medycznym jeepem, policją w stylu lat 70-tych, ciężarówką, żółtym szkolnym autobusem, kultowym MiniCooperem oraz Volkswagen Garbusem, a właściwie ich klonami. Każdy z nich posiada wady i zalety, choć zdaje mi się że wóz policyjny jest najlepszy z domyślnej siódemki. Do tego unikalnego grona wraz z postępami w trybie kariery dołączą jeszcze cztery wozy: żółty Porszak „Banana”, równie szybki Monster Truck, czarny stylowy „Vegas” z dwoma złotymi pasami oraz nagroda dla prawdziwe monstrum nad monstrami – żółto niebieskie auto wyścigowe „Ignition” z maksymalnie wypełnionymi wszystkimi statystykami oprócz wagi, które jest tak szybkie, że z początku ciężko go ogarnąć.

Jedną z największych atrakcji oprócz czysto zręcznościowych klimatów jest przede wszystkim multiplayer w trybie podzielonego ekranu na jednej klawiaturze, przy którym będziecie się świetnie się bawić, przynajmniej ja tak miałem. Pamiętam opad szczęki u jednego ze znajomych, który na ostatnim okrążeniu myślał że przemknie przed pędzącym pociągiem, ale mu niestety źle wyliczył i zabrało mu dwóch sekund i skończyło się na kraksie oraz na tym, że miałem okazję go wyprzedzić i wygrać wyścig. Takie sytuacje są tu na porządku dziennym.

Krótko mówiąc (a właściwie pisząc) Ignition to kawał porządnego ścigacza, tak dobrego, że spowoduje u was zapłon emocji. Gdyby tylko gra oferowała więcej kontentu to z miłą chęcią dałbym jej medal, a niestety na dwójkę czy nawet remake jedynki nie ma co liczyć. Owszem granie we dwójkę na jednej klawiaturze wydłuży nieco żywotność, ale i tak niedosyt treści pozostaje, a kontynuacji jak nie było, tak nie ma i raczej nie będzie.

Retrometr

*co ciekawe zagraniczne wydania zachęcały gracza żółtą lub pomarańczową kolorystką

** klasyczna kamera z tyłu auta także jest dostępna po wpisaniu kodu SVINPOLE w menu głównym gry, ach to były czasy, gdzie fajowe smaczki były sprytnie poukrywane


RC Cars

Creat Studio (2002) – PC, PS2

Wyścigowa

Zapewne wielu z Was słyszało o pojazdach RC – zdalnie sterowanych miniaturowych autkach drogą radiową (Radio Controled). O dziwo gier z tymi środkami „transportu” jest stosunkowo niewiele. Wśród najbardziej znanych można wymienić Re-volt, RC Revenge, Big Scale Racing, Stunt GP oraz R.C. Pro-Am. Dziś jednak nie będzie o żadnej z nich, a o mniej znanym reprezentancie ścigałek w mikro skali zwanym… po prostu RC Cars.

Po obejrzeniu efektownego intra przechodzimy do wyboru jednego z kilku trybów rozgrywki typowych dla gier wyścigowych: mistrzostwa, szybki wyścig, jazda z duchem oraz multik. Wybierając kampanię możemy wybrać na której trasie możemy się pościągać (domyślny wybór jest ograniczony do jednej), ulepszyć brykę w garażu lub kupić inną o ile będzie nas stać. Początkowo zaczynamy z dość skromnym budżetem wynoszącym 100 dolców, jednak gdy tylko wygramy wyścig zwiększymy zasobność naszego portfela. W zależności od zdobytego miejsca na pierwszej trasie możemy zdobyć 50, 30 lub skromne 15 zielonych za trzecie miejsce. Lubię jak gry doceniają starania gracza i nie karzą za dojechanie na innej niż pierwszej pozycji.

Autorski screenshot LukegaX – niezła pozycja.

No dobra pierwszy rajd za nami, śmignęliśmy najszybciej ze wszystkich, a ilość dostępnego szmalu zwiększyła się o 50$ + 15$ premii za rozbijanie obiektów oraz różnicę czasową z przeciwnikiem z niższej pozycji. Wydajemy po 50$ na lepsze nitro, silnik, a także i koła dla lepszej przyczepności, bo nas stać i przystępujemy do kolejnego wyścigu… a tu zonk! Aby uzyskać dostęp do trasy numer dwa potrzebne jest 50 dolców wpisowego za każdorazowy udział. Nie mając wyboru musimy znowu powtórzyć poprzednią trasę, nabić trochę grosza i niestety będziecie się musieli przyzwyczaić do ciągłego grindu. Przegrana w wyścigu spowoduje utratę kasy którą włożyliście za udział, co prawdopodobnie przełoży się na to, że po prostu nie będzie Was stać na dalszy progres. No i jeszcze do tego trzeba pamiętać, by co jakiś czas ulepszać autko, bo ze słabymi osiągami daleko nie zajedziemy. Jak pewnie się domyślacie takowy model kampanii jest niezwykle irytujący i tak właśnie jest.

Pomińmy niedoskonałości (w bardzo mocnym uproszczeniu) głównego trybu i przyjrzymy się rozgrywce. Od samego początku do wyboru mamy trzy różne autka w kilku wersjach kolorystycznych: monster trucka, 6cio kołowego dżipa oraz mini formułę, które wyglądają jakby je żywcem z Re-volta wyciągnęli. Poza samym wyglądem różnią się one także innymi parametrami jak prędkość maksymalna, waga oraz rodzaj zawieszenia. Łatwo się domyśleć że pojazd o sportowym wyglądzie będzie najszybszy, ale będzie gorzej się zachowywał przy nierównościach, a w przypadku wielkiego ociężałego giganta wręcz odwrotnie. A jak się prezentują pozostałe pojazdy? A no nijak, bo więcej niż domyślnej trójki samochodzików tutaj nie ujrzycie. Początkowo myślałem, że robię coś nie tak podczas grania w mistrzostwa, udałem się więc do mądrości z internetu i tam spotkałem się z brutalną rzeczywistością. Już nawet w rodzimym Maluch Racerze mieliśmy więcej, bo aż 6 rodzajów do wyboru (z czego każdy był tuningowanym maluchem na inny sposób). Prawdopodobnie RC Cars posiada najmniejszą pulę dostępnych wozów ze wszystkich gier wyścigowych jakie istnieją.

Kopalnia – idealne miejsce na wyścig samochodzików RC.

O czym nie wspomnę tam pada minus, to może chociaż z trasami będzie lepiej? Na szczęście w tej kwestii twórcy nie polegli, choć niestety nie jest idealnie, bo ilość scenerii jakie odwiedzimy ogranicza się do trzech: plaży, fortu oraz kanionu/kopalni. Na każdej z tras czekają nas wszelakie przeszkadzajki od których może zależeć wynik wyścigu. Możemy na przykład niechcący uderzyć damulkę w bikini i ta w ramach odreagowania kopnie naszą zabawkę, możemy też spaść do wody, gdy okaże się że drewniany mostek jest dziurawy, zbliżanie się do psa również nie jest najlepszym pomysłem. Chociaż najgorszą przeszkodą z jaką będziemy mieli styczność jest żołnierz prujący z karabinu maszynowego w nasz pojazd (!), no ja rozumiem że służba, ale od tak po prostu strzelać do miniaturowych modeli?! Oczywiście jest to gra wyścigowa, a nie FPS, więc kontrakt z ostrą amunicją powoduje teleport do poprzedniego checkpointa zamiast game over, kup se rower. 

Jak się prezentuje RCC? A no słabo, choć aż tak tragicznie nie jest, owszem widać parę niedociągnięć, które w jakimś stopniu są niwelowane dobrą muzyką, przyjemnym, acz wymagającym modelem jazdy oraz ciekawie zaprojektowanymi trasami. Prawdopodobnie gdyby nie irytująca kampania to być może dałbym ocenę z lekka zieloną. Nie raz na Steamie gra chodzi po 2,69zł po promocji, co jest adekwatną ceną do jej zawartości, ot taki miły, niskobudżetowy zapychacz (który głównie reklamował się dwoma cycatymi babkami w bikini na okładce) na parę chwil.

Retrometr

Co ciekawe istnieje jeszcze kontynuacja pod tytułem Smash Cars, tyle że z jakiegoś powodu nie jest ona dostępna w sprzedaży na Steamie. Żeby było śmieszniej alternatywnym tytułem części pierwszej jest… Smash Cars, i weź tu się teraz połap.

Informatyk z zawodu i zamiłowania. Ulubione gatunki: platformówki, gun and run, FPSy, TPSy, wyścigowe, metroidvanie oraz cała reszta co jest szybka i dynamiczna - wiek gry nie ma znaczenia. Posiadane platformy: Commodore C64, Brick Game, Pegazus, PC