
W mojej indyczej zagrodzie ostatnio lata jeden indor z dynią na łbie, co więcej skubaniec jest agresywny i wulgarny! Przypomina mi jednego umrzyka z PSX’a, za co go od razu polubiłem! Pumpkin Jack, bo o nim dziś mowa to połączenie MediEvila, czy Maximo jeżeli chodzi o klimat i stylistykę z jednej strony, oraz Rayman 2, czy Scaler jeżeli chodzi o gameplay. Mamy zatem Halooweenowe klimaty z gibkimi umrzykami, do tego platformerowy gameplay nie stroniący od umilaczy w postaci minigierek.
Dla mnie gra jest o tyle ciekawa, że oczywiście upraszczając, ale można powiedzieć, że stworzył ją Nicolas Meyssonnier niemal samodzielnie, do tego Yohan Jager dołożył muzykę, a Adrien Lucas pomógł przy portach na konsole. No nie jest to zbyt długa lista osób odpowiedzialnych za grę, szczególnie że mówimy tutaj o ładnym i na swój sposób rozbudowanym tytule. Nim jednak o technikaliach pogadamy, chciałbym w pierwszej kolejności poruszyć to czego nie badamy szkiełkiem i okiem.
Z platformerami w większości jest tak, że fabuła jest nijaka, a postacie jej tylko w tym wtórują. Jack ma tutaj jednak inne zdanie i nawiązuje do tej mniejszości która potrafi zaciekawić, rozbawić, a nawet zaimponować. Rzadko bywa byśmy byli w grze po złej stronie mocy, co więcej, równie rzadko bohater dobrej strony wydaje nam się po prostu nieodpowiedni do tego stopnia, że chętnie go i jego ekipę wyrżniemy. Tytułowy Jack to potępiona dusza cwaniaka, który grał na nosie samemu diabłu. Gdy przyszedł czas wielkiego starcia dobra ze złem, zgodnie z legendą siły ludzi wystawią swego wybrańca, a diabeł również w tym czasie do pojedynku wystawi swego czempiona. Ludzkości bronić będzie przepotężny mag, z kolei diabeł postawił na największego cwaniaka i nikczemnika jakiego znał, sprowadził na ziemię z powrotem Jacka, choć w niecodziennej formie… by się za bardzo nie cieszył. Sama koncepcja jest już intrygująca, a wszystko spotęgują świetne postacie z naszym kompanem krukiem na czele. Do tego masa fajnych dialogów, odniesień do popkultury, lekkich sucharów i kpin z wszystkiego dookoła, co mi pasuje bardzo mocno!

Gibki umrzyk idzie z kosą przez wieś!
Jeżeli zejdziemy jednak na ziemię, i zaczniemy technicznie i na chłodno na to patrzeć, to np. lokacje są mało wyszukane, standardowa karta dań w takich przypadkach – nawiedzona wioska, cmentarz, opuszczona kopalnia, bagna, czy górskie przesmyki – zero zaskoczenia. Jest też wszystko bardzo podobne do siebie, wszystko jest raczej ciemne i liniowe, zapomnij o otwartych przestrzeniach, czy questach zmuszających do backtrakingu. I o dziwo, choć brzmi to nudno to wcale tak nie jest! Gra pcha nas cały czas do przodu w sposób płynny, dodatkowo starając się co rusz urozmaicać gameplay. Najciekawszym urozmaicaczem są sekwencje w których nasz bohater musi przelecieć z punktu A do B po drodze unikając przeszkód i rozwalając bramy. Nie będę tutaj wszystkiego zdradzał, ale co chwila jest to nie tylko inna sekwencja, ale i zupełnie inny środek lokomocji, czasem totalnie zadziwiający. Drugim urozmaiceniem jest motyw odrywania dyniowej głowy bohatera, która przeciska się przez szczeliny by rozwikłać jakąś łamigłówkę czy minigierkę. Przypomina to mocno motyw z głową na ręce Sir Daniela w MediEvil 2. W ogóle ja jako stary fan MediEvila w tej grze czuję się jak w domu, nie ma tylu zagadek, jest więcej skakania, ale to wciąż podobne klimaty, do tego z dużo lepszym sterowaniem.
Gdy mówimy o sterowaniu, to przy bardziej wymagających sekcjach platformowych jest nieco specyficzne i nie tak dokładne jak w najlepszych platformerach, wymaga to chwilę przyzwyczajenia, jest nieco takie klockowate, nie wiem jak to określić, nie aż tak precyzyjne jakby się chciało. Większość platformerów lepiej sobie z tym zagadnieniem radzi. Nie jest jednak źle, szybko się człowiek przyzwyczaja, sekcji platformowych jest dużo, ale nie są aż tak wymagające by nieco słabsze sterowanie tutaj było wielką przeszkodą. Przy walce już to nie przeszkadza w ogóle, system jest prosty i intuicyjny, co etap mamy nową broń do użycia dzięki czemu znów urozmaica się gameplay. Przez niemal całą grę walczyłem tą bronią, która akurat doszła i nie wymuszano na mnie prócz jednego wyjątku żadnej zmiany, więc ma to swoje plusy i minusy, jak ktoś lubi kombinować i masterować to może być dla niego za prosto. Weźcie jednak pod uwagę, że ja lubię na starość prostolinijność, broń się co etap pojawiła nowa, miałem nową zabawkę, było git. Tym bardziej że bronie się fajnie prezentują, gadający magiczny miecz, oczywiście kosa i kilka innych ciekawych wynalazków w tym mój ulubiony – obrzyn. System walki nie jest wyrafinowany, to maszowanko + unik + podwójny skok zakończony specjalnym atakiem, ewentualnie dobitka z kruka i w zasadzie tyle. Gra nie jest jednak slasherem, bliżej jej do platformera, walki są zatem tylko kolejnym przerywnikiem, no chyba że mówimy o bossach.

walka choć symboliczna jest satysfakcjonująca, a bronie w tym obrzyn robią robotę!
No a bossiory to są tutaj wypasione! To duże kolosy z kilkoma falami ataków, wymagające zręczności i lekkiego sprytu. Jakby być złośliwym, to można powiedzieć że to klasyka gatunku w stylu: uciekaj i czekaj na swoją kolej do ataku, ale jest to schemat zrealizowany wyśmienicie. Podobał mi się też satysfakcjonujący ostatni pojedynek, skubaniec nie był prosty, do tego bardzo efektowny, jak sobie przypomnę ostatnio recenzowane przeze mnie (PaperKlay, Dracamar, Kangurek Kao) tytuły z marnym bossem na końcu, to tym bardziej mnie ten z Jacka cieszy. Jednocześnie od razu uspokajam że nie jest to jakiś hardcore wymagający od was kilku dni przygotowania, to po prostu uczciwe wyzwanie.
Jak widzicie wszystko tutaj ma spójny Halloweenowy klimat, trochę kiczu, trochę mroku, ale koniec końców z fasonem! Mimo iż lokacje są mega liniowe to podobały mi się, wygląd postaci jest fajny, animacje bohatera jak sieka bronią te wszystkie łajzy jest wystarczająco dobra by wyrazić uznanie, szczególnie, że tworzył to wszystko głównie jeden człowiek. Dialogi są mówione, a głosy podłożone fachowo, szkoda że nie ma polskiej wersji, ale podejrzewam że wersje inne niż angielska powstawały bardziej na zasadzie zaangażowania fanów i wspierających grę, a nie były częścią jakiegoś biznesplanu, w czasie tworzenia tej gry nie było też tak zaawansowanego AI, którym można by się posiłkować, pierwotna premiera gry to 2020 rok. Muzyka jest rewelacyjna, niby dość stereotypowa, ale za każdym razem robiąca wrażenie. Halloweenowy vibe z pazurem i jakimiś orkiestralnymi zapędami, trochę chórków, trochę mrocznego klimatu, a nagle jebudub umrzykowy cyrk na kołach… no Tim Burton w świecie indorów jak się patrzy.

może i poziomy są liniowe, ale za to mini gierki są też liniowe!
Gra nie jest bardzo długa, przygoda zajęła mi mniej niż 6 godzin, niby można masterować by znaleźć wszystkie pierdolety i kupić wszystkie skórki, ale niewiele to wydłuży przygodę. Ja jestem jednak ekspertem od gier na ok. 6 godzin i w inne nie gram, więc jestem zadowolony ;). Szkoda że nie wyszła kontynuacja bo fabularnie dałoby radę to pociągnąć, autor aktualnie zmienia nieco klimaty i w tym roku dobił do brzegu z grą Far Far West, mimo iż widać podobieństwa, niestety nie jest to kontynuacja dyniogłowego.
Tak czy owak, jak ktoś nie grał do tej pory to polecam, w promce za paczkę fajek można przygody Dyniowego Jacka kupić, a dostajecie sporo dobrej zabawy z urozmaiconym gameplayem i wartką akcją, świetne dialogi, czy niezłe batalie z bossami. Sterowanie nie jest najwyższych lotów, a lokacje są liniowe, ale niech minusy nie przysłonią wam plusów. Dla fanów takich gier jak MediEvil, Maximo, czy klimatów Tima Burtona, Jacek z Dynią na łbie jest pozycją wartą obczajenia.

Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PC/2026
3 słowa do gracza: Sir Daniel idzie z Raymanem po imprezie zrobić dym na wiosce i wychodzi to im świetnie!
