
Pora wyruszyć na przygodę z polskim torbaczem i jednocześnie chyba jedynym platformerem z polskiej stajni, który jest rozpoznawalny na całym świecie, no może trochę przesadzam, ale jednak Kao na przestrzeni lat wyrobił sobie markę. Zaczęło się w 2000 roku od pierwszej części, którą ówcześni czytelnicy CyberMychy może i pamiętają dobrze, ale ja osobiście uznaje za niegrywalnego crapiszona i do dziś nie wiem jak się zmusiłem do przejścia jej całej. Druga część to już duża zwyżka formy i nadzieje na przyszłość… którą pogrzebał kryzys całego gatunku i ucięcie nawet najlepszych IP. Jeżeli kogoś interesują moje wywody o schyłku platformerów 3D to popełniłem na RnG dwa teksty pt Ofiary popularności platformerów na 6 generacji konsol, do których linki zamieszczę w opisie. Tak czy owak nasz torbacz nie miał lekko, tym bardziej cieszy, że w 2022 roku doczekał się wskrzeszenia serii, i to nie tylko jakimś remejkiem jedynki, ale porządną samodzielną grą restartującą serię. Jak nietrudno się domyślić, dziś właśnie o tym restarcie pogadamy.
Szybko o fabule słów kilka, bo choć nie jest totalnie na odwal się, to jest bez rewelacji. Generalnie chodzi o to że ojciec i siostra Kao zaginęli, jakieś ciemne moce rozchodzą się po krainach i generalnie dziwnie się robi. Kao z pomocą lokalnego mistrza sztuk walki postanawia się szybko podszkolić i oczywiście wyruszyć na ratunek. Dialogi są raczej drętwe, chciały być śmieszne, widać że ktoś chciał tutaj coś więcej wsadzić, tylko tyle że komuś zabrakło jaj i wykastrowano torbacza. Ma być młodzieżowy i zadziorny, ale na końcu zawsze i tak jest grzeczny i potulny. Jak to niestety w wielu platformerach, przyjmijmy że fabuła jest i tyle.
Te fabularne ciemne moce są często zaklęte w kryształach, które mają swój wkład w gameplay. Otóż nasze rękawice są w jakiś sposób z nimi połączone, potrafią aktywować i absorbować ich moc. Głównym ich zastosowaniem jest okazjonalne zniszczenie takiego kryształu przez co aktywują się czasowo platformy do skakania i niestety w gruncie rzeczy tyle, z dużej chmury mały deszcz i kurde to właśnie charakteryzuje całą grę, to i hasło “brak jaj”. Przykładowo są moce rękawic, które można w określonych miejscach aktywować. No i spoko, ale wolno dochodzą kolejne, pierwsza moc jest pod koniec pierwszego świata, a dopiero pod koniec gry mamy już AŻ 3 takie moce. W dodatku nawet na koniec nie ma jakiś większych kombinacji pomiędzy nimi, służą do uruchomienia platform, ogień usunie też jakąś przeszkodę, a lód zamrozi określone miejsca i tyle. Aż prosi się by to jakoś bardziej wykorzystać, może jakiejś łamigłówki, jakieś potrzeby użycia ich w określonej sekwencji, no nie ma tego. Masz w pomieszczeniu ogień więc przy następnej drodze zakrytej pajęczyną spalisz ją ogniem i to wszystko.
Jak na grę w której bohater ma rękawice bokserskie i jest to jego jedyny oręż to w Kao od zawsze mamy symboliczną walkę. Chciałoby się jakiegoś prostego combo chociaż, nawet nieźle było to rozwiązane np. w Asterix i Obelix XXL, nie wspominając już o mistrzowskim Kya: Dark Lineage, a tu mamy proste maszowanko w jeden przycisk z opcjonalnym finiszerem. Także walki są, ale dobrze że nie dominują bo byłoby nudno, na szczęście przeciwnicy nie są wymagający i nie ma ich wiele, więc ten brak jakiegokolwiek systemu walki nie zdąży doskwierać. Znów wracam do rękawic i ich mocy, mogłyby mieć wpływ na walkę, to kogoś zamrozić, to podpalić, ale nie, nie mają żadnego wpływu. Jak już walczymy to pogadajmy o bossach. Bossowie są w sumie fajni, każdy zróżnicowany, kilkuetapowy, ale ostatni boss poziomem trudności mocno rozczarował, przypominał katastrofę z np. opisywanego wcześniej PaperKlay, gdzie przechodzisz go za pierwszym razem i myślisz że teraz to się aktywuje jego finalna forma i się zacznie, ale w rzeczywistości jest już koniec i leci outro, a po nim napisy końcowe. Doceniam że ostatni boss wymagał trochę biegania po arenie i składał się z dwóch etapów, ale kurde mógł być trudniejszy.
Odejdźmy od walki, wróćmy nieco do eksploracji, o mocach rękawic już było, jest to platformer więc naturalnie mamy masę skakania i zbierania dupsów. Fajnie że podobnie jak w poprzednich częściach są też znane z platformerów sekcje z ucieczką i zjeżdżaniem po linach, niestety nie są aż tak zjawiskowe jakby mogły, ale fajnie że są. Przypominają się akcje z Crasha jak goni nas triceratops, czy akcje z Ratcheta jak ślizgamy się po pnączach i rurach, zawsze lubiłem takie przerywniki bo skutecznie urozmaicają gameplay. Gdy już przy przerywnikach jesteśmy… Dodatkowe wyzwania to Wieczne Studnie. Tutaj również fajnie że są, ale znów, mam z nimi problem. Problem z nimi jest taki, że robisz tam to co w planszy, tylko bardziej monotonnie i w brzydkiej przestrzeni i właściwie dostajesz za to zero nagrody… więc po co się tam pchać? Szczerze mówiąc ja po wizycie w kilku, sobie darowałem dalsze odwiedziny i nawet nie wiem co w ostatnich siedzi, ale niespecjalnie mnie to interesowało. W kontrze weźmy niedawno opisywanego New Super Lucky’s Tale z minigierkami zręcznościowymi i logicznymi, stanowiącymi kompletną odskocznię od wątku głównego, do tego były wciągające i zaliczyłem wszystkie, a studnie z Kao olałem.
Grafika w całej grze jest ładna, jest poprawnie, a momentami nawet świetnie. Widok na lodową krainę z szczytu bardzo mi się podobał, wszystko jest przejrzyste i kolorowe. Ostatni świat był nieco mixem doznań, momentami psychodeliczny, zdecydowanie się wyróżniał na tle poprawnej i sztampowej reszty, choć nie jestem pewien czy dzieciaki by się trochę nawet tam nie wystraszyły. Grafikę zaliczamy zatem na plus, ale warstwie audio mam “ale”, a konkretnie to muzyka momentami jest katastrofalna. Niechlubną tradycja serii jest zapętlanie krótkich melodyjek, co jest zgubne w momencie gdy melodyjka jest do bani i ci ją setki razy podczas etapu zapętlą. No są momenty że aż głowa boli. Fajnie że jest dubbing, jeszcze lepiej że jest po polsku, ale jakoś ikry torbaczowi brak. W dodatku normą jest to, że napisy sobie, a dialog sobie. Jakby osoba lub algorytm tworzący napisy nie miał styczności z dialogiem lub na odwrót, zdania może i mają ten sam sens, ale używa się innych słów co przyprawia o dysonans poznawczy.
Do gry oczywiście wyszło też kilka DLC, wartym wspominki wydaje się dodatek Bend the Rooles, który wprowadza nowy świat, bossa i ponoć wyższy poziom trudności. Niestety nie grałem bo w promce kupując Kao razem z cebulą nie miałem tego DLC, a osobno nie zwykłem dodatków kupować. Tak czy owak pewnie takie DLC wydłuży czas gry, bo bez niego zajęło mi to niecałe 6 godzin, co też można podejrzeć na longplayu. Myślę że czas gry jest ok, nie zdążyła mnie gra znudzić i się wypalić w tym czasie, do tego jak już wiecie brałem w promce więc kasy również nie mogę żałować.
Mam mały problem z tym Kao, bo recenzując go na każdym kroku widziałem jakiejś minusy, ale generalnie to źle nie było i grało się fajnie. Gra jest prostolinijna, mimo mocy rękawic to platformer jakich wiele, ale na tle całej serii i tak błyszczy, myślę że śmiało można go nazwać najlepszym dotychczasowym wcieleniem kangurka. Stawiałbym go gdzieś obok np. Ty The Tasmanian Tiger, czyli jest solidnie, są przebłyski, ale czegoś zabrakło i brak jest elementu “ale urwał”. Fani gatunku w promce mogą brać śmiało.

Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PC/2025
3 słowa do gracza: nowe wcielenie boksującego torbacza można zaliczyć do udanych, najlepszy z serii, choć wciąż czeka na grę, która pokaże na co go stać