Magiel | Samotne życie fana niszówek

retromagielŻycie na odludnej wyspie dręczy wielu, samotność ma wiele obliczy. Niektórzy przez brak partnerki mają brudne plecy, inni piją do lustra, a jeszcze inni grają w gry o których nikt nie słyszał… 

RepipRepip: przesiadując na niejednym forum o grach zauważyłem ciekawy wątek „Gry których jesteśmy jedynymi fanami na świecie”. No jak w mordę strzelił w sam raz temat na magla! Ile to ja recenzji do kotleta napisałem pisząc o niszówce o której nikt nie miał pojęcia, nie wspominając o Keczupie i jego horrorach o których sami twórcy nie pamiętają (Keczupa również już coraz mniej osób pamięta). Macie takie gry w swoim dorobku gracza? Gry o których z nikim nie pogadacie, bo albo nikt ich nie zna, albo każdy je zjechał bo w powszechnej opinii gra jest gówno warta? Dlaczego taka gra akurat dla was na przekór okazała się rewelacyjna i mimo malkontentów i niedowiarków sądzicie, że dla Was była rewelacyjna i „telewizja kłamie”?

MrokuMroku: Pewnie parę takich tytułów by się znalazło, ale dla mnie grą, która spotkała się z niezasłużoną (i największą) olewką środowiska była Septerra Core: Legacy of Creator. Oceny, z tego co pamiętam, zbierała w okolicach 6-7/10, wśród moich znajomych nikt o niej nie słyszał. Zarzuty, że to słaby klon FF VII, że popłuczyny po Falloucie (tego argumentu nie rozumiem, bo jest zwyczajnie głupi). Ok, moim zdaniem ta gra jest lepsza od FF VII (którego swoją drogą uważam za wyjątkowo przereklamowaną grę).

Septerra Core: Legacy of CreatorSepterra posiada ciekawy i zróżnicowany świat, dobrą fabułę, interesujące postacie, fajny system walki i rozwoju bohaterów. Sporo zagadek żywcem wziętych z gier point n click. Satysfakcjonujący poziom trudności. Dodajmy do tego grafikę, która po dziś dzień wygląda po prostu bardzo dobrze i świetny soundtrack. Doprawdy nie wiem, czemu gra popadła w niemal całkowite zapomnienie.

Daaku avatarDaaku: Temat jak znalazł pode mnie, bo prawdę mówiąc całe życie przegrałem przede wszystkim w takie niszowe #nikogo dziwadła, z rzadka poznając się z bardziej rozreklamowanymi, patrycjańskimi tytułami. Będę więc wtryniał się między Wam ze wspominkami o takiej czy innej grze, którą z różnych powodów polubiłem/pokochałem podczas gdy reszta ją zlała.

Demise: Rise of the Ku'tan

Magla rozpocznę więc czymś takim jak Demise: Rise of the Ku’tan. Takie coś, co bodaj do któregoś „Muratora” dodawali. Studio – kompletnie nieznane, grafika – brzydka, udźwiękowienie – niemalże nieobecne, stabilność – wątpliwa, ale grywalność… O rany, ile ja godzin przy tym cholerstwie spędziłem! Balans drużyny, zarządzanie ekwipunkiem, zapuszczanie się coraz niżej w podziemia, desperackie akcje ratunkowe niesione zabitym/utopionym/ukamienowanym, niespodziewane zwiechy systemu i pobudka w środku lochu w otoczeniu zrespawnowanych mobków… Emocje, panie, emocje! A do tego mój pierwszy kontakt z systemem AD&D, za który to Demise na zawsze pozostanie w moim serduszku…

Ale nie, nie polecam ;)

RepipRepip: Ja też niestety brodzę w niszówkach, ale moim największym hipsterstwem od którego chciałbym zacząć są gry niszowe na Wii. Sama konsola nie jest jakoś szczególnie u nas popularna, a co dopiero jak się człowiek zagłębia w to wszystko co ona oferowała poza głównym nurtem Nintendowskich maskotek. Mushroom Men: The Spore Wars – jak na początku o niej gadałem na innych portalach to ludzie nie wiedzieli co to do cholery jest, a dla mnie to mega platformer z okrutnie dobrą stylistyką i rozwiązaniami.

kororinpa marble mania recenzja

Do tego masa gier logiczno-zręcznościowych z tej konsoli KororinpaBoom BloxMercury Meltdown Rev. i wiele innych, które doznania z grania windują na wyższy level dzięki umiejętnemu wykorzystaniu możliwości wiilota. A niedługo biorę się za Endless Ocean! Jest to gra… o pływaniu w wodzie pomiędzy rybkami wszelakiego rodzaju, że co?! No co, dobry „odstresowywacz”. Z niszówkami na Wii jest ten problem, że nawet jak znajdziesz innego fana niszówek na Wii (hej Daaku i Jana!) to najprawdopodobniej w tym morzu gier i tak znajdziecie inne i nie będziecie grać w to samo Wink – forever alone!

avatar XeroXeRo: Z tego co pamiętam, zawsze byłem osamotniony w uwielbieniu do serii Dynasty Warriors (pomijając recenzenta Kaliego z PE, który sypał „ósemkami”, czy „dziewiątkami” dla kolejnych odsłon). Mogę to zwalić tylko i wyłącznie na nietypowe umiejscowienie akcji – w trakcie chińskiej Epoki Trzech Królestw, czyli bez mała 2 tysiące lat temu. I trochę się nie dziwię, bo zakładam, że Typowy Gracz słyszący o grze, w której „chiński chłopek biega z mieczem i sieka armie” skieruje się raczej ku czemuś z karabinami, samochodami i piłką nożną. Sam wręcz odnoszę wrażenie, że twórcy serii robią ją raczej hobbystycznie, trochę dla siebie, a tylko trochę dla fanów (wiem, tworzenie gier w AD 2018 polega na trochę czymś innym). Pierwsza gra z serii, z którą miałem styczność (trójka, bodaj w 2003 r.) kupiła prostym systemem walki, możliwością rozwoju postaci, ogromną ich ilością (chyba ponad 40 dusz do wyboru) i ogólnie dużą żywotnością (w niektóre jRPGi grałem krócej niż w tę konkretną część). Miło mi się obserwowało rozwój serii, nowe rozwiązania w kolejnych odsłonach, ożenek z serią Samurai Warriors w postaci rewelacyjnego Warriors Orochi, nawet odsłony przenośne (obie części na PSP) zabrały mi trochę czasu – ale to w dalszym ciągu za mało, żeby z kimś się wymienić doświadczeniami ;)

Czarny IvoCzarny Ivo: Jak tak was czytam to ja chyba jestem zbytn mainstreamowy i gram raczej w popularne i głośne tytuły … no przynajmniej kiedyś głośne. A nawet te które niegdyś wydawały się niszowe dziś są obiektem westchnień kolekcjonerów przez co … są dobrze znane z tego że są mało znane ;)Herc's Adventures

Jednak przychodzi mi do głowy jeden tytuł – Herc’s Adventures na PSXa. Pamiętam, że w Neo Plus dostało chyba jakąś krzywdzącą ocenę na poziomie chyba 6stki. Mimo wszystko przyciągnęła mnie fajna grafika 2D. Kurde toż to była dla mnie jedna z najlepszych gier na szaraczka. Otwarty metroidowy świat (potrzebne umiejętności do otwierania drogi dalej), elementy RPG i fantastyczna jajcarska przygoda w mitologicznym świecie. Pierwsza gra w moim życiu, po której przejściu, zacząłem grać nową postacią (3 do wyboru Hercules, Atlanta i Jazon). Tylko z moim kolegą, który ogrywał ją ze mną, mogłem sobie o niej pogadać. Dziś nawet wśród wszelkich youtuberów wyciągających kolejne zapomniane perełki nie sposób znaleźć jakiegoś ciekawszego materiału o przygodach Heraklesa, a naprawdę wielka szkoda.

grifter avatarGrifter: Wiecie pewnie, że lubię strzelaniny. Często powtarzałem (znajomym, albo userom na pewnym portalu „którego nazwy nie możemy wymieniać”), że tylko w 2016 roku skończyłem 88 strzelanin. Czuję się teraz niczym Al Bundy chwalący się do znudzenia czterema przyłożeniami w jednym meczu. Opowiadałem wtedy m.in. o Killzone, HALO (konsolowcy stawali na baczność), Half- Life 2 (pecetowcy stawali na baczność), ale też takich tytułach, przy których ludzie wydrapywali łupież ze swych włosów.

Czy coś wam mówią takie nazwy jak „Exodus from the Earth”, „Pariah”, „Deep Black”, czy „Alien Rage”? Przyznać się kto ograł takie rzeczy? O „Battle for the Pacific” to pewnie słyszeliście co najwyżej na kanale NRGeeka jak „grał w crapa” (jedyna gra, którą oceniłem na 1/10, na 494 tytuły, które do dziś skończyłem – o czymś to świadczy), takie „Requeim: Avenging Angel”, to pewnie mało kto ograł w 1999 roku, o pykaniu w tę pozycję blisko 20 lat później nie wspominam.

Ale lubię taki stan rzeczy – wiem, ze czasami ciężko było pogadać z kumplami, czy userami „na portalu, którego nazwy nie można wymieniać”, wszak większość prawi o bossie, którego rozdupczyło w nowym ‘God of War’, czy o tym, że biegają po jakiejś wyspie jak naćpani, w poszukiwaniu jakiegoś „kurczaka na obiad”. Jak im mówię, że ja ostatnio ograłem „Will Rock”, to nie wiedzą o co chodzi, a nawet „o co chodzi jakby”. Ewentualnie zapytają, czy już wyszło na PS4. – „Nie, nie wyszło, wyjdzie na PS5, czekajcie cierpliwie.”

Will Rock

Generalnie mam w anusie, co kto mówi o danej grze. Mam gdzieś, czy w prasie branżowej gra otrzymała 9+, czy 4- i czy mój znajomy się na nią odlał. Dwa lata temu powiedziałem kumplowi, że właśnie ogrywam „Chrome” (dawna gra od Techlandu), na co rzekł:
– Ale to słabe jest!
– Słabe to jest twoje życie seksualne. – odparłem

Swego czasu w Szmatławcu fajny ‘Alien Syndrome’ został zjechany jako tytuł nic nie wart. A ja nie bawiłem się z nim doskonale i od czasu amigowego ‘Alien Breed’, nie było nic lepszego w tym podgatunku.

Poczytajcie sobie w sieci ile cęgów zebrał doskonały ‘I’m Alive’. A prawda jest taka, że pod względem klimatu, zaszczucia i survivalu ta gra bije na głowę 99% procent wysokobudżetowych produkcji. Gdybym miał słuchać idiotów, którzy ocenili grę na 1, że grafika nie taka, że się ginie za łatwo, że toporna (to akurat prawda) i nie potrafili w to grać po 20 minutach ją wyłączając, to bym nie skończył wielu nietuzinkowych tytułów. Jak zwykłem mawiać – „Wolę popełnić własny błąd, niż powielać błędy innych” (aforyzm Griftera, wszelkie prawa zastrzeżone, pod groźbą kopa w dupę!). Czytaj – wolę sam się sparzyć na jakimś tytule, niż słuchać innych, że coś jest warte/niewarte męczenia pada/klawiatury. Ba, nawet lubię ‘Duke Nukem Forever’. Trochę ;)

Daaku avatarDaaku: Grifter, ruskie niszówki to najlepsze niszówki! Ja też zarzucę jednym tytułem – o MorphX ktoś słyszał? Ktokolwiek? A ja o mały włos bym calaka na X360 nie wbił! Twór, który chciał być odpowiedzią na Prototype, a okazał się… cóż, umiejscowionym w rosyjskim mieście slavklonem przygody Alexa Mercera, tyle że zamiast biomasy stworzonej naukowo mieliśmy biomasę pochodzenia pozaziemskiego. O zakończeniu się nie wypowiadam, bo choćbym się na pięć promili w organizmie nawalił, to bym nie zdzierżył…Cursed Mountain Wii

Jeszcze odniosę się do tego, co napisał Nacz. Os. Repip odnośnie niszówek na Wii. Bolesne w całej tej sytuacji jest to, że jeżeli jakaś gra na Wii nie jest tyułem first-party autorstwa samego Nintendo (czyli Zeldy, Mariany, Dąki Kongi itp.), to można ją z automatu zaliczyć do niszówek – mało kto ją kupił, mało kto w nią grał… Nieważne, że w bibliotece konsoli znajdziemy takie wyścigi, jak GTi Club Supermini Fiesta (świetne!), Classic British Motor Racing, czy Chrysler Classic Racing, skoro hegemonem gatunku i tak będzie Mario Kart Wii… Mówiąc o horrorach ludzie mają na myśli przede wszystkim wszelakie Residenty (ewentualnie dostępnego dla szczęśliwców czwartego Fatal Frame), a nikt nie wspomni o japońskich Ju On: The Grudge/The Calling, czy egzotycznym Cursed Mountain… Boom Street? Po co, skoro są przehajpowane Mario Party… Zarzuciłbym jeszcze paroma przykładami oraz tytułami, ale smutna prawda pozostaje taka sama – Wii pomimo zalewu ambitnych tytułów od wielu developerów wciąż pozostało przede wszystkim synem swojego ojca…

RepipRepip: No to ja idę dalej z wątkiem i podam przykład bardzo lubianego przeze mnie Akuji the Heartless na PSX ze stajni Crystal Dynamics. Na ogół ludzie o nim nie słyszeli, a jak już to znają go ze słabych ocen w prasie i olali. Dla mnie to świetny łącznik pomiędzy Gex’em a Soul Reaver’em z mega gęstym klimatem voodoo, psychodelicznymi barwami i muzyką. Wspomnę jeszcze o gierce co się zwie Scaler, a wyszła na PS2/X/GC. Tu również mało kto o niej słyszał, a o Jak & Daxter, Mario Sunshine, czy Sly to każdy słyszał nie? Otóż moi mili Scaler to właśnie ich liga, konkretny platformer napakowany do granic możliwości ciekawym gameplay’em, który w lombardach leży obok krykieta 2001 i przygód SpongeBoba! Tak się nie godzi! Scaler recenzja PS2 Xbox

Wspomnę jeszcze o Haven: Call of the King – można powiedzieć że był to pierwszy nowoczesny sandbox, na którym wyrosła potem seria LEGO, ale kogo to dziś obchodzi? Bardziej proponuję się skupić na rewelacyjnej muzyce żywcem wyjętej z dobrego kina przygodowego, ładnej grafice i porządnym gameplayu z masą pojazdów. Ma mały zgrzyt w końcówce, ale nie zasłużył na ciśnięcie w niebyt, to w wielu aspektach konkurent Beyond Good & Evil, którego każdy szanujący się gracz zna.de blob 2

Wymieniać można by tutaj dużo, czasu nikt nie zmieni i twórcy już nic nie zyskają na tym, że My ich doceniliśmy. Jedyne co można tutaj zrobić to propagować takie szpile na RnG, a nóż ktoś zagra i mu się spodoba. Teraz właśnie gram w deBlob na Wii, który podobnie jak druga część jest rewelacyjny i bardzo innowacyjny, ale z kim mógłbym o nim pogadać? Recenzję napiszę, to po komentarzach zobaczę ilu ludzi ta gra w ogóle obchodzi eheh. Miłośnicy niszówek są trochę jak ten Blob, starają się nadać koloru jednostajnemu krajobrazowi. Nawet jeśli niszówki to nie ultra killery, to moim zdaniem warto po nie sięgać, często za 15 zeta masz więcej frajdy niż z gry za 150. Chyba koniec na dziś, gaszę światło Panowie!

Inne artykuły:

Recenzja | Super Mario Sunshine Nie jest łatwo być następcą pioniera, wzorca, ulubieńca tłumów i głównego koła zamachowego swego otoczenia. Oto historia hydraulika skazanego na pożar...
Retro Rozmaitości | Czerwiec 2018 Kolejny miesiąc za nami, retro rozmaitości już w Twoim kiosku! Czerwiec się skończył, więc sumujemy to co się działo w tym czasie, a jak zwykle jest ...
Legendy Salonów Gier | Kung-Fu Master Witam serdecznie w nowym minicyklu na Waszej ulubionej retrowitrynie w internetach! Przeglądając ostatnio zawartość Retro Na Gazie - stwierdziłem, że ...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox