Recenzja | Dimo’s Quest

dimominiMacie taką grę z ciemnych czasów 8 i 16 bitów w którą się namiętnie zagrywaliście, ale dziś nie kojarzycie nawet jaki miała tytuł? No pewnie, że macie! Czasy były takie, a nie inne i nie rejestrowało się do końca tego wszystkiego w co się grało. Ja przez prawie 20 lat szukałem gry z żabą na Amigę, ale nie Superfrog i nie Frogger. Tak, u mnie taką grą był Dimo’s Quest do którego się w końcu po wielu latach przerwy dorwałem. Co z tego powrotu po latach wyszło?

„Well. Dimo… I will give you a chance”

Dziwne uczucie towarzyszyło mi przy tym powrocie. Plansze szybko przypominały mi dotychczas zatarte skrawki obrazów z pamięci, a muzyka zdawała się znajoma. Już po kilku chwilach przepadłem i postanowiłem przejść w końcu tą grę-zagadkę z dzieciństwa. Nadeszła pora dać Dimowi szansę i mu pomóc, no bo ile lat ma jeszcze czekać? Zmarnieje chłopak. Nasza żaba ma przed sobą nie lada zadanie, musimy zebrać wszystkie słodycze w krainach należących do króla Greenfoot’a, by uzyskać rękę księżniczki. Nie ma to jak przehandlować córkę za słodycze…

dimo2

Powrót po latach był miękkim lądowaniem nie tylko za sprawą sentymentu, ale również z powodu samej mechaniki i założeń gry. To gra z gatunku logiczno-zręcznościowych dawniej określana również mianem „labiryntówki”. Rozruszanie szarych komórek jest naszym głównym zadaniem, nie strzelamy, nie gadamy z nikim, a nawet nie skaczemy. Rozwiązujemy prostsze i trudniejsze zagadki przekładając dźwignie, zbierając itemy i przesuwając kamienie. Dla kogoś takiego jak ja, kto w dzieciństwie grał na Commodore 64 w Boulder Dasha, a na nowszych sprzętach z bananem na ryju zagrywał się w Mercury Meltdown i Portal’e taki typ zabawy wydaje się być idealną odskocznią od głównych dla dzisiejszych czasów typów rozgrywki.

„Dont dance with the monsters…”

Do przejścia jest łącznie 51 wypełnionych pułapkami i słodyczami poziomów. Zasada jest prosta, masz ogołocić cały level z wszystkich słodyczy i wskoczyć w portal wyjścia. Tyle teorii, przejdźmy do praktyki. Jak na rocznik przystało nie ma w grze żadnych ułatwień typu kilka żyć (ktoś Ciebie dotknie, czy spadniesz w dół to nie żyjesz i przechodzisz etap od nowa), wynalazku na miarę super guide (takiego! Samemu musisz kombinować), czy jakichś „elementów” rpg dających mega umiejętności (żaba od samego początku jest na max levelu;). Czasem bywa chamsko i twórcy celowo serwują nam podpuchę. Wprowadzą Ciebie w maliny kusząc jakimś przedmiotem, którego w ogóle nie potrzebujesz, ale zamkniesz sobie drogę do wyjścia idąc do niego. Jeden błąd może zakończyć Twoje całe kombinowanie i nie z winy przeciwników, a Twojej własnej, bo dałeś się nabrać – bywa perfidnie. Pod kamieniem którego chcesz przesunąć może być ukryta bomba, a lodowa trasa na którą się właśnie ładujesz może prowadzić prosto w przepaść. W jednym z poziomów wystarczy po prostu wejść do wyjścia, ale po drodze jest wiele kuszących portali i dźwigni i jak je ruszysz to zaczniesz się kręcić po komnatach bez wyjścia.

dimo1

Same etapy są dość różne pod względem poziomu trudności i bardzo nierówne, bo nawet pod koniec może się jakiś prosty trafić, a na początku trudniejszy. Jest to spory minus bo uwydatnia również inną wadę Dimo’s Quest – czasem mocno widać, że na niektóre etapy nie było po prostu pomysłu i były zrobione na szybko byle ich suma się zgadzała. Chłopaki z Infernal Bytes mogli dać te 10 plansz mniej, ale bardziej je rozbudować.

Wróćmy jednak do tych ciekawszych etapów. Esencją tej gry są zagadki. Bywają wielopoziomowe wymagając od nas odpowiedniej sekwencji przechodzenia pomiędzy komnatami (możesz wybrać złą kolejność marnując klucze do drzwi i staniesz w martwym punkcie) lub używania w umiejętny sposób przedmiotów (gaśnica pozwala chodzić po lawie, koło ratunkowe po wodzie, a raki sprawią, że się nie ślizgasz na lodzie). Bardzo często są też logiczne wstawki w których musimy tak poukładać kamienie, by iść dalej. To niezłe zagwozdki i są trudniejsze niż się wydaje. Do tego wszystkiego dochodzi upływający czas. W większości przypadków jest go aż nadto, ale czasem trzeba spiąć poślady i przyśpieszyć. Nie ma hasania w nieskończoność po komnatach, trzeba się śpieszyć bo czas nagli.

„Congratulations! You made it!”

Tak oto po długiej rozłące przywitał mnie Dimo, podstępnymi pułapkami i zawiłymi labiryntami. Ale właśnie takiego go pamiętam i takiej rozrywki po nim oczekiwałem. Choć dziś nie był takim wyzwaniem jak dla ok. dziesięcioletniego sztyla i jego o dwa lata młodszego kumpla ciorającego na Amidze 600, to pod koniec nadal potrafił zaskoczyć, a ostatnia plansza śmiało zasługuje na miano królewskiej. Formuła gry jest ponadczasowa i dlatego nie pokusiłem się o opis sfery audiowizualnej, która tutaj nie gra roli i można ją sprowadzić do słowa „sympatyczna”. Dobrej ścieżki dźwiękowej na yt też nie widzę, więc tym razem obejdzie się bez playerka z wybranym kawałkiem z OST na dole recenzji. Mechanika również się sprawdza bo wystarczą jedynie cztery kierunki ruchu. Mimo upływu lat miło mi było odkryć, że ludzie o Dimo’s Quest nadal pamiętają i nie chodzi mi tutaj tylko o fanów (patrz ciekawostki). W wielkim skrócie – nie zawiodłem się ani trochę na DQ i gra jest taka jak ją zapamiętałem, ciekawa, wymagająca i cholernie grywalna. Za przypomnienie mi jak się ta gra z żabą na Amigę, ale nie Superfrog i nie Frogger nazywa dziękuję Borsukowi!

RetrometrG


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Amiga/2014

3 słowa do gracza: Szpil który nawet po tylu latach wydaje się być nie tknięty przez czas. Dla wielbicieli gatunku w sam raz.


Ciekawostki:

» Dimo’s Quest wyszedł też na dość egzotyczny sprzęt do grania jakim był Philips CD-i. Głównym bohaterem jednak nie jest żaba, a jakiś dzieciak szukający słodyczy.

» Jeden z twórców gry, Thomas Schulz pracuje aktualnie nad demakiem (remake – przerobienie gry na nowsze sprzęty, demake – na starsze) na 8 bitowego Atari 800 XL. Planowana jest również konwersja na inne sprzęty. Możecie zwiastun zobaczyć tutaj.

Inne artykuły:

Sprzęt | Złącze DE-9 w służbie graczy Zapewne wiele razy się zderzyliście z padami, które nie zawsze odpowiadały waszemu stylowi grania lub nie pasowały do konkretnego gatunku. Często się ...
Relacja | Amigowisko #6 – Brzesko Amigowisko #6 - impreza została zapowiedziana przez recedenta na portalu PPA pod koniec kwietnia. Już wtedy było dla mnie jasne, że powinienem się tam...
Recenzja Konkursowa | Street Rod (Commodore) Jest rok 1992... okres Świąt Bożego Narodzenia. Dokładnie 1.30 w nocy, a ja wracam z pasterki (razem z kolegą z podstawówki) z wypiekami na twarzy, al...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox