Komoda | Pakiet hitów wczesnego Activision

KomodaDziś Activision kojarzy się głównie z mega dochodową serią Call of Duty oraz niechlubnym faktem zeszmacenia Spyro, Crasha i uśmierceniem ojców serii Tony Hawk’s Pro Skater. Przyznać temu wydawcy trzeba jednak jedno – ma nosa do interesów. Wydaje na wszystkie liczące się platformy gry, które trafiają do szerszego odbiorcy i zarabiają krocie. Nie inaczej było na początku lat 80tych, kiedy to wyszła dziś już legendarna paczka gier wydana między innymi na Komodę 64 właśnie. Wybór 3 z nich wraz z odczuciami po ich ograniu poniżej.

Pitfall

Mający premierę na C64 w 83 roku Pitfall jest szpilem w którym przyjdzie nam lawirować przez dżunglę Harry Pitfallem (oryginalnie;). Poruszamy się po dwóch płaszczyznach, na powierzchni oraz w podziemiach. Celem gry jest zebranie w ciągu 20 minut 32 skarbów i ani jednego mniej! Oczywiście nie będzie łatwo, a naprzeciw nam staje cała dżungla. Skorpiony, węże, krokodyle, przepaście, ruchome piaski i kłody! W tej dziczy mają przesrane, tam cały czas ktoś im rzuca kłody pod nogi. Gdzie nie wyskoczysz tam leci jakaś kłoda lub dwie… lub trzy bo tu się nikt z nikim nie pieści. Dobrze że już tej serii nie robią bo lasy amazońskie wymierałyby szybciej niż obecnie. Co ma w zanadrzu Heniek by temu sprostać? No cóż… potrafi skakać. Kłody przeskoczy, krokodylom wskoczy na łby i po nich przemierzy zdradliwe wody (no chyba że akurat otworzą paszcze) i by przeskoczyć większe przepaście wskoczy na linę niczym Tarzan lecąc na drugą stronę w akompaniamencie okrzyku-dżingla, który jest jednym z niewielu dźwięków jaki z siebie gra wyda.

kom1

Jak wspomniałem czas nieubłaganie mija i musimy się wyrobić w tych 20 minutach bo inaczej giniemy. W tamtych czasach było to małe objawienie bo gry były konwertowane prosto z automatów, które stawiały na bardzo szybką rozrywkę w celu wyciągnięcia jak największej kapuchy od ludzi. A tu klops, aż 20 minut można hasać. Nie do końca wyczułem tutaj instytucję podziemi, bo są konieczne by się wyrobić w czasie (odpowiednia kombinacja podziemia + powierzchnia), ale co chwila się nadziejesz na ścianę pod ziemią i musisz się cofać na powierzchnie czasem kilka „ekranów” dalej, tracąc cenny czas. Przyznam się bez bicia, że podziemie przez skorpiony mi obrzydły. Za każdy skarb otrzymasz dodatkowe punkty, które możesz stracić wpadając na kłody które odbierają ci ich część (nie zabijają, od tego są przepaście i zwierzaki). A i jeszcze jeden ciekawy „tipp” w Pitfalla można grać od tyłu idąc w lewo! Co więcej – jest to nawet zalecane. Marian nigdy nie dał rady iść w lewo, a Heniek się tym w ogóle nie przejmuje.

Z spraw technicznych wspomnę, że grafika jaka tutaj panuje nawet na możliwości Komody jest bardzo uboga, a dźwięk jest symboliczny, ale należy pamiętać, że jest to bardzo wczesny okres panowania gier i nie wszystkie soki jeszcze z układów C64 zostały wyciśnięte. Na szczęście mechanika nie razi, sterowanie jest intuicyjne, a przez to że właściwie nie można się zgubić i poruszamy się cały czas w poziomie (+ okazjonalne skoki w podziemia) gra się bez niepotrzebnych stresów związanych z samym sterowaniem. Nie zmienia to faktu, że dziś i tak mało który śmiałek skończy tą grę bez wspomagaczy. No ale z tym się trzeba liczyć odkopując takie skamieliny. Ja oceniam tą grę na „żółto”, bo po kilku partyjkach dziś wkrada się nuda.

RetrometrY

Ciekawostki:

» Pitfall uważany jest za prekursora gatunku platformerów.

» Pitfall jest drugą najlepiej sprzedającą się grą na Atari 2600 zaraz po Pac-Man’ie (sprzedane ponad 4 miliony kopii)


River Raid

Kolejny hit Activision z początku lat osiemdziesiątych (a dokładniej z 84 na C64), który jest w pewnych kręgach ikoną gejmingu tamtego okresu. W Polsce tym bardziej wielu ludzi ją kojarzy ponieważ była wbudowaną grą w chyba pierwszą podrobioną konsolę, która dotarła nad Wisłę (tak, nie był to Pegasus). Znana jako Rambo podróba Atari 2600 pozwalała się wcielić w pilota tej maszyny i wielu innych również opisywanych w tym wpisie. Wracamy jednak do rzeczy bo mowa tu o wersji z Komody, która moim zdaniem była bardziej dopracowana. Tak więc siadamy za sterami niebieskiego samolotu i brniemy w górę rzeki niszcząc wroga. Rzeki nie byle jakiej, bo nie mającej końca i najeżonej ciężkim sprzętem. Nikt w tych stronach nie chce żebyś dotarł do ujścia, dając Ci to dobitnie do zrozumienia. W ruch idą helikoptery, strzelające helikoptery, statki, samoloty, czołgi, a nawet balony! My sami też bezbronni nie jesteśmy bo możemy strzelać w co popadnie bez ograniczeń co wywołało u naszych zachodnich sąsiadów małą kontrowersję (patrz ciekawostki).

kom2

Wysilono się na odrobinę realizmu i nie możemy ot tak sobie cały czas lecieć i prowadzić wymianę ognia. Co to to nie bo przecież należy jeszcze zadbać o paliwo. Tankujemy po prostu przelatując nad miejscami oznaczonymi jako „Fuel”, które wcześniej przypadkiem możemy zestrzelić i nici z paliwa. Wspomnieć należy również, że wrogie jednostki nie mają określonego szablonu zachowań. Za każdym przelotem obok nich poruszą się inaczej lub nie poruszą się w ogóle, trzeba być czujnym cały czas. Cały ten skok na realizm jednak idzie w łeb biorąc pod uwagę fakt, że nasz samolot nad rzeką porusza się sprawnie, ale nie może wyjść poza jej brzegi. To wyjątkowo wodolubny pojazd i nie wytrzymuje widoku lądu. No cóż, „ziemia parzy” była w tamtych czasach wciąż aktualną zabawą wśród dzieciaków i uznajmy to jako hołd dla River Raida.

Jeśli uderzymy tego klasyka dzisiejszą rzeczywistością dostaniemy podobnie jak w Pitfallu symboliczną oprawę A/V. Prostota idzie w parze z grywalnością (moim zdaniem nawet dużą dozą tej grywalności). Poruszamy się tylko w jednym kierunku i prócz lawirowania pojazdem dodatkowo strzelamy – tyle. Nie sposób się w tym nie odnaleźć, ale i nie sposób się ponownie nie zakochać, jak ktoś męczył oryginał w przeszłości to i dziś spędzi przy tej produkcji Activision miłe chwile. Ja zawsze, gdy odpalam C64 przynajmniej jedną rundkę w RR muszę szpilnąć i niech to posłuży za rekomendację.

RetrometrS

Ciekawostki:

» Rzeka w River Raid nie ma końca i ciągnie się w nieskończoność. Po osiągnięciu pułapu miliona punktów gra się po prostu zatrzymuje.

» River Raid zaliczył bana w Niemczech (a dokładniej w RFN) w 1984 roku. Każdy niepełnoletni gracz otrzymywał grzywnę za grę w tego zakazanego dla młodocianych szpila. Ponoć wzbudzała agresję i kilka innych rzeczy. Oficjalnie zakaz zdjęto w 2002 roku przed premierą Activision Anthology na PS2.

» Twórcą RR jest Carol Shaw, czyli pierwsza w historii kobieta programująca gry komputerowe (3-D Tic-Tac-Toe 1980).


H.E.R.O.

Pora na ostatni dzisiejszy kawałek historii wczesnego Activision. H.E.R.O., czyli skrót od Helicopter Emergency Rescue Operation, to ekipa ratowników do zadań specjalnych. Wcielamy się w członka tej grupy wyposażonego w plecak z śmigłem unoszącym go nad ziemią, musimy uratować górników uwięzionych w wnętrzach góry Leone. Góra ta jest pełna zdradliwych korytarzy, agresywnych zwierząt i do tego jest aktywnym wulkanem! Nasz śmiałek z śmigłem na plecach będzie musiał iść non stop w dół (okazjonalnie poziomo). Zawsze będą rozwidlenia dróg i większość z nich prowadzi albo prosto w szpony wroga, albo do ślepej komory. Tak więc wiele rzeczy trzeba będzie po prostu wyryć na pamięć jak to ongiś bywało. Same rozwidlenia to jednak za mało, nie po to sprowadza się bohatera, by na taką lajtową misję iść. Część komnat jest oświetlona lampkami i gdy na nie się nadziejemy to ją zgasimy i zapada ciemność. Jak wspomniałem jest to też aktywny wulkan i są ściany lawy, podłogi i nawet ruchome podłogi po zetknięciu z którymi mamy jedno życie mniej. Czy wspomniałem o tym, że jest też głęboka woda której trzeba unikać? Warto się po zeskoku na każdy niższy poziom unieść w powietrzu, zbadać teren i dopiero potem opaść na ziemię.

kom3

Do tego co chwila na naszej drodze stawać będą ściany do przebicia. Prócz plecaka na naszym podorędziu będą dynamity do łupania skał i laser do eksterminacji nietoperzy, węży i masy innych przeszkadzajek. Od biedy jak braknie nam dynamitu możemy niszczyć ściany laserem, ale trwa to długo. Lasera używamy przyciskiem fire, natomiast dynamit zostawiamy przechylając drążek joysticka „do siebie” (musimy być na ziemi, nie da się podłożyć dynamitu będąc w locie). Jak to bywało w tamtych czasach ważnym aspektem są punkty za które też dostajemy dodatkowe życia. Dostajemy je za zniszczone ściany, zabitych adwersarzy, ilość dynamitu jaka została na koniec misji (mamy ich 6 na start) i za czas w jakim dojdziemy do górnika (za jego samego też są punkty). Do przejścia jest 20 leveli, po których odpala się poziom PRO dla nabijania Hi-Score (zapętlone są poziomy od 13 do 20) co zapewne spodobało się ówczesnym salonowym wyjadaczom takim jak Borsuk.

Szczerze mówiąc jest to jedyna gra w zestawieniu w którą nie wiedzieć dlaczego, nie grałem w zamierzchłych czasach. Błąd ten jednak nadrobiłem po latach i muszę przyznać, że H.E.R.O. to prawdziwy 8 bitowy kozak. Wciągłem się tak, że zarwałem nockę na ratowaniu górników, mechanika jest prosta, ale jednocześnie nie aż tak symboliczna jak w w/wym grach. Tu podłóż dynamit, tu unieś się w powietrzu i wymiń lawe, tu pokombinuj z ścieżką którą schodzisz, jest co robić. Grafika biorąc pod uwagę, że jest rok 1984 również jest niczego sobie, max możliwości C64 to nie jest, ale może się podobać. Postarano się o drobne detale jak wyróżnienie poszczególnych kamieni w ścianach do rozwalenia i jakieś elementy otoczenia w tle. Co pozostało na poziomie gier poprzednich od Acti to muzyka, a raczej jej wymowny brak, ograniczono się jedynie do odgłosów. Możliwe, że pokpiono tą sprawę po prostu przy portowaniu z Atarynki co jest lekkim minusem. Ja jak już pisałem na początku akapitu bawiłem się świetnie i zostałem bardzo mile zaskoczony, także na następnej domówce z retro pewnie zapodam biesiadnikom H.E.R.O. do przejścia „kto dalej” żeby Giana się nie obrzydła. Zapalam zielone światło wszystkim miłośnikom 8 bitów i dorzucam medal od redakcji.

RetrometrS

Ciekawostki:

» z poziomu ekranu startowego przez F3 możemy wybrać level startowy. Do wyboru jest 1, 5, 9, 13 i PRO

» po zdobyciu miliona punktów wyskakują w ich miejsce wykrzykniki („!!!!!!!!!!!!”). Więcej punktów się nie da nabić co było znakiem charakterystycznym gier Acti w tamtym czasie.


Trzy zdania podsumowania

Nie ma co ukrywać, że dzisiejszy zestaw ma rodowód w Atari 2600 z którego portowano i ulepszano te gry na potrzeby Commodore 64 i wielu innych. Activision było też firmą założoną przez byłych pracowników Atari, więc programowanie na tym sprzęcie przychodziło im łatwiej, a C64 w początkowym stadium rozwoju potrzebował wszelkich hitów by przyciągnąć klientów. Nie były to oczywiście wszystkie gry z tego złotego okresu, ja najbardziej pamiętam z pominiętych świetnego Beamrider, ale o nim pewnie w innym wpisie. Acti w pierwszej połowie lat 80tych dało nieźle do pieca i bez dwóch zdań miało wpływ na to jak branża gier video się później kształtowała (idealnie sumuje to podana niżej reklama).

acti

Wielu 8 bitowych herosów się dziś przewinęło, zapraszam na pierwszy odcinek przygód Admirała Kommodora, który po latach stagnacji znów zbiera swoją armię, by wyruszyć do walki z nowymi cwaniaczkami na rynku. Miejmy nadzieję, że to nie koniec jego misji w poszukiwaniu najlepszych!

1-Admirał-Komoda

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox