Planszówka | Małe Epickie Podziemia

Hej ho! Hej ho! Na bossa by się szło! Zapomnij o tobołach z ekwipunkiem, wystarczy spora kieszeń i ruszamy w rajd po Małych Epickich Loszkach!

Gdy zacząłem powolutku po kilkuletniej przerwie wracać do świata planszówek zachciało mi się pograć w jakiegoś rolpleja. Jestem jednak graczem po przejściach, więc zrobiłem się nieco wybredny i świadomy swoich wyborów. Kiedyś graliśmy w Talismana, ale dla mnie to niegrywalny i nudny szpil. Graliśmy też w Descenta i choć szpil to genialny to okazało się że nikt z nas nie ma czasu na jego ogrom i leży u Ślepego w szafie od lat bez nadziei na odkurzenie. Trzeba było zatem czegoś pomiędzy, RPG z ciekawymi zasadami, ale jednocześnie bez przekombinowania tak by można było i we dwóch graczy na godzinę usiąść i załatwić sprawę od A do Z. Niby trudna to sztuka, ale wtem dowiedziałem się o Małych Epickich Podziemiach i pochodnia rzuciła światło w ten mrok!

Jak się okazuje seria Tiny Epic której autorem jest Scott Almes od lat raczy planszówkowiczów przeróżnymi wcieleniami o tematyce i mechanice wszelakiej, ale zawsze z zasadą – rozmiar ma znaczenie – ma być mały! Proste założenia i naprawdę malutkie pudełko są złudne, bo w rzeczywistości są wypakowane tak że nie ma miejsca w nim nawet na muchę! W naszym kraju nie wyszło ich za wiele, ale coś czuję że za sprawą Małych Epickich Podziemi ten fakt w przyszłości się zmieni i że polski wydawca Galakta już patrzy co by tu wydać w naszym kraju (Mali Epiccy Wikingowie już wkrótce!). No to pora w skrócie napisać z czym się to je.

ZASADY GRY

Myślę że najlepszym opisem gry w jednym haśle jest nazwanie jej dungeon cravlerem, bo jako bohaterzy będziemy się szwędać po lochach, zbierać przedmioty i oczywiście tępić pełzające wszem i wobec ścierwo. Gra przy rozłożeniu dzieli się na lochy, które wraz z postępem w grze będą rosnąć, skład kart które na nas czekają do odkrycia (gobliny, subbossowie, itemki i magia), karta bohatera w którym mamy jego umiejętności, statystki i ekwipunek oraz karta pochodni, która wyznacza czas do końca gry. Gra ma dość rozbudowane (ale nie przesadnie!) zasady, więc tylko ogólnie zagaję o co w niej chodzi byście mogli sobie wyrobić zdanie.

 

Planszówka | Małe Epickie Podziemia

początkowy setup, loszki z czasem urosną, a bohaterowie przygarną nieco złomu

Zaczynamy przy wejściu do lochu niczym w pierwszym Diablo, cala reszta lochu jest niewiadoma, poruszając się po kolejnych kafelkach rozświetlamy te zakamarki i odkrywamy kolejne pomieszczenia budując swój unikalny loch (z uwagi na losowość kart nigdy nie będzie 2x taki sam). W nim znajdują się pułapki, atakują nas wrogowie (standardowo gobliny, ale i paleta subbossów), mamy kilka pól neutralnych które mogą nam pomóc (np. teleportując w dowolne miejsce) oraz leże potwora który będzie naszym epickim bossem. Chodzi o to by odkrywając loch najpierw napotkać sługusów strzegących pieczęci (to ci subbosowie o których wspomniałem), po ich rozwaleniu mamy możliwość otwarcia leża potwora. Wypuszczony na wolność i odpowiednio rozdrażniony boss (na serio, jest opcja obrażania bossa by do nas podbiegł) musi być zwabiony na owe pieczęcie, a następnie zlikwidowany w odpowiednim czasie. My jako postacie mamy swoje życie i manę, umiejętności specjalne, zbieramy czary i przedmioty (dwie łapy + zbroja + dwa dodatki) w tym przedmioty “z setu”, które w komplecie dają większe bonusy niczym sety z Diablo II. Musimy się streszczać, ponieważ pochodnia z każdą turą gaśnie, musimy też dbać o to by nie było za dużo goblinów w podziemiach i oczywiście utrzymywać się przy życiu. To tak bardzo ogólnie rzecz biorąc oczywiście.

Planszówka | Małe Epickie Podziemia

walka z bossem hydra jest wyjątkowo “opieczętowana”

Zasady gry będą się minimalnie różnić w zależności od tego ilu graczy jest przy stole. Skalowalność tej gry jest wyśmienita, można grać od 1 do 4 graczy i powiem wam że rzeczywiście się to sprawdza. Są gry w których liczba graczy na pudełku to czasem fikcja, ponieważ właśnie “skalowalność” jest słaba i gra np. jest optymalna dla 4 i 5 graczy, grając w nią w dwójkę gracie w jakąś wydmuszkę która ma się nijak do gry właściwej. Małe Epickie na szczęście nie mają tego problemu, jeśli gra więcej graczy to mamy więcej pieczęci, a boss ma więcej żyć i od razu jest kogo klepać! Wspomnę też, że bohaterów jest dużo więc możesz wybierać sobie co chwila innego, strażników pieczęci i bossów też jest wielu więc nigdy nie wiesz na kogo trafisz.

WYKONANIE

Kupując grę dostajemy naprawdę malutki kartonik, niewiele większy niż nasze dłonie, ale od razu czujecie że jest wypełniony po brzegi. To już chyba chlubny standard współczesnych planszówek, że ilustracje na nich są znakomite i wykonane z kunsztem, więc nie inaczej jest w małych loszkach. Dostajemy masę kart z lochami i ekwipunkiem, do tego większe ładne karty bossów i bohaterów, przede wszystkim mamy jednak ładne i szczegółowe figurki! W tak małej i stosunkowo taniej grze patrząc na zawartość pokuszono się o pełen zestaw figurek dla bohaterów! Sługusi też mają swoje figurki, ale już jako tzw. mepple (drewniane, bardziej umowne). Mamy szereg drewnianych znaczników którymi jesteśmy w stanie sobie wszystko pozaznaczać, więc właściwie nic nie musimy mieć w pamięci, wszystko ma swój znacznik, nawet pole z rozbrojoną pułapką.

Planszówka | Małe Epickie Podziemia

pudełko mieści się w dłoniach, ale wypakowane jest po brzegi

Co jednak jest kosztem zależności małe pudełko – duża zawartość, jest brak wypraski w środku. Tutaj nie ma na nią po prostu miejsca, tu wszystko jest upchane na styk i ten dodatkowy plastik by się nawet nie zmieścił. Trzeba to po prostu przyjąć do wiadomości, taki urok tej serii. Brak wypraski ma swoje delikatne minusy, np. podczas składania jednej partii i rozkładania drugiej na posiadówie z flaszeczką wkrada się lekki chaos i zamieszanie, ponieważ elementy się mieszają, gdyby była wypraska łatwiej byłoby je sobie poukładać. No ale coś za coś. Malutkie rozmiary mają ten plus, że idąc do kumpla na posiadówę mogę zabrać z sobą pudełko do plecaka razem z w/w flaszeczką i nawet nie czuć że je niosę, podczas gdy na duże pudła trzeba by mieć odrębną torbę, co nie jest wygodne (na Cyklady musiałbym mieć torbę podróżną!).

PODSUMOWANIE

Kończąc podróż po tych lochach muszę przyznać że jestem z nich bardzo zadowolony i osoby z którymi grałem również. Zawsze padają słowa uznania dla autorów, którzy upchali taką epicką grę w takim małym pudełku. Skalowalność pozwala na swobodną grę dla nawet 4 graczy, a i solo da się grać. Jest to RPG z bardzo przystępnym systemem, ludzie narzekają na instrukcję, że nie jest jakoś intuicyjnie napisana, ale wydaje mi się że tutaj gracze przesadzają. Mam wrażenie że grałem w inną grę niż ludzie piszący komentarze o poziomie trudności i instrukcji. Instrukcja jest ok, choć kilku drobnych rzeczy nie tłumaczy, to nie miałem potrzeby czytania internetowych poradników, ot ugadujemy się że robimy tak i tak i idziemy dalej. Sam poziom trudności ustawiłbym gdzieś pomiędzy łatwy a średni, pierwsze dwie partie graliśmy dużo czytając i ucząc się na błędach, kolejne szły ekspresem. Dla mnie nie bez znaczenia jest też czas gry, z początku gdy się uczysz jest nieco dłużej, ale później całość partii to mniej niż godzina, czyli jak dla mnie rewelacja. Na dłuższą metę męczący może być fakt, że choć lochy są losowe, to w gruncie rzeczy rodzaje pomieszczeń są te same – pułapka, pieczęć, neutral i tak cały czas. Dodatek ponoć urozmaicił rozgrywkę więc dla ludzi łupiących sporo w małe loszki jest to spoko opcja.

Planszówka | Małe Epickie Podziemia

podziemna ekipa penetracyjna!

Gra jest wciąż w sprzedaży, ale zaczyna się problem z jej namierzeniem. Jeśli Galakta nie rzuci na miasto większej liczby pudełek zacznie się obieg z drugiej ręki i już teraz widzę, że ja załapując się na nówkę za ok. 120 złoty w sklepie miałem farta bo ceny idą w górę. Mam nadzieję że popularność gry sprawi, że zaraz zobaczymy kolejny rzut na sklepowe półki i sytuacja się unormuje, gdzieś widziałem info że pod koniec roku będzie dodruk. Sprawa dotyczy również dodatku o nazwie Małe Epickie Podziemia: Opowieści. Z tego co wyczytałem dodatek to questy do wykonania, kolejni bossowie i bohaterowie, a także możliwość schodzenia w dół lochu na kolejne piętra, brzmi super! Już Ślepy zagadywał, czy by nie kupić bo gra jest wypasiona, pożyjemy zobaczymy, na dziś rymem kończymy ;).

Retrometr


Garść informacji:

Autor / wydawca PL: Scott Almes / Galakta

Średnia długość gry: od 45 do 60 minut

Ilość graczy: 1-4

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64 i wszystko co wyzwala adrenalinę! Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, DC, Xbox