Recenzja | Brave: The Search for Spirit Dancer (PlayStation 2)

Brave spirit dancerNaczelny wódz wioski Repip Bawole Serce kazał dziś zwołać wszystkich przy totemie, wieczorem jak co roku szaman Szczerbaty Zając opowie swą historię o Brave: The Search for Spirit Dancer

What was foretold has come to pass

Zasiedliśmy wszyscy przy ognisku w centralnym miejscu wioski, przypadł mi pierwszy rząd toteż słyszałem wszystko co stary Szczerbaty Zając z trudem starał się nam bez seplenienia powiedzieć, problem w tym że czasem miałem pysk mokry. Opowieść tkana przez nasz Klan Czerwonych Drzew od pokoleń dotyczy młodego chłopca, który dopiero zgłębiał się w arkana drogi szamana i wojownika pod okiem swego opiekuna Szarego Niedźwiedzia. Jego pierwsze kroki były dobrze nam znane: upoluj rybę, roznieć ogień, wespnij się na drzewo. Z czasem przyswajał również duchowe podstawy naszego ludu, nauczył się komunikować ze zwierzętami, które pomagały mu w jego zadaniach. Los nie pozwolił mu jednak na ukończenie nauki, do doliny powrócił okrutny demon Wendigo, a jego nadejście nie zwiastowało niczego dobrego. Gdy wioska płonęła, a zmarli wygrzebali się z ziemi Brave nie miał już wyjścia, jedyną możliwością pokonania Wendigo będzie sprowadzenie pomocy kogoś kto już raz zło wygnał… tak zaczęła się podróż w poszukiwaniu Tańczącego z Duchami.

Brave spirit dancerPodróż jak się okazało mocno zróżnicowana i nader ciekawa. Siedziałem jak co roku na tyłku przy ognisku i wsłuchiwałem się w tą opowieść nie patrząc na salwy Szczerbatego Zająca. Gdyby tak ogołocić z całej otoczki tą przygodę byłaby ona zapewne standardowym wpisem w swoim gatunku. Brave niby nie robi niczego ponad to co bohaterowie innych tego typu opowiadań: sporo skakał, kogoś pobił, gdzieś się wspiął i czasem rozwiązał łamigłówkę dzięki porozumiewaniu się ze zwierzętami. To jednak jego magiczne osadzenie w naszych realiach sprawiało, że wszystko to nabierało rumieńców. Kto z nas by nie chciał latać na orle w Górach Skalistych, walczyć u boku Sasquatcha w tundrze, czy spływać kanu wzdłuż porywistej rzeki pełnej niebezpieczeństw. Brave tego wszystkiego doświadczył, wykazywał się sprytem i odwagą podczas swej wędrówki.

Miejsca jakie odwiedził były tajemnicze, skała dziewicy która ma twarz kobiety skrywała magiczny totem, wulkan w swych trzewiach miał skryty artefakt, którego zdobycie umożliwiły jedynie rytmicznie okładane bębny, gdzieś w głębi lasu duch wilków poprosił go o pomoc, a duch gromowładnego orła użyczył mu swej mocy. Były to dziwy które nam imponowały, no bo jak nie docenić momentu w którym Brave ma za zadanie uspokojenie i oswobodzenie pędzącego stada bizonów? Walka w powietrzu z grzbietu orła z przeciwnikiem o krótkiej broni jak i nasadzanie się na pędzące bizony i pojedynek w tumanach kurzu ze szkieletami wyposażonymi w długie włócznie przysporzył adrenaliny. No i ten spływ kanu… coś pod skalpem iskrzyło gdy widziałem tę porywistą rzekę, spiętrzoną, zakręconą i nieobliczalną, manewry pomiędzy skałami, wirami i rozpadlinami potrafiły działać na wyobraźnię. Nasz łowca Chyży Szczupak na stojąco słuchał każdego fragmentu o kanu.

Brave spirit dancer

Każda opowieść się jednak kończy, a ta o poszukiwaniu Tańczącego z Duchami kończy się nadzwyczaj szybko. Po 4,5 godziny Szczerbaty Zając miał już puentę kończącą dzieło, a Repip Bawole Serce przeszedł do zwykłego porządku obrad, dzieląc jaja, skalpując blade twarze i narzekając na odór z wigwamu Wyleniałego Borsuka. Tak krótki czas opowieści nie pozwolił na rozwinięcie się młodemu Brave’owi, nie dostał szansy na wykorzystanie pełnego wachlarza umiejętności. Wszyscy podskoczyliśmy przy ognisku gdy szaman opisywał moment zamiany w niedźwiedzia, pożerał on i miażdżył przeciwników. Jakie było nasze zdziwienie gdy prócz krótkiej wzmianki nigdy już nie usłyszeliśmy o tym jak Brave przemienił się w bestię. Początek historii się dłuży, mamy tam cały szereg umiejętności jakie zdobywa młody bohater, ale z tych umiejętności często skorzysta dosłownie raz. Łowienie ryb, rozpalanie ognia – poza treningiem raz mu się przydały. Rzut specjalnym tomahawkiem, wspinanie się po pionowej ścianie czekanami – możliwe były tylko w jednej lokacji.

There’s still a space left for the story of your death. Pitty that none of your tribe will be left to paint it

Chciałoby się więcej, tak by opowieść trwała ok 8 godzin, wódz Bawole Serce mówił że taki czas jest optymalny dla tego typu historii. Nawet rozmowy ze zwierzętami nie były zbyt często eksponowane. Wydawało się po początkowych chwilach, że będą okazją do wielu łamigłówek, a jednak jak to tutaj często bywa gdzieś przemijają bez echa. Mimo paru chwil nie przypominam sobie by Brave miał naprzeciwko siebie jakąś zagwozdkę godną takiej przygody. Na szczęście do kanu powróciliśmy na dłuższą chwilę.

Brave spirit dancer

Wciąż jednak miałem w głowie te obrazki i dźwięki. Muzyka w mych uszach czasem była byle jaka i beznamiętna, zdarzała się i cisza, ale czasem uderzała w samo sedno bębnami i okrzykami mego ludu zagrzewając do walki. Obrazy w mym umyśle przedstawiały się jako standardowe, same projekty lokacji były klimatyczne, ale ich graficzne przedstawienie nie wyróżniało się na tle innych opowieści. Mimo to podczas szalejącej zamieci w tundrze gdy skakaliśmy pomiędzy krami, można było odczuć ekscytację.

Psotna Łasica aż wiła się w futrze na wspomnienie tych mroźnych chwil w których Brave szukał futra i schronienia, by potem razem z Sasquatchem toczyć bitwę z wilkami, które stały na drodze do zamarzniętego wulkanu. Walk z większymi od siebie oponentami było kilka, skalne golemy, lodowe demony i oczywiście Wendigo. Nie były jednak bardziej emocjonujące niż sama eksploracja, to bardziej baśń niż kino akcji dla kowbojów. A sam Wendigo? Nieco przydługi i miałki jak na grande finale, ale jego głos napawał lękiem nawet serca wojowników. Wykonywali tej nocy znaki odczyniające zło gdy ruszali na łowy, choć do tego nikt z nich się nie przyzna.

Brave spirit dancer

Jaka jest więc ta opowieść? Dla gruboskórnych bladych twarzy, którzy przynieśli nam proch, broń i rzeżączkę będzie to tylko kolejny sztampowy epizod w tym gatunku. Kolejne przynieś, podaj i pozamiataj jak to mówią ci wywyższający się synowie skunksa. Dla ludzi z większą wrażliwością będzie to przyjemna historia o bohaterskim podrostku, ciepła i miła bajka na dobranoc. Bardzo krótka i nie rozwijająca swych skrzydeł w pełni, ale niewątpliwie urokliwa. Można nabyć manuskrypt Szczerbatego Zająca za paczkę fajek pokoju, więc warto spróbować. Kto wie, gdyby taki Disney się za to zabrał co by z tego wyszło. Kim jest Disney pytacie i skąd go znam? Sprzedaje nad rzeką myszy Siuksom, ponoć ostatnio ma też na stanie psy i kaczki… Howgh!

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation 2 /2018

3 słowa do gracza: niby standardowy platformer w dodatku krótki i nie wykorzystujący w pełni potencjału. Jednak przedstawienie świata i historia + kilka momentów (bizony i kanu) tworzą z niego przyjemną bajkę.


Ciekawostki:

» Brave doczekał się „odświeżonej” wersji na Wii i X360 pt. Brave: A Warrior’s Tale za które odpowiada szerzej nieznane Collision Studios. Dodano kilka elementów i podbito rozdziałkę na X360, na Wii przemodelowano sterowanie, ale trudno tu mówić o większych usprawnieniach, nie tego spodziewali się gracze (szczególnie ci posiadający Xboxa 360). Często można przeczytać o licznych bugach w tych wersjach, co dodatkowo musiało rozwścieczyć ludzi (przynajmniej tą garstkę zainteresowaną Breavem). Planowany był też port na PSP, wiele źródeł podaje nawet że wyszedł, ale ostatecznie nie zobaczył światła dziennego.

Brave spirit dancer

Ja ogrywałem pierwowzór na PS2, tam prócz jednego zacięcia „na amen” niczego takiego nie uświadczyłem i tą wersję polecam. Jedyna „techniczna” rzecz do jakiej mogę się na czarnuli doczepić to dziwnie ustawiona kamera. Wskazuje ona tak obraz, że widzimy dużo podłogi, a mniej przestrzeni przed nami przez co wiele fajnych krajobrazów nam umyka, a etapy z lotem na grzbiecie orła pokazują, że sporo tracimy.

» na szczególną uwagę zasługują szkice koncepcyjne, są rewelacyjnie narysowane, zdradzają też elementy, których ostatecznie w grze na PS2 nie uświadczyłem (ataki szkieletów podczas spływu kanu, walka z wielkim pająkiem). Galerię artysty (Max Cant) można zobaczyć tutaj oraz w grze za zebrane znajdźki. Grafiki są super, szkoda że sama gra aż takiego klimatu nie posiadała

» gracze nie docenili lub nie dali szansy młodemu bohaterowi, dla Szkockiego VIS Entertainment (założonego pierwotnie przez część ludzi z DMA Design) była to ostatnia gra w ich dorobku. Najgłośniejszą grą w ich portfolio było niewątpliwie State of Emergency wydane przez Rockstar Games

» Wendigo wedle mitologii Indian jest ponad naturalnie wielkim i mocno zbudowanym człowiekiem o łbie przypominającym wilka, zmienił się ponieważ został przez kogoś bliskiego odrzucony. Ofiary więzi w pieczarach, konsumuje i wyrywa im serca, sam ma serce z lodu toteż boi się ognia i jest szczególnie aktywny zimą.


Do posłuchania w trakcie lektury:

Brave: The Search for Spirit Dancer OST 

Inne artykuły:

Recenzja |Nights: Journey of Dreams Nie wiem do końca jak to jest być jednocześnie człowiekiem twórczym i zaszufladkowanym, ale to raczej nieciekawa wizja. Takashi Iizuka związany od zaw...
Recenzja | LEGO: Lord of the Rings Gdyby ktoś 15 lat temu powiedział, że planuje zrobić grę opartą o trylogię Władcy Pierścieni w świecie klocków LEGO zostałby najprawdopodobniej zabity...
Recenzja | Count Duckula 1 i 2 Halloween, jedyny taki dzień w roku, w którym budzą się do życia wszelakie pikselowe zjawy, szkielety, zombie i inne umarlaki, tak więc przydałoby się...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox