Recenzja | Porsche Challenge (PSX)

Mieliście kiedyś tak, że szarpaliście na szaraczku (lub innej platformie) w demo disc, ogarnialiście to demko przez godzinę zachwycając się grą, ale nigdy nie dorwaliście w łapy pełniaka? Ja osobiście wspominam tak aż trzy gry, z czego dziś opisywaną najmilej. Porsche Boxster do wyboru, śliczna grafika, żywa muzyka, wiatr we włosach i jazda za rywalami, podobało mi się to demko. Ostatnio zgłębiałem aukcje w poszukiwaniu w miarę tanich gier na PSX, które byłyby grywalne i natknąłem się na tego dawno zapomnianego przeze mnie szpila, oczywiście z marszu zamówiłem, a gdy otrzymałem przesyłkę od razu zasiadłem za kierownicą Porszaka.

Hej! That’s maj Boxta!

Jak się okazuje nazwa Porsche Challenge może nieco mylić, w demie miałem do wyboru jedynie Porsche Boxstera, ale to demo! Tak pomyślałem… Otóż nie, bo jak się okazuje ta gra jest kolaboracją Sony z Porsche i myślę że mamy tu doczynienia ze swego rodzaju reklamą Porsche Boxstera właśnie. Nie jest to nic nadzwyczajnego w grach, nie oznacza również niczego złego w końcu SEGA z OutRunami i Ferrari potwierdzała że taka kolaboracja może wyjść na dobre (po części Colin 2.0 też był reklamą Forda Focusa). Trzeba mieć jednak na uwadze, że do wyboru będzie właśnie ten jeden model, to nie NFS: Porsche 2000 z PC, gdzie puryści mogli pojeździć całym przekrojem samochodów stajni ze Stuttgartu.

Dobra, nie ma co dywagować przejdźmy do opisu dania głównego, turnieju jaki przyjdzie nam zaliczyć by być najlepszym kierowcą Porsche na dzielni. Od razu mówię że nie jest łatwo, 12 wyścigów w których musisz być 1 by iść dalej, a możesz skuć się tylko kilka razy! Szaleństwo! Są 4 trasy po 3 warianty każda, najpierw krótka trasa, potem długa gdzie dodają kilka uliczek i pętli ekstra do poprzedniej, a na koniec są przejazdy jak to nazwali twórcy – interaktywne. Interaktywne polegają na tym że co okrążenie trasa się zmienia, pierwsza pętla wariant krótki, druga długi, ale to nie wszystko. One się zmieniają w trakcie jazdy, czyli np. rywal jedzie krótką odnogą, ale ty musisz długą bo zamknął się szlaban przed nosem. W tym ostatnim zestawie uruchomią się też czasem skróty, np. w postaci bramy przez plac, ty wskoczysz na skróty, a  rywal dyma naokoło ogrodzenia. Fajne urozmaicenie, które nie zawsze jest na jednak na twoja korzyść.

szlaban wskaże ci drogę

Poziom podkręca też rywal, masz do wyboru kilka postaci (mają określone kolory auta) i każda z nich ma swojego nemesis. Twój główny rywal będzie podobnie jak ty startował z tyłu stawki i będzie się sukcesywnie piąć w górę goniąc ciebie do ostatnich metrów. Gdyby tego było mało na ostatnich wyścigach rywala zastępuje tajemniczy jegomość w czarnym Boxterze, wygląda jak Stig tylko w czarnym kombinezonie, tak samo dobrze jeździ jak jego odpowiednik z brytyjskiego motoryzacyjnego show.

Ze względu na te wszystkie atrakcje grałem na easy. Na tym poziomie te dodatki bawią i urozmaicają grę robiąc z niej coś ciekawego i na swój sposób unikatowego. Niestety na wyższych poziomach trudności element losowy sprawia, że ja się za to nie biorę. Miałem sytuację że byłem 1 w stawce, dostałem długi wariant, jadę naokoło a ci za mną załapali się na otwarty szlaban i juch! Wygrali wyścig bo mogli skrócić drogę, a ja w tym czasie byłem na wycieczce krajoznawczej. A zwiedzać w sumie jest co i nie ma nic zarazem. Z jednej strony w USA mamy ładne nadmorskie przedmieścia chyba wzorowane na San Francisco, są też śnieżne Alpy z klimatycznym kościółkiem, ale jest też nijaki tor w Stuttgarcie i kompletna pomyłka czyli Japonia. Nocny przejazd po japońskiej metropolii to coś, z czym twórcy gier mogą szaleć, w tych klimatach można wiele dobrego zaprojektować, wieżowce, neony, jakis klimacik ala Łowca Androidów, no da się tu dużo wymyślić. Dlaczego zatem w Porsche Challenge Dżapania nocą wygląda jak żwirowisko? Na serio ten tor to jakaś pomyłka, popatrzcie na screen.

japońskie żwirowisko nocą

Ekipa odpowiedzialna za Porszaka to studio wewnętrzne Sony złożone w głównej mierze ze świeżo upieczonych absolwentów brytyjskich uniwerków. Wcześniej przygotowali na Europejską premierę PSX’a Total NBA ’96. Nie jest to raczej hicior, ale od czegoś trzeba zacząć. W ich grach przewija się pewna „szesnastobitowość”, nie jestem w stanie tego określić, ale czuje się że te gry tkwią mechaniką nieco w poprzedniej generacji, a trójwymiar dodano bo Sony kazało. Model jazdy, konstrukcja tras i „praca” horyzontu (nie wiem jak to nazwać) ma urok starszych gier. Możesz wybrać też dwa tryby jazdy – symulacja i arcade. Ja wybrałem arcade, ale jak się później okazało łatwiej jeździ się symulacją bo auto nie wpada tak szybko w poślizg. Nie było jeszcze DualShocka w ofercie Sony, więc ścigamy się na krzyżaku co mi nie doskwierało bo byłem po skończeniu WipEout 2097 i Ridge Racer, a te też z racji wieku były bez analoga.

na spokojnie, to w końcu kabriolet, ma być fun

Muzyka jaka tu przygrywa to spokojna elektronika, jej autorem jest Jason Page (patrz ciekawostki, nietuzinkowa persona). Jest bardzo „miła” kojarzy mi się z chilloutem i beztroskim czasem połowy lat 90’siątych kiedy to katowałem kasetę z nagraniami wczesnego Scootera (album Wicked!). Pasuje do jazdy kabrioletem jakim jest nasz Boxter. Grafika jest poprawna i w sumie nie ma się nad czym rozwodzić, gra działa płynnie i wygląda dobrze, boli jedynie ta plansza w Japonii, która jest po prostu do zapomnienia.


Porsche Challenge vs Ridge Racer

Na wstępie chciałbym się nieco usprawiedliwić, wiem ze RR to gra z 1993 roku (arcade), ale na PSX w Europie zadebiutował razem z konsolą dopiero jesienią 1995 roku, więc rozpatruję go jako szpil z pierwszej połowy panowania szaraka, podobnie jak Porsche (wiosna 1997). Oba tytuły moim zdaniem mają podobny feeling i są kierowane do graczy lubiących ten sam model jazdy, nieco zaśniedziały i nie obsługujący analoga, wymagający szybkich zrywów, ostrych zakrętów i tkwiący nieco w 16 bitowej erze mimo trójwymiarowych brył na ekranie.

Przede wszystkim zawartość, pierwsze RR jak i kompilacja Revolution nie mają zbyt wiele do zaoferowania, Porszak ma 4 trasy w 3 wariantach każdy, turniej na 12 wyścigów po czym odpala się hard i mirror mode. Pierwszy RR ma tylko jedną trasę w 2 wariantach + mirror, po godzinie nie masz już do czego wracać no chyba że maniakalnie szlifujesz czasy, no ale w Porsche też tak można robić. RR ma też swój system drifftów, który mi osobiście totalnie nie leży i nie jest przystosowany pod pada, co najwyżej pod oryginalną budę arcade z kierownicą, no ale mówimy o porcie na PSX, wymagamy dostosowania do konsolki. „Porsz” jest już zrobiony z myślą tylko o platformie Sony i śmiga fajnie, daje też możliwość zmiany pomiędzy trybem bardziej wymagającym i „drifftowym”, a spokojniejszym, takim gdzie bardziej panujesz nad wozem. Oba tytuły obsługują neGcona, ale oba nie wiedziały co to DualShock.

Grafiki porównywać nie będę, bo RR to jednak port z 1993, ale płynność to już co innego, Porszak chodzi dużo lepiej. Muzyka? Kwestia gustu, ja osobiście nie tęsknię za mózgojebem od Namco w postaci „Rotterdam Nation”, wolę kompozycje Jasona. Czyli że jak? Dla mnie osobiście Ridż Rejser został zmasakrowany, a morderca odjechał Boxterem (porównanie nie dotyczy RR Type 4 tylko klasycznych RR).


mają czarnego Stiga! To nie przelewki

W podsumowaniu recenzji chciałbym polecić Wyzwanie Porszaka z kilku powodów – łagodny klimat lat 90, fajny arcade’wy styl i model jazdy, combo słońce + cabrio. Na serio jest coś „lekkiego” w tej grze, jest przyjemna i potrafi wprowadzić w melancholijny nastrój. O minusach jednak nie zapominam, na hard pewnie będziecie rzucać padem z powodu losowości, trasa w Japonii wygląda paskudnie, a na easy gra skończy się w mniej niż 3 godziny. Mimo to, ja zapamiętam tego szpila pozytywnie. Demówki dawały namiastkę zachodu i grania na oryginałach 20+ lat temu, dla mnie były pierwszym kontaktem z Porsche Challenge, które teraz przeszedłem w oryginale, malutkie marzenie z dzieciństwa spełnione. Brawo Ja!

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation (PSX)/2021

3 słowa do gracza: Ridge Racer killer! Ma swoje wady ale to przyjemny arcade racer na poprawę nastroju


Ciekawostki:

» Jason Page był muzykiem w branży gier od czasów Commodore 64, gdzie zaczął tworzyć w firmie Graftgold w wieku 16 lat! Na Amidze usłyszycie go przy Fire & Ice, The Chaos Engine 2, czy Uridium 2. Przy Ruff ‘n’ Tumble użył części sampli z Rage Against The Machine (on sam sumuje to tak: something I really couldn’t get away with today! Different times…!;). W 1996 roku związał się z Sony gdzie przesiedział bite 20 lat! Początkowo tworzył muzykę do gier i demo disców, najlepiej z tego okresu wspomina prace przy Gran Turismo. Później był szefem większego zespołu który opracowywał sterowniki dźwiękowe dla PS2 i PS3. Ciekawy wywiad przeczytacie w tym miejscu

» grę zrobiło wewnętrzne studio Sony SCEE Studio Soho, później przemianowane na Team Soho. Przed Porszakiem stworzyli Total NBA ’96, w USA znane jako NBA ShootOut, które następnie przerodziło się w całą serię gier na licencji NBA (ludzie z Soho pracowali tylko nad dwoma pierwszymi), po Porszaku nie zwalniali tempa tworząc Rapid Racer, dobrze wspominane wyścigi motorówek. Potem wpadli w moim zdaniem słabszy okres tworząc nikomu niepotrzebną serię This is Football oraz crapa Spice World. Żywot zakończyli poprzez The Getaway na PS2.

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, logiczne, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox