Recenzja | Resident Evil 3: Nemesis

Seria Resident Evil odcisnęła swoje zauważalne piętno na gatunku survival horroru. Od części pierwszej, która rozwinęła pomysły zawarte w serii Alone In the Dark i dorzuciła do tego motywy rodem z filmów klasy B (zombie, gore, voice-acting i cheesy dialogues). Część druga zmieniła scenerię. Ukazując obraz zdewastowanego miasta, ogarniętego plagą zombie i innych mutantów – efektów ubocznych działania wirusa. Część czwarta, która wprowadziła do serii mocne akcenty strzelanki, środowisko w pełnym 3D, ale nadal oferująca przedni klimat horroru. No i wreszcie powrót do korzeni w postaci części siódmej, ze zmianą widoku na FPP i konstrukcją znaną z jedynki, czyli posiadłość opanowana przez zmutowane potwory, klimat zaszczucia i klaustrofobii + udany powrót klasycznych zagadek. Części 5 i 6 istnieją i w sumie tyle o nich tutaj napiszę.

Gdzie w tym wszystkim umieściłbym część trzecią? RE 3: Nemesis, to takie rozwinięcie pewnych konceptów z dwójki. Nie jest to kamień milowy w skali serii. Ilość dodanych nowinek tyłka nie urywa, choć niektóre z nich są całkiem dobre. Niektórzy mówią, że RE 3 to jedynie dodatek, a nie pełnoprawna kontynuacja i jestem w stanie takie głosy zrozumieć. Nie zmienia to jednak faktu, że w RE 3 gra się po prostu przyjemnie i sprawia ona sporo frajdy.

Witaj ponownie w Raccoon City

Akcja gry toczy równolegle do wydarzeń znanych z RE 2. Wcielamy się w postać Jill Valentine, która po okropnych przejściach w Posiadłości Spencera dotarła w końcu do Raccoon City. Na miejscu okazało się, że trafiła z deszczu pod rynnę i musi znaleźć drogę ucieczki ze skazanego na zagładę miasta. Elementem dodatkowo komplikującym sprawę jest potwór o kryptonimie Nemesis, wypuszczony na ulice Racoon City przez korporację Umbrella. Jego jedynym zadaniem jest znalezienie i zabicie pozostałych przy życiu członków S.T.A.R.S. Na swojej drodze, oprócz zmutowanych potworów, napotkamy również innych ludzi, którzy próbują przeżyć piekło plagi zombie. W tym wypadku będzie to grupa zahartowanych w boju najemników. Przemierzając wymarłe ulice i budynki natkniemy się również na, typowe dla serii, dokumenty i zdjęcia dopełniające i wzbogacające historię.

Jak już wcześniej wspomniałem, głównym celem Jill jest ucieczka z miasta oraz przed Nemesisem. Jak więc sprawuje się główny prześladowca? Oprawca należycie wywiązuje się ze swojego zadania. Pojawia się w najmniej spodziewanym momencie. Jest nieustępliwy, cholernie silny i bardzo chce pozbawić życia pannę Valentine, wszelkimi dostępnymi metodami. Jego przybycie stawia gracza przed wyborem jednej z dwóch opcji – walki albo ucieczki. Każda z nich inaczej wpływa na dalszą rozgrywkę np. może sprawić, że Nemesis nie będzie atakował Jill na danym obszarze. Alternatywny wybór może spowodować natężenie jego ataków. W przypadku podjęcia walki z Oprawcą, warto mieć spory zapas amunicji, bo jest on bardzo odpornym i wytrzymałym przeciwnikiem. Oczywiście pokonanie go wiąże się z nagrodą, wartą włożonego wysiłku.

Staaaaarssss!

Trójeczka nie doczekała się zbyt wielu zmian względem poprzednika. Wpływ na to z pewnością miał bardzo krótki czas pomiędzy wydaniem obu tytułów (rok). Sam motyw Oprawcy, ścigającego postać podczas gry, jest dobrze znany z dwójki (tam było ich kilku), teatr zmagań jest bardzo podobny do tego znanego z RE 2 (odwiedzimy np. dobrze nam znany komisariat). Różnica polega na tym, że więcej czasu spędzimy na ulicach Raccoon City, docierając w najgłębsze zakamarki ogarniętego pożogą miasta. I miasto w trójce robi wrażenie. Zdewastowane ulice, wraki samochodów, walające się śmieci i oczywiście hordy zombie. Pod tym względem jest to bardzo dobre rozwinięcie tego co mieliśmy okazję widzieć w dwójce. Tutaj mamy mniej wnętrz, a więcej terenów „półotwartych”. Na tym jednak nie koniec zmian.

Z nowinek technicznych można wymienić np. wprowadzenie pewnych zmian w mechanice (błyskawiczny obrót o 180 stopni, czy uniki). Uniki są początkowo trudne do ogarnięcia, ale przydają się zwłaszcza przy starciach z bossami. W grze dodano również możliwość wykorzystywania elementów otoczenia podczas walki z mutantami. Przykładowo możemy wysadzić grupę zombie strzelając w pobliską beczkę, wypełnioną materiałem łatwopalnym. Innym razem możemy strzelić w wiszącą, drewnianą paletę, a ta spadnie na głowę potwora, zabijając go. W kwestii bestiariusza to nie ma mowy o szoku jakościowym, bo mamy tu ograne monstra – różne wariacje zombie, huntery (3 rodzaje), ptaki, pieski, pająki. Z nowych mogę wymienić ogromnego robala, nowe warianty Hunterów (żabo-podobne bestie) czy wreszcie pchło-podobne mutanty. Mało tego niestety.

W grze mamy do wyboru dwa poziomy trudności – Easy oraz Hard i zdecydowanie polecam wybrać Hard. Easy w moim odczuciu zabija poczucie zagrożenia i zaszczucia, dając na początkowym etapie jedną z najmocniejszych giwer dostępnych w grze, przez co RE zmienia się z survival horroru w strzelankę przypominającą Dino Crisis 2 (które bardzo lubię, ale tam horroru za grosz nie ma). Starcia z Nemesisem na Hardzie są naprawdę wymagające, a ucieczka przed nim do najłatwiejszych nie należy (uparte bydlę z niego i wyjątkowo zwrotne przy tej posturze).

W kwestii uzbrojenia, to RE 3 niczym nas nie zaskoczy. Standardowo do dyspozycji dostajemy pistolet, strzelbę, rakietnicę, granatnik, karabin maszynowy i wyrzutnię min, z której w zasadzie nie skorzystałem ani razu. Zagadki się pojawiają, ale nie sprawią nam zbytnich problemów, a tym samym nie zajmą zbyt wiele czasu. Szkoda, że twórcy umieścili w grze tylko jeden scenariusz, a nie tak jak w poprzednich częściach – kilka. Samo przejście gry może nie należy do najkrótszych (zwłaszcza, gdy eksplorujemy), ale jednak zawsze byłem fanem wielokrotnych przejść, poznając nowe skrawki historii i nowe postaci kluczowe dla fabuły, jak i te całkowicie trzeciorzędne. Kolejną bolączką, która trochę mi przeszkadzała był brak zapadających w pamięć bossów. Ok, mamy Nemesisa, ale poza nim w repertuarze dostajemy tylko przerośniętą dżdżownicę z zębami i tyle. Jest ich zwyczajnie zbyt mało i znów winę można zrzucić na szybkie tempo publikacji gry.

Uciekamy z miasta zombie

W kwestii grafiki, to nadal mamy do czynienia ze statycznymi, prerenderowanymi tłami, dzięki czemu nawet po upływie blisko 20 lat, gra prezentuje się całkiem ładnie. Muzyka jest minimalistyczna, złowroga. Dobrze współgra z obrazem zdewastowanego i wymarłego miasta.

Resident Evil 3 recenzja

Resident Evil 3: Nemesis jest dobrą grą, w którą z pewnością warto zagrać. Należy jednak pamiętać o zmarnowanym potencjale, spowodowanym zbyt szybkim wypuszczeniem gry na rynek. To mogło być coś zdecydowanie więcej. Na plus wymienię świetnie oddany klimat miasta skazanego na zagładę, które chce się eksplorować i poznawać jego tajemnice. Swoją robotę wykonuje należycie Nemesis, wprowadzając element chaosu i paniki swoimi nagłymi atakami. Możliwość dokonania wyboru przy konfrontacji wprowadza dodatkowe napięcie i dramaturgię. Na minus tylko jeden scenariusz, odtwórczość i mało zmian względem części drugiej.

Retrometr

Inne artykuły:

Akta retronagazie.eu | Na inną nutę Polyphony - mistrzowie kierownicy. Squaresoft - cudotwórcy od erpegów. ArcSys - animatorzy prześlicznych bitek 2D. Każdy z nas ma pewnie zakodowane w ...
Recenzja | Nosferatu: Wrath of Malachi Niesiony atakiem zakupoholizmu podczas przeglądania obniżek cen na GOG-u postanowiłem zakupić kilka starszych tytułów, które przypomną mi jak to fajni...
Recenzja | Baten Kaitos Konsole Nintendo od czasów SNESa i rozłąki z Squaresoftem podupadły jeśli chodzi o jrpg na ten sprzęt. Na Nintendo 64 rodzynek w postaci Paper Mario w...
Redaktor i główny czaromiotacz. Ulubione gatunki: Wbrew pozorom nie ograniczam się tylko do RPG. Posiadane platformy: PS4, N3DS, WiiU, PC