Recenzja | Rock Band Unplugged (PSP)

WlepaOd samego początku swojej działalności studio Harmonix, powołane do życia przez dwóch przyjaciół z Instytutu Technologicznego Massachusetts, specjalizowało się we wszelakiej maści grach rytmiczno – muzycznych. W bogatym dorobku tegoż developera najbardziej znanym tytułem jest niewątpliwie Rock Band – twór, którego koncept zrodził się jeszcze, kiedy panowie odpowiedzialni byli za trzy pierwsze odsłony Guitar Hero. To właśnie z samotnego plumkania na plastikowej gitarze elektrycznej wyewoluował pomysł, by skrzyknąć oraz dokooptować jeszcze trzech kumpli, obsadzić ich na wokalu, basie i perkusji tworząc w ten sposób osobliwy zespół rockowy. Dziś nie będzie jednak o stacjonarnej odsłonie, a o jej mniejszym braciszku, przenośnym spin-offie z wymownym słowem Unplugged w tytule. Bez fizycznych instrumentów, ale z zachowaniem wyjściowych założeń, których korzenie sięgają czasów pierwszych dokonań ojców założycieli.

Supergrupa w całej okazałości

Podobnież jak w przypadku dużego Rock Banda, głównym, mięsistym daniem jest tryb Tour. To tu stworzysz swój kwartetowy zespół, nadasz mu chwytliwą nazwę i z czterema setkami dolców w kieszeni wyruszysz na podbój serc swoich przyszłych groupies oraz szczytów list przebojów. Zaczynasz więc w podrzędnej mordowni w jednej z europejskich stolic, występując przed garstką słuchaczy. Rozwój kariery, sława i pieniądze są w pełni zależne tylko i wyłącznie od Ciebie, bo to Ty kontrolujesz wszystkich czterech członków grupy. W jaki sposób? Każdy instrument począwszy od gitary basowej, bębnów po wokal i elektryka odzwierciedlony został poprzez specjalną ścieżkę na której pojawiają się kolorowe nutki. Twoim zadaniem jest wciśnięcie w odpowiednim momencie przycisków korelujących z daną barwą (domyślnie: na d-padzie lewo, góra oraz trójkąt, kółko), tak by linia melodyjna danego ustrojstwa nieprzerwanie rozbrzmiewała.

Jeśli uda Ci się bezbłędnie zaliczyć tak zwaną frazę, czyli kilka dźwięków pod rząd bez skuchy, aktualny tor przez pewną chwilę samoczynnie będzie pobrzękiwał, co pozwoli Ci w locie przeskoczyć na kolejny instrument. W ten sposób będziesz łączyć łańcuchy w combosy zwiększające mnożnik punktów i utrzymujące zadowolenie publiki na wysokim poziomie, a do uszu docierać będzie czyściusia barwa granego kawałka. Jeśli jednak nagminnie będziesz popełniał błędy, kondycja sprzęcicha w końcu spadnie do zera i ten całkowicie zamilknie. Możesz go wtedy przywrócić do życia aktywując pasek Overdrive zapełniany białymi tonami, który zarazem tymczasowo podwoi współczynnik punktowy (maks x11), niemniej trzykrotny blamaż zakończy Twój popis wybuczeniem i wygwizdaniem przez niezadowolonych fanów.

Overdrive to klucz do jak najlepszych wyników  

Brzmi prosto oraz intuicyjnie i tak w rzeczywistości jest. Sterowanie jest świetnie skrojone pod tego typu rozrywkę, ale nie ma się czemu dziwić, gdyż szkielet gameplayu został zaczerpnięty z Frequency/Amplitude. Jedynie skokowe zmienianie tracków wymagające każdorazowego tapnięcia lewego lub prawego triggera jest nieco ślamazarne, ale te możesz całe szczęście zmienić w ustawieniach na płynne. Wystarczy wówczas trzymać dany spust, by szybko tasować ścieżkami, zaś opcja zawijania pasm umożliwi przełączanie bezpośrednio między tymi obrzeżnymi. Umiejętności te najbardziej przydadzą się na najwyższym poziomie trudności, gdzie rozgrywka jest dynamiczna, pokazuje swój ostry pazur i wymaga ciągłego skupienia. O ile easy podaje na tacę tylko dwa kolory prostych nutek, medium rozszerza je do trzech/czterech wprowadzając podstawowe, podwójne akordy sąsiadujących tonów, z kolei hard podkręca prędkość wrzucając skrajne akordy, tak expert nadaje zabawie jeszcze szybszego tempa, zagęszcza częstotliwość dźwięków dodatkowo częstując Cię raz po raz podwójnymi, potrójnymi, a nawet poczwórnymi akordami. Jest moc, czuć iż brzmienie danego utworu zostało odpowiednio przełożone na adekwatną ilość nut, toteż paluszki w szaleńczym transie będą tańcować po kieszonsolce.

„Painkiller” to nie rurki z kremem

A mają do czego pląsać, ponieważ setlista jaka została dla Ciebie przygotowana jest po prostu rewelacyjna. Czterdzieści jeden kompozycji obejmujących lata z przedziału dekad od 60’ do 00’ zawiera w sobie sporo klasyków, bardziej znanych jak i tych mniej, ale łatwo wpadających w ucho, że wspomnę tu tylko o takich tuzach jak Motörhead, Pearl Jam czy Nirvana. Gatunkowo również jest różnorodnie i mimo, że w tytule gry występuje słowo rock, to znajdzie się też parę smacznych kąsków utrzymanych w typowo popowym klimacie. Co początkowo ciutkę mierzi, to ograniczony zestaw piosenek na starcie kariery. Granie tych samych singli może się przejeść, lecz wraz z progresem w playliście będą pojawiać się nowe o zróżnicowanym poziomie trudności. Bo ten nie tylko zależy od tego czy grasz na izaczu czy ekspercie, a również od złożoności danego kawałka. Na mocno perkusyjnych Come Out and Play czy Where’d You Go? połamiesz sobie paluchy, klasyczny Pinbal Wizzard rozbuja kciuki po strunach wirtualnego akustyka, a kiedy przybędzie Painkiller zstąpisz w głąb samego piekła klecąc z jego rozgrzanych kręgów szalone riffy. Momentami zastanawiać się będziesz jakim cudem poprawnie wyklepałeś daną sekwencję, koordynacja ręka – oko często wystawi na próbę refleks, a perfekcyjne zaliczenie wyszukanej solówki udekoruje truskaweczką ten pyszny, muzykalny tort. Pełen odlot, kuhwa!

Jak najlepsze wykony przysporzą Ci wielu fanów, zawrotnej sumki na koncie oraz gwiazdek pełniących rolę oceny. Za mamonę zakupisz nowe ciuszki czy instrumenty (część sygnowana oryginalnymi producentami) co pozwoli scustomizować zespół wedle uznania, z kolei Twoi sympatycy i coraz lepsza reputacja otworzą bramy do nowych miast, zapraszając Cię na kolejne koncerty. Z czasem będziesz mógł zatrudnić nawet menedżerów, którzy dzięki swoim wpływom zwiększą przychody, zadbają o rozgłos wabiąc dodatkowych wielbicieli bądź załatwią eventy w klubach, do których nie masz dostępu. Wszystko po to, by sława wyjebała w kosmos i byś mógł stać się właścicielem airlinera, a co za tym idzie wyrwać się ze Starego Kontynentu wybierając się w światowe tournée wokół całego, okrąglusiego globu.

Bardzo fajnie zaprojektowano poszczególne miejscówki – od malutkich spelunek po ogromne sale z wymyślną scenerią. Zagrasz zatem między innymi wewnątrz wierzy zegarowej z poruszającymi się trybikami, znowu kiedy indziej zza pleców, na Twój występ łypać będzie złowieszcze, ruchome oko. Grafika prezentuje się więc dobrze, jest bardzo kolorowo z rozbłyskami, światełkami, barwnymi neonami. Nasi muzykanci żywo i żwawo zachowują się na scenie, po której skaczą, wierzgają w rytm muzyki, kręcą się wokół własnej osi, zaś charakter ruchów można sobie wybrać z czterech dostępnych typów, z rozdupcaniem gitary na czele. Słabo natomiast wyszła publika – oj kłują w oczy te sztywno tańczące pod estradą ciemne kukły. Przyczepić się można jeszcze do spadków klatek w trakcie aktywnego Overdrive’a oraz oślepiającego flesza towarzyszącemu poprawnie zaliczonej piątej frazie pod rząd, który może sprawić, że nie trafimy idealnie w nutkę i dobrą passę trafi szlag. Znakomita jakość piosenek zdecydowanie uprzyjemnia odbiór gry, niezłym zabiegiem jest podbicie głośności aktualnej ścieżki względem pozostałych – dlatego też właściwą, prawilną opcją jest zabawa z założonymi słuchawkami na uszach.

Od Madrytu po Szanghaj

Przenośny Rock Band to rajcujący czaso-pożeraczo-umilacz z syndromem jeszcze jednej piosenki. Kiedy zaczniesz sobie na luzie pogrywać wieczorkiem, nim zdążysz się obejrzeć, na zegarku upłynie szmat czasu. Bo wraz z myślą: „a dziabnę sobie jeszcze jeden utworek”, ramię w ramię idzie masterowanie wyników. Szczególnie na jedynym, godnym uwagi poziomie trudności, czyli expercie, gdzie przy odpowiednio dobrej grze, gwiazdki rozbłysną złotym kruszcem. Chwilami zazgrzytasz zębami, nieraz rzucisz mięchem na lewo i prawo, a w przypływie emocji będziesz chciał rozpierdzielić konsolkę w drobny mak z powodu jednego błędu niweczącego złoty run (znajomość kawałków bardzo pomaga), ale i tak będziesz wracał do łojenia, bo Unplugged potrafi koncertowo zassać przed ekranik handhelda. Jeśli po prostu pograć se chcesz, nie straszne Ci są rytmiczne szpile, to śmiało atakuj.

Retrometr


Tracklista:

00s

  • AFI – „Miss Murder”
  • All-American Rejects – „Move Along”
  • Audioslave – „Gasoline”
  • Black Tide – „Show Me the Way”
  • Freezepop – „Less Talk More Rokk”
  • Jimmy Eat World – „The Middle”
  • The Killers – „Mr. Brightside”
  • Lacuna Coil – „Our Truth”
  • Lamb of God – „Laid to Rest”
  • Modest Mouse – „Float On”
  • Queens of the Stone Age – „3’s and 7’s”
  • System of a Down – „Chop Suey!”
  • Tenacious D – „Rock Your Socks”

90s

  • 3 Doors Down – „Kryptonite”
  • Alice in Chains – „Would?”
  • Blink 182 – „What’s My Age Again”
  • Foo Fighters – „Everlong”
  • Judas Priest – „Painkiller”
  • Lit – „My Own Worst Enemy”
  • Lush – „De-Luxe”
  • Mighty Mighty Bosstones – „Where’d You Go?”
  • Nine Inch Nails – „The Perfect Drug”
  • Nirvana – „Drain You”
  • The Offspring – „Come Out and Play (Keep ’em Separated)”
  • Pearl Jam – „Alive”
  • Smashing Pumpkins – „Today”
  • Social Distortion – „I Was Wrong”
  • Soundgarden – „Spoonman”
  • Weezer – „Buddy Holly”

80s

  • Billy Idol – „White Wedding Part 1”
  • Bon Jovi – „Livin’ on a Prayer”
  • Dead Kennedys – „Holiday in Cambodia”
  • Motörhead – „Ace of Spades”
  • The Police – „Message in a Bottle”
  • Siouxsie & the Banshees – „The Killing Jar”

70s

  • Boston – „More Than a Feeling”
  • Jackson 5 – „ABC”
  • Jethro Tull – „Aqualung”
  • Kansas – „Carry on Wayward Son
  • Rush – „The Trees”

60s

  • The Who – „Pinball Wizard”
Redaktor. Ulubione gatunki: przede wszystkim przygodowe/akcji z głównym nastawieniem na survival-horror. Poza tym wsio prócz niemal wszelakich rpgów (tutaj wyjątek stanowi action rpg), symulatorów i strategii. Lubię odpocząć przy wciągającej platformówce. Posiadane platformy: 3DS, PSP, PS2, PS3, PS4, C64, PC