Recenzja | Tsioque (PC)

tsioque

W ramach ogłoszonej przez redakcję zabawy w Bingo, jedna z kratek dotyczy przejścia gry Point and Click. Jako że swego czasu lubowałem się w przygodówkach (jednak szczerze powiem, że mało ich przeszedłem) stwierdziłem, że podejmę tą krateczkę w wyzwaniu. Długo zastanawiałem się jaką grę do tego celu wybrać – pomyślałem więc, że skoro lubię retro i gry z tamtego okresu to powinno to być coś na retro sprzęty.

Początkowo zatem wybór padł na Teenagenta. Jako że byłem na wakacjach nie miałem pod ręką żadnej Amigi, ale na GOGu była promocja i dawali grę za free. Zainstalowałem więc ją sobie i zacząłem rozgrywkę, ale po około godzinie grania utknąłem i nie bylem w stanie pójść dalej. Zerknąłem do solucji i okazało się, że rozwiązanie jest niejako proste, ale abstrakcyjne (w sumie nie wpadłem na prostą sprawę, aby zmieszać okruszki z pigułkami nasennymi, co uśpiło by ptaka na palu) i stwierdziłem, że rozgrywka bez solucji może zająć mi kilka ładnych godzin (a może okazałoby się, że zrobię przy okazji Maratończyka 😉) i nie jest pewne, że ją rozwiążę ;). Stwierdziłem zatem, że potrzebuję czegoś łatwiejszego – i tutaj z pomocą przyszedł mi syn, który poprosił abyśmy na wakacjach wspólnie zagrali w jakąś grę wieczorami. Stwierdziłem, że świetnie nada się ta okazja do zrobienia krateczki w bingo i zgodziłem się, pod warunkiem, że gra będzie jakimś wyzwaniem i będziemy mogli zagrać wspólnie. Znowu przyszedł mi z odpowiedzią Igor i przypomniał, że będąc na Pixel Heaven przyglądaliśmy się jak ojciec z córką grał w demo gry przygodowej, która przypadła nam razem do gustu. Chodzi o produkcję polskiego studia OhNoo Studio pod dziwnie brzmiącym tytułem Tsioque (ciok). Zobaczyliśmy zatem jak sprawa wygląda – okazało się, że można tytuł kupić również na GOGu (jest też na Steam) i już na drugi dzień (łącze internetowe, którego używałem na wakacjach było ciut ograniczone i kilkaset MB ściągało się kilka godzin) mieliśmy grę na dysku i mogliśmy przystąpić do rozgrywki.


TSIOQUE

OHNOO STUDIOS (2018)

PRZYGODOWA / POINT’N’CLICK

RECENZJA DOTYCZY: PC

..::Pierwsze wrażenia::..

Do gry wprowadza nas bardzo klimatyczne intro w postaci książki, która czytana jest głosem lektora i ilustrowana jest animowanymi obrazkami. Cała gra utrzymana jest w klimacie ręcznie rysowanej grafiki i tak również wyglądało wprowadzające intro. Z nastrojowego intro dowiadujemy się, że podczas nieobecności dobrej królowej zamkiem zawładnął zły mag, który uwięził w nim małą księżniczkę Tsioque i zabrał się do wzmacniania swojego zaklęcia, aby musiała pozostać tam na zawsze. Mała księżniczka postanowiła podjąć próbę ucieczki a jednocześnie pokonać złego czarnoksiężnika. Tak więc sterujemy postacią księżniczki Tsioque, która ma znaleźć sposób na ucieczkę z zamku, w którym umieścił ją zły mag.

Już ekran startowy zapowiada, że gra będzie miała dobry klimat i ładną grafikę

..::Gameplay::..

Gra jest połączeniem klasycznej przygodówki Point and Click z elementami zręcznościowymi. Historia jest prowadzona liniowo, ale posiada bardzo dobry balans – czasem trzeba pogłówkować. Przy elementach logicznych nie utyka się na długo i gra posuwa się do przodu w dobrym tempie. Dziewięciolatek bardzo szybko odnajdywał się w lokalizacjach i łączył fakty, które były logiczne – czasem trzeba jednak skupić się bardziej i przyjrzeć lokacji lub elementowi gry, aby posunąć akcję do przodu (np. skojarzyć, że lustro może posłużyć jako telewizor, a wcześniej przeglądana kartka, z której wzięliśmy różdżkę jest instrukcją użytkowania tego TV). Sterowanie postacią jest zrealizowane w klasyczny point’n’clickowy sposób. Kursor zmienia się w odpowiednią reprezentację akcji w momencie najechania na element sceny – ręka sugeruje, że można coś dotknąć lub podnieść lub wykonać jakąś akcję, gdy akurat ma się przedmiot w ręce. Spacerujące nogi sugerują, że przemieścimy się do innej lokalizacji. Przedmioty umieszczamy zaś w torebce, do której mamy ciągły dostęp po naciśnięciu prawego przycisku myszy. Sugeruję grać na myszce a nie na touchpadzie, bo łatwiej będzie realizować elementy zręcznościowe wymagające szybszych akcji na elementach ekranu. My graliśmy na touchpadzie i z niektórymi elementami zręcznościowymi mieliśmy problem. W przypadku jednej zręcznościowej sekcji autorzy zrobili ukłon również w kierunku takich łamagów jak my i kiedy gra zorientowała się, że któryś raz z kolei wykonywaliśmy próbę przejścia tego elementu (ucieczka z wieży przed strażnikiem) bez powodzenia, pozwoliła nam go pominąć.

W trakcie rozgrywki odwiedzimy wiele ciekawych (i ładnie narysowanych) lokalizacji – tutaj obozowisko, w którym trzeba pomóc małemu kurduplowi wygrać w turnieju na kusze.

..::Efekty::..

Jak wspomniałem wcześniej, grafika w grze reprezentowana jest przez ręcznie malowane lokacje i postacie oraz animacje. Nadaje to grze wspaniałego klimatu i przypomina najlepsze czasy przygodówek z Amigi, czy wczesnego PC. Każda lokacja jest odwzorowana z dużymi szczegółami i oglądając ją ma się wrażenie, że patrzymy na bardzo ładnie ilustrowaną książkę albo album z ilustracjami jakiegoś utalentowanego rysownika. Rozgrywce towarzyszy świetna, klimatyczna muzyka – przyznam, że wcześniej miałem styczność z tą muzyką, bo dostałem na Pixel Heaven darmową płytkę z soundtrackiem, ale nie porwała mnie ona wtedy. Teraz jednak, okazało się, że muzyka stanowi niesamowite tło do rozgrywki i połączona z obrazem i odpowiednio wkomponowana w akcję gry robi na prawdę dobre wrażenie. Nie przeszkadza i jest przyjemnym dodatkiem do tego, co się dzieje na ekranie. Część narracyjna jest czytana przez lektora, co daje fajny klimat. Również kwestie wypowiadane przez złego czarnoksiężnika, który czasem pojawia się w grze, są mówione – dodaje to trochę grozy do klimatu.

Tsioque kilka razy będzie w lodowej krainie, w której królowa kaczka zleci jej zadanie odnalezienia medalionu. 

..::Podsumowanie::..

Grę udało nam się ukończyć w około 3,5 godziny – zaznaczam, że przez większą część czasu sterowanie przejął Igor, który nie jest zawodowym graczem, a raczej tylko ma styczność z grami od czasu do czasu. Większość zagadek udawało mu się rozwiązać samemu, tylko w niektórych miejscach potrzebna była moja pomoc, by posunąć akcję do przodu (podejrzewam, że pozostawiony samemu również, by sobie po jakimś czasie poradził). Zatem po tych kilku godzinach stoczyliśmy ostateczną potyczkę z czarnoksiężnikiem i zobaczyliśmy ładne outro. Plot twist, który wyjaśnia całą historię, wydaje mi się, że to nawiązanie do autora gry. Jeśli szukacie gry, w którą moglibyście zagrać wspólnie ze swoim dzieckiem i milo spędzić czas – to polecam ten tytuł. Nam bardzo się podobał, a dodatkowo przy okazji wspieramy polskie produkcje. Na Pixel Heaven widzieliśmy pięknie wydaną fizyczną wersję (która była dostępna w ramach kampanii na Kickstarterze), niestety aktualnie nie jest ona dostępna. Pozostaje zakup na GoGu, bądź Steamie. Gra dostaje ode mnie zielone światło!

Grande finale, uciekamy przed złym czarnoksiężnikiem – mówiłem już, że warto zagrać w tą grę?

Kilka słów: Warto wydać te parędziesiąt złotych, by zanurzyć się w zaczarowanym zamku wraz z księżniczką Tsioque i trochę połamać mózgownicę ;) Koniecznie z dzieckiem!

Retrometr

Informatyk z krwi i kości, z komputerami ma styczność od dziecka - najpierw z automatami arcade a potem już z prawilnymi komputerami. Od początku zafascynowany grami następnie przesiadł się na programowanie i tak już przez długi czas zostało aż przestał również programować :). Teraz gracz okazjonalny, głównie retro gry oraz nowe na retro sprzęty. Ulubione gatunki: platformery, shmupy, przygodowe, logiczne, salonówki. Posiadane platformy: Commodore 64, Amiga 1200 oraz emulacja z adapterem joysticka pod USB (po zminimalizowaniu kolekcji, część gier ogrywa na różnych emulatorach, bo łatwiej nagrywa się wideo) Chciałby mieć w domu automat arcade...