Recenzja | Ty the Tasmanian Tiger 2: Bush Rescue

Ty the Tasmanian Tiger 2Wilkowór Tasmański powraca, tym razem zabrał z sobą kumpli i masę sprzętu. Bo w Australii nawet pająk ma 2 metry…

Ostatnio zaserwowałem sobie powrót na antypody. Byłem tutaj już w pierwszej części Ty the Tasmanian Tiger i było dobrze, solidny platformer, który miał potencjał być czymś większym. No to nadeszła pora sprawdzić, jak rozbudowano jedynkę i czy kontynuacja zabierze nas na wyższy level.

Dobre złego początki, czyli mechem po Australii

Fabuła nie gra tutaj jakiejś większej roli, choć nawiązuje do tego co działo się w poprzednich przygodach. Boss Cass siedzi w pudle, a jego ekipa postanowiła go odbić.  Tym jest właściwie prolog w grze, zmasowany nalot gadów, który musimy powstrzymać za wszelką cenę by złoczyńca nie wyszedł na wolność. Prolog w pełni grywalny i dość spektakularny trzeba zaznaczyć. Od pierwszych minut dzieje się! Razem z innymi bohaterami lecimy kosić masowo niemilców, a to zaraz wskakujemy w mecha i zaczynamy rozróbę jeszcze mocniej, gdy rozwalimy trochę rzeczy zaraz dostajemy mega działka do mecha i z tych wielkich giwer niczym w „celowniczku” prowadzimy ostrzał artyleryjski gigantycznych robotów i zeppelinów z wrogami. No kurde, jedynka była generycznym platformerem bez większych atrakcji, a tu w pierwszych 15 minutach niczym u Hitchcocka takie trzęsienie ziemi!

Ale czy to dobrze? Po chwili kurz opada, Boss Cass ucieka, zakłada własne państwo i ma immunitet dyplomatyczny, więc nic nie można mu zrobić (serio). Nasza ekipa postanawia założyć organizację ratunkową Bush Rescue w spokojnej wiosce Burramudgee, gdzieś na zadupiu Australijskiego Outbacku. I tutaj doznałem kolejnego oświecenia, gra znów zupełnie się zmienia, okazuje się że postanowiła być takim mini sandboxem z lekko otwartym światem. Nasza wioska staje się centrum wypadowym na Outback po którym jeździmy samochodem wybierając się na kolejne misje. Niby ok, taki trochę open world się robi, niby ok, w naszej wiosce kupimy ulepszenia do naszego batyskafu i lepsze bumerangi, niby ok że dostajemy maszyny w tej części. No właśnie… niby ok.

Bardzo szybko okazuje się, że kolejne zlecane zadania nie są jakoś powiązane, ale to idzie przełknąć, mówimy o platformerze, a nie strategii. Problem jest taki, że są rozdrobnione i popierdułkowate, dostajemy helikopter i musimy coś przenieść z punktu A do B, dostajemy batyskaf bojowy i musimy gdzieś zanurkować, gramy „klasycznie” postacią na nogach i musimy gdzieś się dostać z punktu A do B. Zadania są na ogół krótkie i prostolinijne, ale do każdego trzeba jechać szmat drogi samochodem, który się wlecze i czasem dłużej do niego jedziemy niż je przechodzimy. Nasza baza wypadowa jest dość spora, wioska jaką pokazuję na screenach to jedno, drugie tyle zajmuje baza. Problem z tym, że tam nie ma sensu w ogóle być. W jednym sklepie kopiujemy ulepszenia naszego batyskafu (choć to nadużycie tego słowa, to taki batyskafo-mech) ale tych ulepszeń jest trzy sztuki i każda z nich przydaje się raz w grze, jest sklep z masą bumerangów, ale podobnie jak w jedynce nie ma sensu tam kupować wszystkiego bo znów tego nie wykorzystasz… Do czego to dąży? Do tego że te 15 minut Hitchcocka to najciekawsze co było w grze, potem zaczyna wiać nudą.

Ty the Tasmanian Tiger 2

Jedynka była prosta jak budowa cepa, nawiązywała do klasyki gatunku, miała mocno skondensowany świat i gameplay, rzucano nas po różnych światach, ale generalnie non stop było co robić mimo prostej mechaniki. W Ty 2 niby jest wszystkiego więcej i lepiej, pojazdy, otwarty świat itp. ale jest jednocześnie jakby mniej, mniej grasz, więcej szwendasz się bez sensu. Jest jak to w otwartych światach masa znajdziek, ale nie miałem jakichkolwiek motywacji by je zbierać i przeczesywać ten pusty i bezsensowny świat. Bossowie są ok, podobnie jak w jedynce trochę kombinowania, trochę walki, a bydlaki są sporych rozmiarów. Tutaj też jednak jeden zgrzyt, finałowa walka w Ty jeden była złożona i na swój sposób spektakularna, tym razem ostatni boss jest najsłabszym ze wszystkich zarówno pod względem sposobu pokonania i poziomu trudności. Poziom trudności… no jest zdecydowanie za prosto, nawet biorąc pod uwagę, że to dla młodszego odbiorcy gra.

Ty the Tasmanian Tiger 2

Dodatkową atrakcją są wyścigi cartów. Swego czasu każdy bohater platformerów chciał mieć swojego cart racera, Mario ma, Crash ma, Croc próbował to i Ty chciał. Nie wyszło to jednak najlepiej i w sumie nie ma sensu tego opisywać, model jazdy jest toporny, bronie i trasy jakieś niespecjalne, nie podobało mi się i nie dałem nawet szansy temu trybowi, po kilku rejsach wyłączyłem dziadostwo.

Jak krew w piach…

Wydaje się że jest wszystkiego więcej, poprawiono też takie drobnostki jak szybki wybór bumerangu, który był w jedynce słaby, a tutaj jest wzorowany na tym w serii Ratchet & Clank, czyli jest rewelacyjny. Ale więcej nie zawsze znaczy lepiej. Zrobiłem wszystkie przyznane mi zadania, pobiłem wszystkich bossów i z wynikiem 7:10h skończyłem grę. Dało się wycisnąć więcej? Oczywiście, znajdźki + wyścigi spokojnie by przekroczyły łącznie 10 godzin, ale nie ma po co tego robić bo to śmiech na sali. Generalnie gra kończy się nagle, mocno się zdziwiłem gdy nagle miałem walkę z Boss Cassem, ja myślałem że się dopiero zaczyna akcja rozkręcać. Strefa audio też jakaś bez wyrazu, na plus jest to że wszystkie głosy są podłożone, ale muzyki jakoś nie pamiętam w ogóle, a przecież niedawno skończyłem dopiero grać. Nie ma też tej fajnej idei z jedynki, czyli: chodźcie pokażemy wam Australię, to nasz kraj i chcemy się nim pochwalić, tutaj tego nie ma.

Ty the Tasmanian Tiger 2

Ogólnie jestem rozczarowany, jedynka miała potencjał i liczyłem na kontynuację, a tu klops. Chyba chciano z Ty iść w ślady serii Jak & Daxter, jedynka niby generyczny platformer, a od dwójki otwarty świat i masa możliwości. Jednak co wolno wojewodzie to nie tobie smrodzie, obie te serie łączy tylko jedno… zarówno Jak jak i Ty mają śmieszne nazwy z punktu widzenia języka polskiego. Niby jest więcej, a jest mniej, jak oni tego dokonali? Nieistotne, gra w stylu „omijać bo nuda„.

Retrometr


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: PlayStation 2 /2019

3 słowa do gracza: zapomnij o jedynce, tutaj pozostał po niej jeno gruz i piach prosto z Outbacku


Ciekawostki:

» wilkowór tasmański na którym wzorowany jest nasz bohater został uznany za gatunek wymarły w latach 30’stych ubiegłego wieku

» podobnie jak pierwsza część (2016) jedynka została odświeżona na PC i można pograć w wyższej rozdziałce od końcówki 2017 roku. Wyszła tam też 3 część (Ty the Tasmanian Tiger 3: Night of the Quinkan) która niestety na konsolach nie pojawiła się w Europie i chcących pograć czeka ściąganie gry z USA lub Australii co mi się nie uśmiecha.

Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox