Relacja | Pinballstation (Warszawa) – czyli szybka piłka

Święta, święta i po świętach, a dziecku czas jakoś zająć trzeba. Mamy 28 grudnia a.d. 2022, chyba zaraz z nowym rokiem czeka nas fala podwyżek prądu, trzeba wreszcie odwiedzić pewien przybytek w Warszawie, gdzie go można znaleźć można się dowiedzieć pod adresem http://pinballstation.pl/ – ale to pewnie wszyscy już wiedzą.

Przybytek otwiera się od dwunastej (przytoczę klasyka: „W samo południe”), więc w tą godzinę celowałem z synem. Umówiłem się wstępnie z ZGRD-em, od którego mam joystick do testów (to pewnie wkrótce). Dotarłem w miarę o czasie – i tu porównam do Muzeum Arcade w Krakowie. Podobnie jak tam, całość się mieści w starym magazynie, znacznie gorzej jest na zewnątrz (dziury w drodze), wewnątrz jest nawet przytulnie. W Warszawie jest piętro, ale powierzchnia jest znacznie mniejsza niż w Małopolsce. W każdym razie – pierwsze wrażenia pozytywne. Pora sprawdzić w praniu.

Na pierwszy ogień poszło pięterko – to głównie tam stoją automaty arcade i część pinballi. Można spotkać piękne klasyki – Space Invaders, Frogger, Scramble czy Super Cobra. Ogólnie spis znajduje się na stronie, więc się tu nie rozpisuję. Sporo automatów w oryginalnych budach, ale część w uniwersalnych. Pierwsze wrażenie – pozytyw, do tego masa różnych stołów z tytułowymi fliperami. Dla mnie gratka niesamowita – syn zaczął od wspomnianego Space Invaders, ja od jednego z fliperów. No cóż, na wielu z nich już czuć ząb czasu, ale nie ukrywajmy, są wiekowe. Po szybkim przetestowaniu kilku stołów pograłem także nieco na starszych automatach: Galaxian, Super Cobra, Frogger czy Joust. Zabawa przednia, choć niektóre detale można by poprawić – chodzi o jakość switchy.

Przyszedł czas na zwiedzenie dołu – i tu na chwilę utknąłem przy nowym fliperze, czyli „Godzilla” (tu w wersji PRO). Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się stołu z Godzillą w Polsce, a jako fan – nieco mnie wzięło, poprosiłem nawet o zdjęcie. Poszukałem w sieci – można taki sobie kupić, nówkę sztukę. Nawet niedrogo – niecałe 50 tysięcy złotych :) Jest i inna wersja, prawie za 75 :). Nieważne, gra jest ciekawa, są wstawki z filmów, a do tego czuć, że jest to znacznie nowszy automat od zacnej większości maszyn – zupełnie inne odczucia z grania. W większości maszyn łapki są – delikatnie mówiąc – zużyte, a te, co mają wymienione gumki – chyba założone za miękkie (nie ma dynamiki odbicia pamiętanej z dzieciństwa), ale takie detale nie mogą przecież popsuć radości z zabawy.  Szczególnie że mój syn, póki się nie zmęczył – dzielnie dawał sobie radę.

Pora na drobne smaczki Atarowskie, wszak jestem atarowcem z krwi i kości. A takie ciekawostki są dwie: jedna to PONG z 2017 roku (czyli całkiem nowy), w wersji koktajlowej, dla dwu graczy. Synowi się bardzo podobała ta wersja, z mojej strony powiem, że większe paddle niż oryginał dawało jak dla mnie zbyt dużą niewładność (wiem, czepiam się), ale ogólnie wrażenia w 100% pozytywne, w dodatku chętnie bym sobie taki postawił zamiast stolika w domu ;). Syn i ja byśmy byli zadowoleni, ale pewnie gorzej moja druga połowa ;).

Drugą ciekawostką z mojej ulubionej firmy jest stół „Hercules” z 1979 roku. Pewnie wielu z nas za młodu oglądało rysunkowe przygody Herculesa, grafika jest wzorowana właśnie na tej kreskówce. Ale nie to wyróżnia ten fliper z innych. Cechą szczególną – rzucającą się w oczy na pierwszy rzut oka – są gabaryty maszyny… Tytułowy bohater jest silny, więc maszyna jest na oko półtora raza większa od standardowych stołów. Jak podejdziemy bliżej, to okaże się, że bila także jest potężna, w dodatku stylizowana na granitową kulę o dość ciekawej fizyce (jest dość wolna), natomiast łapki, aby mogły wprowadzić ją w ruch – oprócz tego, że są przeogromne, to są sterowane elektromagnesami. I tu mam zagwozdkę – elektromagnesy wydają strasznie dziwny dźwięk, i w sumie nie wiem, czy tak jest oryginalnie, czy to kwestia siadających lub niewłaściwie dobranych do renowacji cewek?

Niestety, tego dnia około 25% maszyn odmawiało posłuszeństwa – bądź były wyłączone, bądź się crashowały z nieznanych mi przyczyn. Nieco to obniża mój komfort wizyty, tym niemniej rozmawiając z Zgrd-em wiem, że jak był poprzednio – ten odsetek był o wiele mniejszy. Biorę więc to na karb przypadku i złośliwości rzeczy martwych. I o ile nie mam za złe wypalonych kineskopów (w Dig-Dug ledwo było widać, co się dzieje na ekranie), o tyle wszelkiego rodzaju switche czy gałki są dość powszechne jeszcze. Mam nadzieję, że to sytuacja po świętach, chłopaki jakoś to ogarną po przerwie świąteczno-noworocznej i będzie tylko lepiej. Ogólnie jak bym miał oceniać wizytę – jestem stanowczo za, trzeba takie inicjatywy wspierać, tym niemniej pewien niedosyt zostaje. Uważam, że należy choć raz to miejsce odwiedzić – może Centrala się zdecyduje na szybką wizytę w Warszawie. W sumie to tylko około kilometra od Dworca Zachodniego w Warszawie, a dojeżdżający z okolic Łodzi czy Poznania obecnie mają stację końcową na Warszawie Głównej, gdzie przechodząc kładką mają do przybytku jakieś 300-400 metrów. Chętnie bym się spotkał na jakimś zlocie w Centrum ;).

Podsumowując – tutejszy przybytek jest dużo skromniejszy od Kraków Arcade Museum, jednak główny trend (pinballe) nieco odbiega targetem od tamtejszego. Tym niemniej byłem dość zdziwiony dużym odsetkiem automatów Arcade w stosunku do fliperrów. Myślę, że każdy fan retro rozrywki znajdzie tu coś dla siebie. Szkoda tylko, że całość się otwiera dopiero w południe (chociaż wycieczki szkolne między 9:00 a 12:00, więc pewnie taki zlocik można by ustalić z właścicielami). Jakiś skromny bufet jest na miejscu, ale z racji tego, że byłem z synem – nie korzystałem. Za to widziałem pizzerię w pobliżu, poza tym na samym placyku z automatami jest też lokal gastronomiczny, ale pewnie uruchamiany na lato jakoś.

Sikor to atarowiec z krwi i kości. Miłośnik wszelakiego sprzętu Atari, filmów z Japońskim Godzillą oraz starego SF. Zasadniczo w opisach opiera się wyłącznie o sprzęt Atari, choć czasem nie pogardzi czym innym. Działa głównie na 8-bit, ale konsole nie są mu obce... lubi czasem popykać na maszynach Arcade, ale gry na PC go nie pociągają...