Zapomniane Szpile #4 | Fragile Dreams: Farewell Ruins of the Moon

fragdreamswiiminiWidzimy się znowu w czwartym etapie cyklu „Zapomniane Szpile”. Zgodnie z tym, co zapowiadałem w zeszłym miesiącu – dzisiaj gra z zupełnie innej platformy. Nie tak wiekowa, jak bohaterowie poprzednich odsłon, ale nie mniej zapomniana. A dlaczego zapomniana? Postaram się znaleźć odpowiedź na to pytanie w niniejszym artykule. A więc, bez zbędnych ceregieli – wrzucaj żeton i naduś „start”!

stage-4

Fragile Dreams: Farewell Ruins of the Moon / (jap. フラジール ~さよなら月の廃墟~ Furajīru: Sayonara Tsuki no Haikyo)

Platforma: Nintendo Wii

Rok: 2009

Produkcja/publikacja: Namco Bandai/Xseed Games

Fragile Dreams recenzja wii

Piękna grafika na okładce.

Gra, aby zaliczyć ją do kategorii tych „zapomnianych”, nie zawsze musi wypełniać znamiona jakiegoś reliktu przeszłości. Wszak Super Mario Bros. też kiedyś zostanie zapomniane, bo wyginą wszystkie dinozaury naszego pokroju, które pamiętają czasy świetności tego produktu. Niektóre produkcje po prostu gubią się w ferworze walki, potykając się o te, które zrobiły wokół siebie większy hałas. Ileż z nich omija nas każdego dnia, jak duża ich liczba jest produkcjami, które warto wypróbować? Tego nie wie nikt. Można pójść w ślady moje i mi podobnych i zacząć przeczesywać ogromne biblioteki wydawnicze na poszczególnych platformach, szukając swoistego „złotego runa”, niczym pięćdziesięciu dwóch Argonautów, żeglujących wśród bezkresnej toni wirtualnej rozrywki. Można też pójść na łatwiznę i przeczytać… ten artykuł.

Fragile Dreams to gra przygodowa z delikatnymi elementami RPG. Głównym bohaterem tej osobliwej produkcji jest piętnastoletni chłopiec imieniem Seto. Poznajemy go w chwili, gdy umiera jego dziadek, właściciel obserwatorium astronomicznego na przedmieściach Tokio. Chłopiec stwierdza wówczas, że wraz z odejściem dziadka został na świecie zupełnie sam. Nie trzeba wiele, by stwierdzić, że to właśnie to uczucie będzie motywem przewodnim opisywanego tytułu. Od razu uwidocznia się sfera artystyczna produkcji, która zdecydowanie nastawiona jest właśnie na odczucia odbiorcy. Pierwsze kroki, stawiane w opuszczonym obserwatorium dziadka nocą sugerują, iż również klimat odegra tutaj jedną z pierwszoplanowych ról.fragdreamswii5

Tło do posłuchania podczas lektury:

Historia przedstawiona w przedmiotowym tytule jest bardzo prosta i klarowna. Seto pewnego dnia, w niedalekiej przyszłości budzi się zupełnie sam. Odnajduje w zasnutym nocnym cieniem obserwatorium latarkę i list od dziadka, który sugeruje mu w nim udać się do „żarzącej się na czerwono wieży”. Chłopiec zabiera jedyne pamiątki po dziadku i dotychczasowym życiu, jakie posiadał i wyrusza na poszukiwanie ludzi w nocną wędrówkę po martwym świecie, w którym został całkiem sam… Krążąc tak po opuszczonych, post-apokaliptycznych przedmieściach wielkiej, japońskiej aglomeracji dosyć szybko wysnułem jednoznaczny wniosek – gra jest zdecydowanie alegorią wyobcowania i swoistej „alienacji”, z którą z roku na rok boryka się coraz więcej, mieszkających w megalopolis nastolatków. Na każdym kroku zauważyć można kolejne, symboliczne przesłanki, których rozwikływanie stanowiło gros czasu spędzonego podczas eksploracji.

Seto, niedługo po wyruszeniu w podróż, słyszy czyjś głos. Czy to umysł, umęczony dniami spędzonymi w zupełnym odosobnieniu, płata mu figle, czy może śni na jawie? A może to prawda? Na wejściu do zrujnowanej stacji metra zauważa srebrnowłosą dziewczynę, która, skąpana w świetle Księżyca w pełni śpiewa w akompaniamencie koników polnych. Kiedy do niej podchodzi, dziewczyna ze strachu spada na ziemię. Seto podbiega do niej i w panice przed tym, że stracił jedyną, żywą osobę szybciej niż ją zyskał, próbuje ją ocucić. Dziewczyna wstaje, niczym rażona piorunem i rzuca się do ucieczki. Seto rusza za nią. Odnalezienie srebrnowłosej dziewczyny i poznanie jej – tak właśnie prezentuje się wiodący cel wędrówki naszego protagonisty.fragdreamswii2

Jako, że produkcja ta zawitała na konsoli Nintendo Wii, wykorzystuje ona dobrodziejstwa osobliwego kontrolera WiiMote, który, reagując na ruch, przenosi nasze gesty w skali 1:1 do świata gry. Przypisano do niego obsługę latarki, którą Seto trzyma w prawej dłoni. Nie powiem – oświetlanie sobie drogi żyroskopowym pilotem niczym w SH: Shattered Memories sprawiało mi masę frajdy. Takie rozwiązanie pozwoliło mi na jeszcze lepsze wczucie się w klimat opowieści i zwiększenie immersji mojej osoby z nastoletnim, tokijskim chłopcem imieniem Seto. W lewej ręce zaś bohater nasz dzierży broń, której to użyje nie raz, nie dwa… Do dyspozycji mamy różne bronie, które zupełnie, jak Ziutek z Dworca Centralnego pozyskamy z plądrowania opuszczonych blokowisk świata, który się… skończył. Poczynając od gałęzi, poprzez gazrurki, kije golfowe, a na mieczach samurajskich kończąc. Poza orężem białym mamy też zabawki dystansowe, czy to zwyczajne proce, czy skomplikowane kusze. Ale po co nam te bronie w opuszczonym świecie, w którym jesteśmy sami, jak palec?

Dowiadujemy się dosyć szybko, że planetę, pozbawioną w okamgnieniu wszelkiego życia nawiedzają duchy tych, którzy nie do końca mogą się pogodzić z tym, że ich życie zostało skrócone w tak brutalny sposób. Aby je pokonać, należy skierować na nie wiązkę światła emitowanego latarką i przypuścić kilka cięć naszym ekwipunkiem. Oręż ten szybko się niszczy, więc ciągle trzeba mieć oczy dookoła głowy w poszukiwaniu kolejnych środków przymusu bezpośredniego. Poza bronią, przeczesując pustkowia tego, co zostało z tokijskiego habitatu znaleźć można „tajemnicze przedmioty”. Te, wymagające oświetlenia ich blaskiem ogniska w celu identyfikacji, zazwyczaj kryją w sobie pamiątki pozostawione po ludziach, wypełnione emocjonalnym ładunkiem i wspomnieniami ich uprzednich właścicieli. Wówczas uruchamia się bardzo fajny przerywnik dźwiękowy z odczytanym monologiem. Tego typu „znajdźki” do posłuchania i zadumy nad nagłą tragedią, która spotkała tych ludzi sprawiają wrażenie nieziemsko odległych, mimo że przemierzamy właśnie pogorzelisko tej przegranej przez ludzkość bitwy z losem…fragdreamswii1

Wspomniane wyżej ognisko, w którego świetle identyfikujemy przedmioty to swoista interpretacja „save-point’u”, która pozwala nam odpocząć od trudów wędrówki, zregenerować punkty trafień, ogrzać się w przyjemnym płomieniu i przeorganizować ograniczony ekwipunek, przenosząc niepotrzebne przedmioty do walizki. Tu też będzie można skorzystać z usług tajemniczego Kupca, który, odziany w wielką głowę… kurczaka, przemierzając świat jak my, oferuje kupno i sprzedaż przedmiotów. Można u niego kupować przedmioty regenerujące zdrowie i bronie, których będziemy potrzebować sporo, ponieważ te szybko się niszczą. Prezencja tego handlarza jest bardzo niepokojąca, wręcz mrożąca krew w żyłach mimo kurtuazji, z jaką zwraca się do naszego bohatera. Creepy.

Tak, jak wcześniej wspomniałem, gra posiada delikatne elementy RPG. Za likwidowanie duchów, przemierzających morową atmosferę eksplorowanych przez nas lokacji, przyznawane są punkty doświadczenia. Po osiągnięciu określonej ich ilości przyznawany jest nam kolejny poziom postaci, z wzrostem którego podnosi się również siła naszego ataku, jak i dostępna ilość punktów trafień. Nie ma natomiast żadnych tokenów umiejętności, czy możliwości ulepszania naszego ekwipunku bądź elementów odzienia. Nasz bohater ubrany jest od początku do końca w te same fatałaszki, bronie psują się po kilku położonych przeciwnikach, więc nie ma sensu wprowadzania do nich ulepszeń, a sam Seto nie posiada żadnych nadzwyczajnych umiejętności, które można by rozwijać. Jest to znaczne uproszczenie znanego i lubianego systemu „graj siedemset godzin, dogrinduj i dopakuj postać do granic możliwości, wykup miliard czarów i przedmiotów”. I dobrze! Można sobie liznąć klimacik RPG bez potrzeby bicia tych samych mobków przez kolejne pół roku.fragdreamswii4

Podczas gry spotkamy kilku towarzyszy, którzy pomogą nam przezwyciężyć samotność, naciskającą na wątłą sylwetkę nastolatka z każdej strony. Na początku natrafimy na mówiącą jednostkę sztucznej inteligencji, która niesiona jak plecak poratuje nas niekiedy sugestią bądź wskazówką. Fajnie wykorzystano tutaj głośnik, znajdujący się na kontrolerze WiiMote – gdy przyłożymy go sobie do ucha, gra rozpozna nakreślony ruch i wypuści z niego wskazówkę od towarzysza. Głośnik wykorzystany jest również do rozwiązywania zagadek w grze – gdy będziemy musieli dla przykładu znaleźć źródło jakiegoś dźwięku, wystarczy celować kontrolerem w różne miejsca – im bliżej źródła dźwięku jesteśmy, tym wyraźniej usłyszymy owe dźwięki z głośnika naszego pilota. Znacznie urozmaica to rozgrywkę i sprawia, że fajnie jest po prostu grać przy użyciu tego kontrolera.

Strona wizualna produkcji to jeden z jej najmocniejszych punktów – niektóre z lokacji są tak klimatyczne, że kilkakrotnie złapałem się na staniu przez parę minut i wgapianiu w okolice. Kilka miejscówek zrobiono w taki sposób, że od razu poczuć można fakt wymarcia gatunku ludzkiego. Tekstury są całkiem wyraźne, postaci zrobione są całkiem fajnie. Oprawę graficzną wykonano w stylu połowicznego cell-shadingu. Ogólnie sam design postaci, przedmiotów, duchów i ogólnych lokacji mocno przypomina… Personę 3. Bardzo wyraźnie rzucają się w oczy elementy, które wskazują na to, że twórcy opisywanego tytułu inspirowali się arcydziełem od ATLUS-a. Nawet główny bohater dosyć mocno przypomina ucznia Gekkoukan High. Niestety, aby nie było zbyt sterylnie i idealnie – w grze czasami odczuć można znaczące dropy w płynności generowanej animacji – szczególnie, gdy na ekranie pojawia się więcej niż trzech przeciwników jednocześnie. Na szczęście, takie sytuacje, gdzie spadek ilości klatek animacji na sekundę faktycznie irytował, było kilka i trwały one kilka chwil.fragdreamswii7

W kwestii dźwięku natomiast, gra jest absolutnym mistrzostwem. Jeżeli uruchomiliście ścieżkę, którą umieściłem kilka akapitów wyżej, to wiecie już, o czym mówię. Muzyka, stanowiąca tło do budowanej klocek po klocku historii idealnie rekompensuje pewne braki, które sprawiały, że klimat nieco opadał. Ścieżka dźwiękowa jest nieskazitelnie dobra, wyszukana, dobitna w swej subtelności.  Niektóre z melodii przywodziły mi na myśl, skomponowany przez Ennio Morricone motyw przewodni filmu Dawno Temu w Ameryce. Wrażenie przemijania i nieodwracalności losu nigdzie nie jest tak namacalne i wyraziste, jak tutaj. Brawo!

Na koniec wspomnieć chciałbym o kilku istotnych elementach, których niestety nie udało się projektantom do końca doszlifować. Jednym z tych elementów jest poziom trudności. Gra jest tak casualowa, jak to tylko możliwe. Przez całą rozgrywkę, która trwała w moim przypadku nieco ponad jedenaście godzin, zginąłem może ze dwa razy i to tylko z własnej głupoty. Nadto zaznaczyć należy, iż w tytule tym design lokacji jest bardzo nierówny – niektóre z lokacji są po prostu przepiękne, a niektóre sprawiają wrażenie, jakby były wciśnięte na siłę. Nie będę już wspominał o kilku momentach, gdzie trzeba było przemierzyć korytarz bądź szyb wentylacyjny tak długi, jak sławetna drabina w MGS3: Snake Eater. Poza tymi elementami, nie ma raczej niczego, do czego mógłbym się jeszcze przyczepić.

Historia opowiedziana w grze jest piękną opowieścią o próbie odnalezienia samego siebie, swojego jestestwa w opustoszałym świecie. Nastawiona na ładunek emocjonalny dostarcza go w odpowiedniej dawce, ale sprawia wrażenie, że gameplay’owo niestety nie nadąża owemu ładunkowi kroku. Mimo wszystko grę polecałbym każdemu, kto szuka czegoś nowego, szuka nowych wrażeń, komuś, kto chce przeżyć coś więcej niż tylko przygodę. Dlaczego gra jest zapomniana? Może właśnie dlatego. Może dlatego, że obecnie gracz pożąda wartkiej akcji, której najlepiej niech nie przerywa zbyt wiele cutscen i elementów, w których trzeba uruchomić mózg…fragdreamswii3

Retrometr


Czwarty etap za Wami, dalej macie wszystkie życia. Chyba któryś z Was, Mirki, użył jakichś kodów, podejrzane to! W następnym etapie… nie wiem, co. Może znowu coś z NES, a może tym razem coś z Super Nintendo, a może jakaś produkcja z obozu Sony? Nie zapomnijcie oczywiście o swoich propozycjach podobnych gier w komentarzach i wrażeniach z ogrywania tematu dzisiejszego cyklu. Do przeczytania niebawem!

Inne artykuły:

RetroKieszeń #8 | Final Fantasy Adventure Gra co prawda będzie o czym innym, ale będąc bezczelem przyciągnę Wasz wzrok chwytliwym tytułem:  F I N A L   F A N T A S Y. Zaciekawieni? Super, to j...
Recenzja | Mushroom Men: The Spore Wars Jako gracz sterowałem już całą bandą dziwactw, gekon, goryl, smok, jamraj i przeróżne kombinacje innych futrzaków, był nawet jegomość bez szyi, kolan ...
Recenzja | Super Mario Sunshine Nie jest łatwo być następcą pioniera, wzorca, ulubieńca tłumów i głównego koła zamachowego swego otoczenia. Oto historia hydraulika skazanego na pożar...
O Makaveli 11 artykułów
Redaktor. Ulubione gatunki: Wszystko poza strategiami. Wyjadacz serii Gran Turismo. Lubi przyciąć od czasu do czasu w jakiegoś crapa, którego kupiło 5 osób, z czego trzy od razu wywaliło na śmietnik. Posiadane platformy: PS, PS2, PS3, PS4, DC, GCN, Wii