Recenzja | Crash Team Racing

ctrminiChoć wyścigi go-cart’ów zadebiutowały na SNES’ie za sprawą Super Mario Kart, swoje najlepsze lata gatunek przeżywał dopiero na konsolach piątej generacji. Gier tego typu było mnóstwo, ścigał się każdy od Królika Bugs’a po Legoludki. Na konsoli N64 gracze katowali Mario Kart 64 i Diddy Kong Racing, Saturn natomiast oferował Sonic R. Sony na swojej maszynce też miało niemały ruch w interesie, jednak brakowało killera, który nie tylko jakościowo dorówna produkcją konkurencji, ale również będzie oparty o postacie kojarzące się wyłącznie z szarakiem. Tak więc na linii startu ustawiła się ekipa Noughty Dog i nie kto inny jak sam Crash Bandicoot we własnej osobie.

„Fasten your seatbelts, for another… Naughty Dog creation!”

W Crash Team Racing, na go-cart’ach śmigać będziemy oczywiście znanymi z uniwersum rudzielca postaciami, tymi dobrymi jak i drugą stroną barykady. W końcu Dr N. Cortex będzie mógł coś wygrać, a Polar nie będzie traktowany „przedmiotowo” :). Sposób ścigania się nie odbiega od tego przyjętego w gatunku. W wielkim skrócie –  mamy porozrzucanych po trasie masę power up’ów, którymi naparzamy siebie nawzajem by wygrać. Bronie generalnie dzielimy na wspomagające (pole siłowe, turbo) ofensywne w trakcie pościgu (rakiety, bomby) i ofensywne w trakcie ucieczki (skrzynki z TNT, flakoniki z wybuchową miksturą). Power up’y ukryte są w charakterystycznych dla serii skrzynkach z pytajnikiem, prócz tego mamy skrzynie z owocami Wumpa (lub jabłkami – jak kto woli). Zbieranie owoców jest bardzo przydatne, gdy zbierzemy ich 10 nasze bronie ulegną ulepszeniu i nieco szybciej będziemy jechać. I tak zamiast skrzyni TNT (którą ma opóźniony zapłon i można ją  z siebie zrzucić) będziemy zostawiać skrzynie z NITRO, które nie dają żadnych szans przeciwnikowi itd.

ctr1

Podobnie jak w wielu innych takich produkcjach w CTR losowość broni nie jest do końca… losowa. Gdy zajmujemy pierwsze miejsce z reguły dostajemy bronie określone przeze mnie jako ofensywne w trakcie ucieczki, mocniejszych broni typu zegar N. Tropiego nie dostaniemy, co jest trochę niesprawiedliwe. Drugim po broniach ważnym czynnikiem podczas ścigania się w CTR są power slide’y. Podczas wślizgu musimy w odpowiednim momencie wklepać przycisk L1 który da nam boosta, powtórzenie tej czynności 3x pod rząd da nam jeszcze większe turbo. Power slide to cholernie udany element gry, dodaje sporo dynamiki do wyścigów i po prostu wciąga! Cały czas będziemy szukać okazji do kolejnego wślizgu. Jeden z najlepszych patentów w tym Crashu.

“I’ll show you wild driving! Last one across the finish lineis a rotten brain!”

Głównym trybem gry dla jednego gracza jest Adventure Mode, to tutaj Crash z ekipą zasiądą za kółko w celu wyłonienia najlepszego kierowcy. Powodem jest wizyta aliena Nitros Oxide’a, który krąży po galaktyce w poszukiwaniu godnego siebie rywala. Jeżeli na Ziemi nie znajdzie się śmiałek który go pokona w wyścigu, cała planeta zostanie przemieniona w wielki parking – prawda, że urocze? By udowodnić, że jesteśmy najlepsi przygotowano dla nas szereg eventów na poszczególnych trasach. Na każdej z nich mamy do zdobycia puchar (wygranie wyścigu), token (wygranie wyścigu + zebranie literek C-T-R) oraz znane z serii relicty (czasówka + rozwalanie skrzyń z bonusowym czasem). Do tego dochodzą specjalne areny w których na czas lawirując pomiędzy materiałami wybuchowymi zbieramy kryształy. Pomiędzy poszczególnymi wyścigami przemieszczamy się po swoistej mapce świata. Dostęp do kolejnych krain otwieramy kluczami wygranymi w pojedynku z bossem. Szefowie grają nieczysto i wypluwają z siebie tony wybuchowych paczek, sam Oxide sra takimi ilościami, że głowa boli! Bossowie to znana z poprzednich odsłon ferajna jak zwichrowany Ripper Roo, czy nie taki wolny jakby się mogło wydawać Papu-Papu.

W Adventure Mode możemy wybrać jedną z ośmiu postaci. Każda różni się nieco statystykami (czyli przyśpieszeniem, max. prędkością i sterownością), od nas zależy jaki typ zawodnika wybierzemy. Początkowy wybór rzutuje właściwie na całą przygodę, ponieważ statystyki z jakimi zaczynamy są też tymi z jakimi kończymy. Jest to standard w tego typu grach jednak mnie irytuje fakt, że nie dano nam chociażby jakiegoś symbolicznego trzystopniowego upgrad’u. Taki zabieg dodałby więcej możliwości i frajdy z gry, byłby również sens przechodzenia różnymi postaciami trybu Adventure. Bo przejście trybu przygody w CTR na 100% niestety nie jest zbyt czasochłonne, kolejne procenty do licznika wpadają bardzo szybko, a dodatkowe postacie odblokujemy wszystkie za jednym zamachem.

ctr3

Jak każdy szanujący się cart racer z tamtej epoki CTR posiada również multiplayer na jednym ekranie. Ścigać możemy się w „zwykłych” rejsach, ale mamy również tryb Battle. Tutaj na specjalnych arenach można walczyć z sobą bez patrzenia na metę, bo tej zwyczajnie nie ma. Jesteśmy w jednym pomieszczeniu z przeciwnikiem i atakujemy się wszystkim co wpadnie nam do łapy. Niby nic nadzwyczajnego, ale grywalność w tych pojedynkach jest przednia. Do tego dochodzi możliwość grania w czterech graczy przy pomocy multitapa. Ja jednak nie miałem nigdy tego szczęścia mieć przynajmniej znajomego z tym sprzętem, więc zawsze grało się 1vs1 i wygrany przy padzie. Nie zmniejszało to jednak frajdy z gry, na sesje z kanapowym graniem CTR nadaje się idealnie.

„It’s a little game I call Survival of the Fastest”

Przejdźmy do tras. Wiele z nich bazuje na tych znanych z platformowych części rudzielca. Mamy rajd po N. Sanity Beach, mroźne klimaty Polara, czy przejazd kanałami. Wszystkie zostały uzbrojone w ciekawe szczegóły i mimo ostrych krawędzi (to w końcu dziadek szarak) wyglądają obłędnie. W Polar Pass zamarznięty w bryle lodu gigantyczny niedźwiedź polarny wygląda jakby miał zaraz stamtąd wyskoczyć i nas zaatakować. Trasa Hot Air Skyway jest właściwie klasą samą w sobie. Ścigamy się w chmurach na olbrzymich połaciach płótna trzymanych przez zeppeliny z wizerunkiem Pinstripe’a. Jak dla mnie jest to najciekawsza miejscówka w całej grze, która po prostu zdziera papę z dachu! Podczas wyścigów nie zabraknie również poszukiwań ukrytych skrótów. Jest tego cała masa, prawie każdy tor posiada ich kilka i nie wszystkie są łatwo dostępne, czasem trzeba się zastanowić, czy są w tym momencie warte ryzyka. Do niektórych nie ma sensu podchodzić bez turbo lub pomocy maski jak np. w Papu’s Pyramid, gdzie łatwo więcej stracić niż zyskać, gdy się podejdzie do skoku nieprzygotowanym.

ctr2

Co do muzyki w CTR to można ją podsumować właściwie jednym słowem – jest „crashowata”. Wydaje mi się, że po odsłuchaniu jakiegokolwiek kawałka z gry (np. świetna muza z Nitro Court, czy Rampage Ruins), każdy kto miał styczność z Crashem będzie się czuł jak w domu.  Ta mieszanina skocznych bębnów i piszczałek świetnie sprawdza się podczas gry, ale wątpię by ktoś się tym katował na co dzień.

Do CTR wróciłem po ok. dziesięciu latach od pierwszego obcowania z tym tytułem pełen obaw o to, czy mechanika nie będzie już zbyt skostniała. Moje obawy szybko okazały się jednak bezpodstawne. Crash na kółkach wciąż daje radę, tryb przygody wciąga z marszu, podobnie jak wykonywanie kolejnych power slide’ów i szukanie skrótów. Mechanika gry jest ponadczasowa i pewnie za kolejne 10 lat też nie będzie problemu z tym tytułem. Trasy wciąż zachwycają szczegółami i przemyślanymi konstrukcjami. Kilku detali mi zabrakło (krótki Adventure do którego nie ma po co kolejny raz wracać), ekipa z ND pewnie była również tego świadoma i w Jak X sporo rzeczy dodano i poprawiono, jednak to już zupełnie inna historia. Faktem jest, że Noughty Dog godnie pożegnało dziadka szaraka i zakręconego Crasha. W czasach, gdy w tym podgatunku gier mamy straszną posuchę i odtwórczość, CTR jest wciąż pewną inwestycją. Nasza portalowa kapituła jest również tego zdania, więc Gazparek przyniósł medal.

RetrometrS


Platforma i rok ostatniego ogrania tytułu: Playstation (PSX)/2013

3 słowa do gracza: CTR to wciąż pewna inwestycja. Brać bez wahania i odpalać turbo!


Ciekawostki:

» Za wygranie turniejów w Adventure Mode otrzymujesz bossów jako dodatkowe postacie. Wyjątkiem jest Purple Gem Cup, gdzie odblokujemy Fake Crash’a. Wprawne oko mogło tego przystojniaka dostrzec już w Crash Bandicoot 3: Warped.

» Gdy w Time Trial wykręcisz czas lepszy niż N. Tropy, będziesz się ścigał z jego duchem. Po pokonaniu jego duchów na wszystkich trasach, odblokujesz go jako grywaną postać.

» Po pokonaniu N. Tropy’ego w Time Trial odblokujesz ducha Oxide’a. Pokonanie go na wszystkich trasach odblokuje Scrapbook w menu. Po internetach krąży informacja jakoby odblokowało to również Oxide’a jako grywaną postać, jednak jest to równie prawdziwe co wskrzeszanie pewnej kwiaciarki. Da się to zrobić jedynie poprzez „złamanie” gry.


Do posłuchania w trakcie lektury:

Crash Team Racing ‚Nitro Court’

Inne artykuły:

Recenzja | Jak II: Renegade Platformowe, zręcznościowe gry akcji to jeden z najprzystępniejszych gatunków gier dostępnych na domowych systemach rozrywki elektronicznej. Cieszą ok...
Recenzja | Galerians Adin, dwa, tri, czetyrie. Kolejne, niby bezładnie ułożone literki układają się w słowa. Słowa w ciąg wyrazów tworząc zdania i nadając im konkretny sen...
Recenzja | Hellnight „Są na tym świecie rzeczy, które się fizjologom nie śniły” – zwykł mawiać Ferdynand Kiepski odnośnie swoich niecodziennych odkryć. Parafrazując tę mąd...
Naczelna Osoba na stronie, czyli Nacz.Os. (zajmuje się wszystkim i niczym). Hedonistyczny megaloman o sercu z pikseli. Ulubione gatunki: platformery, sporty extreme w sosie arcade, carcade, RPG, klasyki z C64. Posiadane platformy: C64, PSX, PS2, GC, Wii, PSP, PC, A500, DC, ZX, Xbox

6 Komentarze

    • Mówisz że przywykłeś do prędkości i rajdów po suficie :)? Rollcage 1 czy 2? Bo 1 wspominam źle (sterowanie i kamere pamiętam że miał spierzoną), ale 2 to już co innego.

  1. Nie lubię wyścigów. Ale to chyba nie do końca wyścigi, nie?
    Pozycja kozacka, zagrywałem się jak głupi, choć 100% chyba rzeczywiście przekręca się zbyt szybko, a i szczególnie wielkich wyzwań nie ma tu zbyt wiele (przynajmniej tak to pamiętam, cholera wie, może i były).
    Dla wielu tytuł kultowy, dla mnie po prostu pierwszorzędny szpil.

    I dycha w Szmatławcu z tego co pamiętam…

  2. Fachowa gra, ale ominęły mnie rozgrywki vs z żywymi, a szkoda! Bo wtedy to dopiero byłby wypas. Świetna graficznie jak na ps1 – to wszystkie soki wyciskała z konsoli. W ogóle Crash 1,2,3 i CTR to killery plejstejszynowe! Polecam!

  3. Świetna gra, której śmiało można wystawić dychę, lata temu z braciakiem ogrywaliśmy CTR miesiącami i wycisneliśmy z niego wszystkie soki, a wszystkie skróty mielismy w małym palcu, jedyna wkurzająca nas rzecz była taka że jak grało sie na dwóch i jak jeden z nas był zbyt długo na pierwszym miejscu to nasz pojazd coraz bardziej zwalniał, aż w końcu ledwo sie człapał, nie wiem kto to wymyslił, ale mniejsza o to bo gra jest rewelacyjna i nawet jak kupiliśmy sobie na wspólne konto na ps3 to zarówno ja jak i brat zaliczylismy cały story z marszu.

  4. Grałem w to z jakieś 15 lat temu? Ale widzę, że nawet dziś można w to spokojnie grać. Super, bo CTR wspominam bardzo miło. Była to wg mnie najlepsza ścigałka w jaką grałem w dzieciństwie. Bardzo ciekawe trasy, postacie, bronie jak i tryb Battle, w który pograłem trochę ze starszym bratem. Ahh, aż mi się łezka w oku zakręciła jak teraz przypomniałem sobie stare czasy z CTR. Nie ma mowy, muszę sobie w to kiedyś zagrać na „szaraku” :D A i dzięki za ciekawostki o których nie miałem pojęcia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*